Jak standardy NATO wpływają na sprawność i gotowość sił zbrojnych?


Wielu z uczestników debaty o polskich siłach zbrojnych jest głęboko przekonana, że ich wartość militarna stoi na wysokim poziomie, a wynikać to ma z tego, że od wielu lat spełniają one standardy NATO, co samo w sobie ma być gwarantem ich przewagi nad siłami zbrojnymi państw, które do NATO nie należą, a szczególnie Rosji. Standardy NATO, to jest ten ostateczny argument. Zastanówmy się jednak, czym są te standardy i jak one wpływają na wartość sił zbrojnych. Maja one na względzie ujednolicenie procedur, interoperacyjność w procesie dowodzenia, łączności, czy używanego sprzętu. Jest to jednak proces bardzo powolny i nadal, po dwudziestu latach od wejścia do NATO, znaczna część używanego sprzętu pochodzi jeszcze z czasów Układu Warszawskiego. Można zatem dojść do przekonania, obserwując efekty zmian, że owe standardy NATO nie poprawiają  jakości i stanu uzbrojenia, gotowości, czy wyszkolenia armii, a mają jakby na  względzie inne sprawy. Rzecz podstawowa to zapewnienie cywilnej kontroli nad wojskiem, czyli to, by resortem obrony kierował cywilny polityk, który nie będzie ulegał wpływom generałów, a realizował, właśnie w obszarze sił zbrojnych, politykę rządzących, sformatowaną zgodnie z  wymogami długoterminowych planów przekształcenia społeczeństwa według liberalnej wizji świata.

Siły zbrojne, według tradycyjnego, obowiązującego jeszcze trzydzieści lat wcześniej, pojęcia, były uważane, przynajmniej w Europie, za jeden z filarów państwa, który zdolny jest je ochraniać zarówno przez zewnętrznym, jak i wewnętrznym zagrożeniem. W związku z tym powinien on być zdolny do samodzielnych, autonomicznych, działań, czego konsekwencją było posiadanie przez siły zbrojne własnego wymiaru sprawiedliwości, własnej ochrony zdrowia, i wszelkich innych służb zapewniających im samodzielność. To oczywiście przeszkadzać musiało liberałom, którzy uważali siły zbrojne za konkurenta i potencjalnego przeciwnika, który mógłby stanąć na drodze do całkowitego przekształcenia państwa według ideologicznych planów. Dopóki trwał Związek Radziecki to wstrzymywano się na Zachodzie z demontażem sił zbrojnych, gdyż obawiano się konfrontacji zbrojnej. Jednak po demontażu ZSRR nic już nie wstrzymywało tego procesu i zaczęto wszędzie, także i w Polsce, wprowadzać zmiany. Na czym one polegały? Po pierwsze przeprowadzono drastyczną redukcję stanów, liczby jednostek i uzbrojenia. Dla przykładu Belgia całkowicie wycofała czołgi z uzbrojenia, a Holandia zmniejszyła ich liczbę z 445 do 18. Wprowadzono służbę zawodową, co w praktyce oznacza, że służba w siłach zbrojnych nie różni się wiele od pracy w innej dużej korporacji, która normalnie funkcjonuje jedynie w godzinach 8-16, w dni robocze. Własna służba zdrowia i wymiar sprawiedliwości zostały drastycznie ograniczone, przez co normalne są sytuacje, że żołnierz zawodowy w Polsce, chcący uniknąć sprawdzianu sprawnościowego, z którym miałby problem z powodu nadwagi, przynosi zwolnienie od lekarza ogólnej służby zdrowia.

Realizując liberalną wizję społeczeństwa wprowadzono powszechnie do sił zbrojnych kobiety i mniejszości seksualne. Efektem tego było pojawienie się tam problemów, których przedtem nie było, jak na przykład przemoc i molestowanie seksualne. Zamiast realizować szkolenie bojowe przeprowadza się warsztaty na temat walki z przemocą seksualną. Głośne, swego czasu, były takie szkolenia w siłach zbrojnych USA, gdzie wszystkim żołnierzom polecono paradować w szpilkach. Trzeba też było zaprojektować nowe wzory mundurów dla żołnierek w ciąży, zapewnić opiekę dla dzieci, finansować zabiegi zmiany płci i rozwiązywać wiele podobnych kwestii, którymi wcześniej armia się zupełnie nie zajmowała, bo one nie istniały.

Jak to wszystko wpłynęło na gotowość bojową i zdolność prowadzenia walki? O drastycznym spadku tych wskaźników świadczą plany przygotowania sił NATO w przypadku potrzeby ich użycia.
W połowie lat 80. państwa członkowskie NATO posiadały ponad 5 milionów żołnierzy, z tego w Europie było rozmieszczonych 100 dywizji, z których 30 dywizji i 1,7 miliona personelu było utrzymywanych w gotowości bojowej. Dzisiaj, pomimo że ogólna liczba żołnierzy spadła tylko z 5 do 3 milionów, to sił w gotowości do użycia prawie nie ma, zaś Szczyt NATO w Brukseli w 2018 roku przyjął plan, by NATO było w stanie, do roku 2020, w ciągu 30 dni przygotować do użycia 30 batalionów zmechanizowanych, 30 eskadr lotnictwa i 30 okrętów (program „4 razy 30”). Oznacza to drastyczne zmniejszenie możliwości bojowych NATO. Owe 30 batalionów, w porównaniu do 30 dywizji jakie były w gotowości w połowie lat 80., oznacza około dziesięciokrotny spadek. I jeszcze trzeba na to 30 dni. Te siły mają łącznie liczyć około 30 tys. żołnierzy, 300 samolotów i 30 okrętów. Łącznie personel zatrudniony przez resorty obrony państw NATO liczy, jak już podałem, około 3 milionów osób. Widzimy zatem, że owe 30 tys. mające być gotowe do użycia w działaniach zbrojnych w ciągu 30 dni, stanowi tylko 1 (jeden) procent z tych 3 milionów.

Pod koniec pierwszej wojny światowej żartowano sobie z armii Austro-Węgier, że jest ona liczna, ale żołnierzy do walki to jest tam mało. Był tam tzw. stan żywnościowy (około 3 miliony) i stan bojowy, mniejszy od 1 miliona. Czyli około 30 procent stanu armii było na froncie. Widzimy, że według dzisiejszych standardów NATO, gdzie tylko 1 procent stanu ma być zdolne do działań, to efektywność tej wyśmiewanej armii austriackiej była i tak aż 30 razy większa, i osiągnięcie takiego stanu dla sił NATO wydaje się niemożliwe. W tym kontekście należałoby się zastanowić, czy siły zbrojone NATO zasługują, w ogóle, na miano sił zbrojnych. Jest to na pewno struktura potrafiąca zużywać środki budżetowe, ale czy  jest zdolna prowadzić działania militarne?

Tradycyjne rozumienie działania sił zbrojnych zakładało, że w przypadku zagrożenie wojennego będzie przeprowadzona mobilizacja, stan liczbowy armii zostanie wielokrotnie zwiększony, zaś zmobilizowane oddziały zostaną niezwłocznie, w ciągu kilku, czy kilkunastu, dni, skierowane do obszarów prowadzenia działań wojennych. Takie wyobrażanie funkcjonowania armii wydaje się już całkowicie nie odpowiadać rzeczywistości w krajach NATO. Co prawda zachowano, w tym i w Polsce, pojęcie mobilizacji, ale z racji tego, że faktycznie nie ma już przeszkolonych rezerwistów, to trudno sobie wyobrazić jak by to miało wyglądać i jaki miałby być tego efekt. Wydaje się, że realne jest to co przewidują plany NATO, czyli przygotowanie niewielkiego odsetka obecnego stanu osobowego, w ciągu trzydziestu dni, do realnych działań.

Jedyną chyba wojną, prowadzoną obecnie przez siły NATO, jest interwencja w Afganistanie. Toczy się ona już 17 lat i żadnego pozytywnego efektu nie widać. Natomiast coraz większą rolę w działaniach militarnych pełnią tam prywatne firmy wojskowe zatrudniające osoby, które kiedyś nazywano najemnikami. Czy to nie jest najlepszym dowodem na to, że tzw. standardy NATO zwyczajnie nie pomagają budować sprawnych sił zbrojnych? Gdyby było inaczej, to korzystanie z najemników w Afganistanie nie byłoby potrzebne. Sporo w mediach jest informacji na temat obecnej lichej kondycji niemieckich sił zbrojnych. Niewielki odsetek sprzętu bojowego, w tym samolotów, okrętów i czołgów, jest utrzymywana w stanie gotowości operacyjnej. Żołnierzy są sfrustrowani, bo każe się im ćwiczyć na poligonach markując broń przy pomocy kijów od szczotki. Niektórzy  próbują twierdzić, że winę za to ponosi niemiecka minister obrony Ursula von der Leyen. To jest mniemanie błędne. Stan niemieckich sił zbrojnych nie odbiega zbytnio od stanu w innych krajach NATO, w tym i w Polsce, i nie jest to wina ministrów, a wynik stosowania i działania regulacji i praktyk przyjętych w tych krajach, które można nazwać standardami NATO.

Stanisław Lewicki

Źródło: KONSERWATYZM.pl , 7 lipca 2019.

Przeczytaj więcej artykułów Stanisława Lewickiego na naszym portalu > > > TUTAJ.

*

*

2019.07.08.
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci