Pilne zapotrzebowanie na „nowy sposób myślenia” – MIT wskazuje na tradycyjną Mszę


Tak, dobrze przeczytaliście, chodzi o MIT, czyli amerykański Massachusetts Institute of Technology (jedną z najsłynniejszych politechnik na świecie – przyp. red.). Jednak tytuł artykułu może wprowadzać w błąd, ponieważ w żadnych działaniach MIT nie sposób doszukać się bezpośredniego poparcia dla tradycyjnej Mszy (nie są aż tak oryginalni). Tymczasem, w niedawno opublikowanym podcaście, profesor Alan Lightman z MIT, który mówi o wpływie technologii i społeczeństwa na to, jak spędzamy czas oraz na sposób organizacji samego społeczeństwa, wspomina o kilku pilnych potrzebach współczesnego człowieka, które można zaspokoić uczestnicząc w tradycyjnym kulcie Kościoła katolickiego.

Lightman zaczyna i kończy swój wywód anegdotą o wyjeździe do Kambodży, kiedy to zapytał pewną kobietę z wioski o czas, jaki musi poświęcić każdego ranka na pokonanie kilkunastu kilometrów kiepską drogą w celu zdobycia pożywienia. Był zaskoczony, gdy w odpowiedzi usłyszał, że kobieta nigdy szczególnie się nad tym nie zastanawiała. Dla Lightmana jako współczesnego człowieka Zachodu czas ma wielką wartość, stąd był bardzo zdziwiony tym, że ktoś mógł najzwyczajniej w świecie nie przejmować się jego upływem. Dla tej kobiety czas był po prostu środkiem potrzebnym do zrealizowania celu. 

Jak długo trwa Msza? To pytanie wydaje się być bardzo ważne dla katolików głównego nurtu, którzy chcą „zaliczyć” Mszę jak najszybciej to możliwe. Bo przecież mamy tyle na głowie – trzeba przygotować obiad, pojechać na mecz, popracować w ogródku czy zrobić odkładane przez cały tydzień zakupy, w każdym razie: komu chciałoby się siedzieć długo w kościele? Kiedy w latach 1989–1990 studiowałem na Uniwersytecie Georgetown, dowiedziałem się tam o jezuickim księdzu, który znany był z odprawiania w niedzielę o 11 Mszy trwającej 11 minut. Celebracja ta cieszyła się wielką popularnością wśród studentów, którzy chcieli „wypełnić swój obowiązek niedzielny”. 

Dobrze wiemy, że katolików wybierających tradycyjną Mszę nie trzeba specjalnie zachęcać do przyjścia do kościoła, co pokazuje pewne ważne zjawisko: wierni kochający liturgię są przywiązani do jej tradycyjnych form. W zasadzie nie zajmuje ich kwestia „długości trwania Mszy” i chętnie uczestniczą w rozbudowanych, uroczystych liturgiach. Zupełnie tak, jak ta kobieta z kambodżańskiej wioski, są gotowi przebyć długą drogę do miasta i z powrotem. Uznając, że Msza święta jest największym skarbem katolików, chcą się nią cieszyć jak najdłużej. 

Metafora drogi być może nie przemawia najlepiej do wyobraźni, ale ogólnie rzecz biorąc, możemy powiedzieć, że poświęcamy swój czas rzeczom i ludziom, których kochamy. Wszyscy znamy powiedzenie „czas to pieniądz”, lecz należałoby raczej powiedzieć „czas to życie”. Nasze życie mierzone jest miarą czasu: to, na co poświęcamy swój czas definiuje treść życia. Jest mało prawdopodobne, że w dzień sądu Chrystus zapyta nas, czy mieliśmy czas na sport, zakupy, pracę lub sen, możemy spodziewać się raczej pytania, dlaczego, kiedy była na to pora, nie modliliśmy się więcej. 

Wracając do prof. Lightmana, byłem bardzo poruszony poniższymi uwagami, które pojawią się około 25. minuty podcastu:

Myślę, że obecnie, cyfrowa rzeczywistość – po zniszczeniu środowiska – unicestwia nasz wewnętrzny świat. Może nie widać tego tak wyraźnie, ale zaczynamy doświadczać złych skutków naszego wariackiego, uzależnionego od Internetu stylu życia. Uważam, że sytuacja jest poważna; pod pewnymi względami można porównać ją do niszczenia środowiska, nawet jeśli problem nie jest do końca widoczny. Może się okazać, że nie ma już odwrotu; tracimy zdolność do określenia, kim jesteśmy i, co jest dla nas ważne. Czy możemy jeszcze jakoś temu zaradzić? Zarówno jako jednostki, jak i społeczeństwo, musimy stworzyć nowy sposób myślenia. Potrzeba nam nowego nastawienia, które ceni refleksję, stałość, prywatność oraz,  które uznaje wewnętrzne „ja”.

Następnie Lightman podaje kilka propozycji. Dla dzieci w wieku szkolnym, 10 minut ciszy w ciągu dnia; dla wszystkich studentów, zamiast produkowania zadań domowych, więcej czasu na refleksje nad pracą naukową. Dobrze by było, gdyby w biurach do dyspozycji pracowników były pokoje ciszy, gdzie każdy mógłby poczytać książkę, zamknąć oczy czy pomodlić się. Dla rodzin, Lightman proponuje kolacje zupełnie „odłączone od Internetu” i wszelkich nowych technologii. Dla każdego z nas, Lightman zaleca spacery. Na poziomie społeczeństwa, uważa, że powinny istnieć „strefy bezekranowe”. Ta propozycja to miód na moje uszy. Przez lata zdążyłem zauważyć, że każda przestrzeń – w hotelach, restauracjach, lotniskach, we wszystkich miejscach, gdzie zbierają się ludzie – jest zdominowana przez potężny ekran. Taki stan rzeczy sprawia, że osoba czytająca książkę czy rozmawiająca ze znajomymi nie jest w stanie się skoncentrować. Ostatnią kwestią, jaką porusza prof. Lightman jest potrzeba czegoś, co on sam nazywa „nieuporządkowanym czasem”, to znaczy momentem w ciągu dnia, kiedy nie musimy robić niczego konkretnego i możemy spokojnie zostać sam na sam z naszymi myślami. 

Ten podcast jest szczególnie interesujący, ponieważ przedstawia punkt widzenia ważnego świeckiego myśliciela, który dostrzegł poważny kryzys i szuka sposobu na wyjście z niego. Myślę, że Lightmanowi w jego poszukiwaniach towarzyszy przeczucie, że podstawa społeczeństwa została mocno naruszona. Profesor Lightman pokazuje nam współczesnego człowieka próbującego po omacku wyjść z kryzysu, który zafundował sobie w całej swojej oryginalnej pomysłowości. Lightman stawia dobrą diagnozę, ale pozostaje pytanie, czy jego rozwiązania mogą być skuteczne i czy w ogóle ktoś potraktuje je poważnie. Można by powiedzieć, że jego propozycje są dobre, ale za mało radykalne. Czy pokój ciszy w biurze wiele zmieni? Nie sądzę. Głęboka zmiana nie może nastąpić bez zmian w nastawieniu.

Podstawowe pytanie brzmi: jak porządkujemy swoje życie. Czy dajemy się prowadzić światu, czy może powinniśmy spróbować czegoś innego? Nie jest łatwo wyrwać się ze szponów globalnie skomunikowanego współczesnego społeczeństwa. Lightman twierdzi, że powinniśmy znaleźć „nowy sposób myślenia”. Nie wiem, czy ma on świadomość istnienia starożytnej Mszy trydenckiej oraz innych tradycyjnych obrzędów, ale uderzające jest to, jak dobrze tradycyjny katolicyzm – kiedyś powszechnie znany, dzisiaj powracający na swoje miejsce – ucieleśnia spokojne, refleksyjne, oderwane od technologii podejście do życia, przyjęcie, którego Lightman uważa za warunek zdrowego funkcjonowania i przetrwania. Ktoś kiedyś słusznie zauważył, że wydziwiony utwór Johna Cage’a pod tytułem 4’33”, który składa się z czterech minut, trzydziestu trzech sekund braku jakiejkolwiek akcji oraz dźwięków dochodzących z sali koncertowej, został „skomponowany” w czasie (1952 rok), kiedy miliony katolików każdej niedzieli doświadczały podobnej dawki ciszy podczas cichego kanonu rzymskiego. Cage był wychwalany pod niebiosa jako geniusz wytyczający nowe szlaki jednak w porównaniu z naszą Świętą Matką Kościołem wypadł jak dziecinny amator. 

Jedną z wielkich wartości tradycyjnej liturgii jest jej zdolność do umożliwienia wiernym praktykowania nowego sposobu myślenia, który uwalnia człowieka od zniewolenia powierzchownością. W tradycyjnej Mszy doskonale widoczna jest podstawowa zasada chrześcijaństwa, która głosi podporządkowanie wszystkiego Bogu, dla którego trzeba znaleźć w swoim życiu miejsce i czas. Tradycyjna liturgia potwierdziła swoje aspiracje do bycia centrum życia chrześcijaństwa, gorejącym sercem życia religijnego, źródłem mocy dla małżeństw i rodzin oraz spoiwem katolickiego społeczeństwa. Czy możemy to samo powiedzieć o celebrowanej praktycznie wszędzie nowej Mszy, która ze względu na swoje cechy i zgodnie z wolą Pawła VI nosi miano „liturgii nowego porządku”?

Radykalna teocentryczność klasycznego rytu rzymskiego, która podyktowana jest wyższością życia wewnętrznego nad działaniami zewnętrznymi paradoksalnie prowadzi do jak najpełniejszego rozwoju zewnętrznego oblicza rytu oraz towarzyszących mu zjawisk. Nie jest to wcale sprzeczność, lecz logiczna konsekwencja nadawania pierwszeństwa rzeczom najistotniejszym. Liturgia trydencka umożliwia istnienie nieuporządkowanej wewnętrznej wolności właśnie dzięki swojej ścisłej dyscyplinie obrzędów i stałemu zwróceniu do Boga. W żadnej innej sytuacji ksiądz nie modli się tak głęboko jak wtedy, gdy szepcze święte słowa w postawie ad orientem. W żadnej innej sytuacji wierni nie modlą się tak głęboko jak wtedy, gdy klęczą podczas Mszy świętej, pozwalając jej otulić swoje zmysły i pociągnąć serca. 

