Bezherbowa szlachta ruszyła w teren


No i tak jak zapowiadali ruszyli w teren i to z kopyta. W Węgrowie duet w składzie Nowacka, Arłukowicz pokazał jednak, że nie tak łatwo jest totalnej opozycji wejść w pisowskie buty, które są dla nich o kilka numerów za duże. A przecież wiadomo, że w za dużych butach można jedynie powoli i komicznie człapać, ponieważ każda próba przyspieszenia kończy się spektakularna wywrotką. Oni, owszem, pokazali się na prowincji, ale jak to mają w zwyczaju uważali, że jak przystało na samozwańczą bezherbową szlachtę wystarczy być i ukazać swój majestat, czyli pogwiazdorzyć i na ulicach Węgrowa porechotać sobie głośno z wyborców PiS.

Owszem czasami wystarczy być, ale wcześniej należy spełnić pewne kryteria, które tak w jednej z piosenek przedstawił Ryszard Rynkowski: „Jak żyć, nie powiem Ci, / Nie trzeba pachnieć, zwodzić, kraść, wystarczy być”. No i tu leży pies pogrzebany. Aby to „wystarczy być” zadziałało trzeba być przede wszystkim uczciwym i wiarygodnym, a jak wiemy z uczciwością i wiarygodnością przedstawiciele totalnej opozycji są wyraźnie na bakier. 

Musimy pokazać Polakom, że dobrą ofertą jest wspólny program. Działacze PO będą w wakacje na wsi i w małych miastach przekonując Polaków, aby szli głosować. To będą nasze wakacje, bo tę lekcję musimy odrobić – wybory w maju pokazały, że to jest lekcja do odrobienia” – zapowiadał szef klubu PO, Sławomir Neumann.

No i jak się właśnie okazało to odrabiane lekcji nie wyszło i już po pierwszym oblanym egzaminie zarządzono poprawkę. Jako, że mam dość niezłą pamięć to muszę coś przypomnieć, zwłaszcza tym komentatorom sceny politycznej, którzy twierdzą, że ten najazd na prowincję samozwańczej bezherbowej szlachty to jakaś nowa strategia Platformy.

Platforma nie ma wakacji. Będziemy spotykać się z Polakami i będziemy rozmawiać o ich problemach”. Kto i kiedy to powiedział? Otóż te słowa padły z ust Hanny Gronkiewicz-Waltz w 2015 roku w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” po przegranych przez Komorowskiego wyborach prezydenckich. Było to podobnie jak dzisiaj tuż przed wyborami parlamentarnymi. Tamte jak pamiętamy również przerżnęli, pomimo iż wyszli do ludu pracującego miast i wsi.

Dlatego ktoś, kto dzisiaj mówi o nowej strategii totalnej opozycji i wspaniałym pomyśle na odwrócenie negatywnych trendów ten zwyczajnie bredzi jak potłuczony. Tak cztery lata temu jak i dzisiaj oni nie mają żadnego pomysłu na kampanię wyborczą, a ten dzisiejszy atak opozycyjnej szarańczy na Polskę powiatową i gminną jest podobnie jak wówczas ich ostatnią deską ratunku.

Na nasze szczęście to znowu nie zadziała, bo zadziałać nie ma prawa. Totalna opozycja tym małpowaniem pisowskiego oryginału tylko się ośmiesza. Nie wystarczy wskoczyć na scenę i żałośnie podskakiwać by ludzie uwierzyli, że mają do czynienia z prawdziwym legendarnym Fredem Astairem. Ten oryginał trzeba choćby tylko odrobinę przypominać także poza sceną, a Fred Astair był nie tylko genialnym stepującym tancerzem i aktorem, ale także konserwatystą, zwolennikiem Partii Republikańskiej i gorliwym katolikiem.

Ktoś kiedyś powiedział, że totalna opozycja po ostatnich klęskach przypomina samochód jadący na dwóch kapciach, który czym prędzej powinien zjechać na pobocze w celu dokonania niezbędnych napraw.

Moim zdaniem jest to bardzo optymistyczna diagnoza. W rzeczywistości PO wraz z tymi swoimi nieszczęsnymi koalicjantami przypominają raczej samolot lecący z dwoma płonącymi silnikami na wysokości 30 tys. stóp. Choć kapitan i stewardesy drżącymi głosami uspokajają pasażerów, aby nie wywoływać paniki, to jednak wiedzą już doskonale, że w tym przypadku nie da się szybko zjechać na pobocze by uniknąć katastrofy.

Tak więc do dnia wyborów skazani jesteśmy na przyglądanie się tej politycznej szmirze pozbawionej nie tylko jakichkolwiek wartości politycznych, ale i artystycznych jak to udowodnili Arłukowicz z Nowacką pod sklepem w Węgrowie. Myślę, że skoro Grzegorz Schetyna wziął na swój pokład stary komunistyczny beton to powinien również od tego betonu czegoś wymagać. Trzeba i ich rzucić w teren, aby przypomnieli sobie młodość swoich protoplastów, którzy jako komunistyczni aktywiści i agitatorzy jeździli po Polsce namawiając do tworzenia PGR-ów i strasząc „zaplutymi karłami reakcji”. 

Felieton ukazał się w „Warszawskiej Gazecie”

Mirosław Kokoszkiewicz  /  Kokos26

Źródło: Mirosław Kokoszkiewicz na FB , 23 lipca 2019.
Ilustracja tytułowa: fot. Warszawska Gazeta

Mirosław Kokoszkiewicz (Kokos26) – Bloger, stały publicysta ogólnopolskich tygodników: Warszawska Gazeta i Polska Niepodległa oraz miesięcznika Zakazana Historia. Autor książek „Jak zabijano Polskę” i „Polacy, już czas”.

Mirosław Kokoszkiewicz (Kokos26) na Facebook’u  >   >   >   TUTAJ.


Przeczytaj więcej tekstów Mirosława Kokoszkiewicza na naszym portalu  
>  >  >  > TUTAJ .

*

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
2019.07.24.
Mirosław Kokoszkiewicz

Autor: Mirosław Kokoszkiewicz