O uwodzicielskim czarze politycznych mariaży


Staram się pracować nad dwoma książkami naraz, co daje efekt fatalny. Jeśli do tego dołożymy gromadzenie informacji do kolejnej książki i codziennie pisanie tekstów, robi się naprawdę groźnie. Dlatego muszę czasem łączyć jedno z drugim i jakieś „książkowe” wątki umieszczać tu, na blogu. I tak będzie tym razem.

Myśląc o przeszłości poruszamy się w pewnej siatce pojęć, faktów i osiągnięć, które wydają nam się trwałe, powszechnie obowiązujące i ważne. Tymczasem wcale tak nie jest, bo to co traktujemy serio jest złudą jedynie, spreparowaną i podaną na tacy takim jak my, żeby było się czym ekscytować. Dobrze było to widać we wczorajszym tekście betacoola. Jawne w zasadzie korelacje pomiędzy kryptografią a muzyką, są przez historyków traktowane jak bajania zwariowanego dziadunia. Wszak chodziło o to, by wprowadzać nowe prądy w sztukę i ruszać z posad skostniałe struktury, albo o inną jakąś brednie, możecie sobie ją ująć w dowolny sposób. Mnie takie ujęcie sprawy zdumiewa, bo nosi ono wszelkie cechy utrzymywania fikcji narracyjnej gwarantującej spoistość grupy. Mam na myśli wszystkich, którzy z oszukanych gawęd historycznych żyją i zamierzają żyć nadal. Wszystkie dostępne naszym zmysłom hagady służą temu, by zachować wpływy i spoistość grupy, która je kolportuje. Ma to rzecz jasna związek z dziedziczeniem. I tu nasuwa się wniosek następujący – skoro ma to związek z dziedziczeniem, to znaczy, że gdzieś tam na zapleczu świata, można przygotować zamach, wskutek którego opanowane zostaną centralne punkty dystrybucji kluczowych towarów i propagandy, a następnie zmienić je tak, by służyły nowym panom. Sam fakt opanowania tych punktów należy obudować wiarygodną narracją, która zostanie rozkolportowana w milionach egzemplarzy i stanie się obowiązującą wykładnią wyjaśniającą wszystkie zjawiska. Taki jest mechanizm rewolucji.

Nie jestem filozofem i wszelkie filozofowanie nudzi mnie bardzo, a także zawstydza, albowiem poprzez braki w edukacji, nie mogę w nim przeważnie uczestniczyć. Czasem jednak słucham tego z uwagą. W Kliczkowie, przy śniadaniu, prof. Ostaszewski powiedział, że matematyka nie opisuje świata, ale opisuje sposób w jaki działa nasz umysł. Ja tego żartu nie znałem wcześniej i bardzo mi się on spodobał. Pomyślałem o razu, że ta naturalna dwoistość może być celowo multiplikowana w rzeczywistości politycznej. To znaczy dostajemy do ręki pewien zestaw pojęć, który rzekomo opisuje zjawiska powszechnie ważne, a w rzeczywistości nie opisuje niczego poza stosunkami w grupie, która właśnie zrobiła rewolucję. To bowiem, o czym pisałem wyżej jest mechanizmem rewolucji. Opanowanie kluczowych dla funkcjonowania cywilizacji obszarów i natężenie propagandy. Rewolucja kłamie od samego początku, podkreśla swój masowy charakter, a w rzeczywistości działa punktowo. Masowość rewolucji sprokurowana została przez myślicieli oświeceniowych i wyraża się ona w przymusie i masowych mordach. To one sprawiają, że lud prosty wierzy iż uczestniczy w przemianach wszystkiego na coś innego, lepszego. Nic takiego nie następuje. Zmienia się tylko sytuacja w pewnych punktach i zmienia się ekipa, która będzie dziedziczyć władzę. Zasady zaś dziedziczenia stają się niejawne.

Ponieważ z mozołem przygotowuję teraz małą książeczkę o św. Andrzeju Boboli, która, mam nadzieję, uratuje katastrofalną zupełnie sprzedaż, naszła mnie myśl taka – małżeństwo Fryderyka palatyna reńskiego z Elżbietą Stuart było zaplanowaną rewolucją. Można by ją nazwać rewolucją aksamitną, a nawet koronkową, gdyby nie to, że została ona krwawo zastopowana przez siły reakcji. Trzeba bowiem wiedzieć, że jeśli ktoś przygotowuje punktowe przejęcie władzy w kluczowych obszarach, musi się liczyć z tym, że nastąpi podobna reakcja. I wystarczy doprawdy jedna tama, by cały rewolucyjny projekt przeszedł do lamusa. Co takiego spełniło funkcję hamulca w rewolucji roku 1618 w Europie Środkowej? Bitwa pod Humiennem. Tak myślę. Sądzę, że wojsko pana Lisowskiego, które zatrzymało Węgrów w Karpatach położyło cały projekt. To znaczy odsunęło jego realizację w czasie o kilka dekad. Spowodowało także, że plan rewolucyjny zmienił się nieco i wzbogacono go o elementy dramatyczne czyli o masowy rabunek, który oglądać można było w Polszcze w czasie okupacji szwedzkiej, a także o masową i pokazową eksterminację wrogów ideologicznych czyli najczęściej księży.

Wracajmy jednak do małżeństwa Elżbiety i Fryderyka. Jak pamiętamy związek ten był szczęśliwy, choć funkcji politycznej nie spełnił. Odłożono ją jednak ad acta i cierpliwie realizowano w stuleciach późniejszych. Jak? Zaraz opowiem, wspomnę tylko jeszcze o naszym starym, dobrym znajomym, bohaterze książki „Niedźwiedź i róża” a także „Żydzi i imperia” Izaaku Bassevi. Kim był ten człowiek, wszyscy pamiętają. Był to finansista Albrechta Wallensteina, który, dzięki talentowi do obracania pieniędzmi, formował i przygotowywał do walki wielkie armie cesarskie. Po śmierci Wallensteina zabitego w wyniku tajnych porozumień habsbursko- stuartowskich, Bassevi musiał uciekać, ale ucieczka się nie udała. Zamordowano go skrytobójczo w południowych Czechach. Nas interesują jednak potomkowie Izaaka. Jak wszyscy pamiętają, był wśród nich Benjamin Disraeli. Oczywiście można wierzyć w to, że mariaże w rodzinie Bassevi były wynikiem przypadku, ale ja takiej nadziei nie mam. Jeśli bowiem ktoś stoi tak blisko rewolucji, nawet kiedy stoi po tej stronie, która rewolucję zwalcza, a potem jego wnuki żenią się w Londynie, to intuicja nakazuje mi czujność.

Popatrzmy teraz na to z kim żeniono córki Fryderyka i Elżbiety i komu odmawiano ich ręki. Przede wszystkim odmówiono tej ręki Władysławowi Wazie, królowi Polski i wielkiemu księciu Litwy. Jego niedoszła żona, także Elżbieta, została mniszką i dokonała żywota w klasztorze, korespondując obficie z filozofami. Jak było naprawdę tego nie wiemy, albowiem oceniać to możemy jedynie na podstawie relacji, listów i portretów, czyli rewolucyjnej propagandy. Henrietta Maria, została wydana za Zygmunta Rakoczego, którego rewolucja szykowała na nowego króla Polski. I to jest ciekawe, bo jak widzimy rewolucja nie liczy się z realiami i to jest także jej znamienna cecha. Ona realia, pardon, olewa. Narzuca swoje, stąd propozycja by wydać jakąś tam niemiecką księżniczkę za Władysława Wazę, została zlekceważona. Jej siostrę zaś wydano za nic wówczas nie znaczącego siedmiogrodzkiego księcia.

Jeszcze młodsza córka Elżbiety i Fryderyka – Zofia – wyszła za mąż za elektora Hanoweru i została matką ni mniej nie więcej tylko króla Wielkiej Brytanii Jerzego I. Ktoś powie, że to jest seria niefortunnych zdarzeń. Akurat. Nikomu przez myśl by nie przeszło przed rokiem 1618, że możliwe jest coś takiego jak rewolucja w Czechach i narzucenie temu krajowi, osobistej domenie cesarskiej, obcych rządów, w dodatku kierowanych z Londynu.

Dwie córki z tego małżeństwa zostały opatkami klasztorów żeńskich, były to klasztory protestanckie, czego ja do końca nie rozumiem, ale przekładając rzecz całą na język ekonomii i zważywszy, na fakt, że były do klasztory cysterskie, uznaję iż obie panie dostały w zarząd wielkie przedsiębiorstwa zajmujące się produkcją kluczowych surowców.

Bracia księżniczek zaś wsławili się w wojnie domowej toczonej w Anglii. Ich los nas na razie nie interesuje. Wrócę teraz do kwestii, o której mówiłem już wielokrotnie. Mamy Palatynat Reński i jego dynastyczne powiązania. Dziedzic tego księstwa, próbuje zostać królem w Czech, a jego córka – via Siedmiogród – królową Polski. To jest – chyba widać wyraźnie – zaplanowana operacja, której celem jest opanowanie pasa ziem obfitych w kopaliny i dobrą glebę, ciągnących się do granicy cesarstwa z Francją ku granicy Rzeczpospolitej z Moskwą. Plan nie wypala, albowiem Habsburgowie trują siedmiogrodzką parę książęcą. I wtedy na Ukrainie, w dobrach Jerzego Niemirycza, pojawia się dziwny człowiek. Jest to kowal. Snuje ów kowal jednak opowieści tak dziwne, że strach ich słuchać. Wcześniej bowiem był ów człowiek żeglarzem, a na Ukrainie znalazł się porzuciwszy rzemiosło pirackie, które uprawiał z dobrym skutkiem wokół wysp greckich. Już wiecie kim był ten gość, prawda? To Maksym Krzywonos, jedyny kozacki pułkownik, który nic wspólnego ani z kozakami, ani z Ukrainą nie miał. Na Ukrainie nie można było przeprowadzić koronkowej rewolucji, bo nie było za kogo wydać księżniczki. Była tam za to rewolucyjna tradycja, która twórczo wzbogaciła snute w tajnych, dworskich kamerach zachodniej Europy, rewolucyjne plany.

Na tym dziś zakończę, bo dzień będzie obfitował w wydarzenia.

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl i przypominam, że do końca wakacji baśń socjalistyczna kosztuje po 35 zł za tom.

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  12 lipca 2019.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

Ilustracja tytułowa za Foxx-Blogmedia24.pl , 18/05/2019 / wybór zdjęcia wg.pco

*

, 2019.07.17.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski