AUGUST KOWALCZYK – więzień KL Auschwitz nr 6804 / 4.12.1940 r.


Chyba celowo jakiś podświadomy odruch skierował moją dłoń do półki domowej biblioteczki, by dosunąć w równy szereg nieco wystającą jedna z książek, a której au- torem jest August Kowalczyk – i z którym miałem zaszczyt osobiście spotkać się kilka razy w Muzeum w Oświęcimiu. Stąd też, pomysł, by poświęcić kilka opracowań osobom wyjątkowym, które łączył wspólny los egzystencji w piekle jakim był hitlerowski KL Auschwitz, a które osobiście poznałem i z którymi rozmawiałem. Tym istotniejsze jest, że August Kowalczyk, jest uciekinierem z KL Auschwitz, a po wyzwoleniu zapamiętany jako pisarz, poeta, a przede wszystkim aktor, o wzorcowym sposobie komunikowania się z otoczeniem i ujmującym barytonowym brzmieniu głosu. Poprzez znajomość obozowej egzystencji, w prezentowanych sztukach i filmach o tematyce z okresu okupacji hitlerowskiej, wyjątkowo wiernie odtwarzał role także oprawców obozowych. Grywał bardzo wyraziste postacie, o charakterystycznym głosie, niezwykłym wyrazie twarzy. Wyjątkowa, ciekawa książka o tytule jak wyżej, przedstawia koszmarny świat obozu w nadzwyczajnym ujęciu.

KL Auschwitz. Nr 6804 – August Kolwaczyk

Ujawnia między innymi, że obozowa załoga SS także okazywała chciwość, przekupność, że była gotowa do zdrady swoich „ideałów”, że bywali wśród nich osobnicy gotowi iść z pomocą więźniom.

Dodam jednak, że jak mało kto w dosłownych tego słowa znaczeniu, August Kowalczyk profesjonalnie wypełniał ów obowiązek „dawania świadectwa” o golgocie w KL Auschwitz. Gdy wielu innych byłych więźniów przeszło w stan milczenia o pobycie w obozie i nawet najbliższym czy rodzinie nie ujawniali swoich przeżyć – gdyż był to dla nich temat „tabu”, wspomnienia bardzo bolesne, Pan August udzielał prelekcji dla młodzieży szkolnej i pogadanek na spotkaniach z doroślejszą publicznością. Wspaniale opanowany zawód aktorski, umiejętność deklamacji, wysławiania się – sprawiały wyjątkowość takich spotkań. Przejmujące w swej treści są pisane przez Niego i deklamowane wiersze, po mistrzowsku napisane książki także o pobycie w obozie. Polecam więc korzystanie z tak wiarygodnie przedstawianych dokumentów o warunkach bytu w hitlerowskich obozach – a używam liczby mnogiej, gdyż niezależnie od miejscowości w których funkcjonowały owe „fabryki śmierci”, zasadniczym ich przedsięwzięciem było zabijanie, mordowanie ludzi, o czym nie wolno zapomnieć!

*

Kowalczyk August Marian, urodzony 15.08.1921 r. w Tarnawej Górze, syn Stanisława i Czesławy z d. Stangret. Po ukończeniu szkoły stopnia podstawowego, kontynuował naukę w Liceum Ogólnokształcącym w Dębicy – ukończone przed wybuchem wojny. Wakacje w 1939 r. spędzał w Dzierzgonowie u zaprzyjaźnionej rodziny, a następnie uczestniczył w obozie wojskowym nad Popradem.

August Kowalczyk zamyślony.

W sierpniu tegoż roku, mobilizacja młodzieży zdolnej do odbycia służby wojskowej przerwała pobyt na obozie więc August z braćmi i matką musieli wracać do domu do wsi Małej. Wybuch wojny i wkroczenie wojsk hitlerowskich do Polski przerwały z oczywistych względów dalszą naukę. W obliczu tak widocznych i odczuwalnych warunkach terroru okupacyjnego, coraz mocniej wywoływały u młodych patriotów chęć przeciwstawiania się okupantowi. W tej sytuacji, młody August, jak wielu rówieśników postanowił przedostać się do polskiej armii we Francji.

Razem z kolegą Zbigniewem Makuszewskim wyruszyli pieszo trasą wiodącą przez Brzostek, Jasło, Dębowiec, do Słowacji.

Relację na ten temat – drogę „do Francji”, tak przedstawia osobiście August Kowalczyk – w nagraniu dla Muzeum w Oświęcimiu:

[…] Przeszliśmy prawie całą Słowację i w pobliżu granicy słowacko – węgierskiej zostaliśmy aresztowani przez ówczesną faszystowską słowacką żandarmerię, która w tym czasie kolaborowała z hitlerowcami. Toteż natychmiast odstawiono nas z powrotem do granicy słowacko-polskiej i tam wydano w ręce Niemców, konkretnie niemieckiej straży granicznej tzw. Grenzschutzu.

Aresztowani, przewiezieni zostali do więzienia w Dukli, gdzie znowu posługując się jego wspomnieniami – relacjonuje:

[…] Parterowy budynek, cztery cele, jeden klucznik, Polak zresztą, a w tych celach już około 80 podobnych do mnie przestępców, bo oczywiście w oczach Niemców uchodziliśmy za przestępców. To przeważnie wojskowi, tylko dwóch jeszcze takich młodych chłopaków jak ja. W czasie miesięcznego pobytu w więzieniu Dukielskim, zostaje zorganizowana zbiorowa ucieczka. Koledzy dorabiają klucze do wszystkich czterech cel i do głównego wyjścia, i w nocy z 15 na 16 czerwca mamy otworzyć cele, otworzyć więzienie, wyjść i raz jeszcze próbować szczęścia przez granicę, kierunek oczywiście Francja. Niestety, trzy dni wcześniej, 13 czerwca przyjeżdża gestapo z Jasła, wygarniają wszystkich do ostatniego z więzienia Dukielskiego, ła- dują na dwie ciężarówki i wiozą do Jasła.

[…] A tu już więzienie z prawdziwego zdarzenia. Budynek murowany, dwupiętrowy około 20 kluczników strażników i służba wartownicza na murach więziennych pełniona nawet w pewnym okresie, przez żandarmerię niemiecką. Rozpoczynają się przesłuchania gestapo. W związku z tym mój pobyt w Jaśle, przedłuża się do 5 miesięcy i dopiero w połowie listopada idę, jak to brzydko bo niepoprawnie po polsku mówiło się w żargonie więziennym, „idę w transport”, czyli jadę do następnego więzienia. I znów w nocy z trzeciego na czwartego grudnia ładują stu więźniów na ciężarówki. Jestem w tej grupie, wiozą na stację kolejową Tarnów na bocznicę towarową. Po pięćdziesięciu do dwóch wagonów towarowych zamykają plombują już pod strażą SS i żandarmerii. Jedziemy nocą w nieznane aby już nad ranem zna- leźć się na stacji kolejowej, na której murze widnieje napis Auschwitz.

Tak więc, 4.12.1940 r. zostaje August Kowalczyk przetransportowany do KL Auschwitz, zarejestrowany w obozowej ewidencji jako więzień nr 6804.

A oto kolejna relacja o pierwszych godzinach i dniach bytu w KL Auschwitz:

[…] Po 4 godzinach, ogolony, ostrzyżony, w pasiaku, z numerem na piersi stałem na placu apelowym obozu koncentracyjnego Auschwitz. I tak na dłuższy czas został skreślony August Kowalczyk, w to miejsce zaistniał więzień numer 6804.

Następnego dnia, 5 grudnia pierwszy raz poszedłem do pracy. Była to bowiem praca na terenie obozu, po prostu pół roku wcześniej przyjechał pierwszy transport. Czyli obóz funkcjonował już pół roku kiedy ja przyjechałem i praca moja polegała na dostarczaniu materiałów budowlanych z placu magazynów na place budowy.

Powstawały nowe bloki mieszkalne. Ja właśnie z moimi kolegami, których, zatrudniono przy tzw. Rolwadze, dużym artyleryjnym, francuskim wozie amunicyjnym, woziliśmy cegłę. Byłem jednak szczęśliwy kiedy po czterech prawie miesiącach w kwietniu zostałem skierowany do innej pracy. Była to praca, o której marzył właściwie każdy więzień w Auschwitzu. Praca poza terenem obozu, czym dalej od obozu tym lepiej.

[…] Burzyliśmy dwie wsie pod Oświęcimiem: Dwory i Monowice zostały przeznaczone do rozbiórki. Rozbieraliśmy domy mieszkalne, burzyliśmy zabudowania gospodarskie i dopiero na te puste place wchodziły brygady budowlane więźniarskie bądź cywilne i stawiały poszczególne fragmenty fabryki. Jak na warunki obozowe, pracowałem dosyć długo, bo rok i dwa miesiące i najważniejsze co się tam w tym czasie wydarzyło i miało wpływ na nasze dalsze losy to fakt, że od razu na samym początku udało się nam nawiązać kontakt z tajną konspiracyjną organizacją kobiet polskich w Oświęcimiu.

Mowa w powyższym fragmencie o działającej w pobliżu oświęcimskiego obozu komórce organizacji konspiracyjnej Związku Walki Zbrojnej, utrzymujących łączność z więźniami pracującymi poza KL i pomocy dla nich – przede wszystkim dożywianie, ale także pośredniczenie w kontakcie z rodzinami.

Niestety, za przyłapanie na pośrednictwie pomocy współwięźniom, osadzony został w bloku 11 – w celi nr 20, skąd przez dwa tygodnie wyprowadzano go na przesłuchania do obozowego Gestapo. Pytania dotyczyły oczywiście przemytu żywności do obozu oraz podaniu nazwisk owej zorganizowanej „grupy pomocowej”. Po wykrętnych tłumaczeniach, po zwolnieniu i wyjściu z bunkra wezwano go do kancelarii głównej obozowe, gdzie osławiony Gerhard Palitsch odczytał wyrok: Więzień 6804, za kontakty z ludnością cywilną zostaje skazany na dożywotnią karną kompanię, ponadto za posiadanie ponad regulaminowej kwoty pieniędzy zostaje skazany na karę chłosty 2 x po 25 kijów.

Tak jednoznaczny wyrok: „dożywocie” w karnej kompanii oznaczającej zazwyczaj kilkanaście dni życia, spowodowała myśli o konieczności ucieczki, a okazja taka zaistniała 10.06.1942 r. W tym bowiem dniu, z powodu silnego deszczu pracę przerwano znacznie wcześniej niż zwykle. W ogólnym zamieszaniu kilkadziesiąt osób poderwało się do ucieczki. W czasie pościgu niemal natychmiast zginęło trzynastu więźniów, a dwóch schwytano żywcem. Udało się umknąć dziesiątce, z czego dwóch schwytano po dwóch dniach i wkrótce rozstrzelano. W furii Niemcy wyżywali się na innych więźniach. Zastrzelono kolejne 20 osób, zaś 300 członków kompanii karnej zagazowano w komorze.

August Kowalczyk uciekł do lasu, następnie ukrywał się w zbożu, gdzie został od- naleziony przez okoliczne kobiety, które zapewniły mu kobiece przebranie i wskazały miejsce bezpiecznego schronienia. Ukrywał się przez 7 tygodni w kryjówce na poddaszu jednego z domów w miejscowości Bojszowy. Później z fałszywymi dokumentami wyjechał na Górny Śląsk, po czym dotarł do Krakowa. Do końca wojny walczył w szeregach AK w pow. miechowskim.

Po zakończonej wojnie, 9.11.1945 r. zadebiutował jako aktor w teatrze. Występował w teatrach: krakowskim Rapsodycznym (1945–1952) i warszawskim Ludowym (1952–1954). W latach 1954–1962 aktor Teatru im. Adama Mickiewicza w Częstochowie, zaś 1962–1964 dyrektor tego teatru. W latach 1962–1966, to za czasów jego dyrektorowania, Józef Szajna wystawił swoją wizję Fausta Johanna Wolfganga Goethego. W latach 1964–1981 występował na scenie Teatru Polskiego w Warszawie (w latach 1968–1981 dyrektor naczelny i artystyczny Teatru Polskiego w Warszawie).

Jedno z moich spotkań z Augustem Kowalczykiem.

Po przejściu na emeryturę w 1981 r., rozpoczął działalność w Towarzystwie Opieki nad Oświęcimiem w Oświęcimiu. Zaczął również jeździć po Polsce i świecie ze swoim monodramem „6804”, by opowiadać o piekle obozowego życia. Przez przeszło 30 lat odwiedził tysiące szkół na terenie całego kraju przekazując młodzieży świadectwo o tamtym czasie. W 1995 r. wydana została książka jego autorstwa „Refren kolczastego drutu: Trylogia prawdziwa”, będąca wspomnieniami z pobytu w Auschwitz-Birkenau, jego ucieczki oraz z okresu ukrywania się. Ostatnie „6804” wystąpienie, które symbolicznie zrównało się z jego obozowym numerem, odbyło się na terenie Auschwitz 10.06.2012 r. w 70-tą rocznicę jego ucieczki z obozu.

Wieloletni wiceprezes Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, przewodniczący Krajowej Rady Polskiej Unii Ofiar Nazizmu, przewodniczący Rady Fundacji Pomnika-Hospicjum Miastu Oświęcim oraz członek Rady Fundacji „Polsko-Niemieckie Pojednanie”.

Zmarł w hospicjum w Oświęcimiu, w otoczeniu najbliższych – dnia 29.07.2012 r.

Jerzy Klistała

  • Źródło: Fragment książki Jerzego Klistała pt. „POZOSTANĄ W MIEJ PAMIĘCI – Kowalczyk August” [str. 121-124]

Artykuł opublikowany za zgodą Autora.

Ilustracja tytułowa: Augustyn Kowalczyk, fot. za arkadia-bonumest.blogspot.com / wybór zdjęcia wg.pco

*

Przeczytaj więcej artykułów Jerzego Klistały na naszym portalu > > > TUTAJ.

*

Przeczytaj również inne artykuły związane tematycznie z KL Auschwitz na naszym portalu > > > TUTAJ.

*

2019.04.23. / Akt. 2019.04.26.

Autor: Jerzy Klistała