Ukraińska geopolityka


Moje przedwczorajsze przygody, a także fakt, że wczoraj samodzielnie sprzątałem działkę i ładowałem zalegające tu śmieci do kontenera, skłoniły mnie do napisania tekstu pod takim właśnie tytułem. I jeszcze jedna przygoda – w czwartek jechaliśmy na wywiadówkę do Warszawy. Tuż przed tym nieszczęsnym wywiezieniem babci na SOR. Zamiast samochodem pojechaliśmy pociągiem, bo szkoła jest blisko stacji. Okazało się, że – tak to ogłosił przez megafon pan maszynista – jest stagnacja i wszystkie pociągi stoją. Po prostu stoją i nie jadą, nie ma ruchu. Na szczęście w pociągu przed nami znajdowała się wychowawczyni naszego dziecka, która też dojeżdża.

Stalibyśmy tak pewnie z trzy godziny, ale okazało się, że jedzie z nami bardzo rozmowna, ukraińska sprzątaczka, która ma męża kursującego po Warszawie uberem. Zaproponowała, żebyśmy wysiedli – do stacji Włochy było kilka kroków – i jej mąż, który tam na nią czeka podwiezie nas do szkoły. I tak się stało. Pani z Ukrainy była bardzo sympatyczna i ten mąż także, oboje raczej dyskretni niż zagadujący, ale kilka słów udało się wymienić.

Najważniejsza konstatacja z tej krótkiej podróży uberem jest taka, że oni się tu czują jak u siebie. Nie ma w nich ani stresu, ani frustracji z powodu wyjazdu. Być może tak jest z ludźmi w ogóle, nie wiem, nie sprawdzałem tego nigdy na sobie. W każdym razie ta dwójka, którą spotkaliśmy, a byli to ludzie w moim wieku, nie zdradzała objawów wyobcowania.

W piątek, siedząc na SOR-ze w Grodzisku, musiałem rozróżnić jednak brak wyobcowania sprzątaczki i kierowcy od braku wyobcowania lekarki, z dyplomem MBA. Pomyślałem też o innej lekarce z Kijowa, która nie wykonuje tu zawodu i nie jest zatrudniona w szpitalu, ale opiekuje się ludźmi starszymi i niedołężnymi. Ciekawe jak to jest, że jedni lekarze pracują na SOR-ze, a inni poszukują szczęścia wśród schorowanych starców. No i którzy wychodzą na tym lepiej.

Jedno wydawało się pewne – żadna z tych osób nie wzięłaby się za pracę, którą wczoraj wykonywałem, czyli za ładowanie starych, popróchniałych belek i niepotrzebnych elementów budowlanych do kontenera. Te czasy minęły, a fakt ten wywołuje niewesołe konstatacje. I nie mówcie mi, że panie z Ukrainy sprzątają i to jest praca upokarzająca. Jest moim zdaniem dokładnie odwrotnie. Praca sprzątaczki w Grodzisku wynagradzana jest dziś po 25 zł za godzinę. To nie jest mało i myślę, że wielu ludzi poszłoby sobie dorobić jako sprzątacze i sprzątaczki. Nie jest jednak lekko i konkurencja jest mordercza. Rynek jest nienasycony właściwie, a znalezienie sprzątaczki, która – można się śmiać – musi być osobą zaufaną nie jest łatwe.

Ukrainki łatwo się aklimatyzują i łatwo nawiązują kontakty z ludźmi, a przez to szybko zdobywają przewagę na rynku. Są polecane i lubiane. Ja nawet próbowałem kiedyś zatrudnić taką polecaną Ukrainkę, ale nie miała czasu, za dużo zleceń.

Zostawmy jednak sprzątanie i przejdźmy do polityki.

Szymon podesłał mi dziś link do ciekawego bardzo filmu, obraz pochodzi z – uwaga – 1989 roku i jest produkcją radziecko-enerdowsko-czesko-amerykańską. Tytuł to oczywiście „Stalingrad”. W filmie występują amerykańscy aktorzy, którzy nie są może tak świetni jak aktorzy radzieccy, ale mają ważne role. I teraz pytanie – czy w kooprodukcji amerykańsko-ukraińskiej powstała już jakaś filmowa epopeja? Jeśli tak to jaka i kiedy? Bo w kooprodukccji polsko-amerykańskiej nie powstała żadna o ile wiem.

Mamy rok 1989, a producenci z Hollywood, wykładają kasę na film o radzieckim zwycięstwie. Za chwilę wszystko się przecież zawali, za chwilę będzie pucz Janajewa, a tu proszę… Może to wszystko wcale nie tak miało wyglądać? I jak ma wyglądać teraz? To jest pytanie adresowane do Ukraińców, którzy – jeśli już myślą o polityce – to mają jej wizję taką, jaką proponuje gazownia – najpierw my, potem wy. To ostatnie stwierdzenie dotyczy przemieszczania się do demokratycznego świata. Tylko czy to tak naprawdę ma być? Obawiam się, że może być różnie, a to znaczy, że będzie tak jak w przeszłości.

Polityka ukraińska, o ile istniała w XX wieku naznaczona była marksizmem albo silnymi aspiracjami nie mogącymi znaleźć spełnienia. Marksizm jest wrośnięty w Ukrainę, nawet jeśli Ukraińcy opowiadają o kozakach, albowiem nie może myśleć o sobie inaczej naród składający się z chłopów, naród uważający za elitę tych kozaków właśnie, czyli warstwę wyszkolonych najemników gotowych do służenia komukolwiek, kto gotów jest zapłacić. W dodatku chronicznie nielojalnych. Ta nielojalność została, w wieku XX i dziś, przerobiona na dążenia niepodległościowe.

To jest rodząca dramatyczne skutki nadinterpretacja, z czego Ukraińcy nie zdają sobie sprawy i nawet tego nie chcą. Malarski i literacki walor kozaczyzny jest ważniejszy niż fakty i ich konsekwencje.

My mamy podobne raty do emitowania złudzeń, ale mam wrażenie, że nie w takiej skali. Wiara w to, że elita kozacka w XVI, XVII i XVIII wieku chciała li tylko dobra Ukrainy i jej samodzielnego bytu państwowego jest wiarą naiwną, a w wielu momentach także zabójczą. Nie można jej jednak zwalczać na Ukrainie, albowiem bez tego nic im nie zostanie. Białorusini gładko przywłaszczą sobie polskich ziemian i uczynią z nich bojowników o niepodległą Białoruś. Ukraińcy tego nie zrobią, albowiem cała idea niepodległego państwa ukraińskiego zasadza się w istocie na niezależności od Polski.

Jest to także, w co zapewne nie uwierzy żaden ukraiński patriota, idea importowana z zachodu, a jej celem nie jest rzeczywiste utworzenie niepodległej Ukrainy, ale stworzenie obszaru niestabilności, który można kontrolować popierając jedne gangi przeciwko drugim. Obszaru niestabilności, w kluczowym do tysięcy lat regionie, czyli na stepie pontyjskim i na szlaku północ-południe. Obszaru, który – pozostając w ciągłym wrzeniu osłabia i degraduje Moskwę. Nie można jednak dopuścić do tego, by obszar ten zyskał jakiś inny status i zmienił się w krainę miodem i mlekiem płynącą, albowiem wtedy zacznie prowadzić własną politykę i zacznie szukać sojuszników, a to czyni się zawsze poprzez osłabianie sąsiadów, którzy są do sojuszu przymuszani.

Tak czynią wszystkie aspirujące kraje, które uzyskały jakąś stabilizację i gwarancje na dalsze istnienie, a z Ukrainą nie będzie inaczej. Ich pech jednak polega na tym, że leżąc w newralgicznym regionie, nigdy takich gwarancji nie uzyskają. To znaczy, może się tak stać, ale musi zaistnieć wiele bardzo czynników.

Na przykład musi powstać Via Carpatia. Polska musi prowadzić politykę konsekwentnie proukraińską. I na razie prowadzi. Nie jest jednak powiedziane, że będzie ją prowadzić zawsze. Ja dość łatwo mogę sobie wyobrazić sytuację, kiedy powstaje w Polsce, za rosyjskie i niemieckie pieniądze (to nic, że Niemcy inspirują także politykę ukraińską) partia, zwalczająca bezwzględnie aspiracje Ukrainy i domagająca się wyrzucenia Ukraińców z Polski. To jest do przeprowadzenia. W propagandowym wymiarze jest to nawet łatwe, bierzemy 10 przypadków takich jak doktor Natalia Rejnin i grzejemy je w sieci dzień w dzień, 24 godziny na dobę, a do tego jeszcze dokładamy różne pogadanki. I gotowe. Mamy wyrychtowaną siłę polityczną, która idzie do wyborów pod hasłami nie tylko antybanderowskimi, ale także innymi, wskazującymi na nieszczególną rolę Ukraińców w polskim systemie zarządzania służbą zdrowia i innymi sektorami gospodarki. Koszta są niewielkie, a efekt piorunujący.

Pytanie czy cokolwiek z takich zależności rozumieją Ukraińcy, nawet ci, co skończyli MBA? Myślę, że nic. Myślę, że podobna jak opisana tu wyżej akcja jest u nich przeprowadzana od dawna, że przyjeżdżają oni tu już z mocno ugruntowanym poczuciem wyższości. To się nie robi samo z siebie musi być implantowane. A jeśli jest rzeczywiście, to ma swój cel. Mechanizm ten jest pewną tradycją, a słowo „tradycja” jest kluczem do rozumienia polityki. Nie rozumiemy tradycji polityki, a raczej politykierstwa ukraińskiego. Patrzymy na nią poprzez propagandę wrogości skrajnej, albo fałszywego pojednania, nie sięgając nigdy głębiej, z obawy, że nie poradzimy sobie z mieszkającymi pod powierzchnią demonami. A one nie są wcale takie straszne.

Sprzedawaliśmy kiedyś książkę zatytułowaną „Ukraińska geopolityka”, książkę, która zawiera teksty, najważniejszych ideologów ukraińskiej niepodległości XX wieku. Akurat okazało się, że zostało w magazynie jeszcze 10 egz. https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/ukrainska-geopolityka/W promocji jest także ukraiński numer Szkoły nawigatorów. Zostało nam jeszcze około 100 egz.

No, a poza tym zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl

Gabriel Maciejewski 

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  16 czerwca 2019.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

  • Ilustracja tytułowa:  Fragment okładki kwartalnika SZKOŁA NAWIGATORÓW, czerwiec 2018 / wybór zdjęcia wg.pco

*

*

, 2019.06.19

Autor: Gabriel Maciejewski