Na przeciwnym biegunie leży liturgia, która została zaprojektowana jako ćwiczenia społeczne lub – jak wolał mówić o niej Paweł VI – „szkoła chrześcijańskiej socjologii”. Dla wiernych w niej uczestniczących będzie niesłychanie trudno odnaleźć utraconą teocentryczność i skupienie na wnętrzu. Inny problem stanowić będzie walka o uzyskanie odpowiedniej oprawy zewnętrznej. Takiemu działaniu zawsze będzie towarzyszyć wrażenie, że mamy raczej do czynienia ze sztucznie dodanymi elementami, a nie składnikami, które naturalnie wyrastają z liturgii. 

Spostrzeżenia prof. Lightmana – któremu wtóruje wielu badaczy zajmujących się społeczeństwem i technologią (min. Marshall McLuhan, Augusto Del Noce, Ivan Illich, Neil Postman czy Mark Bauerlein) – podważają podstawowe założenia nowego porządku liturgicznego, według których nowoczesność jest działaniem Ducha Świętego bądź jego elementem, który powinniśmy przyjąć. Zamiast stanowić prawdziwą przeciwwagę dla ducha tego świata, nowa Msza „przemyca” światowego ducha pod pseudo-liturgicznym płaszczykiem. Współczesny zagubiony człowiek nie będzie już w stanie znaleźć drogi powrotnej do tego co trwałe i siłą rzeczy nienowoczesne tam, gdzie można by się tego spodziewać: w liturgii Mszy świętej. 

Stąd też, czujemy dzisiaj palącą duchową, psychologiczną i socjologiczną potrzebę przyjęcia usus antiquior. Tradycyjna Msza święta nie wiąże się jedynie z kwestią estetyki, dotyka ona raczej wszystkich kryzysów, których doświadczamy jako społeczeństwo i cała ludzkość. Jedyną możliwą drogą naprzód jest postawienie sobie Boga za przewodnika i zwrócenie się ku Niemu. Należy zacząć od tradycyjnych rytów liturgicznych (wschodnich i zachodnich), które zaszczepiają w człowieku skłonność do zwrócenia się ku Bogu i w żaden sposób nie próbują zaburzyć właściwego kierunku modlitwy. Nie można zapominać, że bez ciężkiej, codziennej pracy nad sobą, trudno jest faktycznie zwrócić się ku Bogu, czego doskonale świadoma jest katolicka tradycja. Musimy ostrożnie zabrać się do tej pracy, której na pewno nie będzie ułatwiać usposobienie naszej upadłej natury. Sensu naszym działaniom nie nadają okazjonalne praktyki czy gesty, ale systematyczna praca. To właśnie stanowi jedną z największych wartości tradycyjnej liturgii – pomaga ona nam w podejmowanym trudzie wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebujemy. Odrzucenie takiej pomocy byłoby szaleństwem. 

I jeszcze jedno. Smutne jest to, że większość osób, zdawszy sobie sprawę z wewnętrznego kryzysu współczesnego zachodniego świata, zamiast zwrócić się w stronę pięknej chrześcijańskiej tradycji, ucieka raczej w filozofię dalekiego Wschodu czy New Age. Jeden z moich przyjaciół spotkał kiedyś pewną miłą, młodą kobietę z południa Stanów Zjednoczonych, która czytała książkę o buddyzmie. Mój przyjaciel wspomniał mimochodem, że chrześcijaństwo również może się pochwalić bogatą tradycją duchowości i mistycyzmu, a następnie podał jej kilka tytułów książek na ten temat. Wiele lat później dostał od niej niespodziewaną wiadomość, w której dziękowała mu za pomoc w znalezieniu drogi powrotnej do wiary katolickiej.

Duchowni przez dekady próbowali zniekształcić prawdziwe oblicze bogatej tradycji duchowości i mistycyzmu czy nawet doprowadzić do jej zanegowania. Bez względu na ich działania, Pan nasz nie pozwoli odebrać Swojemu Kościołowi tak wielkiego skarbu. Większość katolików nie jest tego świadoma, ale tradycja żyje i nie przestaje być duchowym lekarstwem na choroby naszych czasów. Ze swojej strony musimy zrobić wszystko, by była ona powszechnie znana i kochana.

Peter Kwasniewski
20.05.2019
(źródło)

tłumaczenie: Michał Żaczek
zdjęcie: Joseph Shaw

Za: UnaCum.pl – Centrum Informacyjne Ruchu Summorum Pontificum (12 czerwca 2019) / BIBUŁA pismo niezależne, 2019-06-12.

*

*

2019.06.15.
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci