Podlasie jak Wandea


Minister Sikorski, z wdziękiem prestidigitatora, otworzył wczoraj worek z bon motami, które opisują sytuację w Białymstoku i na Podlasiu. Ja więc, idąc za jego myślą, proponuję taki oto – Podlasie jak Wandea. Tym bardziej jestem do niego przywiązany, że dziś od rana na WP wisi tekst z tytułem – „Białystok, tam rządzi biała siła”. To nie jest prawda, o czym wszyscy wiedzą. Bywam w Białymstoku, to jest spokojne, ciepłe i dobre miasto. Nie rządzi tam biała siła. Być może rządzi tam jakaś inna siła, ale z pewnością nie biała. Chyba, że autor miał na myśli nadreprezentację radnych wyznania prawosławnego w miejscowym urzędzie.

Moim zdaniem jest tylko jeden sposób na to, by zwalczać obłęd – trzeba go skonfrontować z faktami. Mamy oto pisarza Dehnela, osobistość o bardzo tanich aspiracjach, realizującą się w wypowiedziach prowokatorskich, pisanych na zlecenie.

Ostatnio pan Dehnel napisał tekst, w którym kilka razy pojawiło się słowo „bandyta” w odniesieniu do ludzi, którzy protestowali przeciwko paradzie równości, czy jak się tam ta impreza nazywała. Słowo „bandyta” używane było w tych okolicach często w odniesieniu do partyzantów zwanych dziś żołnierzami wyklętymi. Nie sądzę, by pan Dehnel nie zdawał sobie z tego sprawy pisząc swój tekst. Nie rozumiem też tych oskarżeń o bandytyzm wziętych wprost z notatnika czerwonego agitatora, albowiem wśród ludzi cywilizowanych określenia takie nie padają zwykle, a jeśli padają to po udowodnieniu winy w sądzie. Póki co jeszcze nikomu nic nie udowodniono, a agresywnych osobników zatrzymano.

Słowo „bandyta” jest określeniem, którego zwykle uzurpatorska, republikańska władza używała w odniesieniu do ludzi niewinnych. Tak jak to miało miejsce w Wandei właśnie.

Pan Dehnel i inne osoby wypowiadające się na temat wydarzeń w Białymstoku, stawiają – o czym już była mowa – swoje wybory polityczne, nacechowane ukrytą agresją, na gruncie estetycznym i emocjonalnym. Ukrywszy je za tym parawanem domagają się od publiczności, mniej lub bardziej podekscytowanej dokonywania wyborów. To jest manipulacja, ale dość łatwa do zdemaskowania.

Protestujący przeciwko marszowi równości byli bandytami, bo wykrzykiwali wulgarne słowa w odniesieniu do maszerujących. To prawda tak było. I pan Dehnel jest tym oburzony, a to ze względu na swoje wewnętrzne piękno i wrażliwość. Bardzo przepraszam, ale nie rozumiem pewnych rzeczy, choć bardzo się staram.

Czym, jeśli postawimy rzecz na gruncie estetycznym, różni się włochaty facet z brodą, przebrany za babkę, w szpilach i pończochach, maszerujący ulicą, od przeklinającego kibica, który stoi na chodniku?

Jeśli zastosujemy kategorie estetyczne do oceny tych postaw to ich tandetne ubóstwo i agresja są identyczne. Tymczasem pan Dehnel po dokonaniu prezentacji swojej wrażliwości, mówi – to nieprawda, tylko ten przeklinający jest brzydki, a ten w różowej kiecce jest fajny, odczepcie się od niego. Po czym zaczyna łykać łzy. No chyba raczej nie.

Jeśli zaś pan Dehnel i inni zwolennicy marszów równości sugerują, że trzeba by może jednak zmienić to postrzeganie piękna w naszym bezpośrednim otoczeniu, powinni się zgodzić na obecność w tej przestrzeni przeklinających kibiców. Oczywiście policja ich posadzi na 48 godzin jeśli kogoś zaatakują, ale może się okazać, że wcale nie pójdą do więzienia. I co wtedy? Wtedy okaże się, że Jacek Dehnel był potrzebny tylko na pewnym etapie zmiany świadomości społeczeństwa i teraz może już iść do domu, pan zaś, z brodą, cały w różach wyjmie zza podwiązki majchra i zacznie kroić tych co stoją bliżej, bo już mu będzie wolno. Już będzie pozwolenie na bardziej radykalną zmianę estetycznych postaw wśród publiczności.

Próba podmiany wyborów i ocen politycznych na emocjonalne i estetyczne, przekonuje mnie, że przeklinający kibice to jedynie dekoracja. Dość wygodna i dająca się plastycznie kształtować. A w jaki sposób? Już wyjaśniam.

Oto wczoraj na twitterze aktorka Katarzyna Warnke umieściła następującą wypowiedź:

To porażające, nazywać takie zachowania, jak w Białymstoku, w trakcie marszu, „obroną wartości chrześcijańskich” Polski Kościół jest w kryzysie i to bardzo niebezpiecznym. Można się różnić w poglądach, dyskutować, ale odbieranie godności i prawa do bycia sobą, do istnienia, nigdy nie będzie chrześcijańskie. Agresja nie jest postawą chrześcijańską. Kropka.

Ktoś może się uśmiechnąć, bo przecież Katarzyna Warnke jest aktorką znaną z tego iż uczestniczy w scenach seksu, które w dodatku są tak mało dyskretne, zupełnie jak ten przebrany za babę facet paradujący w marszu równości. To są sceny dewastujące emocje dzieci w wieku gimnazjalnym, a pewnie też i osób starszych nieprzyzwyczajonych do pewnych zachowań. Nikt jednak takich zastrzeżeń wobec pani Warnke zgłaszał nie będzie, albowiem jest ona aktorką i wykonuje swój zawód. Czy aby na pewno? Czy uczestnictwo w takich oto aranżacjach można uznać tylko za wykonywanie zawodu?

Moim zdaniem wybory pani Warnke, wybory zawodowe, są wyborami politycznymi. Ona może sobie z tego nawet nie zdawać sprawy, albowiem żyje – jak mniemam – w rzeczywistości ironicznej, a środowisko, w którym przebywa zajmuje się liczeniem pieniędzy głównie oraz usprawiedliwianiem przed sobą nawzajem swoich politycznych wyborów, za owe pieniądze dokonywanych. Pełni więc Katarzyna Warnke rolę katalizatora, który przemienia estetyczne wybory w wydestylowane emocje, a te w czystą politykę i propagandę. A wszystko za pomocą, pardon, gołej dupy. Czy to nie jest genialne?

I teraz rzecz istotna – żeby w ogóle móc uczestniczyć w takich wyczynach, pani Warnke musi stanąć w tym samym świetle do Jacek Dehnel – pisarz i aktorka, przenikliwość umysłu i ekspresja ciała – estetyczne podstawy zawodu, umówmy się – tylko dla wybranych osób o szczególnej wrażliwości – przeciwko brutalności świata. No, ale jak to, przecież wszyscy widzimy, że ona tu daje dupy jakiemuś kosmicie i jeszcze przy tym na niego pokrzykuje? Gdzie tu jest jakieś piękno? Nic nie rozumiecie. W tej scenie jest sama ekspresja i emocje.

No, ale przecież Dehnel tej sceny nie obejrzy, on się od niej odwróci ze wstrętem, podobnie jak cała reszta maszerujących w tej paradzie czy też marszu wrażliwców. Oczywiście, że tak. Nikt z ludzi, którzy zostali zaatakowani, czy też prawie zaatakowani przez młodzież męską kojarzoną ze środowiskiem kibiców, nie będzie oglądał pieprzącej się Katarzyny Warnke. Ona jednak – żyjąc wśród ironii i niedomówień – przyłącza się duchowo do demonstrantów i poucza Kościół na okoliczność kryzysu, który go drąży.

No, ale do kogo adresowane są te sceny, w których ona występuje? Jak to do kogo? Do tych co atakowali marsz równości. Tylko oni – potępieńcy, grzesznicy, brutalne chamy i prymitywne bydło – oglądać będą wyczyny Katarzyny Warnke i będą jeszcze przy tym pokrzykiwać wesoło. To do nich, do młodzieży męskiej szukającej zajęcia, wzorów, rozrywki, papierosów i alkoholu, adresowany jest przekaz, który w filmach Vegi i innych kreuje pani Varnke. To to jest rzecz najważniejsza, rzeczywista misja tej pani.

Czy ci chłopcy zdają sobie sprawę jakiej obróbce podlegają? Nie, albowiem najpewniej są także konsumentami pornografii, przy której pani Varnke wysiada. Chodzi w jej misji jednak o to również, by zrównać pornografię ze sztuką. Do tego zaś potrzebni są odbiorcy, bez widzów ten event nie ma sensu.

Tak działa mechanizm deprawacji. Ludzie udający aktorów i pisarzy, zrównują pornografię ze sztuką i mają na to pozwolenie, albowiem są szczególnie wrażliwi.

Jeśli ktoś nie widzi sensu w tym co piszę, może przekonam go inaczej – to są wszystko dekoracje i teatr, adresowany z groźnym bardzo przesłaniem do takich jak my – do ludzi, którzy siedzą w domach i nie uczestniczą w wypadkach ulicznych. To my jesteśmy celem i chodzi o to, byśmy nie mogli zgłaszać żadnych innych propozycji i wyjść z sytuacji niż proponowane wyżej. Przekonuję się o tym, widząc nie panią Varnke, nie Dehlena w tych głupich ciuchach, ale przypadkowe zdjęcia osób, które mają reprezentować katolicki fanatyzm. To jest aranżacja. Osoby te – kobiety z nieumytymi włosami w bluzkach z bistoru, które trzeba było wyciągać z teatralnych rekwizytorni, z różańcami nawiniętymi na pięści, dające się fotografować jak gwiazdy w Cannes.

Takich kreacji nie ma w świecie rzeczywistym. To jest aranżacja, która ma uporządkować nasze postrzeganie tej hucpy i ma nas przekonać, że nie ma innego wyjścia, jak tylko uczestnictwo. Trzymajmy się od tego z daleka. To przedstawienie polityczne wymierzone w nasz emocje i bardzo precyzyjnie przygotowane.

Zapraszam do księgarni www.basnjakniedzwiedz.pl do sklepu FOTO MAG i do księgarni Przy Agorze. Zapraszam także na portal www.prawygornyrog.pl

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  23 lipca 2019.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

Ilustracja tytułowa: Parada Równości. w Białymstoku. Interweniująca policja użyła gazu. Fot.: Wojciech Wojciechowski, Gazeta Współczesna, 23.07.2019. / wybór zdjęcia wg.pco

*

, 2019.07.24.

Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski