Por. Konstanty Kempa – więzień policyjny z bloku nr 11 (cz. 3)


I znowu odwołując się do wspaniałej wiedzy i pracy naukowej dr Adama Cyra, oraz artykułu wnuka Wojciecha Kempy – ppor. „Tadeusz” niósł także aktywną pomoc więźniom, pośrednicząc w przekazywaniu leków, o czym pisała między innymi Adela Korczyńska:

„Drogi tych leków, dostarczanych przez kolejarzy, wiodły do placówki Delegatury Śląskiej, która w celu realizowania m.in. tej pomocy, zorganizowała punkt Delegatury w firmie Kies und Steinwerke w Oświęcimiu. Pracowali tam por. Konstanty Kempa, pseudonim „Tadeusz” i Ernestyna Dylik, jego sekretarka w pracy podziemnej. Lekarstwa w małych paczkach przerzucano do obozu. Dostarczanie medykamentów ze Śląska opierało się przeważnie na funduszach społecznych.”

Trupy więźniów na rolwadze.

Dokumenty personalne Komendy Okręgu Śląskiego Armii Krajowej, których odpisy znajdują się w zbiorach specjalnych Biblioteki Śląskiej, a także w zbiorach Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach, wskazują na to, że Konstanty Kempa przez cały ten czas pozostawał oficerem Komendy Inspektoratu Katowickiego Armii Krajowej. Wśród tych dokumentów jest rozkaz personalny z 11 marca 1944 roku komendanta Okręgu Śląskiego Armii Krajowej, w którym powołuje się on na rozkazy Komendy Głównej AK 112/BP i 113/BP 19 lutego 1943 roku. Właśnie rozkazem KG 113/BP, dotyczącym awansów na wyższe stopnie oficerskie i podoficerskie, które weszły w życie z dniem 11 listopada 1943 roku, podporucznik „Tadeusz” awansowany został do stopnia porucznika.

W części opisowej zbioru dołączonej do zbioru dokumentów wspomniany dokument jest powtórzony i uzupełniony szeregiem dopisków, przy czym przy por. „Tadeuszu” widnieje dopisek – ppor. sł. stałej piech. starsz. 1937, przed wojną 11 pp, szef BiP Inspektoratu Katowice, awans na porucznika (na marginesie ołówkiem dopisana uwaga – Konstanty Kempa). Szereg innych źródeł wskazuje, że w tym czasie ppor por. „Tadeusz” był szefem BiP-u Inspektoratu Katowice. Także zdaniem Zygmunta Waltera – Janke por. „Tadeusz: był szefem BiP w Inspektoracie Katowice.

Z kolei Juliusz Niekrasz określa go mianem oficera wywiadu:

„Był to wybitny oficer wywiadu, rodem z Opolszczyzny, władający płynnie językiem niemieckim, zatrudniony w Oświęcimiu w firmie „Oberschlesische Fluss, Kies und Steinindustrie In Treulandverwaltung des Reichsführers SS – Hauptamt Verwaltung und Wirtschaft Birkenau 166”. Praca w tej firmie dawała mu silne oparcie, jednakże nie uniknął aresztowania. Doszło do niego 28 lutego 1944. „Tadeusz” stracony został w obozie oświęcimskim.”

*

W ten sposób dochodzimy do dramatycznych wydarzeń z 28 lutego 1944 roku. Oddajmy w tym miejscu głos jego ojcu, Euzebiuszowi Kempie, który w swoich wspomnieniach napisał:

„W niedzielę 27 lutego 1944 r. obchodził pierworodny syn Konstanty 28. rocznicę swych urodzin na którą zostaliśmy zaproszeni na tą uroczystość. Mieszkał w Sosnowcu na Pogoni wraz z swoją małżonką i pierworodnym synem Stasiem (Ryszard). […] Zastaliśmy syna w humorze wesołego bawiącego się z chłopczykiem Stasiem z którym dokazywał różne musztra wojskowe. Jak nam jego małżonka opowiadała, to po naszym wejściu Kostek był w humorze, prześpiewał wszelkie pieśni na Boże Narodzenie, a na zakończenie ulubioną przez niego pieśń „Ludu mój ludu”.

Następny dzień poniedziałek 28 II miał do załatwienia swoje sprawy organizacyjne w Sosnowcu, zamiast rano o godzinie 5-tej pojechał dopiero o godzinie 8-mej, przyjeżdżając do Oświęcimia dopiero po godzinie 10-tej. O godzinie 9.30 do biura był telefon do Kostka nieznany. Po jego przybyciu do biura urządził dla współpracowników skromny poczęstunek. Około godziny 11.30 niepostrzeżenie wkroczyli do biura trzej „Gestapowcy” wzywając do podnoszenia rąk. Kostek siedział na rogu stoła, szybko schodząc z niego i udając się do szuflady biurka, jednakowoż jeden z „Gestapowców” był szybszy. Przystąpił zasłaniając szufladę biurka, otwierając szufladę w której znajdował się nabity rewolwer, zwracając się do Kostka ze słowami dobrze że się tak stało, gdyż z tej mieli być oni zastrzeleni. W walizce ukryty w biurku znajdowały się kopie raportów z których dowiadywał się świat o zbrodniach w obozie oświęcimskim. […] Zakuty w kajdanki został odstawiony do komisariatu „Gestapo” w Oświęcimiu zaznaczając że miał już w sobotę zostać aresztowany lecz nie chciano jemu popsuć uroczystości urodzinowych. […]

W poniedziałek o godzinie 19-tej przybyła do Ochojca, ul. Kamienna 15, gdyż tam zamieszkiwaliśmy od 1 X 1940 r. (z Katowic z domu dla uchodźców musiałem się wyprowadzić), kuzynka żony Kostka Halina Śliwkówka z wiadomością o aresztowaniu Kostka. Z tą wiadomością do Katowic przybyła koleżanka Kostka p. Delektówna która już w sobotę wiedziała o zamiarze jego aresztowania. W ten sam wieczór powiadomiono szwagierkę jego – żony siostrę Różę, która współpracowała w konspiracji z Kostkiem.

Wtorek dnia 29 II 1944 r. żona – matka Kostka wraz z małżonką Kostka udały się do Oświęcimia o zaciągnięcie bliższych wiadomości do pracy. Żona została przyjęta przez zastępcę kierownika inż. Ruprechta pana Riedla, przez którego bardzo grzeczny sposób została przyjęta nadmieniając, że nic bliższego nie jest jemu wiadomo, lecz zaprowadzi ją do „Gestapo”, w którym może otrzymać bliższe wyjaśnienia. Zaprowadzono żonę do Sali konferencyjnej „Gestapo” w której się już znajdowało 11-tu oficerów i kolejno była zapytywana o różnych sprawach rodzinnych i politycznych, na które odpowiedziała, że jej nic nie jest wiadomo co syn robił, gdyż syn nie był w domu, że został z domu wypędzony (tak umówiliśmy się z Kostkiem), a jako matka kochająca dziecko chce wiedzieć gdzie się znajduje. Po przesłuchaniu jej, nakazano jej surowo o tej sprawie nic nikomu nie mówić. Usłyszała tylko jak mówili między sobą „Solange Gestapo existiert so einen Fang haben wir noch nich gehabt” (jak długo Gestapo istnieje taki zdobyczy jeszcze nie było). W międzyczasie została aresztowana siostra małżonki Lusi p. Klara i to z powodu nie możności aresztowania żony – gdyż była już w ósmem miesiącu ciąży. Porodziła córeczkę Krysię.

W maju 1944 r. Lusia została aresztowana i do więzienia w Mysłowicach. Dnia 1 czerwca 1944 r. w nocy „Gestapo” z Katowic wraz z aresztowanym Kostkiem zakutym w kajdanki przyjechało do Krakowa do mieszkania szwagierki – siostry jego żony, zabierając ją z sobą do „Gestapo” w Krakowie. Po wybadaniu i spisaniu protokołu została p. Róża zwolniona do domu pod warunkiem że rano o godzinie 8-mej stawi się ponownie do „Gestapo”. Ona jednak potajemnie o godziny 7.30 ubrana w wiejski strój p. Róża opuściła mieszkanie, przedostała się do Tarnowa, w którym w ukryciu przebywała aż do wyzwolenia. P. Róża współpracowała z Kostkiem, a raporty Kostka były u niej składane, a następnie zabierane do Warszawy do rąk kierownika Działu Sekcji Zachodni p. Zbyszka Bednorza. Dostarczał raporty z Katowic do Krakowa ranny żołnierz Reichswehry p. Herich z Katowic.

Najobszerniejszą informację na temat okoliczności aresztowania mojego dziadka zawdzięczamy Adeli Korczyńskiej, która spisała przeprowadzoną przez siebie rozmowę z siostrami Dylik – Renią, Marysią oraz Alfredą Zofią, a także jej córką Aliną:

„Nadszedł 28 luty 1944 r. Mama dowiedziała się, że na poczcie schwytano z tajnymi gazetkami kobietę z Brzeszcz. Chciała ostrzec Kempę. Wiedziała, że do biura przywiózł materiały, by je umieścić w skrytce, że zamierza wysłać pocztą do Wiednia przez nową kurierkę. W tym dniu przyjechał później do pracy. Daremnie kilkakrotnie telefonowała. W pewnym momencie zorientowała się, że telefon jest na podsłuchu. Gdy przy następnej próbie usłyszała Dieselbe – ta sama, postanowiła wyjść mu naprzeciw. W drodze minęła ją karetka więzienna z aresztowanym Kempą. Gdy podeszła do firmy, gdzie pracował, już na placu powiedziała do niej przerażona Niemka: „Was machen Się hier? Kostek ist verhaftet worden”. Co pani tu robi? Kostek został aresztowany.

Poszła szybko do domu. W domu była maszyna do pisania, na której Renia pisała raporty o obozie oświęcimskim, walizka z podwójnym dnem, w skrytce ostatnie fotografie z obozu. Marysia maszynę ukryła w altanie, fotografie ukryła pod węglem w piwnicy. Mama pojechała do żony Kempy. Razem obeszły skrzynki kontaktowe w Katowicach, polecając zagrożonym ludziom usunąć się. Kempowa wysłała telegram do Warszawy. Nazajutrz rano Gestapo aresztowało w sklepie na dole Marysię, sądząc, że to ona telefonowała. Mama pracująca piętro wyżej po powrocie do domu zaczęła się przygotowywać do aresztowania. Z klatki schodowej usłyszała nagle Niemców, którzy pytali o nią. Z cerowaną właśnie skarpetą wskoczyła do ubikacji na półpiętrze. Tymczasem w domu odbywała się rewizja, którą ja, 4-letnie dziecko wtedy, dobrze pamiętam. Pytano, gdzie Renia, gdzie Alfreda…

Na drugi dzień wieczorem uciekła do zaprzyjaźnionych katowickich harcerek. Ukrywała się nadal – dwa tygodnie była u Poli Mańka w Panewniku, drugie dwa u Wery Cubert w Katowicach – Załężu. Po dwóch dniach Gestapo zwolniło 15-letnią Marysię. Pod groźbą aresztowania całej rodziny, kazano dopilnować jej zgłoszenia się ukrywających się sióstr: mamy i Reni. Często w pracy i w drodze rewidowano pozostałych szukając śladu kontaktu z nimi. Nie dało to żadnych rezultatów.”

Aresztowanie por. Konstantego Kempy gestapo uznało za wielki sukces. Oto w raporcie dziennym nr 9/II z 29 lutego 1944 roku szefa urzędu kierowniczego gestapo w Katowicach czytamy: „II. Aresztowania. a) Funkcjonariusza polskiej organizacji ZWZ. Kempa Konstanty, ur. 27 lutego 1916 r. w Łabędach, poddany Rzeszy (Polak), zamieszkały w Oświęcimiu, ul. Szkolna 388, pseudonim „Kostek”, czynny był jako funkcjonariusz polskiej organizacji tajnej ZWZ. Podczas aresztowania go udało się zabezpieczyć teczkę z rozkazami, projektami nielegalnych czasopism, różnymi instrukcjami, korespondencją i planem organizacyjnym z pseudonimami, obejmującym część Górnego Śląska, kilka tysięcy marek, 3 stemple placówek Reichsführera SS i szefa policji niemieckiej, pistolet 6,35 z 12 nabojami. Kempa zajmował przypuszczalnie bardzo ważne stanowisko kierownicze i łącznikowe ZWZ na Górnym Śląsku. Dalsze aresztowania będą przeprowadzone. Meldunek uzupełniający zostanie przedstawiony.”

Wyjaśnijmy w tym miejscu, że Konstanty Kempa wcale nie mieszkał w Oświęcimiu, jednakże najwyraźniej gestapo nie zdołało ustalić faktycznego miejsca jego zamieszkania.

Moja babcia, Łucja Wróblówna, a także wszyscy jej bliscy krewni podpisali „volkslistę” (DVL III), co oznacza, że formalnie stali się Niemcami (choć równocześnie cała rodzina bez reszty zaangażowana była w działalność konspiracyjną). Z kolei dziadek mój konsekwentnie odmawiał podpisania „volkslisty”. Niemcy, w trosce o „czystość rasową”, nie pozwalali na zawieranie związków małżeńskich pomiędzy osobami narodowości polskiej i niemieckiej. Ślubu moim dziadkom udzielił w warunkach konspiracji ksiądz kapelan Armii Krajowej (zdjęcie ślubne znajduje się w książce Adama Cyry, natomiast najprawdopodobniej nie znał on tych wszystkich niuansów). Tak więc oficjalnie dziadek i babcia nie byli małżeństwem, a w dokumentach niemieckich babcia figurowała jako panna z dzieckiem. Formalnie też dziadek z babcią nie mieszkali razem – dziadek nie był z nią zameldowany. Na przesłuchaniu dziadek wyparł się babci, stwierdził też, że nie mieszka u swych rodziców (gdzie był zameldowany), twierdząc, że pokłócił się z ojcem i że ten go wygnał z domu. W tej sytuacji Niemcy najwyraźniej doszli do wniosku, że dziadek musiał mieszkać u Dylikowej, gdzie często przebywał z tej racji, że tam znajdowała się jego skrzynka kontaktowa, o czym Niemcy wiedzieli z wcześniejszych ustaleń.

Wracając do treści przytoczonego raportu, widzimy, że podczas aresztowania Konstantego Kempy (co zresztą wiemy z przytoczonych uprzednio relacji, a tu znajdujemy tego potwierdzenie) gestapo zabezpieczyło bardzo ważne dokumenty organizacyjne. W tej sytuacji kolejne aresztowania były tylko kwestią czasu. I rzeczywiście…

Były komendant Okręgu Śląskiego Armii Krajowej, Zygmunt Walter – Janke ps. W książce W Armii Krajowej na Śląsku tak pisał o pracy mojego dziadka i jego aresztowaniu:

„Obozem w Oświęcimiu interesowała się również Delegatura Rządu na Kraj. Kierownikiem Służby Informacyjnej Delegatury na Śląsk był ppor. Konstanty Kempa. Pochodził z Opolszczyzny. Urodził się 27 lutego 1916 r. w Łabędach. Ojciec jego był powstańcem śląskim. Rodzice musieli opuścić Opolszczyznę i osiedlili się w 1922 r. w Katowicach. Konstanty Kempa ukończył Korpus Kadetów i został oficerem zawodowym piechoty. W kampanii wrześniowej 1939 r. walczył na odcinku Mikołów – Tychy. Do niewoli niemieckiej dostał się w rejonie Janowa Lubelskiego. Uciekł z niej i włączył się do walki konspiracyjnej na Śląsku. Używał pseudonimów „Tadeusz” i „Kostek”. Kempa dostarczał prasę i książki przywożone z Warszawy, takie jak „Śląsk wierny ojczyźnie”, „Ziemia gromadzi prochy”, „Dywizjon 303”, „Straż ziemi zachodniej”. Jemu dostarczano wiadomości wywiadowczych. Miał kontakt w Sosnowcu z por. „Nowiną”. Kempa zbierał wiadomości ze Śląska dla Delegatury, a ponieważ żądała ona możliwie dokładnych danych o obozie w Oświęcimiu, sam się przeniósł w jego okolice, zamieszkał w mieście Oświęcim, na ul. Szkolnej 388 (ówczesna Schulstrasse 388). Tam też aresztowało go gestapo 28 lutego 1944 r. Podczas rewizji znaleziono walizkę z materiałami propagandowymi, brulionami raportów i pistolet z amunicją.

W związku z aresztowaniem ppor. Kempy w ręce gestapo wpadł również 1 marca 1944 r. por. Alfred Jesionowski, szef Wydziału Propagandy na Śląsk Delegatury Rządu, urodzony 27 stycznia 1902 r. w Mogilnie, zamieszkały w Krakowie przy ul. Zamkowej 13. Ten sam los spotkał jego archiwistkę Danutę Gruszkowską i łącznika Adama Niezabitowskiego. Gestapo przewiozło Konstantego do więzienia w Mysłowicach, gdzie poddany został wielomiesięcznym przesłuchaniom. Po zakończeniu śledztwa znalazł się w obozie oświęcimskim, gdzie zginął 5 stycznia 1945 r., na kilkanaście dni przed wkroczeniem na Śląsk Armii Radzieckiej. Po tylu latach z trudem uświadamiamy sobie, ile odwagi i brawury wymagało działanie na terenach włączonych do Rzeszy, a zwłaszcza na terenach przylegających do obozu koncentracyjnego. Mimo to nie zabrakło takich, którzy kierując się poczuciem obowiązku nieśli pomoc cierpiącym, niezależnie od ich pochodzenia czy przynależności rasowej.”

Gen gen. Janke powołał się w przypisie na dokument gestapo – Geheime Statspolzei, Leitstelle Kattowitz von 7 III 1944. Tagesbericht 2/III. Rzućmy okiem na ów dokument:

„5. Ruch oporu.

W toku likwidacji polskiej organizacji tajnej PZP doszło do tut. wiadomości, że:

1) Kempa Konstanty, ur. 27 lutego 1916 r. w Łabędach, poddany ochronny (Polak), zam. w Oświęcimiu ul. Szkolna 388, rozpowszechniał nielegalne ulotki polskie. W dniu 28 lutego 1944 r. został on aresztowany. W jego miejscu pracy zabezpieczono ukrytą w kufrze znaczną ilość nielegalnych druków, 3 pieczęcie służbowe Reichsführera SS oraz pistolet kalibru 6,35. W toku przesłuchania K. zeznał, że był kierownikiem służby inf. Urzędu Propagandy na Śląsk w zarządzie PZP. Na podstawie zeznań K. można był wyśledzić i aresztować w dniu 1 marca 1944 r. kier. prop. i inf. PZP na Śląsk, którym był b. polski prof. gimn.

2) Jesionowski Alfred, urodz. 27 stycznia 1902 r. w Mogilnie, Polak, zam w Krakowie, ul. Zamkowa 13, zatrudniony jako tłumacz przy St. Zakł. Ubezp.. w Krakowie. W jego miejscu pracy udało się również zabezpieczyć obszerne i ważne pisemne materiały nielegalne. Oprócz tego J. w swoim prywatnym mieszkaniu gromadził archiwum, którym zarządzała stała sekretarka:

3) Gruszkowska Danuta, ur. 25 czerwca 1924 r. w Krakowie, zam. tamże, ul. Langiewicza 20, Polka. Archiwum to zostało zabezpieczone, a G. aresztowana, Równocześnie udało się aresztować kuriera utrzymującego łączność pomiędzy Kempą a Jesionowskim, którym okazał się:

4) Niezabitowski Adam, urzędnik biurowy, ur. 7 kwietnia 1920 r. w Krakowie, zam. tamże, ul. Mydlnicka 200. Polak. Całość zabl. materiałów piśmiennych nielegalnych jest w obecnej chwili przeglądana i wykorzystywana. Dalsze śledztwo w toku.”

Wśród dokumentów znalezionych w biurze Konstantego Kempy znajdowały się też materiały, które jednoznacznie wskazywały, że ich autorem mógł być nie kto inny jak inż. Mikołaj Kotowicz. Został on ostrzeżony o grożącym mu niebezpieczeństwie, nie zdecydował się jednak na ucieczkę, o czym pisał Juliusz Niekrasz (Z dziejów AK na Śląsku):

„Wypada jeszcze poświęcić kilka słów inż. Mikołajowi Kotowiczowi. Była to bohaterska i tragiczna postać. Kotowicz (urodził się 31 marca 1908 r. w Petersburgu) gimnazjum ukończył w Pińsku, a w 1933 r. – studia na Politechnice Warszawskiej. Od 3 lutego 1934 r. do wybuchu wojny pracował w Nowym Bytomiu w hucie „Pokój”, ostatnio jako zastępca kierownika biura konstrukcyjnego. Inż. Kotowicz dokonał wraz z inż. Tadeuszem Sędzimirem ważnych wynalazków. W czasie okupacji obaj byli poszukiwani przez Abwherę, gestapo i istniejące w Warszawie przedstawicielstwa firm zagranicznych. Niemcy chcieli odnaleźć ich i wykorzystać ich wiedzę w przemyśle zbrojeniowym. Inż. Sędzimir opuścił Polskę we wrześniu 1939 r. i znalazł się w USA, natomiast inż. Kotowicz został odnaleziony, sprowadzony do huty „Pokój” (wówczas „Friedenshütte”) i tam zatrudniony jako pół-więzień. Już w chwili ujęcia był żołnierzem ZWZ, używał pseudonimów „Korczak” i „Mieczysław”. Na Śląsku nawiązał z nim kontakt Oddział II sztabu Okręgu Śląskiego, a później także por. Konstanty Kempa, sprawujący aż kilka funkcji; był m.in. kierownikiem informacji Śląskiej Delegatury Rządu. Inż. Kotowicz przekazał łączniczce Elżbiecie Leksowej opis techniczny i odręczne rysunki szkicowe, dotyczące silnika odrzutowego.

Dnia 28 lutego 1944 r. zostali aresztowani por. Kempa i jego żona Łucja. W czasie rewizji odnaleziono pisma i rysunki techniczne, sporządzone ręką Kotowicza. W czasie śledztwa gestapo ustaliło autorstwo tych dokumentów. Inż. Kotowicz aresztowany został 21 marca 1944 r. Po uciążliwym śledztwie i pobycie z Mysłowicach w grudniu tegoż roku został wywieziony do Oświęcimia (blok 11) z wyrokiem śmierci.

Stracono go wraz z por. Kempą 5 stycznia 1945 r. przez powieszenie. Ci dwaj wybitni oficerowie śląskiego wywiadu zginęli w ostatniej oświęcimskiej egzekucji.”

*

Tak więc, na podstawie bardzo skróconego materiału dokumentacyjnego dr. Adama Cyry oraz interesującego opracowania Wojciecha Kempy o swoim dziadku Konstantym, staram się udowodnić, że zlikwidowanie w ubiegłym roku wystawy o więźniach policyjnych w bloku nr 11 na terenie Muzeum Auschwitz nie było dobrym pomysłem.

Dyrektor Muzeum Auschwitz dr Piotr M.A. Cywiński tworząc nową wystawę w pomieszczeniach po więźniach policyjnych na temat obozowego ruchu oporu, olśniony „nakazem z góry” o wyeksponowaniu na tej wystawie również rtm. Witolda Pileckiego, zapomniał o udziale w konspiracji obozowej por. Konstantego Kempy i innych zasłużonych bohaterów! Będę więc systematycznie przypominał o tych polskich bohaterach, którzy jako więźniowie policyjni z rejencji katowickiej przebywali w bloku nr 11, zwanym Blokiem Śmierci.

Jerzy Klistała

Opublikowane za zgodą autora

Ilustracja tytułowa: Ściana Śmierci obok bloku 11. Fot. za: Interia.pl

*

Przeczytaj:


Więcej artykułów Jerzego Klistały na naszym portalu
 > > > TUTAJ
.

*

Przeczytaj również inne artykuły związane tematycznie z KL Auschwitz na naszym portalu > > > TUTAJ.

*

*

2019.06.18.

Autor: Jerzy Klistała