Czy ktoś będzie jeszcze szydził z Węgrów?


Eli Barbur, zapomniany już dziennikarz i bloger z Izraela, napisał kiedyś tekst ubarwiony anegdotą o Węgrach. Ja jej nie powtórzę dokładnie, ale chodziło o to, że państwem kieruje admirał, a ono nie ma dostępu do morza. No i to jest powód do ogólnej beki. Poza tym Pan Eli uważał, że Horty to kryptofaszystowska małpa, której nie należy się żaden szacunek. Nie wiem czy tak uważa do tej pory, ale wiem, że następca Horty’ego Victor Orban, właśnie uzyskał dostęp do morza, choć admirałem nie jest i nigdy nim nie zostanie. Fakt ten jednak nie wywołuje w nikim zdziwienia, a przynajmniej ja go nie zauważyłem. Wywołuje za to irytację, że oto kraj tak mały i nic nie znaczący, kraj który w zasadzie nadaje się do tego tylko, by przeprowadzać w nim socjologiczne eksperymenty, kupił sobie port.

Nie wiem czy wszyscy już o tym słyszeli, ale Węgrzy za 31 milionów euro, kupili nabrzeże w Trieście i zbudują tam port dla statków towarowych. To jest ciekawa koncepcja, jeśli wziąć pod uwagę zachowanie takiego Tuska, który mając do dyspozycji wielokilometrowe wybrzeże, zlikwidował całkowicie przemysł stoczniowy. Orban zaś, nie bacząc na szyderców będzie rozwijał transport morski. Być może dorobi się także floty wojennej, bo w zasadzie dlaczego nie? Jeśli Włosi się zgodzą i pozwolą stacjonować eskadrze na Adriatyku, nie powinno być z tym problemu.

Mniszysko, który podesłał mi wczoraj link do tego newsa zadał także ważne pytanie – co na to Niemcy? Ja myślę, że Niemcy mają w tym jakiś interes i węgierski port na Adriatyku nie będzie im wcale przeszkadzał. Może też okazać się, że mają niewiele do powiedzenia i przesilenie w UE nie jest tylko ustawką, ale coś zmieni się naprawdę. To znaczy Italia i Hungaria podpiszą szereg porozumieć, które zmniejszą niemieckie wpływy na Bałkanach. Za wcześnie, żeby o tym orzekać, czekajmy jak rozwinie się sytuacja.

Ciekawa jest polityka Węgier wobec Chorwacji. Okazuje się, że obydwa kraje podpisały porozumienie na mocy, którego samoloty węgierskie będą patrolowały chorwacką przestrzeń powietrzną. Chorwacja bowiem, od lat nie może zakupić myśliwców dla swojej armii, spowodowane to jest albo brakiem pieniędzy, albo sprzeciwem mocarstw. To jest ciekawe, bo mniszysko wprost nazwał to próbą odbudowy korony św. Stefana. Nie wiadomo, czy tak to nazywa sam Orban, ale moim zdaniem nazwy nie mają znaczenia, liczą się fakty. Te zaś są takie jak widać – współpraca z Włochami i zwiększenie eksportu poprzez port, a także współpraca militarna z Chorwacją. I nikt się nie śmieje, co moim zdaniem jest ważnym wyróżnikiem.

Nie wiem czy wiecie, ale wśród szyderstw jakie daje się usłyszeć na temat polityki wewnętrznej Orbana, jest i takie, że o wszystkim, nawet o obsadzie personalnej przedszkoli decyduje partia. Ja nie wiem czy tak jest naprawdę, ale jeśli Orban ma taki plan jaki podejrzewam, to nie ma w tym nic dziwnego. Polityka bowiem jest do wieków taka sama, to znaczy wymaga dyscypliny wewnątrz organizacji.

Polityka Orbana nie jest polityką Kadara, o czym warto pamiętać. To nie jest polityka zachowawcza, polityka wykoszenia trzciny nad Balatonem i wpuszczenia tam turystów z zachodniej Europy. Orban ma szersze plany i te szersze plany mogą ulec erozji albo zostać zablokowane wskutek źle prowadzonej polityki wewnętrznej. Myślę, że ogłoszenie wprost, że trzeba odbudować Wielkie Węgry wywołałoby panikę, przede wszystkim na Słowacji. Cóż to bowiem jest za twór te Wielkie Węgry? Wszyscy to mniej więcej rozumieją i każdy zadaje sobie pytanie – a co jeśli Węgrzy złożą jakąś propozycję Słowakom? I pytanie to nie dotyczy Słowaków wcale, ale Czechów.

Jeśli powstaną Wielkie Węgry, a to może się stać niespodziewanie i nagle, co będzie z Czechami. Przecież nie przyłączą się do Niemiec, a taką propozycję natychmiast dostaną, bo Wielkie Węgry to organizm z istoty antyniemiecki. Ja nie potrafię odpowiedzieć na takie pytanie, ale wiem jedno – jeśli Orban zacznie wyznaczać standardy polityczne w Europie Środkowej i na Bałkanach, to nasza czeladka krajowa znajdzie się w przedszkolu. Wliczam w to także polityków PiS nie rozumiejących nic ponadto, że Polak, Węgier dwa bratanki.

Wszyscy w Polsce mogą się zdziwić, a ja powtórzę to co tu już pisałem – Węgrzy są ludźmi serio, a węgierscy politycy i działacze, mają w większości mentalność gangsterów. I to może nieco zaskoczyć naszych entuzjastów kontaktów z Węgrami. Żeby z nimi współpracować należy zmienić nieco postawę i przede wszystkim zrozumieć historię naszego regionu. Tego zaś nie da się przeprowadzić poprzez socjalistyczną wykładnię, która w polskiej polityce dominuje. Nie zajmujmy się tym dziś jednak.

Zastanówmy się, kto miałby tę polsko-węgierską współpracę firmować. Sakiewicz? Żarty. No to kto? Ja nie wiem, ale ktoś taki musi się zjawić, bo porozumienie jest konieczne. Nie można bowiem, patrząc na poczynania Orbana, nie dostosować do nich swojej polityki. To zaś może od Polski wymagać wypracowania mechanizmu weryfikacji poleceń płynących z Waszyngtonu i Tel Awiwu. Czy ktokolwiek jest gotowy na takie ryzyko? Nie sądzę.

Ja tu nie aspiruję do wydawania ostatecznych geopolitycznych ocen, nie jestem w końcu Jackiem Bartosiakiem. Być może plan Orbana wpisany jest w politykę USA, nie wiem. Intuicja podpowiada mi jednak, że nie jest i Orban musiałby położyć na stole coś naprawdę ciężkiego, żeby taki efekt uzyskać. Na razie jak oka w głowie strzeże dyscypliny w organizacji i w całym państwie, a to oznacza, że ma jakieś obawy. Czy są to obawy o życie, tego stwierdzić z mojego tutaj miejsca niepodobna.

Musimy jednak zawsze pamiętać, że Victor Orban tworzy politykę poważną, a czyni to dla najmniej kokieteryjnego narodu na świecie. Odwrotnie niż politycy polscy, którzy przede wszystkim chcą się podobać, a dopiero potem myślą o narodzie, któremu przewodzą. Myślenie to jednak nie ma nic wspólnego z myśleniem Orbana. To jest myślenie życzeniowe i pełne pretensji. Celem bowiem głównym polskiej polityki jest uszczęśliwienie narodu wyobrażonego, a nie rzeczywistego.[podkreślenie PCO]

Jeślibyśmy próbowali porównać Węgrów z Polakami, to ja zaryzykowałbym takie zestawienie – pumeks i plastelina. Polakom można wcisnąć dowolny kit i oni go kupią, jeśli zostanie odpowiednio umotywowany, a do tego jeszcze jakoś połączone z dogmatami o powszechnym szczęściu. Z Węgrami jest inaczej, pumeksu nie ma się zmiękczyć, można sobie nim co najwyżej poszorować dłoń. Węgrzy, nawet jeśli o tym nie mówią, pamiętają dobrze historię zakończenia I wojny światowej i traktat w Trianon. To była tragedia narodowa. Myśmy w tym czasie odzyskiwali niepodległość, która doprowadziła nas po dwudziestu latach do nieznanej w dziejach hekatomby, ale nie potrafimy wyciągnąć z tego żadnego wniosku.

Jedyne na co nas stać to chorobliwy entuzjazm. Węgrzy się nie ekscytują, oni milczą, pamiętają, kupują porty i latają nad chorwackim niebem. Poczekajmy co jeszcze wymyślą.

Zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  8 lipca 2019.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

Ilustracja tytułowa: Kontrole graniczne w strefie Schengen. Fot. Schengen Visa / wybór zdjęcia wg.pco

*

, 2019.07.09.

 

Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski