Czy my potrafimy, czy chcemy, czy wierzymy?


Od dawna można zauważyć, że niezależne blogi kończą niespodziewanie swoją działalność. Najczęściej powodem są sprawy finansowe. Nawet drobne dotacje pozwalają autorom utrzymać swoją tożsamość w internecie. Wielu z niezależnych blogerów podkreśla, że istnieją jedynie dzięki pomocy czytelników. Na różne możliwe sposoby władze starają się przeszkadzać w niezależnej działalności publicystycznej. Aczkolwiek rządzący, ich partie i cała administracja RP żyją z pieniędzy podatnika, to wcale nie przeszkadza im to w systematycznym nękaniu niezależnych osób, organizacji i utrudnianiu im życia na wszelkie możliwe sposoby. Lista wyczynów luminarzy tzw. dobrej zmiany jest długa.

Blog Aleksandra Ściosa BEZ DEKRETU znalazł się w kłopotliwej sytuacji. Swój ostatni artykuł (2019.04.24) pt. PO CO DEMOKRACJA? 2 – „DEMOKRACJA SOCJALISTYCZNA” pan Aleksander zakończył zdaniem:

Tekst miał kończyć się zapowiedzią „CDN”, ale z uwagi na problemy związane z dalszym funkcjonowaniem bezdekretu, nie odważyłem się umieścić tych liter.

Takie zakończenie artykułu nie pozostało bez reakcji czytelników bloga. Troska o dalsze publikacje i refleksje wynikające z codziennej naszej rzeczywistości zdominowały dyskusję. Waga wypowiedzi niektórych komentatorów przekonała mnie do zacytowanie niektórych z nich.

wg/pco

WYBRANE KOMENTARZE:

rodakvision1:

[…] Dla Czytelników Pana bloga nie jest żadną nowiną poziom prezentowanych na nim tekstów, ale dla mnie temat „demokratycznej” czyli dobrowolnej niewoli jest kluczowy i dlatego uważam ten tekst za bardzo ważny. Niemal każde zdanie jest wartością uświadamiającą dyby i pęta w które mieszkańcy terytorium polskiego dobrowolnie wchodzą z dumą prostaczka obnosząc się z nimi jak z tombakową biżuterią z lokalnego odpustu.
Beneficjentom kiszczakowego nowotworu udało się sprowadzić ów „akt wyborczy” już nawet nie do igrzysk dla „ciemnego ludu” ale do igr dla „ludzi głupich,mało szlachetnych i prostackich”. A od takich trudno się spodziewać refleksji, czy tego wszystkiego o czym Pan pisze w odniesieniu do suwerena/społeczeństwa/obywateli.
Oni nie potrafią dobrowolnie rozstać się z mitem suwerena. Nie potrafią pojąć własnej niemożności i zrozumieć, że „nie mogą decydować o losie Polski”. Ta „społeczność” nawet nie zdaje sobie sprawy, że „decyduje”(?) jedynie o losach swoich i IIIRP, tymaczasowego państwa na terytorium polskim. Ustanowionego przes Stalina w formie „guberni okupowanej”, zwanej peerel, a potem przez Kiszczaka, jego psa już jako „wolna i niepodległa”.
Los Polski leży w rękach polskich patriotów, których Polacy jeszcze nie znają i nie potrafią wyłonić, a tym bardziej wesprzeć.
Z ogromnym smutkiem i świadomością bezsilności, a zarazem doniosłości odczytuję ostatnie zdanie, już poza tekstem zasadniczym:
”Tekst miał kończyć się zapowiedzią „CDN”, ale z uwagi na problemy związane z dalszym funkcjonowaniem bezdekretu, nie odważyłem się umieścić tych liter.”
Moje spostrzeżenia oparte są na innej podstawie niż Pana i nie napawają one optymizmem. Pan dostrzega rosnący na przestrzeni lat wpływ Pana publicystyki i ma Pan oczywiście słuszność, bo trudno tego nie zauważyć. Rośnie ilość ludzi posługujących się Pana argumentacją i wręcz słownictwem z Bezdekretu, ale to wszystko jest bierne. Stanowi przyczynek do…, ale póki co nie pozwala nawet na osłonę i bezpieczne trwanie bloga i jego Autora. […]

[…] Dzisiaj trwa WOJNA pomiędzy deprawacją globalizmu we wszystkich sferach życia społecznego, a świadomymi zagrożeń patriotami usiłującymi zachować tożsamość narodową i państwową. Nazwijcie to jak chcecie: globalizm kontra nacjonalizm? Nie ma znaczenia, bo nie o definicje tu chodzi, a o przyszłość świata jaki znamy. Dotychczasowe podziały sceny politycznej zostały wchłonięte i znormalizowane podług potrzeb #DemoKreacja i jej „karuzeli władzy” dopuszczającej tylko swoich. O czym pisze Pan Aleksander. Dodam tylko, że dotyczy to w moim najgłębszym przekonaniu wszystkich reżimów demokratycznych, a nie tylko w III RP. Różni je tylko poziom wyrafinowania i wyrachowania, oraz głupoty suwerena. Jedyny dopuszczalny poziom sporu, to mniejsze lub większe rozdawnictwo pieniędzy zabranych „wyborcom” ukrywane pod hasłem rożnych rozwiązań „ekonomicznych”. Micha to jedyny czynnik tak naprawdę decydujący o „wygranej” tej lub innej frakcji „partii władzy”. […]

Urszula Domyślna:

[…] Rozumiem, że śledzenie Pańskiego bloga (celem identyfikacji Autora) przez służby III RP (osławione „kamińszczaki” – pies im oblicza lizał!) nie tylko się nie zmniejszyło, ale nasiliło tak, że na dalsze prowadzenie BEZDEKRETU najzwyczajniej Pana nie stać?! – I mam na myśli pieniądze, a nie Pańskie nerwy ze stali!
To świetne zobrazowanie tematu Pańskiego wpisu. – Demokracja zamordystyczna, jak za najczarniejszej komuny!
Także, niestety, potwierdzenie znanej bajki Krasickiego: WŚRÓD SERDECZNYCH PRZYJACIÓŁ PSY ZAJĄCZKA ZJADŁY!
Szanowni Państwo Czytelnicy i Komentatorzy!
Bardzo proszę, nie możemy do tego dopuścić. Idą naprawdę „ciekawe” czasy (chyba w jakimś sensie – przełomowe) więc nie pozwólmy oszustom wyeliminować jedynego Autora, który nam mówi prawdę. Wspomóżmy materialnie jego blog! […]

Rafał Stańczyk:

[…] Ludzie, jak by nie było, inteligentni, potrafiący przeprowadzić skomplikowane rozumowanie logiczne w dziedzinie powiedzmy nauk ścisłych, czy ogólnie pojętej inżynierii, nie mają cienia pojęcia o społeczeństwie, ustroju państwa, ekonomii, etyce, moralności, etc. I nie widzą w tym żadnego problemu. Za ocenę rzeczywistości wystarcza im opinia oficjalnie przedstawiona w mediach (bez różnicy których). […]

[…] W takich warunkach oczekiwanie na zmianę postawy Polaków (piszę Polaków, bo inne narody mało mnie obchodzą, a nie z powodu dowalenia rodakom) jest wręcz „klinicznym” optymizmem. […]

[…] sytuacja Polski nie jest odosobniona. W związku z tym musimy mieć świadomość, że walcząc z obcymi nie mamy jako przeciwnika tylko „naszych” obcych, ale że jest to przeciwnik międzynarodowy.

[…] błędem jest wskazywanie obcych tylko na wschodzie. Oni nie mają narodowości, a intelektualne zaplecze dziś jest silniejsze na zachodzie niż wschodzie. […]

[…] realne przeciwstawienie się „siłom zła” spowoduje precyzyjne, skuteczne i potężne uderzenie ekonomiczne z każdego kierunku (zarówno zagranicznego jak i krajowego) zgodnie z wytycznymi A. Spinellego odnośnie likwidacji niezależności gospodarczej państw narodowych, co w rezultacie, bez potężnej determinacji całego społeczeństwa, doprowadzi do obalenia rządu i powrotu na obecne tory. Jaka będzie determinacja społeczeństwa konsumpcyjnego (wysokość pensji określająca szacunek…) w obliczu alternatywy niezrozumiałych idei a orzechowego late ze Starbucksa? […]

[…] Cała „linia programowa” obcych oparta jest na niezwykle prostej, ale i skutecznej metodzie. W kilku krokach można to przedstawić następująco:
1) Człowiek świadomy swojej niewoli może zapragnąć wolności, człowiek który głęboko wierzy w to, że jest wolny, nigdy wyzwalać się nie zapragnie, a co więcej, gdy już mu owa „wolność” zacznie doskwierać może zapragnąć „wrócić w karby niewoli”.
2) Człowiek będzie czuł się wolnym, gdy będzie mógł robić to co chce – cała sztuka więc w tym, by chciał tylko tego, na co mu „Pan” pozwolić zechce.
3) Do czasu uzyskania nieodwracalnego zniewolenia zarządzać poprzez wywoływanie emocji w społeczeństwie i dzielenie tego społeczeństwa na zantagonizowane obozy. […]

[…] W polskiej polityce gwarantem emocji jest dualizm PiS – PO. Nie trzeba wysiłku by dostrzec pozorność konfliktów między nimi i jednomyślność w trzech przynajmniej punktach: kontynuacja okrągłego stołu, obecność w UE bez względu na koszta oraz niszczenie wszelkich ruchów społecznych „nielicencjonowanych” okrągłym stołem. […]

[…] Co w tej sytuacji możemy? […] do realizacji [ich] planu potrzebna jest nasza uwaga. Musimy chcieć słuchać tego, co nam chcą wmówić. Wystarczy więc przestać ich słuchać i to oni będą bezradni. Wystarczy jasno i stanowczo w towarzystwie wykluczać kłamców. […]

Aleksander Ścios:

[…] Trzecia część cyklu „PO CO DEMOKRACJA?” miała dotyczyć właśnie formy ustrojowej, ale wątpię, by moje rozważania okazały się dla Pana satysfakcjonujące.
Przypomnę zatem, że żyjemy w państwie, które (na różne sposoby) chroni i kultywuje mitologię demokracji, a za „myślozbrodnię” uznaje podważanie fundamentów ustrojowych wykutych w Magdalence. Jest to państwo, które nie widzi zagrożenia z powodu istnienia partii komunistycznej lub obecności zdrajców i komunistów w życiu publicznym, ale chętnie rozprawi się z każdym ,kto chciałby dyskutować o dyktaturze lub obaleniu porządku III RP i rozprawie z komunistyczną spuścizną. […]

[…] dziś jest to rodzaj „zamordyzmu pluszowego”, dyktowanego w białych rękawiczkach, w rytm dźwięków „Mazurka” i widoku łopoczącej flagi. Jedno jest wspólne. Tak w czasach PRL-u, jak obecnie, każdy rodzaj zamordyzmu osłania się bełkotem o „obronie demokracji” i usprawiedliwia „wolą suwerena”.
A ponieważ wtedy w to nie wierzyliśmy, a dziś – owszem, wierzymy, nasze zniewolenie jest o tyle większe i dogłębne.
Nie chce – z oczywistych względów, rozwodzić się nad dzisiejszą aktywnością tzw. służb III RP wobec anonimowego blogera. Od czasu, gdy posłanka PiS J. Lichocka wyraziła na Twitterze opinię, że nie mam prawa krytykować odważnych dziennikarzy i pouczyła mnie, bym był „odważny pod własnym nazwiskiem nie pseudonimem”, zrozumiałem, jaki stosunek do rzeczowej krytyki mają luminarze tej władzy i jak będzie traktowany anonimowy autor.
Mogę natomiast z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że zainteresowanie ze strony służb jest dziś znacznie poważniejsze, niż doświadczałem go w latach 2008-2011, gdy pisywałem o aferze marszałkowej, o Smoleńsku, o działaniach marszałka Sejmu, a później lokatora Belwederu.
Dlaczego tak się dzieje? Proszę przejrzeć dzisiejsze zasoby internetu, zobaczyć zakres krytyki władzy i dostrzec proweniencję krytykujących. Nie ma miejsc, w których padałyby tego rodzaju zarzuty ani osób, które w takim świetle przedstawiałyby sprawy polskie, jak ma to miejsce na bezdekretu. 
Z tego wnoszę, że ta władza trafnie definiuje – kto i co stanowi dla niej realne zagrożenie. […]

[…] Prawdą jest, że bezdekretu będzie istniał tak długo, jak pozwolą na to czytelnicy. Nie ja wymyśliłem obecne reguły gry i nie nałożyłem sobie zbędnych ograniczeń. Ale w najśmielszych wyobrażeniach nie przypuszczałem, że czas rządów „prawicy”, będzie się wiązał z takimi problemami. […]

[…] podzielam zdanie odnośnie terapii:
„Wystarczy więc przestać ich słuchać i to oni będą bezradni. 
Wystarczy jasno i stanowczo w towarzystwie wykluczać kłamców. 
Wystarczy nie znać ich narracji, by nie dać jej sobie narzucić. 
Wystarczy nie chcieć być na bieżąco, by tej narracji nie znać. 
Wystarczy stanowczy brak naszej zgody na tę narrację wśród znajomych, by i oni przestali tę narrację rozdmuchiwać”.
[…]

[…] A z nią [dezinformacją – dop. pco] jest tylko jedna metoda walki. Polega na całkowitym odrzuceniu przekazu z „zatrutego źródła”, zaniechaniu jego rezonowania i odebraniu mu wartości dyskursywnej. Z dezinformacją się nie dyskutuje i nie polemizuje. Dezinformację się zabija milczeniem i zepchnięciem w niebyt.
Na tym też polega cała „filozofia” mojej walki z Obcymi.[…]
[..] Bo cóż kosztuje rezygnacja z telewizora lub zamknięcie kilku portali internetowych ? Jaki trud w unikaniu idiotów lub obchodzeniu kłamców szerokim łukiem?
Okazuje się jednak, że i tego nie potrafimy, a nawet boimy się próbować takich zachowań. Wyłączenie przekazu z „zatrutych źródeł” urasta do rangi wielkiego wyrzeczenia, a nawet zerwania z jakimś uzależnieniem. Powszechny w fałszywej „demokracji III RP” pogląd, jakoby „trzeba wiedzieć, co mówią i robią Oni” – jest pułapką dla głupców, którym się zdaje, że pozyskiwanie takiej „wiedzy” czyni z nich „bojowników o prawdę” i uodparnia na działanie zła. Nic bardziej mylnego.
Każdy kontakt z takim „źródłem” jest już porażką, a każe zainteresowanie – zwycięstwem dezinformacji. Nie trzeba wierzyć w ten przekaz. Wystarczy go poznawać, przyjąć, zaprzątać nim myśli. Na takim mechanizmie oddziaływania opiera się cała strategia dezinformacji. […]

[…] Dlatego pozwolę sobie zwrócić uwagę tylko na jedno, kapitalne w swojej trafności spostrzeżenie – „Obcy potrafią”.
Pan odniósł je do zbiórek pieniężnych, ale dotyczy ono wielu innych obszarów aktywności – sprawności organizacyjnej, spójnej narracji, inwencji w działaniu, itd.
Warto się na tym zastanowić, bo w ostatnich latach możemy wskazać setki przykładów na prawdziwość tego spostrzeżenia.
Zwracałem już uwagę, że to, co robią Obcy – w odniesieniu do grupy rządzącej, w zakresie polityki, jest w zasadzie powinnością (obowiązkiem) każdej opozycji. Gdyby w latach ubiegłych, partia Kaczyńskiego była realną opozycją wobec reżimu PO-PSL, wiele z takich akcji powinno być prowadzonych. Jeśli nie było – jest w tym wina impotentów politycznych.
Nie to jednak jest interesujące. Warto bowiem poszukać odpowiedzi na pytanie – dlaczego Obcych stać na taką aktywność i taką wspólnotę działań?
Propagandyści partii rządzącej bredziliby oczywiście o „źródłach finansowania”, ale nie to jest istotą tematu. Nie chodzi również o ludzką solidarność, bo taka cecha jest raczej nieznana w grupie prymitywnej, opartej na „przeżuwaniu nienawiści”. O „ideach” bądź „wspólnych wartościach”, nie warto nawet wspominać, bez narażenia się na śmieszność.
Sądzę więc, że „Obcy potrafią” z jednego powodu – widzą cel swoich działań. A widząc go – robią wszystko, by do niego dotrzeć. Jest w tym bardzo atawistyczna, wręcz pierwotna dążność.
Nie ma znaczenia, jak zdefiniujemy ten cel. Ważne, że determinuje on społeczne, spójne działania i pozwala na wytworzenie takiej namiastki poczucia tożsamości, która skłania tych ludzi do wspólnych akcji.
Oni wierzą, że cel – szkodzenie Polsce, odebranie władzy, obsada stanowisk „swoimi”, da im wymierne korzyści osobiste, zapewni dostatnią wegetację, pozwoli przetrwać. Oni wierzą, że ten cel jest osiągalny.
Jest w tym dążeniu jakaś determinacja pasożyta, który dla zapewnienia dalszej egzystencji, musi zdobyć organizm żywiciela. Dla tego celu warto działać wspólnie, organizować się, walczyć.

Gdybyśmy przyjęli taką interpretacje, trzeba sobie postawić pytanie – czy my, którzy mienimy się patriotami i ludźmi zatroskanymi o losy Ojczyzny, mamy taki cel? Czy wierzymy w jego realizację? Choćby na tyle, by wspólnie i systematycznie działać?
Bo stwierdzenie – ”Obcy potrafią”, jest tu najmocniejszym „aktem oskarżenia” i wezwaniem do refleksji nad naszą aktywnością.
Nie ma znaczenia, czy nasz cel jest lepszy lub gorszy, czy wynika z wysokich lub niskich aspiracji. Rzecz dotyczy wiary w ten cel i konsekwencji w dążeniu do jego osiągnięcia.
Jeśli przez dekady – „Obcy potrafią” (a III RP jest dowodem tej sprawności), trzeba stawiać sobie pytanie – czy my potrafimy, czy chcemy, czy wierzymy? 
Bo istnieją dziesiątki dowodów, że nie chcemy i nie potrafimy. Od czasów PRL-u i przyzwolenia na legalizację sukcesji komunistycznej, po okres posmoleński oraz przykłady najnowsze, gdy żadne draństwo obecnej władzy („esbecki gambit”, kapitulacja wobec obcych mocarstw, ukrycie Aneksu) nie wywołało najmniejszych reakcji Polaków. Od kwestii finansowych i organizacyjnych, po brak jakichkolwiek akcji czynnego przeciwdziałania Obcym, organizowania bojkotu czy budowania „wywiadu” i „kontrwywiadu” internetowego. 
Jeśli w III RP nie można sobie wyobrazić milionowych protestów społecznych lub organizowania długotrwałych manifestacji (casus Francji), jest w tym odpowiedź na zadane przeze mnie pytania.
Nie wierzymy w nasze cele, nie umiemy ich osiągnąć, nie chcemy o nie walczyć. 
Nieważne, jak wiele przyznamy sobie emblematów patriotycznych, jak wzniosłe ogłosimy hasła. Jeśli nie ma wspólnych działań i determinacji – nie ma wiary w cel.
Napisał Pan na zakończenie – „Czuję się podle, że tak mało czynię i tak nieskutecznie, i proszę by znaleźli się inni co zrobią to lepiej”.
Nie, Panie Mirosławie. To nie Pan powinien się czuć podle. Pan wierzy w cel i chce o niego walczyć. Niech podle czują się ci, którzy pustosłowiem osłaniają niewiarę, a bogoojczyźnianymi hasłami uspokajają sumienia. […]

Kolejarz:

[…] Zorganizujmy się, aby Pan Aleksander nie miał kłopotów finansowych do prowadzenia bloga, i tak ogrom pracy merytorycznej i logistycznej obciąża wyłącznie jego. Proszę wszystkich Czytelnikowi, nie pozwólmy na zamknięcie bloga Pana Aleksandra, proszę. Jestem emerytem, jednak deklaruję stałą miesięczną kwotę na rzecz finansowania bloga. Pozdrawiam serdecznie Pana Aleksandra i Czytelników. Kolejarz […]

*

Wpłaty na konto bankowe:

COMPATRIOT MOVEMENT BEZDEKRETU
Westpac Banking Corporation
SWIFT CODE: WPACAU2S
57 Old Cleveland Rd.
Australia, Capalaba, Qld 4157
BSB: 034-080
Account Number: 529 144

*

Zródło:  https://bezdekretu.blogspot.com , 24 kwietnia 2019.

  • Ilustracja tytułowa: Wystąpienie prezydenta RP, Andrzeja Dudy w 100-lecie odzyskania niepodległości przez Polskę. fot. za Prezydent.pl, 11 listopada 2018./ wybór zdjęcia wg.pco

Więcej artykułów Aleksandra Ściosa na naszym portalu  >   >   >   TUTAJ.

*

*

, 2019.05.05.
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci