Arcybiskup Jędraszewski i alternatywa historia ukrzyżowania


– Mistrz musiał coś pokręcić – powiedział do siebie Piotr zwany Skałą, syn Jony i otarł dłonią pot z szerokiego czoła. Był poranek, dzień po aresztowaniu Mistrza, kogut zapiał już czwarty, a nie trzeci nawet raz, a on się jeszcze ani razu nie zaparł. – A obiecał – denerwował się Piotr.

Łaził w te i wewte pod bramą jerozolimskiego hipodromu i czekał na innych. W końcu zaczęli się schodzić. Słońce było coraz wyżej, a oni leźli przez zapełniające się ludźmi ulice i miny mieli nietęgie.

– I co – zaparłeś się – zapytał Andrzej który przyszedł pierwszy. Piotr tylko pokręcił głową i kopnął kamień, który potoczył się wprost pod nogi nadchodzącego Jana. I co, i co – zawołał młody i jak zwykle uśmiechnął się głupio.

– Jajco – wycedził Piotr – gdzie Judasz?

– Nie wiemy – odpowiedzieli razem jak na komendę

– Może synowie Zebedeusza coś będą wiedzieć – dorzucił Andrzej – Judasz zniknął wczoraj wieczorem, po aresztowaniu.

– Jeśli spieprzył sprawę to go własnym rękami uduszę – Piotr zazgrzytał zębami tak głośno, że aż zwróciło to uwagę przechodzącego patrolu. Jeden z Rzymian obejrzał się i pogroził gromadce apostołów palcem.

– Tylko bez wygłupów, jak ostatnim razem – rzucił za siebie odchodząc. Apostołowie skupili się w gromadkę i zrobili miny takie, jakie zwykle przybierają winni, którzy chcą coś ukryć przed sądem.

Jan odwrócił się nagle i zobaczył nadbiegającego Judasza. Ten już z daleka coś krzyczał i machał rękami.

– Jest wreszcie ten debil – wycedził Piotr

– Nie denerwuj się tylko – rzekł Andrzej – daj mu dojść do słowa, niech spokojnie powie czego się dowiedział.

Zziajany Judasz, najpierw długo łapał oddech, a potem zaczął mówić, jak zwykle on, potężnie się jąkając

– Sssssłyszeeeeślicieeeee?

Apostołowie popatrzyli na niego wymownie

– Sssssłyszeeeeliścieeee? – powtórzył Judasz

– Posłuchaj Judasz – rzekł zniecierpliwiony Andrzej – my wiemy, że w organizacji musi być dyscyplina, że wszyscy muszą słuchać jednego, ale ja doprawdy nie rozumiem dlaczego na prowokatora Mistrz wybrał właśnie ciebie, cholernego jąkałę. Tylko, na litość, nie próbuj mi tego teraz tłumaczyć…

– Ssssłyszeeeeliścieeee – powtórzył po raz trzeci Judasz, a oczy jego napełniły się rozpaczą

– Co! – Huknął znienacka Piotr przywracając Judaszowi umiejętność składania liter w wyrazy, a słów w zdania, bez ciągłego przerywania, nabierania dużych haustów powietrza i machania głową

– Ukrzyżowanie odwołali – wyrzucił z siebie Judasz i padł na kolana. A kiedy wzniósł oczy ku apostołom, były one pełne łez.

– No, żesz – rzucił Andrzej w stronę Piotra, a ten odwrócił się plecami do nich i patrzył na nadchodzących synów Zebedeusza, którzy podbiegając truchtem starali się nie zwrócić na siebie uwagi kręcących się pod hipodromem patroli.

Jan złapał się za głowę.

– Jak to odwołali – wyszeptał – i co teraz?

– Byyyłem w paaałacu guuuubbbernatora Piiiiłłataaa – Judasz znowu zaczął się jąkać – chcccciaaaałem dać mu te 30 ssssreeeebrniiików, coooośmyyy zebrali, żeby jeeeednaaak nie odwooooływał, ale….

– Jakie ale!? – huknął znowu Piotr przywracając Judaszowi umiejętność składnego mówienia

– Przepędzili mnie – rzekł tamten – a centurion Szczurza Śmierć kopnął mnie jeszcze w tyłek….

– Nic się nie martw Judasz – rzekł Andrzej mrużąc swoje czarne oczy – najważniejsze, że początek zrobiony. Jak będziesz tam łaził regularnie i jąkał się w obecności gubernatora i centurionów, zrobią cię ministrem propagandy…

Judasz nie zrozumiał żartu i gapił się tylko bezmyślnie przed siebie

Piotr przejechał sobie ręką po twarzy, zupełnie tak samo, jak monsieur Dubon, zwany Rosołem, w książce o przygodach Mikołajka….

– Musimy tam pójść wszyscy – rzekł w końcu.

Apostołowie, wliczając w to synów Zebedeusza popatrzyli na niego dziwnie

Jakub, człowiek młody, ale nad wiek poważny, popatrzył na towarzyszy i rzekł

– Ile biorą na bramie, za wpuszczenie do środka?

– W sensie ile chcą w łapę? – zainteresował się Jan ulubiony uczeń mistrza

– No tak.

– A jak Judasz się tam dostał? – zauważył przytomnie Jan i wskazał na otrzepującego pył z szat jąkałę.

Judasz, który znowu zaczął się jąkać, próbując wyjaśnić towarzyszom swoją misję w pałacu Piłata

– Niiiic nie trzeeeba płłacić…- powiedział

– Jak to nic – z dziwił się Jakub

– Nnnnnoooormalnie….nic….mój szszszwaaaaggier ssssstoi na braaaaaamie….

– Wstąpił do wojska! – głos Piotra był jak huk burzy i znów przywrócił Judaszowi zdolność mówienia, ale zwrócił też uwagę kolejnego patrolu. Tym razem legionista już nie groził palcem, ale wyjąwszy miecz z pochwy ruszył wprost ku nim…

– Okay, okay- zaczął uspokajać go Andrzej – wszystko jest w porządku, się pan nie denerwuje…

Rzymianin, pochodzący gdzieś z północy, z twarzą obrośniętą białą szczecią, nie zatrzymał się jednak i – o dziwo – zwrócił się ku nim czyściutkim aramejskim mówiąc

– Jeszcze raz zobaczę jak okradacie jakiegoś biedaka parszywe żydy to zobaczycie.

Przy słowach „jakiegoś biedaka” wskazał końcem miecza na Judasza, który przybrał w jednej chwili minę żałosną i głupią.

– I tak jest zawsze – powiedział Jan syn Zebedeusza kiedy patrol się oddalił – ten dureń zwraca uwagę wszystkich i wszyscy nawet Mistrz powierzają mu ważne misje…dlaczego…?

– Zamknij się – przerwał mu Piotr, który już zdążył oswoić się z myślą, że szwagier prawowiernego żyda wstąpił do armii okupacyjnej i stoi na straży spokoju rzymskiego gubernatora – wszyscy się zamknijcie dorzucił zaraz. A potem wskazał palcem na Judasza i rzekł – ty też siedź cicho i prowadź nas do tego swojego szwagra.

W wielkiej komnacie, która kiedyś była magazynem sukna, a po wkroczeniu Rzymian zamieniona została na salę audiencyjną gubernatora, zebrali się dowódcy centurii, wszystkich stacjonujących w Palestynie legionów. Niektórzy przybyli z dalekich krańców prowincji i nie zdążyli się jeszcze umyć po podróży. Piłat siedział na koślawym, krzesełku, jedną ręką gładził po wielkim łbie swojego psa – Bangę, a na na drugiej wspierał swój własny łeb, pełen niewesołych, a nieraz zaskakujących myśli…Oficerowie patrzyli na niego z niepokojem. Tylko centurion Marek zwany Szczurzą śmiercią spokojnie wydłubywał kozikiem brud zza swoich wielkich pazurów i zdmuchiwał do z ostrza wprost na podłogę.

– Masz szczęście, że nie pijesz – rzekł Piłat Poncki do swojego psa, a ten podniósł ku niemu głowę w nadziej na kolejną pieszczotę. Lubił bowiem bardzo kiedy pan głaskał go po łbie.

– Kto jest dostawcą tego wina? – zapytał gubernator centuriona Marka….

….i czego do niego dosypali – dorzucił po chwili nie czekając na odpowiedź….

Marek Szczurza Śmierć pociągnął nosem, zamknął swój składany, szwajcarski scyzoryk i popatrzył w zamyśleniu na portret cesarza Tyberiusza, w nowej, odświętnej todze, wiszący nad wejściem do komnaty…

– Powiedzieli, że to gaszone wapno….w tym miejscu Marek bez ceremonii splunął na podłogę…- gaszone wapno – powtórzył. A Piłat popatrzył na niego wymownie…w jego oczach zaś pojawiło się nieme pytanie – czy to aby prawda?

Centurion, który posiadał przedziwną intuicję i zawsze poprawnie odczytywał myśli swojego zwierzchnika, nawet nie spojrzał w jego stronę…

– Kazałem go powiesić za nogi nad ogniskiem – rzekł tak, żeby usłyszeli to wszyscy zebrani – to musi być prawda.

Wielu spośród oficerów uśmiechnęło się, a Georgius, Grek z wyspy Samos, który miał opinię najbogatszego oficera w całej armii, prowadził bowiem rozległe interesy w miastach i garnizonach cesarstwa, nie mógł się powstrzymać od cierpkiej uwagi…

– Kto to słyszał kupować wino od Żydów – powiedział i popatrzył wymownie na niektórych zebranych w sali centurionów – jakby nie było dobrych dostawców w samej armii.

– Jak się nazywał właściciel tego wina? – spokojnie zapytał Piłat

– Barabasz – rzekł centurion Marek – a po słowach tych Piłat podniósł się z krzesła i zaczął nerwowo chodzić wśród stojących szerokim kręgiem oficerów.

– Ten cośmy go wczoraj wypuścili?

– Ten sam….

-….A zamiast niego mamy ukrzyżować tego, jak mu tam…..

– Ha Nocri – rzekł Marek Szczurza Śmierć

– Już wiesz co masz robić – powiedział do niego Piłat

– Już prawie zrobiłem – rzekł tamten, albowiem miał genialną intuicję i zawsze poprawnie odczytywał myśli swojego zwierzchnika.

– Powiesiłeś go już- Piłat był trochę zaniepokojony

– No, nie jeszcze nie, na razie dostał łomot, siedzi w celi, a po mieście krążą patrole i szukają jego zwolenników.

W tej chwili otworzyły się drzwi i strzegący ich legionista oznajmił, że jacyś ludzie chcą się widzieć z gubernatorem. Oczy wszystkich zebranych zwróciły się ku wejściu do komnaty, w którym pojawiła się grupka wystraszonych mieszkańców Jerozolimy, ubranych w nie najczystsze i gdzieniegdzie połatane szaty….

Piłat zbliżył się do centuriona Marka

– Co to za jedni – wyszeptał mu wprost do ucha

Ten zaś, od dawna prowadząc rozpoznanie wśród miejscowych terrorystów, sekt i grup religijnych ocenił przybyłych jednym rzutem oka i rzekł

– Zwolennicy Ha Nocri

– Zapytaj ich po co przyszli

Centurion zbliżył się do gromadki mężczyzn i jeszcze nie zdążył otworzyć ust kiedy odezwał się Judasz

– Nnnnnieeee taaaak żeeeeśmy się uuuuummaaawiali łłłłaaaaskawco

Szczurza Śmierć spokojnie, bez jednego słowa, wyjął zza paska swój szwajcarski scyzoryk i otworzył go tuż przed twarzą Judasza. Ten od razu przestał się jąkać

– Nie taka była umowa – rzucił składnie i szybko

Do grupki zbliżył się Piłat pozostawiając za sobą pozostałych oficerów, którzy od razu zaczęli nadstawiać ucha, żeby dowiedzieć się o czym też cesarski gubernator gadać będzie z tymi brudnymi żydowskimi terrorystami.

– Szanowny panie gubernatorze – wtrącił się Piotr próbując nadać tej dyskusji jak najbardziej poważny charakter – dogadywaliśmy się na coś innego

– Dogadywaliśmy się, ale teraz plany się zmieniły – rzekł Piłat, a Marek Szczurza Śmierć pokiwał w zamyśleniu głową…

– No, ale jak to…cedził Piotr – ludzie Barabasza mieli wywołać powstanie, a potem wy panie i wasi ludzie mieliście zrównać miasto z ziemią…

– Co innego będzie grane – rzekł centurion – a Piłat uśmiechnął się krzywo.

– No, ale jak to…płaczliwie zaczął Judasz….

– Normalnie jąkało – Szczurza śmierć kolnął go w pierś swoim wielkim, brudnym paluchem – nie będzie burzenia…interesy będziemy robić….

– To znaczy? – zainteresowali się synowie Zebedeusza

– Jutro powiesimy Barabasza na Golgocie – rzekł Piłat

– Wzgórze obstawi trzecia centuria i nikt tam nie wejdzie. Nie będzie żadnego widowiska, sprzedawania biletów i niezdrowego podniecania się – dodał Marek

Judasz zmartwił się w tym momencie, bo miał nadzieję, że zarobi parę sestercji na sprzedaży biletów pod Golgotą. Słuchał jednak uważnie co mówią Rzymianie.

– A co z nami? – zapytał Piotr

Piłat odwrócił się i przywołał gestem setnika Georgiusa. Drobny, energiczny Grek ruszył ku nim prawie biegiem…

– Nie potrzebujesz kogoś do zarządzania magazynem – zapytał go – wskazując jednocześnie palcem na Piotra i jego towarzyszy…

– Magazynem nie – rzekł krzywiąc się na ich widok – ale potrzebuję kogoś do psiarni. Popatrzył po twarzach wszystkich i wskazał palcem na Judasza – o tego wezmę…

– Ale on się jąka – zauważył centurion Marek

– I co z tego – rzekł Georgius – będzie pilnował psów, to nawet lepiej, że się jąka, dogadają się.

Wszyscy Rzymianie wybuchnęli śmiechem. Nawet ci, co stali w oddaleniu

– Jak zwykle – szepnął Jakub jeden z synów Zebedeusza – zawsze go wybiorą.

– No, ale co z mistrzem – zapytał Piotr

Piłat popatrzył na niego uważnie

– Ty się o mistrza nie martw, wyślemy go do Rzymu, nauczy się łaciny, wróci i jeszcze zrobi tu karierę…

– A co z nami?

Piłat rozejrzał się…niby bezradnie, ale przecież wszyscy wiedzieli, że ma już w głowie plan, znali go przecież dobrze.

– Weź ludzi – rzekł do Marka i przynieście to co zostało z resztówek po magazynie

Szczurza Śmierć huknął rozkaz w głąb korytarza i w sekundę potem u jego boku stanęło czterech legionistów.

– Zostawcie broń i przynieście to, co leży w składziku za salą audiencyjną – rozkazał.

Po chwili żołnierze zaczęli wnosić na salę grube bele sukna…

Apostołowie patrzyli na to z coraz większym zdziwieniem.

– To prezent od cesarza – uśmiechnął się krzywo Piłat – uszyjecie sobie z tego jakieś łachy i będziecie w tym chodzić po mieście. Potrzebna nam jest nowa organizacja wokół której skupią się emocje wszystkich mieszkańców. Macie zwracać na siebie uwagę, opowiadać, że jesteście prześladowani, i generalnie cierpieć widowiskowo…

– O mmmmmatkkko – wyszeptał Judasz i już wiedział, że posada zarządcy psiarni setnika Georgiusa to prawdziwy los na życiowej loterii, los który znów wyciągnął on – powszechnie pogardzany jąkała.

– Ale to sukno, jest do cholery przecież tęczowe – zawołał zdenerwowany Piotr

– To nic – uspokoił go Piłat – będzie Wam w nim to twarzy, a i to ponure miasto zyska na tej maskaradzie…

To rzekłszy oddalił się krztusząc się ze śmiechu.

– A jak nas obrzucą kamieniami? – dopytywał się zdenerwowany Andrzej

– Niech spróbują – twarz centuriona Marka zmieniła nagle wyraz i wszyscy zamarli

– Niech tylko spróbują – powtórzył centurion zwany Szczurzą Śmiercią.

Powyższy tekst, jak zapewne wszyscy się domyślili jest egzegezą ukrzyżowania jaką mimowolnie kolportują zwolennicy ruchu zwanego LGBT [lesbian, gay, bisexual, transgender – dopisek red. PCO]. Oni czynią to nieświadomie, albowiem uświadomienie sobie iż istnieje jakiś wyższy porządek rzeczy niż ten, który sami proponują jest poza ich percepcjami. Są to ludzie maniakalnie przywiązani do symboli i żyjący z tego, że symbole zawłaszczają. Nie potrafią zrozumieć, że komunikacja uprawiana tylko i wyłącznie za ich pomocą, demaskuje całą intencję. I to właśnie próbował im powiedzieć arcybiskup Jędraszewski. Ucieszyli się jak dzieci kolportując fotografię biskupa w szacie z tęczowym pasem pośrodku. Niektórzy nawet nazwali go kryptogejem, nie rozumiejąc, że stawianie takich zarzutów demaskuje ich po prostu jako współpracowników opresyjnej władzy, która ich samych ma w głębokiej pogardzie. Dokładnie tak samo, jak Piłat apostołów w powyższym opowiadaniu. Nie rozumieją tego i nie zrozumieją, bo wydaje im się, że wystarczy zawłaszczyć symbole, żeby zwyciężyć. To nie jest prawda. Przebrać bowiem można się w cokolwiek i za pomocą tego „czegokolwiek” demonstrować w zasadzie wszystko. Najłatwiej zaś demonstrować własną bezradność i spryt. Jak trudno jest bowiem tym ludziom zrozumieć, że arcybiskup, w tęczowej szacie, czy też w jakiejś innej, nazwany kryptogejem czy jakoś inaczej, naprawdę wierzy w zmartwychwstanie, w misję Kościoła i zbawienie duszy. Oni zaś w to wszystko nie wierzą i za pomocą ukradzionych symboli próbują ukryć swoją agresję, a jedyne o czym marzą do narzucenie wszystkim swojego punktu widzenia. A reagują agresją na wszystko, albowiem potrzebują jakiegoś męczennika, który zostanie pokrzywdzony w widowiskowy i jednoznaczny sposób. Nie zrozumieli jednak, że nie na to umawiali się z centurionem Markiem. On im co prawda coś obiecał, ale potem zmienił zdanie. Ma ich bowiem wszystkich, podobnie jak oni siebie nawzajem, w głębokiej nie dającej się niczym zniwelować pogardzie. I zawsze będzie traktował ich źle. Z pretensjami zaś o to złe traktowanie będą oni lecieli do biskupów, wymyślając im przy tym od najgorszych. Potem zaś do sądów, które nie działają, bo przecież nie można ich zreformować, albowiem oni sami przeciwko takiej reformie protestują. Obłęd ten czyni z ruchu LGBT [lesbian, gay, bisexual, transgender – dopisek red. PCO] organizacją komiczną, a jak bardzo jest ona komiczna przekonamy się na rozprawie przeciwko arcybiskupowi Jędraszewskiemu. Będzie to za jakieś pół roku już po wyborach parlamentarnych. Wtedy okaże się ilu naprawdę jest zwolenników LGBT [lesbian, gay, bisexual, transgender – dopisek red. PCO], i czy mają oni nadal gwarancję bezpieczeństwa udzielone im przez centuriona Marka.

Na dziś to tyle.

Zapraszam do księgarni www.basnjakniedzwiedz.pl do sklepu FOTO MAG i do księgarni Przy Agorze. Zapraszam także na stronę www.prawygornyrog.pl

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  4 sierpnia 2019.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

Ilustracja tytułowa: Abp. Jędraszewski -Biedroń w ataku na Abpa. Kompozycja za: wpolityce.pl / wybór zdjęcia wg.pco

*

, 2019.08.05.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski