O bezradności wobec chamstwa i obłędu


Paraliż komunikacyjny struktur przeciwnika jest celem i drogą jednocześnie ku władzy nad nim i jego zasobami. Zamiast paraliż możemy użyć słowa chaos i też będzie dobrze. Chodzi o to, by przeciwnik nie wiedział co ma mówić i obawiał się, że emitowane przezeń komunikaty pogrzebią jego długofalową strategię.

Metoda ta została właśnie zastosowana na naszych oczach wobec Kościoła, ale jakoś nikt dziś nie cytuje Sun Tsy, do czego notorycznie dochodziło, w czasie kiedy PiS przegrywał wybory. Każdy, wliczając w to ostatnich bałwanów, uważał za swój obowiązek popisać się jakimś cytatem z tego myśliciela.

To jest ciekawe, albowiem samo w sobie stanowi element wojny ideologiczno-komunikacyjnej. Podstawiamy „do wierzenia” jakiś mem, postać lub publikację, obudowujemy ja legendą i już tylko czekamy, aż nasi ogłupiali przeciwnicy zaczną korzystać z dobrodziejstwa podsuniętych im, „przemądrych”, cytatów. Czynią to zwykle na wyścigi, albowiem, jak wiadomo – kto pierwszy ten lepszy.

My nie możemy tak czynić, bo to idiotyzm. Sun Tsy dzisiaj zaś został schowany na zaplecze, bo nie pora na starożytne mądrości, ale na jak najbardziej współczesne, gorące i krwawe emocje. My się nie będziemy zajmować ani jednym ani drugim, spróbujemy wyprowadzić jakąś zasadę, która ocaliłaby nasze umysły i serca przed zalewem chamstwa i obłędu. Bierzemy to galopem, jak powiedział Marcin Kabat, grając z diabłami w mariasza, na terenie obiektu zwanego czarcim młynem.

Zasadą najważniejszą jest nie przyjmowanie do wiadomości żadnego komunikatu wyprodukowanego przez przeciwnika. Żadnego – podkreślam, a co za tym idzie nie można wobec tych komunikatów określać swojej postawy.

W żadnym wypadku nie można pozwolić, tak jak to się stało teraz, żeby komunikaty te były jedynymi, obecnymi w przestrzeni publicznej.

Kolejną zasadą jest całkowity i absolutny zakaz odwrotu. Nie można się cofać, co właśnie czynią hierarchowie przyznając rację Sekielskiemu. Ten zaś najspokojniej w świecie wygłasza agitki wyborcze. Dopiero po zastosowaniu tych zasad możemy wziąć się za sprawy poważniejsze, o ile rzecz jasna mamy do tego potrzebne narzędzia. To znaczy możemy emitować własne komunikaty, a także demaskować komunikaty przeciwnika.

Wkrótce okaże się, że one się same demaskują. Tak jak wczoraj podczas głosowania, kiedy posłowie opozycji zrezygnowali z udziału w nim, nie podając żadnych przyczyn takiej decyzji. To jest demaskacja i trzeba to za każdym razem podkreślać.

Jeśli tego nie zrobimy jeśli będziemy się cofać, jeśli hierarchia będzie się wyłącznie tłumaczyć, a ojciec Szustak będzie pielgrzymował żeby Pan Bóg odpuścił grzechy Kościoła, nic z tego nie będzie. Nie wiem co zrobi Pan Bóg, ale wiem, że Szustak stanie się tubą propagandową opozycji, a ta zacznie stosować – w zasadzie już stosuje – dwie sprawdzone metody dewastacji emocji przeciwnika – chamstwo i oficjalnie uznany na normalność obłęd.

Chamstwem jest zachowanie opozycji w sejmie i obłudne gawędy o tym, że zaostrzenie kar i podniesienie wieku uznawanego za pełnoletniość zwiększy ilość aborcji.

Obłęd zaś dopiero nadchodzi.

Wczoraj Toyah na swoim blogu zacytował wypowiedzi osoby, która ma być głównym oskarżycielem, nieżyjącego już księdza Jankowskiego. To jest chamstwo i obłęd w jednym. Zwracam uwagę, że zastosowanie obłędu jest zawsze celowe, dobrze przemyślane i ma charakter emocjonalnego show. Jest także próbą sprawdzenia jak daleko można się posunąć w produkowaniu kłamstw i jak wielu ludzi w nie uwierzy.

Oto osoba dotknięta jakąś poważną dysfunkcją, która całkowicie zmyśliła swoje życie, będzie oskarżać prałata Jankowskiego o molestowanie i gwałty.

Skala obłędu reprezentowana przez panią, która stała się bohaterką artykułu w katolickim piśmie „Więź” i programu w TVN24 jest przerażająca. Jeśli się Wam jednak zdaje, że ludzie w to nie uwierzą, to jesteście w błędzie.

Ludzie uwierzą we wszystko.

Zwątpią, a i to nie zawsze, dopiero wtedy kiedy ktoś na chama zacznie im grzebać w torebce, albo spróbuję wyciągnąć portfel z wewnętrznej kieszeni marynarki. Nie wcześniej.

Z czego to wynika? Z ciągle upraszczanej, prymitywizowanej komunikacji, z której usuwa się elementy prawdziwe, wartościowe i pewne, zastępując je elementami prawie prawdziwymi, bezwartościowymi i fikcyjnymi.

Mam wrażenie, już o tym pisałem, ale powtórzę, że to jest istota ikonoklazmu – unieważnienie trwałych i pewnych znaków, równouprawnienie wszystkich rodzajów komunikacji, niezależnie od ich jakości, i eskalacja emocji, po to, by nikt już nie mógł rozpoznać kto mówi prawdę, a kto kłamie.

Na koniec zaś wskazanie kilku mędrców, zwanych rebe, albo autorytetami moralnymi, którzy – wskazując palcem orzekać będą w sposób absolutny, co jest a co nie jest prawdą. Będą sobie także rościć – ten etap jeszcze przed nami – prawo do orzekania o winie i karze. Na razie jesteśmy w punkcie, w którym nie ma już prawdy, zasady jej dochodzenia zostały zanegowane, a na pierwszym miejscu wysuwają się, jak konie idące w zaprzęgu – chamstwo i obłęd. Obydwa są silnie eksploatowane przez „poważne” media i „poważne” katolickie periodyki. I nikt nawet nie mrugnie. Oto link do tekstu, który jest wiwisekcją obłąkania: 

I nikt, powiadam, nawet nie mrugnie.

Ja sam wielokrotnie mogłem obserwować jak bezradni są ludzie wobec obłąkania, które w dodatku jest agresywne. Trzeba mieć końskie zdrowie i wielką odporność, żeby się temu przeciwstawić. Miałem kiedyś okazję obserwować jak osoba dotknięta poważną dysfunkcją, nie rozpoznaną niestety przeze mnie, podporządkowała sobie całą strukturę instytucji, w której była zatrudniona. Od dyrekcji począwszy na woźnych kończąc. Była to prosta dziewczynina, nie mająca pojęcia o niczym, ale perfekcyjnie rozgrywająca deficyty koleżanek. Opowiadała, na przykład, że ma męża, a ten mąż jest znanym warszawskim neurologiem. Było to jawne kłamstwo, łatwe do sprawdzenia, ale wszyscy w to wierzyli, bo mogli się dzięki temu poczuć lepiej. Skończyło się rzecz jasna na kradzieżach pieniędzy.

Demaskacja nie wchodziła w grę, nawet po ujawnieniu przestępstwa, bo kto chciałby się przyznać, że dał się wrobić komuś tak prymitywnemu. Wobec spirali emocji, całkowicie fałszywych, ale stwarzających pokusę największą – pokusę, by stanąć odważnie po stronie prawdy – człowiek jest bezradny. I nawet takie demaskacje jak ta wczoraj w sejmie niewiele tu zmienią.

Powtórzę więc jeszcze raz – wszyscy jesteśmy w pułapce, początkiem wychodzenia zeń powinno być zakwestionowanie formy komunikatów, którymi jesteśmy bombardowani.

Nie można mówić prawdy negując zasady jakimi prawda się rządzi. Nie można stwierdzić z całą pewnością, że 17 latek łaził na plebanię do molestującego go księdza, bo miał syndrom sztokholmski. W tej sprawie, jakże poważnej, musi wypowiedzieć się ekspert, najlepiej ekspert niezależny – specjalista psycholog, albo psychiatra.

Osoby celowo i nachalnie eskalujące emocje w dyskursie publicznym, powinny być marginalizowane. Jeśli zaś nie czynią tego celowo, ale po prostu, bo tak, powinny być skierowane na leczenie.

Nie można traktować równoprawnie komunikatów różniących się od siebie jakością w sposób jaskrawy i łatwy do wskazania. Nie można też kłamać w żywe oczy oskarżając rząd o krycie pedofilii, ponieważ rząd PiS czynny jest od czterech lat, a w filmie Sekielskiego, widzimy wypadki sprzed lat trzydziestu. Wskazywanie tych różnic powinno być elementem kampanii wyborczej, do samej jesieni. Mam nadzieję, że połączonej z demaskacją pedofilów w innych grupach, także mających styczność z dziećmi.

Na dziś to tyle. Zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl gdzie umieściłem wczoraj fantastyczne zupełnie nagranie – początek audiobooka „Święty Stanisław, biskup i męczennik. Historia prawdopodobna”

Gabriel Maciejewski 

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  16 maja 2019.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

  • Ilustracja tytułowa: Gabriel Maciejewszki, fot. za gimlet.pl / wybór zdjęcia wg.pco

*

*

, 2019.05.18.

Autor: Gabriel Maciejewski