Z TV Powiśle w Riese


„Cmentarz Ofiar Faszyzmu” w Kolcach

Redaktor Rafał Mosakowski dla TV Powiśle postanowił zrobić reportaż o przeznaczeniu programu niemieckiego pod nazwą Riese w Górach Sowich. Do mojego spotkania z red. Rafałem Mosakowskim doprowadziła p. Ela Cygan i kol. Ryszard Jordan z Centrum Edukacyjnego Sudety.

6 maja 2019 r. rozpoczęliśmy wyprawę od kompleksu położonego na zboczach Osówki. Ekipa liczyła siedem osób. Ponieważ jestem autorem cyklu „Szlakiem śmierci. Koniec tajemnicy Riese” opublikowanym na portalu polishclub.org. 27 stycznia 2017 r. (I część ) robiłem za przewodnika.

Po drodze zatrzymaliśmy się przed „Cmentarzem Ofiar Faszyzmu” w Kolcach. Idąc na cmentarz musieliśmy przejść przez tory kolejowe. Cmentarz zajmuje powierzchnię 0,216 ha, w 25 grobach zbiorowych oraz kilku indywidualnych pochowano ok. 2 tys. osób. Cmentarz Ofiar Faszyzmu wchodzi w skład szlaku martyrologii, którego czarno znakowana trasa prowadzi z Głuszycy Górnej przez Kolce: Cmentarz Ofiar Faszyzmu, Tajemnicze Podziemne Miasto Osówka, Grządki, Podziemne Fabryki Walimia, Walim, Podziemną Trasę Włodarz do Jugowic.

Kolce. „Cmentarz Ofiar faszyzmu. Fot. Stanisław Bulza

W 1948 roku cmentarz uporządkowano jako pomnik martyrologii. Trzydzieści lat później, w 1978 roku, z inicjatywy Gromadzkiej Rady Narodowej w Głuszycy, na cmentarzu przeprowadzono kolejne prace: wyznaczono zarysy grobów masowych, doprowadzono aleję, a przy bramie wejściowej umieszczono tablice z napisem: „Kolegom pomordowanym w walce z faszyzmem, za wolność i demokrację – P.Z.B.W.P”. – Ofiarom pomordowanym przez Niemcy hitlerowskie, Gmina Nowa Ruda, Głuszyca, 1 listopada 1948 r. Na cmentarzu znajduje się kilka nagrobków pochowanych tam Żydów.

Fundament pod silosy. Fot. Stanisław Bulza

W centralnym punkcie cmentarza znajduje się kamienny obelisk z tablicą, na której w języku polskim i hebrajskim wykute są słowa Zofii Nałkowskiej: „Ludzie ludziom zgotowali ten los – ofiarom faszyzmu mieszkańcy Głuszycy, wrzesień 1975 r.”. Napis jest w pięciu językach. Za pomnikiem postawiono tablicę o tej samej treści.

Silosy w nowoczesnym zakładzie przeróbki rudy uranowej.

Dr Jack Wilczur z Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce (GKBZHwP) 25 lipca w 1964 r. będąc w Walimiu ze swoją ekipą, odkrył pod niezbyt głęboką warstwą ziemi i skał, utajniony cmentarz czy raczej zbiorowisko szkieletów. Po dokładnym rozpoznaniu pozostałości, przedmiotów znalezionych w ogromnym grobie okazało się, że są to szczątki wymordowanych jeńców – żołnierzy Armii Czerwonej oraz żołnierzy włoskich. Inne szczątki ofiar Gór Sowich, tym razem wyłącznie więźniów – Żydów, ekipa dr Jacka Wilczura odnalazła na cmentarzu w Kolcach, ale nie prowadzono dalszych prac. Po zwiedzeniu cmentarza udaliśmy się na Osówkę.

Riese – badania jądrowe

Samochody zostawiliśmy na parkingu, i ruszyliśmy w kierunku sztolni nr 2. Po drodze pokazałem ciekawy obiekt w ziemi. Jest to obiekt, prawdopodobnie pod jakieś silosy w procesie technologicznym przeróbki rudy uranowej. Jest to jeden z końcowych obiektów, gdyż rozpoczęliśmy wędrówkę od końca, ale od elektrowni jądrowej będzie jej początek.
Poniżej sztolni nr 2. zaczęliśmy się wspinać zboczem góry (było mocno pod górę) do tzw. obiektu nazwanego „Siłownia”.
Bardzo zmęczeni (było ostre powietrze), pojedynczo, po jakimś czasie dotarliśmy do obiektu. Chwilę musieliśmy odpocząć. W tym czasie red. Rafał Mosakowski z TV Powiśle ustawił kamerę.
Na wstępie powiedziałem, że w 1944 r. gen. SS dr inż. Hans (Heinz) Friedrich Karl Franz Kammler ur. w 1901 r. przejął po Albercie Speerze odpowiedzialność za jeden z najbardziej tajemniczych nazistowskich projektów II wojny światowej.

Obergruppenführer Oswald Pohl, Generaloberst Walter Model i Heinrich Himmler przeprowadzają inspekcję projektu budowy SS w 1943 roku. Brigadeführer Kammler stoi z tyłu, patrząc przez ramię Himmlera. Prawdopodobnie byli w Riese. Fot. Mysteryinksite.com

Anglicy „Riese” nazwali „Sondereinsatz RIESE” (Projekt specjalny Gigant), ale nie mieli żadnych informacji na temat samego „Projektu Specjalnego Gigant”. Anglicy, oprócz nazwy, nic więcej na temat Riese nie widzieli.
27 marca 1945 r. dzięki Hitlerowi, Hans Kammler otrzymuje najwyższe dowództwo i wszelkie uprawnienia do rozwijania, testowania i produkcji samolotów odrzutowych i różnych specjalnych projektów. Tutaj nastąpi szok, gdyż do tej pory twierdzono, że Riese było przeznaczone pod kwaterę Hitlera i jego sztabu.

Jednym z nich był jako specjalny projekt „Riesengebirge, Deckname „Riese” – Nuklearforschung” (Karkonosze, nazwa kodowa „Gigant” – badania jądrowe) (http://altversion.geheimprojekte.at/b_kammler.html).
Prawdopodobnie nastąpił błąd lub dezinformacja, i raczej powinno być Eulengebirge, Deckname „Riese” – Nuklearforschung. Riesengebirge to nazwa niemiecka Karkonoszy, kryjąca w nazwie „Riese” (Gigant). Tutaj trzeba mocno powiedzieć, że jednak w Riese prowadzony był program nuklearny.

Zbigniew Mosinkiewicz, redaktor „Słowa Polskiego” w 1947 r. po obiektach Riese był oprowadzany przez Antona Dalmussa i na jego temat napisał: „Zaciekawieni usłyszanymi szczegółami postanowiliśmy pod kierunkiem inż. Dolmussa, jednego z współtwórców podziemnego miasta, a zarazem speca od nowoczesnej broni V-1 i V-2 (inż. Dolmuss budował wyrzutnie broni rakietowej pomiędzy Cherburgiem a Cale)”. Dalmuss więc nie był przypadkową osobą w Riese, gdyż był specem od V1 i V2.

W kolejnym artykule z dnia 3.10.1947 r. „Główna Kwatera czy „miasto atomowe”? redaktor „Słowa Polskiego” pisał:
„Zapytujemy inż. Dolmussa do jakich celów przygotowywano 100 inżynierów i 50 000 robotników? Tłumaczy nam: – W czasie wojny
atomowej ta ilość inżynierów i robotników byłaby jedynie drobnostką. Na nasze zapytanie, co wie o energii atomowej, odpowiada, że
atomy interesują go nie od dzisiaj i wiele o nich wie. Nagle jednak milknie a my nie ponawiamy pytań”.

Hans Kammler oddał siebie i uczonych, z którymi współpracował, w ręce Amerykanów, dokładnie w ręce agenta CIA Donalda Richardsona. Przekazał Amerykanom całą dokumentację różnych tajnych projektów, w tym również Riese. Richardson w 1945 potajemnie wywiózł Kammlera do USA i nadał mu nową tożsamość. Richardson nigdy nie mógłby o tym mówić, swoją wiedzę przekazał swoim synom. Jeden z nich, po śmierci ojca, dodaje nowy fragment, pozostawiony w cieniu: „Mój ojciec przywiózł ze sobą prawie siedemdziesiąt kilogramów uranu”. Ten uran przekazał mu Hans Kammler. Mógł pochodzić z Riese. Na ten temat więcej będzie w części X „Szlakiem śmierci. Koniec tajemnicy Riese”.

Elektrownia jądrowa w budowie nieukończona

Elektrownia jądrowa. Rysunek: Stanisław Bulza

Obiekt na Osówce jest blokiem betonowym o wymiarach 30×30 m wypełnionym zbiornikami wodnymi, kanałami i włazami, siecią rur kamionkowych, elementami hydrauliki przemysłowej, studzienkami, śluzami. Przez włazy ze stalowymi klamrami można się dostać do wewnętrznych pomieszczeń. W części naziemnej siłownia składa się z dwóch części przedzielonych kanałem. W pierwszym usytuowano między innymi klatkę schodową (otwór 5×2 m), natomiast w drugim został ukryty pod betonową płytą zbiornik wodny z wystającymi rurami betonowymi o średnicy 300 mm (8 sztuk), prawdopodobnie parowymi. Po ukończeniu miała to być wieża skraplacza (kondensor, skraplacz).

Zasypane wejście. Fot. S. Bulza

Następnie omówiłem wejście do obiektu.

Wejście. Strefa Bezpieczeństwa. Fot. S. Bulza

Wejście do elektrowni jądrowej znajdowało się na dnie głębokiego rowu ok. 2 m niżej, i szer. 50 cm, który biegł w prawo, ale kończy się ścianą betonową, w której widać przewiercony otwór, czyli ktoś już robił badania tej ściany. W zewnętrznej ścianie siłowni, od wysokości otworu drzwiowego w stronę betonowej ściany zabetonowano listwę, rowek pod poręcz, która miała biegnąć skosem w dół. Listwa jest zbutwiała. Zewnętrzna ściana rowu została zbudowana z ułożonych kamieni, jakby celowo zmniejszono jego szerokość. Do siłowni wchodzono przez drzwi (zachował się otwór drzwiowy), a dalej klatka schodowa, o szerokości 150 cm, z dwoma kilku stopniowymi biegami schodowymi.

Wejście. Strefa bezpieczeństwa.
Foto: S. Bulza.

Jak można wnosić, to wejście do obiektu było pilnie strzeżone, i znajdowało się prawdopodobnie daleko od budowli. Po dojściu tunelem można było dostać się do jego wnętrza po przejściu trzech ciężkich drzwi, oddalonych od siebie o 120 cm. Było to przejście tylko dla naukowców, którzy we wnętrzu pracowali nad reaktorem. Znajdujący się we wnętrzu obiektu betonowy zbiornik wodny świadczy, że w badaniach potrzebna była woda. Wodę czerpano ze sztolni nr 3., która była sztolnią wodną. Drążono ją dokładnie w kierunku elektrowni jądrowej. W sztolni nr 3. znajdują się dwie ceglano-betonowe tamy, pierwsza wysoka na 90 cm druga na 60 cm, natomiast długość całkowita sztolni to około 120 m. Od sztolni do elektrowni odległość w linii prostej  wynosi około 400 m. Dalej woda musiał być pompowana rurami.

Wejście. Strefa bezpieczeństwa.
Foto: S. Bulza.

Tuż obok kanału znajduje się miejsce po dwóch turbinach o średnicy 300 cm. i szerokości 90 cm. Wygląda na to, że obiekt ten był czymś dużo więcej niż siłownią. Prostopadle do nich położony był generator. Tuż za nim znajdował się obudowany kanał na kable elektryczne, który po kilku metrach skręca w lewo i ginie gdzieś we wnętrzu obiektu koło szybu.

Na tablicy informacyjnej napisano, że podczas zwiedzania siłowni przez grupę Norwegów, stwierdzili oni, że jest to elektrownia jądrowa, ponieważ takie same obiekty występują u nich. Więc jest to trochę dziwne, że do tej pory, nie podjęto żadnych badań obiektu właśnie w tym kierunku.

Miejsce na oś generatora. Foto: S. Bulza.
Miejsce na dwie turbiny. Foto. Stanisław Bulza.

Rysunki Augusta Manningera

Pytanie: W którym roku rozpoczęto budowę tej elektrowni, i czy była ukończona?

Odpowiedź: W dniu 28 stycznia 1945r w Góry Sowie przyjechał X. Dorsch. Wraz z nim przyjechał malarz wojenny Organizacji Todt, August Manninger, który narysował obiekty kompleksu Riese. Znane są tylko dwa jego rysunki. Niektórzy badacze twierdzą, że jeden przedstawia „Siłownię” na Osówce, a drugi sztolnię pod Ostra Górą.

Rysunek Augusta Manningera, Führerhauptquartier Riese” („Budowa bunkra führera w części odsłoniętej”).

F. Seidler i D. Zeigert w książce „Kwatery główne führera” („Die Führerhauptquartiere”) piszą, że niedaleko Schirgenschänke na zach. od Dorfbach (Rzeczka), powstały pierwsze dwa bunkry. Ponadto Leo Müller, starszy kierownik budowlany, pracujący w Górach Sowich z ramienia Organizacji Todt, poinformował 4 września 1999 roku, że w dniu 28 stycznia 1945 roku malarz wojenny OT, August Manninger, naszkicował dwa bunkry koło Schirgenschänke.

Rysunki nie są podpisane, że bunkry znajdowały się koło Schirgenschänke (Gieszcze Górne). Gospoda Schirgenschänke, to jedno z miejsc spotkań Antoniego Dalmussa z dziennikarzami (najczęściej spotykali się w gospodzie „Pod Jeleniem” w Głuszycy). Przed wojną gospoda Schirgenschänke, jedna z najstarszych takich obiektów w Górach Sowich, z 10 miejscami w 5 pokojach. Rzeczywiście, niedaleko tej gospody, na południe od niej, miała powstać elektrownia jądrowa. W pobliżu schroniska, z lewej strony znajdowały się baraki (5) fizyków duńskich i norweskich (poniżej)

Manninger szkic podpisał następująco: „Führerhauptquartier Riese” („Budowa bunkra führera w części odsłoniętej”). Jeżeli bunkier budowany był w części odsłoniętej, to musiała być również część podziemna. Część odsłonięta była przedłużeniem części podziemnej. Wspomniani autorzy mówią o dwóch bunkrach. Przypuszczalnie chodziło o jeden podziemny, drugi naziemny, czyli odsłonięty. August Manninger ukazał obiekt w perspektywie. Był on kwadratowy o wymiarach 30 na 30 m., i na pewno przedstawia budowę elektrowni jądrowej na Osówce. Praca była w pełnym toku, gdyż są widoczne dwa koryta, którymi wlewał się beton do szalunków. Przy korycie z prawej strony stoi koliba na wózku kolejki wąskotorowej, z której wylewa się beton do koryta. Wyżej, na skarpie, oczekują następne wózki na wylanie betonu. Po lewej stronie widać składowane płyty betonowe, chyba stropowe, a za nimi barak schowany za drzewami.

Gospoda Schirgenschänke. Foto: sztolnie.fora.pl

Wyżej wspomniani autorzy piszą o dwóch bunkrach. Rzeczywiście, jeden to elektrownia jądrowa, a drugi znajdował się pod ziemią, i wchodził w skład tuneli w Osówce. Jest to komora wydrążona pod samą elektrownią jądrową, lewa odnoga drugiej sztolni. Prawdopodobnie te dwa obiekty miały być połączone szybem. Prawdopodobnie w komorze miał być umieszczony transformator.

Był już koniec stycznia 1945 r. zbliżał się koniec wojny, a na rysunku Manningera widać, że praca przebiegała w pełnym toku, gdyż są widoczne dwa koryta, którymi wlewał się beton do szalunków. Przy korycie z prawej strony stoi koliba na wózku kolejki wąskotorowej, z której wylewa się beton do koryta. Wyżej, na skarpie, oczekują następne wózki na wylanie betonu. Po lewej stronie widać składowane płyty betonowe, chyba stropowe, a za nimi barak schowany za drzewami. Torowisko kolejki wąskotorowej zostało
już zdemontowane, pozostały tylko podkłady. W oddali widać konstrukcję nadszybia, szybu technicznego. Otwór szybu przetrwał do dzisiaj, i został ogrodzony. Prawdopodobnie budowę elektrowni jądrowej rozpoczęto w 1944 r., i obiekt został nieukończony.

Obszar ściśle strzeżony

Pytanie: Czy kompleks Riese był strzeżony przez wojska, i czy toczyły się tu jakieś walki?

Mam kłopoty z pamięcią, więc odpowiedź zacytowałem z kartki.

Sudety były ostatnim nie naruszonym przez wojnę zakątkiem w Europie środkowowschodniej. Wałbrzych, Jelenia Góra i dziesiątki innych miast tworzyły ostatni w Trzeciej Rzeszy nietknięty okręg przemysłowy, w którym normalnie funkcjonowały kopalnie, koksownie, huty i fabryki syntetycznej benzyny, dostarczające paliwa i innych środków chemicznych na potrzeby
niemieckiej machiny wojennej. Niemcy skoncentrowali w tym rejonie swoje doborowe siły. W połowie kwietna 1945 roku pod Wałbrzychem miało swoją siedzibę dowództwo 17 Armii Polowej wchodzącej w skład Grupy Armii Środek. W Górach Sowich stacjonowała 45, 168, 208, 359 i 408 dywizja piechoty, 20 i 31 dywizja grenadierów SS, 18 dywizja grenadierów pancernych SS, 603 dywizja do zadań specjalnych, a także w rejonie Dzierżoniowa dowództwa XVII Korpusu Armijnego i w rejonie Kłodzka XX Korpusu Pancernego. Jednak żadne alianckie bomby nie spadły na Wałbrzych i okolice. Tereny te od jakiegoś czasu znajdowały się w
zasięgu amerykańskich superfortec, które startując z włoskich lotnisk, bombardowały Brzeg, Kędzierzyn, Blachownię. Wałbrzych i
okolice pozostały nienaruszone działaniami wojennymi (Faktor X, Wydawca: Marshall Cavendish Polska Sp. z.o.o., nr 4, Warszawa
1998). Czy była zawarta jakaś umowa pomiędzy dowództwem sowieckim a niemieckim?

Wojska Sowieckie już w lutym 1945 r. znalazły się w Strzegomiu, który był zażarcie broniony, a front ustabilizował się na wysokości Żarowa. Dopiero 7 maja 1945 roku ruszyła operacja, która przeszła do historii pod nazwą operacji praskiej. Poszczególne jednostki operacyjne lewego skrzydła I Frontu Ukraińskiego rozwinęły natarcie w różnych kierunkach i przełamały obronę niemiecką 17 Armii Polowej i zajęły Sudety. 21 armia tego frontu, dowodzona przez generała pułkownika D. Gusiewa, nie napotykając większego oporu, wkroczyła 8 maja 1945 roku najpierw do Świebodzic, a wieczorem dotarła do centrum Wałbrzycha. W jednym z
komunikatów Naczelnego Dowództwa Armii Radzieckiej napisano: „Na południowy zachód i na południe od Wrocławia wojska I Frontu Ukraińskiego opanowały Kamienną Górę, Boguszów, Wałbrzych, Świdnicę, Dzierżoniów, Bielawę, Ząbkowice Śląskie, Paczków, Bardo, Kłodzko, Lądek Zdrój”. Wałbrzych został zdobyty bez jednego wystrzału. Były strzały, ale na wiwat. Pracujące niemieckie fabryki nie przerwały z tego powodu pracy, a w mieście normalnie kursowały puste tramwaje, działały telefony, a woda i
gaz dochodziły do wszystkich mieszkań.

Rosjanie mogli się już wcześniej dogadać z Niemcami, dlatego wojska niemieckie bez jednego wystrzału opuściły obszar Riese.

Rosyjski wywiad wiedział, że na terenie Gór Sowich Niemcy budowali podziemny kompleks. Po wkroczeniu Rosjan pierwszym komendantem Wałbrzycha został major Pachomow, którego później zastąpił gen. Paweł Batow, dowódca obrony Stalingradu. Jak na miasto powiatowe była to duża ranga, gdyż komendantem Wrocławia był tylko oficer w stopniu majora. Rosjanom zależało na zabezpieczeniu dokumentacji i sprzętu związanego z budowanym przez Niemców kompleksem „Riese”. Wałbrzyski garnizon wojsk radzieckich liczył wtedy 15 tysięcy żołnierzy. Część żołnierzy stacjonowała w Książu. Wywożono do Związku Radzieckiego, bez jakichkolwiek formalności administracyjnych, jak największą ilości zajętego majątku poniemieckiego, który traktowano jako zdobycz wojenną. Według oficjalnych deklaracji radzieckich zdemontowano i wywieziono stąd mienie o wartości około 500 milionów dolarów. Na mienie to składały się maszyny i urządzenia, często nawet całe fabryki a także tabor kolejowy oraz miedziane druty z rozebranych trakcji elektrycznych (Internet. Armia Czerwona w Wałbrzychu). Paweł Batow przebywał w mieście do 1948 r., a więc do chwili ostatecznego opuszczenia Wałbrzycha przez wojska radzieckie.

Następnie udaliśmy się do niemieckiego laboratorium, które w ramach dezinformacji zostało nazwany „kasynem”.

Laboratorium (kasyno)

Jest to żelbetowy obiekt o powierzchni około 680 m kw. i kubaturze 2 300 m sześciennych. Ściany o grubości 0,5 m są wewnątrz wyłożone supremą, a dach o grubości 0,6 m ma kształt koryta, gdyż był on przygotowywany do maskowania ziemią i drzewkami. Obiekt składa się z dwóch części przedzielonych ścianą betonową, i posiada 8 pomieszczeń. Obiekt ma ponad 50 m długości i 14 m szerokości. Jeden otwór drzwiowy znajduje się z tyłu, a dwa od frontu.

Laboratorium (kasyno). Foto: Stanisław Bulza.

Po wojnie obiekt nazywano bunkrem Hitlera lub laboratorium. Jeżeli tzw. siłownia była elektrownią jądrową, to obiekt nazwany „kasynem” był laboratorium. Zapewne pracowali w nim norwescy i duńscy fizycy.

W internecie na niemieckiej stronie znalazłem plan sztolni pod Osówką, który jest opisany po polsku. Zaznaczony jest na nim centralny szyb po lewej stronie kasyna. Oto opis: „Centralny szyb ze względu na rodzaj – nieznane zabezpieczenie, aktualnie stanowi zagrożenie. Do czasu rozpoznania – teren ogrodzić”. Autor narysował też jego przekrój A-A, który opisał następująco: „Centralny szyb zasypany na wlocie i zabezpieczony w postaci korka”. Według autora, szyb centralny jest połączony z kasynem. Przyziemie kasyna opisał następująco: „Świadomie przysypano przyziemie budynku dla ochrony wszelkich wlotów – do piwnic”.

Rzeczywiście, przy dokładnym przyjrzeniu się widać, że przyziemie obiektu zostało sztucznie usypane, jakby coś Niemcy chcieli ukryć. Z tyłu obiektu również teren jest sztucznie usypany, gdyż okna są poniżej przyziemia. Z tyłu obiektu są wykopane głębokie rowy. Jeden z nich prowadzi od zbiornika wodnego. Wewnątrz obiektu, przy ścianach zewnętrznych, w posadzce wykonano kanały o szerokości 80 cm na kable, rury itp. W jednym z pomieszczeń w posadzce znajdują się fundamenty pod maszynę lub
inne urządzenie.

Laboratorium (kasyno). Foto: Stanisław Bulza.

Na pierwszy rzut oka obiekt wygląda na nieukończony, ale jest to tylko wygląd pozorny. Obiekt był ukończony, i pracowali w nim Duńscy i Norwegowie. Obiekt został dokładnie obrabowany przez wojska rosyjskie. Nawet zdjęto płyty z elewacji, po których zostały tylko otwory w betonowej ścianie. Na Osówce, według wywiady udzielonego przez radzieckiego fizyka Frołowa w 1983 r., nieznanemu autorowi relacji, byli uczeni w mundurach, którzy należeli do rosyjskiego wywiadu naukowego. Nie podlegali oni pod
NKWD. Frołow powiedział, że „ciekawe rzeczy stamtąd przywieźli”.

Rozmowę zamieścił w gazecie „Głos Głuszycy” Stanisław Michalik były burmistrz Głuszycy (zmarł 4 września 2018 r.). W zakończeniu wywiadu Stanisław Michalik napisał, że wywiad z Frołowem potwierdza w całej rozciągłości hipotezy tych badaczy tajemnic Gór Sowich, którzy twierdzą, że region wałbrzyski w planach strategicznych III Rzeszy miał odgrywać rolę decydującą jako zakonspirowane miejsce badań i produkcji najnowocześniejszych rodzajów broni. Miały one odwrócić losy wojny.
Najprawdopodobniej właśnie to zadecydowało, że Wałbrzych nie znalazł się w zasięgu zmasowanych ataków bombowych.

Na ten temat właśnie piszę część X. „Szlakiem śmierci. Koniec tajemnicy Riese”.


Duńczycy i Norwegowie w Riese


W Grządkach Górnych k. Walimia, obok nieistniejącej już Gospody Schirgenschenke, był obóz O. Todt. W tym obozie, jak ustaliła GKBZH, zakwaterowani byli ci Duńczycy w liczbie 80 i Norwegowie w liczbie 120. W sprawozdaniu GKBZH pisze, że byli to technicy fizycy, chemicy i specjaliści budownictwa przemysłowego. Po co Niemcom byli potrzebni fizycy i chemicy?

Baraki obozowe były murowane, ogrzewane z ubikacjami wewnątrz. Na terenie obozu było kilka takich baraków. Sprzątającym te baraki był więzień rosyjski, baraki były otoczone podwójnym zasiekiem pod napięciem, praca wyłącznie 8 godzin, podczas przejścia usuwano z trasy innych więźniów, wożeni ciężarówką pod konwojem, wyjazdy również w nocy, za próbę kontaktu z nimi natychmiastowe powieszenie. Tajemnica była pilnie strzeżona. Od baraków, w których byli zakwaterowani Duńczycy i Norwegowie, wiodła droga, po bokach z wysokimi wałami, do laboratorium (kasyno) w Osówce. Wały usypano zapewne po to, by
przewożeni uczeni byli nie widoczni dla innych więźniów. Jeszcze dziś wały mają wysokość kilku metrów, mimo że po tylu latach deszcz je spłukiwał. Po zlikwidowaniu tych ludzi, baraki zajęła O.T. i zakwaterowała tam swoich pracowników. Dzisiaj po barakach zostały tylko platformy ziemne. Są opinie, że nie wszyscy zginęli, gdyż 63 naukowców norweskich zostało zamordowanych, celem zachowania tajemnicy, ale ponoć 57 naukowcy norweskich ocalało, lecz nie wiadomo, co się z nimi stało?

Grupa Skandynawów zaczęła prace w czerwcu 1943 roku, a według rozpowszechnianych powszechnie fałszywych informacji
budowę „Riese” rozpoczęto po nalotach jesienią 1943 r.

Betonowe zbiorniki

Obok drogi wybudowano ciąg kilkunastu żelbetowych zbiorników o wspólnych przegrodach, przeznaczonych do magazynowania piasku, żwiru i uranu. Mają one łączną długość 134 m, szerokość 11 m i głębokość od drogi 5 m. Betonowa ściana od drogi jest wyższa od przeciwległej. Komory nie są jednakowej długości, pierwszy i drugi, od lewej strony, mają po 19 metrów, dwa następne po 8,70 m, dalsze po kilka metrów. Żelbetonowe ściany zbiorników są wykonane w kształcie trapezu. Ściana niższa ma wys. 3,2 m, a na wierzchu ma szer. 4 metrów. Mogły po niej jeździć kolejki wąskotorowe.

Czy kruszywo było tak cenne, że gromadzono je w betonowych zbiornikach? Bądź co bądź drogich. Na Włodarzu są cztery olbrzymie składowiska cementu, a nie ma zbiorników na kruszywo. Prawdopodobnie tam kruszywo hałdowano. Koparka czerpała je z poziomu ziemi. Ważny jest dobór kruszywa oraz proporcje. Proces komponowania mieszanki kruszyw polega na doborze odpowiedniej proporcji zmieszania dwóch lub więcej frakcji kruszyw. Mieszanka kruszyw = kruszywo grube + kruszywo drobne (piasek), zmieszane ze sobą w odpowiedniej proporcji. Zapewne w niektórych komorach było zmagazynowane kruszywo, ale nie we wszystkich..

W 2006 r. Grupa Sztolniowa KLIN pracująca przy oczyszczeniu zbiorników odkryła kompletny system grzewczy. Prawdopodobnie nie wszystkie komory były podgrzewane, zapewne tylko dwie, które znajdują się nad tunelem. Dlatego ściany tunelu zostały ocieplone supremą. Prawdopodobnie w tych zbiornikach składowano rudę uranu, i przed dalszą obróbką ją podgrzewano. Następnie stromymi schodami w betonowym murze betonowego zbiornika zeszliśmy na platformę ziemną, na której wybudowano obiekt o kształcie nieforemnego sześciokąta

Fabryka kwasu siarkowego w Wałbrzychu

Przed omówieniem obiektu zbudowanego na planie sześciokąta nieforemnego, opowiedziałem o fabryce kwasu siarkowego w Wałbrzych, gdyż do ługowania rudy uranu potrzebny jest kwas siarkowy: 100 kg rudy uranowej, 400 L 10% kwasu siarkowego.

Czy dlatego zlokalizowano centrum przetwarzania rudy uranu w Górach Sowich, ponieważ w pobliskim Wałbrzychu była fabryka kwasu siarkowego. W 1928 r. region Wałbrzycha wpisano na listę uprawnionych do korzystania z kredytów państwowych. Wybudowano z tych funduszy m. in. fabrykę kwasu siarkowego, koksownię i poszerzono sieć wodociągów.

Fabryka kwasu siarkowego (Schwefelsaurefabrik) była częścią Zakładów azotowych (Stickstoffwerke A./G. Waldenburg. Do fabryki należał budynek z piecami (prawdopodobnie pirytowymi), główny budynek fabryczny (jego ruiny zachowały się do dzisiaj) i suwnica-pochylnia. W czasie II wojny światowej dobudowano mały budynek administracyjny oraz w niedalekiej odległości schron wartowniczy. W 1945 r. Rosjanie zdemontowali urządzenia fabryki i wywieźli je do ZSRR. W 1946 r., w miejsce fabryki niemieckiej, wykorzystując pozostawione budynki i budowle, wybudowano nową fabrykę kwasu siarkowego. Zakład działał do lat 90. XX w. Obecnie jest w ruinie (Petroniusz & Ragnar).

Obiekt o kształcie nieforemnego sześciokąta

Następnie przeszedłem do omówienia obiektu, który był obiektem początkowym w procesie ługowania rudy uranowej. Obiekt został zbudowany w ziemi na planie sześciokąta nieforemnego. Znajduje się ona pod betonowymi ścianami betonowego zbiornik na kruszywo, i nie tylko. Z prawej strony boki obiektu mają długość 756 cm i 460 cm, z lewej strony 660 cm i 670 cm, bok górny z wyjściem tunelu 305 cm, bok dolny 505 cm, długość od tunelu do wyjścia 880 cm, wysokość przy tunelu wynosi 195 cm, natomiast przy wyjściu 205 cm. Spadek na długości wynosi 10 cm. Płyta stropowa otworu wyjściowego o szer. 190 cm. i dł. 195 cm została pod spodem wzmocniona dwoma żelbetonowymi belkami. Był to mały wiadukt pod linię kolejki wąskotorowej. Przez środek budowli biegnie kanał o szer. 50 cm, który wychodzi z tunelu. Kanał od wejścia do obiektu był przykryty. W posadzce obiektu sześciokątnego są zrobione małe skośne kanaliki, które biegną do kanału. Obiekt był przykryty częściowo płytą betonową grubości 10 cm, gdyż zachował się fragment dachu, a w ścianach są widoczne otwory po belkach stropowych. Powyżej boku lewego o dł. 670 cm zbudowano szerokie schody z czterema stopniami, jakby do obserwacji zachodzącego procesu w obiekcie. Właśnie omawiając obiekt zwróciłem szczególną uwagę na te schody, które nie prowadzą do zejścia do obiektu, lecz kończą się właśnie przed obiektem.

Nad sześciokątnym obiektem, obok podłużnej ściany zbiornika na kruszywo, zbudowano fundamenty zwieńczone słupkami betonowymi 73×70 cm na wierzchu ściętymi skośnie. Dwa skrajne stoją luźno, natomiast dwa są obudowane murem z cegły w prostokącie o wym. 160×207 cm od czoła otwartym. Są tam dwa takie podwójne fundamenty. Są to fundamenty po młynie kulowym. Kiedy demontowano młyn, wysypano z niego resztki kruszywa, które leży obok fundamentów.

Przeznaczenie

Następnym etapem jest ługowanie. łupki podlegają ługowaniu10% kwasem siarkowym w temperaturze 80°C z dodatkiem utleniacza, np. MnO2. Należy założyć, że stężenie kwasu siarkowego zmienia się w zakresie 8-12%. Wymagane jest, aby w czasie ługowania zawiesina była mieszana. Ługowanie: stosunek reagentów: 100 kg rudy uranowej, 400 L 10% kwasu siarkowego, 2 kg MnO2, czas ługowania – 8 h, temperatura – 80°C (http://www.ichtj.waw.pl/drupal/pliki/uran/zalacznik_1.pdf).

Wyrób zagęszcza się, przemywa i odwadniania lub suszy i praży przed wysyłką do dalszego przetwarzania.

Do ługowania stosuje się mieszalnik. Jest to otwarty zbiornik do ługownia, podgrzewany, z mieszadłem, odporny na środowisko 10% kwasu siarkowego z możliwością regulacji temperatury.

Obiekt prostokątny zakończony trapezem

Pod zbiornikami umieszczono kilka betonowych obiektów. Jednym z nich jest obiekt zbudowany w ziemi, od przodu z otworem bramnym Znajduje się w odległości 50 m, w prostej linii, od obiektu w kształcie sześciokąta nieforemnego

Obiekt były przykryty, gdyż zachował się fragment dachu grubości 10 cm, a na ścianach zachowały się otwory na belki stropowe. Długość obiektu wynosi około 1200 cm, szer. 550 cm, wysokość 205 cm. Obiekt na długości zakończony jest trapezem. Nad dłuższym bokiem znajduje się platforma betonowa z czteroma prostokątnymi fundamentami, które zostały od czoła zwieńczone słupkami betonowymi 73×70 cm na wierzchu ściętymi skośnie. Dwa skrajne stoją luźno. Z wierzchu mają po dwa otwory, w tym na skosie. Takie same fundamenty są nad obiektem sześciokątnym. Fundamenty wyrastają z platformy betonowej, i na wierzchu są obudowane murem z cegły. Przy trapezie wykonano obudowany murem betonowym kwadratowy otwór z czteroma stopniami schodowymi. Był to wsyp, do którego z młyna wysypywano zmieloną rudę uranową. Zapylenie było dość duże, dlatego obiekt prostokątny był przykryty dachem, i zapewne był zabudowany.

Przeznaczenie

Pierwszym etapem obróbki rudy uranowej po wydobyciu jest kruszenie bloków skalnych oraz mielenie z systemem odpylania. Ruda uranowa prawdopodobnie była kruszona na miejscu w Kowarach, a w Osówce ją mielono. Kruszywo mielono do uziarnienia ok. 0,2mm. Opisany wyżej betonowy obiekt z fundamentami na wierzchu był przeznaczony pod młyn do mielenia kruszywa. Młyn spoczywał na fundamentach. Brak jest stalowej konstrukcji, która po wojnie została zdemontowana i wywieziona przez Rosjan. Charakterystyczne jest koryto, przez które zmielona ruda była sypana do zbiornika. W obiekcie na Osówce w dachu był prostokątny otwór, wsyp, przez który do wnętrza budowli wsypywano z młyna zmielone kruszywo. Na schodkach stał robotnik, który łopatą przepychał kruszywo do środka. Piszę o kruszywie, gdyż pomiędzy fundamentami trochę go jeszcze zostało. Po wojnie, gdy demontowano młyn, wysypano z niego resztę nie z mielonego kruszywa i pozostawiono. Zmielone kruszywo było następnie wywożone wózkami kolejki wąskotorowej do dalszej obróbki. Są ślady po kolejce wąskotorowej prowadzące z obiektu. Na zdjęciu LIDAR widać miejsce po torowisku. Kolejka wyjeżdżała na drogę, a następnie cofała pod betonowe zbiorniki. Kiedy demontowano młyn, wysypano z niego resztki kruszywa, które leży obok fundamentów.

Tunel techniczny i odstojnik

Tunel znajduje się obok laboratorium, pod drogą. Schodzi się do niego po schodach. Przy zbiornikach z kruszywem ściany tunelu zostały ocieplone supremą. W podłodze jest kanał szerokości 44 cm i głębokości 25 cm. Kanał był przykryty. Na suficie zostały zamocowane metalowe uchwyty, prawdopodobnie na kable elektryczne. Tunel ma długość 30 m. w spadku około 8 proc. Wychodzi w obiekcie sześciokątnym. Z tego pomieszczenia kanał wychodzi przez betonową bramę, wzmocnioną u góry dwiema betonowymi belkami. Konstrukcja wskazuje, że wierzchem szły tory kolejki wąskotorowej. Dalej kanał biegnie nie w tunelu, lecz wierzchem. Kanał na całej długości miał być obudowany, gdyż są obok kanału wykopy ziemne.

Kilkadziesiąt metrów dalej kanał schodzi ze skarpy do studzienki, w której jest rura kamionkowa. Dalej znajduje się płyta betonowa o wymiarach 1500×750 cm wewnątrz której znajduje się odstojnik, oraz 6 fundamentów pod pompy o wymiarach 160×70 cm. W płycie betonowej znajduje się kolejna studzienka o wymiarach wewnątrz 64×64 cm i zew. 81×81 cm. Z odstojnika wychodzi na zewnątrz rura ceramiczna przelewowa o średnicy 150 mm. Klarowna ciecz była odprowadzana przez górny przelew do niżej położonego zbiornika. Odstojnik stosowany zwłaszcza do wzbogacania rud metodami mokrymi. Nie wiadomo, jaka jest jego konstrukcja, gdyż został zbudowany w ziemi. Normalnie jest to cylindryczny zbiornik o lekko stożkowym dnie, w którym na pionowym wale są zamocowane promieniowo nachylone łapy ze skrobakami zgarniające zbierający się na dnie osad w kierunku otworu wylotowego. Szlam z dna odstojnika prawdopodobnie był pompowany do niżej położonego zbiornika.

Rów, do którego przelewała się klarowna ciecz prowadzi zboczem góry w dół, i kończy się przy betonowych platformach obok sztolni nr 1. Nie wiadomo, czy rów jest po odkopanych rurach, czy też może nie był zasypany.

Dezinformacja

Po wojnie wprowadzono dezinformację, że w tunelu biegł taśmociąg, którym podawano beton do szybu technicznego i na siłownię. Na niemieckim portalu znalazłem szkic z książki Christel Focken, „FHQ Führerhauptquartiere. Riese”, 2008, przedstawiający duży plac budowy na Osówce. Są więc na nim tzw. kasyno, na drodze jeżdżąca na szynach koparka, betonowe komory na żwir i piasek, poniżej baraki na cement, a w pomieszczeniu sześciokątnym, do którego prowadzi tunel, węzeł betoniarski. Stąd beton na taśmociągu jest przemieszczany i wlewany do szybu technicznego. Autor tego szkicu, jakby był na miejscu, to by się przekonał, że szyb techniczny jest oddalony od kanału technicznego ponad 20 m. Obiekt sześciokątny ma wysokość 2 m, i był przykryty dachem. Niemcy do betonowania używali dużych betoniarek, a średnia 250 l. też by tam nie weszła. Beton musi mieć odpowiednia gęstość. Poza tym nie wlewa się betonu z góry kilkadziesiąt metrów w dół, gdyż się rozwarstwi. Choć od zakończenia wojny upłynęło już kilkadziesiąt lat, to dezinformacja trwa nadal. Węzeł betoniarski na pewno był na Osówce, tylko nie w tym miejscu.

Żelbetowe platformy

Obiekty podaję w kolejności, w jakiej występują, a nie procesu technologicznego. Przed sztolnią nr 1 znajdują się na zboczu góry, przy drodze, dwie żelbetowe platformy, jedna większa, druga mniejsza (1410×620 cm i 1000×600 cm), z których wyrastają różne fundamenty. Patrząc od drogi, po lewej stronie większej platformy, znajduje się wychodząca z ziemi rura o średnicy 80 mm z kołnierzem 220 mm. Dokładnie na wprost tej rury, wzdłuż obiektu, odciśnięto w betonie dwie rury 80 mm, jedna przy drugiej. Pozostały odciśnięcia. Biegną one obok zbiornika, który jest wewnątrz żelbetowej płyty. Trochę dalej, znajduje się fundament z biegnącym wzdłuż kanałem, w przekroju w kształcie litery U ze skośnymi ramionami, jakby pod zbiornik lub rurę. Około 4 m od skraju, wewnątrz płyty jest kanał. Z przodu, po jego obu stronach, znajdują się fundamenty ze śrubami M30 na wierzchu. Jeden szerszy, drugi wyższy i węższy. Szerszy posiada na wierzchu sześć śrub, w rzędach po trzy, węższy tylko dwie śruby. Z przodu szerszego odlano tej samej szerokości fundament, ale wyższy. Na wierzchu ma dwie śruby. Oba fundamenty zarówno wyższy i niższe powierzchnie mają zniszczone, jakby po kwasie. Mogła znajdować się na nim kolumna jonowo wymienna. W mniejszej platformie, u podstawy jest prostokątny kanał.

Po drugiej stronie drogi, na wprost betonowej platformy znajduje się prostokątny zbiornik betonowy o wymiarach zewnętrznych 617×340 cm, grubość ścian 28 cm. Podobny znajduje się na Włodarzu.

Przeznaczenie

Otrzymany ługat oddziela się od skały płonnej na filtrze, a następnie oczyszcza na kolumnach jonowymiennych Dowex 1X8200-400 mesh (http://www.ichtj.waw.pl/drupal/pliki/uran/zalacznik_1.pdf).

W wyniku procesu ługowania niskoprocentowych rud uranowych w roztworze kwasu siarkowego obecny jest uran wraz z jonami licznych metali. W celu jego oddzielenia od pierwiastków towarzyszących została zastosowana metoda chromatografii kolumnowej, w której fazę stacjonarną stanowi żywica jonowymienna typu Dowex 1, natomiast fazą ruchomą jest rozcieńczony roztwór kwasu siarkowego (0,15 mol/L). Uran tworzy w tych warunkach anionowe kompleksy z jonami siarczanowymi, które są zatrzymywane na kolumnie wypełnionej jonitem, podczas gdy inne pierwiastki wiązane są o wiele słabiej, bądź w ogóle nie ulegają sorpcji (http://edukacja.dziennik.pl/eureka-dgp/wynalazki-instytuty/artykuly/511591,sposob-wydzielania-uranu-z-roztworow-po-kwasnym-lugowaniu-rud-uranowych.html). Po kolumnie jonowej otrzymuje się frakcję zawierającą metale inne niż uran oraz frakcję zawierającą uran wraz z śladowymi ilościami innych metali.

Cala linia technologiczna ługowania rudy uranowej w kompleksie Osówka wynosiła około 3 km. Końcowych obiektów nie zdążyliśmy zobaczyć i ich przeznaczenia omówić. Gonił nas czas.

Jugowice Górne – garnizon SS i SD

Na tym zakończyliśmy omawianie linii technologicznej przeróbki rudy uranowej na Osówce, i pojechaliśmy do kompleksu znajdujące go się na Włodarzu. Po drodze zwiedziliśmy ruiny koszar SS w Jugowicach Górnych. Znajdują się one pod sztolniami na Włodarzu.

Jugowice Górne. Ruiny budynków koszar SS.
Foto Stanisław Bulza.

Leszek Adamczewski w książce „Pierwszy błyski” o stworzeniu przez SS ośrodków badań jądrowych pisze: „Heinrich Himmler docenił rolę fizyki jądrowej i badań zmierzających do wyprodukowania broni o potężnej sile rażenia. W ramach SS utworzył Urząd Techniczny, nazwany Urzędem T, a jeden z jego oddziałów zajął się badaniami jądrowymi. Do dyspozycji SS były wyniki dotychczasowych prac prowadzonych w Niemczech w ramach oficjalnego programu „Uranverin”. Urząd T otrzymał też pewne ilości uranu i „ciężkiej wody”. Najważniejszy ośrodek badawczy Urzędu T, którym kierował członek Rady Badań Naukowych Rzeszy, brigadefuhrer SS, doktor fizyki Otto Schwab, zlokalizowano w brandenburskiej wiosce Glau koło miejscowości Trebbin na południe od Berlina”.

W Jugowicach Górnych znajdował się duży garnizon SS i SD. Zlokalizowałem tam następujące obiekty:

– budynki SS, SD (4 tys. osób) i komórka kontrwywiadu Abwehra III (100 osób) – 10 podpiwniczonych, piętrowych budynków: 4 przed sztolniami, po lewej stronie potoku Jaworzynka, oraz 6 budynków przy drodze do sztolni Włodarza o dł. 46,5 m i szer. 16 m oraz o dł. 42 i szer. 12 m. Obiekty te posiadały centralne ogrzewanie, sieć wodociągową i kanalizacyjną oraz elektryczność.

– kasyno

– budynki obsługi technicznej: 3

– magazyn przy sztolni nr 5.- fundament o dł.43 m i szer. 12,5 m.

– zbiornik na wodę 350 m sześciennych z przepompownią.

– betonowa bocznica przeładunkowa

Jugowice Górne. Ruiny budynków koszar SS. Foto Stanisław Bulza.

W Jugowicach Górnych, według fotomapy Cery, znajdowało się kilkanaście dużych obiektów, łącznie 21 razem z budynkami SS.

Łącznie do stycznia 1945 roku przy budowie kompleksu Riese pracowało ponad 70 tys. jeńców i więźniów, oraz setki niemieckich specjalistów. Jeńców pilnowało 4 tys. żołnierzy SS i SD (SD Sicherheitsdienst – Służba Bezpieczeństwa RSHA), a komórka kontrwywiadu Abwehra III liczyła ponad stu pracowników, co było rzadkością (Faktor X, Wydawca: Marshall Cavendish Polska Sp. z.o.o., nr 4, Warszawa 1998). W Jugowicach Górnych był duży garnizon Waffen-SS z oddziałów SS-Totenkopf (oddziały wartownicze z obozów koncentracyjnych).

Zakwaterowani byli w podpiwniczonych, piętrowych, murowanych obiektach. Cztery podpiwniczone obiekty o długości około 50 m i szer. 10 m znajdują się w Jugowicach Górnych po lewej stronie drogi prowadzącej do Walimia przy potoku Jaworzynka, poniżej sztolni wykutych w zboczach Działu Jawornickiego, sześć o tych samych wymiarach po prawej stronie drogi do Walimia, w lasku na początku drogi do sztolni Włodarza. Są to ruiny koszar, inne już nie istnieją. Zostały zniszczone. Poniżej czterech obiektów, w potoku Jaworzynka, są duże fragmenty fundamentów po obiekcie. Ktoś musiał się natrudzić, by je tam wrzucić. W Jugowicach Górnych było m.in. kasyno i piekarnia. Po innych nie ma już dziś żadnego śladu. Zostały zniszczone, a gruz wywieziono.

22 marca 1972 roku Kazimierz Fedorowicz złożył w Prokuraturze Powiatowej w Wałbrzychu następujące zeznanie: „W roku 1947 zaczęto usuwać ślady po byłych obozach koncentracyjnych. Robili to ludzie z Przedsiębiorstwa Poszukiwań Terenowych zajmującego się jakimiś poszukiwaniami. Wśród nich był inż. Dalmus – Niemiec, Witkowski Andres lub Andreas. Robiono to bardzo szybko. Usunięto wszystkie baraki, ponad 16 żelbetonowych bloków SS-mańskich z Jugowic Górnych. Porozbierano baraki z materiałami budowlanymi, a natomiast pozostawiono sam materiał”. W latach 70. XX wieku Kazimierz Fedorowicz był przewodniczącym Koła ZBoWiD w Walimiu.

Jugowice Górne. Ruiny budynków koszar SS.
Foto Stanisław Bulza.

Po drugiej stronie Działu Jawornickiego w Walimiu przy ul. Kard. S. Wyszyńskiego 92 znajdował się Wojskowy Ośrodek Wypoczynkowy. W czasie wojny był tam sztab SS (mapa Cery), W Jugowicach Górnych był duży garnizon Waffen-SS z oddziałów SS-Totenkopf (oddziały wartownicze z obozów koncentracyjnych) i SD. W kompleksie Riese przebywało 4 tys. żołnierzy SS i SD, a komórka kontrwywiadu Abwehra III liczyła ponad stu pracowników, co było rzadkością. Na wypadek alianckich bombardowań musiały być dla nich schrony. Zaczęto je budować późno, dlatego zostały nieukończone, ale podziemny przejazd do sztabu SS zapewne ukończono.

W budynkach SS po wojnie w pomieszczeniach znajdowały się jeszcze meble. W 1952 r. przyjechała tutaj jakaś firma, prawdopodobnie Przedsiębiorstwo Poszukiwań Terenowych, które założył wspomniany Dalmuss. Celem firmy było pozyskanie bloczków, z których były zbudowane te budynki. Robotnicy dwie kondygnacje stemplowali, wyjmowali bloczki, a następnie wyciągając stemple, obiekt zawalali. Dlatego na stropie piwnicznym znajdują się dwa stropy, parteru i dachu, a nigdzie nie widać bloczków z murów.

Kompleks Włodarz

W zasadzie na Włodarzu zakończyliśmy wędrówkę. Nie zwiedzaliśmy już obiektów naziemnych, gdyż było późno i zimno. Odłożyliśmy zwiedzanie na inny termin. Powiedziałem tylko, ze niemieckim badaniom i ich opóźnieniu od 1942 r. przysłużył się niejawny spór dwóch rywalizujących grup badaczy. Jedna, wywodząca się z Instytutu im. Cesarza Wilhelma (prof. prof. Heisenberg, Hahn, Bothe, Rajewski) za którą stał admirał Speer, druga to Grupa Badawcza Fizyki Jądrowej z profesorem Esau na czele, (Diebner, Basche, Clusius, Harteck, Wirtz, zdolny Erich Bagge) utworzona po piśmie prezesa Rady Badań Naukowych Rzeszy – prof. Rudolfa Mentzla do Marszałka Rzeszy Hermanna Goeringa.

Były więc dwie grupy badawcze. Cechą charakterystyczną Riese są dwie różne linie technologiczne przeróbki rudy uranowej. Na Osówce linia ta jest długa i wynosi około 3 km. W jej skład wchodzi kilkanaście różnych obiektów naziemnych. Natomiast na Włodarzu linia ta jest krótka i wynosi około 300 m. Te dwie linie różnią się między sobą. Były różne, ale ich celem był uran 235. Wygląda na to, że każda z tych dwóch grup niemieckich uczonych miał swój ośrodek badawczy w Riese. Dlatego te dwie linie technologiczne różnią się, ale proces przeróbki rudy uranowej był ten sam.

Byłem w tunelu, którego dziś nie ma

Potem padła propozycja zwiedzania pałacu w Jedlince. Niestety, był poniedziałek i wszystko było zamknięte. Pojechaliśmy więc do Książa. Tutaj opowiedziałem swoją pierwszą przygodę z Riese. W 1966 r. byłem w tunelu pod Książem, którego dzisiaj nie ma.

W 1966 roku zaplanowaliśmy z kolegami ze szkoły wyprawę do lochów pod zamkiem Książ. Jeden z kolegów znał wejście. Niebawem nadarzyła się okazja, gdyż na 1000-lecie Państwa Polskiego ulicami Wałbrzycha wieczorem zorganizowano manifestację. Udział w niej brały wszystkie szkoły. Rozdano nam pochodnie. Wiedząc, że pójdziemy do lochów pod Książem, schowaliśmy je. Następnego dnia piechotą poszliśmy do zamku. Było nas sześciu. Mieliśmy ze sobą pochodzie, latarki i jakąś linę.

Przed narożną basztą z lewej strony zeszliśmy w dół aż do samej Pełcznicy. Idąc brzegiem rzeki po chwili zobaczyliśmy powyżej nieduży otwór w skarpie (lisia dziura). Wchodziliśmy do niego na leżąco, ale dalej się rozszerzał. Po chwili znaleźliśmy się w bardzo dużym i wysokim lochu. Mogły się w nim mijać dwa ciężarowe samochody. Po bokach znajdowały się duże wnęki jakby na garaże. Tunel cały był wybetonowany, i dokładnie wysprzątany. Przy blasku pochodni było jasno jak w dzień. Tunel przecinał stare lochy o sklepieniu gotyckim, które po kilkudziesięciu metrach zostały zaślepione murem z cegły. Po jakimś czasie tunel schodził w dół i zaczęło przybywać wody. Idąc w wodzie po pas doszliśmy do wysadzenia, bowiem ze stropu zwisały na drutach zbrojeniowych oderwane bloki betonu. Poszliśmy dalej. Niestety, wody przybywało. Tunel schodził w dół i skręcał w prawo. Poszliśmy jeszcze kawałek i musieliśmy zawrócić, gdyż woda sięgała nam powyżej pasa, i niebezpiecznie zwisały na drutach bloki betonu ze stropu. Myślę, że pokonaliśmy ponad 500 m., a może i więcej. Później już nigdy w tunelu nie byłem. W latach 80. XX w. gdy byłem na zamku w Książu poszedłem zobaczyć wejście, ale otwór był już zabetonowany. Po kilku następnych latach zabetonowany otwór został zasypany ziemią. Nie mogłem go odszukać, gdyż teren został mocno zakrzewiony. Przypuszczam, że tunel wychodził na zewnątrz w zboczu wzgórza ponizej ul. Wrocławskiej przed Świebodzicami. Z tego miejsca musiał być drążony. Pod koniec wojny wejście tunelu zostało wysadzone w powietrze, i dzisiaj nie ma po nim już żadnego śladu.

Żelbetowa czapa w kształcie schronu wewnątrz jednego z pomieszczeń na zamku Książ. Foto: Leszek Adamczewski, „Pierwszy błysk”, Wydawnictwo Replika, 2013.

Kiedyś oglądałem w telewizji program Wołoszańskiego, który stał na dziedzińcu przed wejściem do zamku Książ, i między innymi powiedział (cytuje z pamięci): „Proszę Państwa, stoję w miejscu, gdzie georadar wykrył jakiś tunel pod ziemią, ale nikt nie zna jego wlotu, ani wylotu”. Prawdopodobnie mówił o tunelu, w którym byłem w 1966 r., a po którym dzisiaj już nie ma żadnego śladu.

Na końcu spotkania pokazałem  zdjęcie z książki Leszka Adamczewskiego „Pierwszy błysk”. Jest na nim pokazana żelbetowa czapa w kształcie schronu wewnątrz jednego z pomieszczeń na zamku Książ. Rzekomo pod kopułą miało być biuro Hitlera, i dlatego ją zbudowano. Jeżeli Riese nie było kwaterą Hitlera, to i w zamku Książ nie było kwatery Hitlera. Jest to dezinformacja. Żelbetowa czapa jest podobna go kopuły reaktora jądrowego.

Dziękuje serdecznie red. Rafałowi Mosakowskiemu i jego żonie za bardzo pożyteczne i miłe spotkanie, i wspólną wędrówkę po kompleksie Riese. Dziękuje serdecznie również Eli Cygan i Ryszardowi Jordanowi z Centrum Edukacyjnego Sudety, którzy doprowadzili do mojego spotkania z Rafałem Mosakowskim. Dziękuję.

Stanisław Bulza

Przeczytaj więcej artykułów tego autora >   >   > TUTAJ .

Stanisław Bulza na FB ….

Centrum Edukacyjne Powiśle udostępniło na YT CEPtv wywiad z panem Stanisławem Bulzą:

Przeczytaj serię dziewięciu artykułów Stanisława Bulzy dotyczących tajemnicy Kompleksu Riese … TUTAJ…

*

, 2019.05.08. / Akt. 2019.05.19.

  Podziel się:

Autor: Stanisław Bulza