My z kosmosu czyli jak „Święty” został żydowskim generałem


Miałem nie pisać na co poświęcam ostatnio czas, ale niech tam…wczoraj o mało nie zemdlałem z wrażenia, więc nie ma co czekać. Oto przede mną wspomnienia generała Rybaka, byłego szefa krakowskiej H-K Stelle, czyli ośrodka wywiadu wojskowego Austro-Węgier, w latach poprzedzających I wojnę światową, odpowiedzialnego za kontakty z Piłsudskim i Sławkiem. To z tych wspomnień wrogowie Piłsudskiego zapożyczają rewelacje o tym, że kazał on zamordować Rozwadowskiego na stole operacyjnym, że kazał zastrzelić Hempla na polowaniu i zlikwidować innych oficerów H-K Stelle, na przykład kapitana Morawskiego. Pisze o tym Józef Rybak wyraźnie i mocno, nie waha się. Mało tylko wspomina o Zagórskim albowiem sprawą Zagórskiego żyli przed wojną wszyscy i wszystkie możliwe teorie na temat jego śmierci czy też zaginięcia zostały wyeksploatowane zanim Rybak przystąpił do pisania wspomnień. A jest w nich wszystko: megalomania Piłsudskiego, jego tchórzostwo, jest podłość, podstępy i łapczywość na sławę a także wpływy. Piłsudski, jak wiemy, nie lubił cesarsko-królewskich oficerów, z którymi współpracował. Uważał ich za ludzi nie nadających się do pracy w dynamicznej rzeczywistości politycznej. Taka panuje opinia, choć jak było w istocie nikt nie wie, albowiem nikt, mam wrażenie, nie rozumie, na czym polegała współpraca oficerów w armii. Dla nas, nędznych cywili, to są sprawy niepojęte, ale większość z nas próbuje je oceniać z tym charakterystycznym, udawanym sznytem, który ma cechować prawdziwych profesjonalistów. Ja to wiem, albowiem śledziłem ostatnio różne strony w sieci dotyczące podłości Piłsudskiego. Ponieważ jedyną kwestią, o której mogę się w miarę przytomnie wypowiadać jest wiarygodność i jakość pisanej narracji, czytając wspomnienia Rybaka i inne teksty dotyczące współpracy Piłsudskiego z H-K Stelle, skupiałem się właśnie na tym, a także na informacjach dotyczących autentyczności czytanego właśnie przeze mnie tekstu. Jak wiecie mam bardzo specyficzny stosunek do demaskacji, to znaczy uważam, że wszelkie demaskacje detonowane w mediach, albo detonowane przez ludzi takich jak Zychowicz w książkach, służą w najlepszym razie zarobieniu paru złotych, a najgorszym zaś odwróceniu uwagi od rzeczy istotnych. Nie jestem też wielbicielem Józefa Piłsudskiego i jego metod, patrzę jednak na tych, którzy demaskują go jako bolszewika, drugiego Trockiego i współpracownika samego diabła, a także skrytobójcę, z pewnym zaciekawieniem. Tak jak się patrzy na dzieci w sali przedszkolnej, które próbują bezskutecznie zwrócić na siebie uwagę kolegów. Mam bowiem, a prawie zawsze się to sprawdza, przekonanie, że owe rewelacje są odwracaniem uwagi od czegoś ważniejszego, a jeśli akurat nie pełnią tej funkcji, są po prostu powielaniem dawno wymyślonego przez kogoś, nie do końca prawdziwego schematu. Ja tu nie będę wskazywał palcem o kogo mi chodzi, ale wszyscy się mniej więcej domyślają. Demaskatorów mamy wielu, od Radosława Kotarskiego poczynając na Patlewiczu kończąc. Cechuje tych wszystkich ludzi jedno – wielka chęć utrafienia w taki temat, który przyciągnie uwagę jak największej ilości ludzi. Bo za tym, a podobnie myślał zapewne ten wstrętny Piłsudski, idzie sława i wpływy. No i pieniądze ze sprzedaży wydawnictw. To jasne. Człowiek wyposażony w takie przekonania nie może się cofać przed głupstwami takimi jak spreparowane wspomnienia, w których może i jest trochę prawdy, ale jest też wiele kłamstw. Człowiek wyposażony w taką moc i takie chęci nie będzie na to zważał, bo i po co? Przecież i tak chodzi o emocje, i tak nikt się nie zorientuje, i tak wszyscy będą klaskać, albowiem znów usłyszeli o tym, o czym chcieli usłyszeć. Czym są wspomnienia generała Rybaka wiedzą mniej więcej wszyscy. One się ukazały w rok po jego śmierci i nie były przez samego Rybaka autoryzowane. Okoliczności w jakich powstały są dość tajemnicze, a ich napisanie i wydanie poprzedziły zeznania generała w prokuraturze wojskowej, był bowiem generał u schyłku życia aresztowany przez UB i krótko więziony. Sprawy te są znane. Podobnie jak wiadomo kto i na czyje polecenie spisał te wspomnienia. Piotr Stawecki autor książki o generalicji polskiej wskazuje, że na podstawie rozmowy z autorem posłowia do wspomnień Janem Kancewiczem, rozpoznał rzeczywistego autora i rzeczywistego zleceniodawcę wydania tych zapisków. Pierwszym był dziennikarz Arnold Mostowicz alias Arnold Moszkowicz, a drugim Jakub Berman. W ten sposób jest to ujęte w biogramie generała Rybaka napisanym przez Staweckiego. Sprawa została upubliczniona w roku 1992, ale nieautentyczność wspomnień Rybaka, nie przeszkadza wcale demaskatorom Piłsudskiego. No więc ja, żeby ich trochę podrażnić napiszę kilka zdań – nie ma żadnych dowodów na to, że Piłsudski kazał zamordować Zagórskiego, nie ma żadnych dowodów na to, że kazał zamordować Rozwadowskiego na stole operacyjnym, nie ma żadnych dowodów, że kazał zastrzelić Hempla na polowaniu. Nie ma też żadnych dowodów, że z jego rozkazu zabito Morawskiego, który po Rybaku był szefem krakowskiej H-k Stelle. Zastępca tego Morawskiego, oficer ukraińskiego pochodzenia i charakterystycznym ukraińskim nazwisku Poznański, imieniem Iwan, został wręcz przez Piłsudskiego przywrócony do pracy, po tym, jak go dyscyplinarnie zwolniono. Wszystkie powyższe rewelacje znalazły się w obiegu dzięki Arnoldowi Mostowiczowi alias Moszkowiczowi oraz jego partonowi ministrowi Jakubowi Bermanowi. Trzeba to jasno powiedzieć. Dlaczego Mostowicz na polecenie Bermana kolportował te rewelacje nie trzeba się długo zastanawiać. Wszystko jest w zasadzie jasne, kiedy dochodzimy do tego fragmentu wspomnień, w którym Rybak, poprzez Mostowicza, mówi wprost, że to Bór-Komorowski wydał Roweckiego Niemcom, bo w AK trwały walki frakcyjne. Na ten fragment, jakże wyraziście zdradzający intencje patrona tego projektu, nikt jakoś nie zwraca uwagi. Nikt też z demaskatorów Piłsudskiego, nie przyzna się w życiu, że ich podstawą są wspomnienia Rybaka, napisane w rzeczywistości przez Mostowicza. A innych podstaw przecież nie ma. Podkreślę raz jeszcze – sprawy te są znane i omawiane od roku 1992, kiedy Stawecki opublikował swoje rewelacje, które dostępne są (jeszcze) w wikipedii. Zanim przejdę o omówienia tego co opublikował Stawecki, przypomnę z czego znany był Arnold Mostowicz. Otóż był to lekarz w getcie łódzkim, który przeżył jego likwidację, potem, w PRL był dziennikarzem, między innymi naczelnym tygodnika satyrycznego „Szpilki”. Ja osobiście zapamiętałem go z jakiegoś programu o książkach, kiedy to reklamował swoją najnowszą produkcję zatytułowaną „My z kosmosu”. Była to książka o kosmitach nawiedzających ziemię i ingerujących w ziemskie sprawy. Mostowicz najwyraźniej, w późnym już wieku, chciał zostać polskim Daenikenem.

Wracajmy do Staweckiego i jego rewelacji. Otóż opublikował on, poprzedzone krótkim wstępem zeznania jakie Generał Rybak składał przed prokuratorem po aresztowaniu. Zeznania są podpisane jego nazwiskiem i oznaczone jako odczytane. Można je znaleźć (jeszcze) w sieci. Jeśli zestawimy je z tekstami, które znajdują się w napisanych przez Moszkowicza wspomnieniach, nieco się zdziwimy. Rozmawiając z prokuratorem generał Rybak, który był ponoć człowiekiem niezwykle oszczędnym w słowach, nie rzuca już tak lekko oskarżeniami pod adresem Piłsudskiego i Sławka. Odpowiada rzeczowo i mamy wrażenie, że odpowiedzi te są prawdy bliskie. Mówi na przykład o tym, że cała tak zwana robota legionowa była jego autorstwa, mówi także o tym, że PPS, została przejęta przez Biuro Ewidencyjne, a jej działalność szpiegowska była maskowana „robotą patriotyczną”, sam zaś Piłsudski kontaktował się z Rybakiem, bardziej po to, by sprawdzić możliwości samego Rybaka niż po to, by Rybak mógł się nim posługiwać. Był bowiem Piłsudski agentem powiązanym z Maksymilianem Ronge, wiceszefem, a potem szefem Biura Ewidencyjnego. Ja o tym człowieku pisałem w II tomie Baśni socjalistycznej, a we wspomnieniach Rybaka, celem jak mniemam podniesienia ich autentyczności, umieszczono zdjęcia tekstów pochodzących ze wspomnień Rongego. Nie ma więc sensu powtarzać szczegółów. Przypominam rzecz w zarysie ogólnym. Maks Ronge, który zaczynał karierę jako oficer Biura Ewidencyjnego, podwładny Redla i Hordliczki, zakończył służbę jako szef służb demokratycznej republiki Austrii, naznaczony na to stanowisko przez Amerykanów, zmarł w roku 1953. Hipoteza jest taka – służby wywiadowcze Austro-Węgier były kontrolowane przez rosyjskiego agenta Redla. Po jego nieudanej demaskacji via ambasada brytyjska w Petersburgu, nastąpiła demaskacja udana, a miejsce Redla i jego kompetencje przejął Ronge, od samego początku agent brytyjski. To Ronge posługiwał się Piłsudskim, montując terenowe oddziały Biura Ewidencyjnego, sławne H-K Stelle, które miały odwrócić uwagę od spraw istotnych. Świadczy o tym cała, dobrze opisana we wspomnieniach kariera generała Rybaka. Mnie najbardziej ciekawi to, że nikt z krajowej czeredki demaskatorów Piłsudskiego nie wydał nigdy ani złotówki na przetłumaczenie i opublikowanie wspomnień Rongego, choćby we fragmentach. Nikt też się na nie nie powołuje, a wręcz jest gorzej – nikt nie wie, kto to był Ronge i nie wymienia jego nazwiska, bo przecież nie chodzi o wyjaśnienie czegokolwiek, ale o głośne wykrzykiwanie, że Piłsudski to bolszewik, co kazał zamordować Rozwadowskiego na stole operacyjnym. Ponoć istnieją też wspomnienia gen. Zagórskiego, ale jakoś nie widzę, by ktoś próbował je opublikować, a napisana parę lat temu jego biografia, ukazała się – jak to powiedział Ziemkiewicz – w nakładzie homeopatycznym. Mnie to dziwi. Jeśli mamy tylu zwolenników i głosicieli jawnych zbrodni Piłsudskiego, dlaczego nie zgromadzą oni budżetu i tych jakże potrzebnych, demaskatorskich publikacji nie udostępnią szerokim rzeszom czytelników? Można wokół tego zorganizować poważną dyskusję, zaprosić paru profesorów i zrobić promocję.

Teraz rzecz najważniejsza – my tu dzisiaj w ogóle nie będziemy się zajmować Piłsudskim, bo on jest dla mnie kapiszonem na postrach, służącym do tego, by dawać zatrudnienie różnym mełamedom zatrudnionym w prowincjonalnych jesziwach na ścianie wschodniej.

W opublikowanych przez Staweckiego zeznaniach generała Józefa Rybaka czytamy:

Podczas okupacji przebywałem w Warszawie. Niemcy interesowali się moją osobą i proponowali mi objęcie szefostwa PCK, czego szczęśliwie uniknąłem. W 1939 r., zimą mój dobry znajomy, Downarowicz, były wojewoda poleski z okresu mego dowództwa korpusu w Brześciu, bliski przyjaciel gen. Sikorskiego, zaproponował mi objęcie kierownictwa w ruchu oporu. Nawiązał on kontakt ze mną przez mego byłego adiutanta, Templera, męża swojej pasierbicy. Orientowałem się, że czyni on to na zlecenie Sikorskiego, który mnie znał i miał o mnie dobrą opinię. Propozycji nie przyjąłem, gdyż uważałem, że jestem „spalony”, gdyż wzywali mnie Niemcy, oraz że byłem znany jako szef wywiadu austriackiego, co mogłoby doprowadzić do katastrofy. Wyjaśniłem Downarowiczowi, który wówczas zapytał mnie o opinię o płk Roweckim, moim dawnym długoletnim podwładnym, pierwszym oficerem Sztabu Generalnego z okresu, gdy byłem inspektorem armii w latach 1926-1930 i byłem szefem „dwójki” w czasie, gdy byłem szefem sztabu IV armii w 1920 r. po bitwie warszawskiej. Wydałem o Roweckim jak najlepszą opinię. Przypuszczam, że to przyczyniło się do powierzenia mu kierownictwa ZWZ, później AK. Z Downarowiczem więcej nie stykałem się. W 1943 r. tenże Templer wprowadził mnie na zebranie, gdzie również był płk Tomasz Bogdański oraz czterech czy pięciu nie znanych mi uprzednio mężczyzn, nazwiska ich wyleciały mi z pamięci, na którym zaproponowano mi objęcie stanowiska pełnomocnika czy też zastępcy gen. Andersa w kraju. Nie wiem, czy propozycja ta pochodziła z zagranicy, możliwe to jest, gdyż żona Andersa miała swoje mieszkanie w domu, w którym mieszkałem i do którego zaglądała. I tę propozycję odrzuciłem dlatego, że z Andersem nie pozostawałem w dobrych stosunkach osobistych. Krótko przed wybuchem powstania zgłosił się do mnie były mój pracownik w K-Stelle w Krakowie z propozycją od Bora-Komorowskiego objęcia stanowiska szefa Korpusu Bezpieczeństwa Armii Krajowej. I tę propozycję odrzuciłem, gdyż uważałem, że jestem zbyt stary, a nadto byłem wówczas poważnie chory. Z tego też powodu nie skomunikowałem się z Borem-Komorowskim.

Skreślono: „Tym bardziej jednak na ten temat nie rozpoczynałem rozmowy wobec tego, że Piłsudski sam tych kwestii nie poruszał” oraz „za pośrednictwem mego byłego adiutanta Templera”, nadpisano mnie. Odczytano.

Co w tym takiego niezwykłego? Już tłumaczę. Oto były wojewoda poleski, Stanisław Downarowicz, mason, dobry znajomy innego masona, Władysława Sikorskiego, proponuje, jeszcze w roku 1939, by Rybak objął kierownictwo ZWZ. Wcześniej Niemcy proponowali mu objęcie kierownictwa PCK. Uwaga – mówimy o człowieku, który – jak chcą wszyscy demaskatorzy Piłsudskiego – stworzył legiony, był znakomitym oficerem sztabowym i znał wszystkich prawie z dawnego Biura Ewidencyjnego – z Rongem na czele. Był więc całkowicie nieprzydatny do tej funkcji albowiem Niemcy musieli wiedzieć o nim wszystko. W czasie składania tej propozycji obok Downarowicza i Rybaka stoi niejaki Templer, mąż pasierbicy pierwszego i były adiutant drugiego z czasów kiedy Rybak pracował w krakowskim H-K Stelle. Rybak wykręca się od przyjęcia propozycji i poleca na stanowisko szefa ZWZ Grota-Roweckiego

Rybak zeznaje, że w roku 1943, tenże Templer, który był mężem pasierbicy Downarowicza i jego były adiutantem z czasów służby w Wywiadzie, zaprosił go na zebranie, w którym brał udział pułkownik Bogdański. Na tym zebraniu zaproponowano Rybakowi, by został przedstawicielem gen. Andersa na Polskę. Tej propozycji Rybak także nie przyjął.

Idźmy dalej – tu przed Powstaniem tenże Templer zwraca się do Rybaka w imieniu Bora-Komorowskiego, by Rybak objął stanowisko szefa Korpusu Bezpieczeństwa Armii Krajowej. Nazwisko Templera nie jest w tej informacji wymienione, ale w adnotacji pod protokołem czytamy:

Skreślono: „Tym bardziej jednak na ten temat nie rozpoczynałem rozmowy wobec tego, że Piłsudski sam tych kwestii nie poruszał” oraz „za pośrednictwem mego byłego adiutanta Templera”, nadpisano mnie. Odczytano.

Nie możemy więc mieć wątpliwości, że chodzi o tego samego człowieka. Oficer zeznający na UB może oczywiście kłamać, ale dlaczego akurat w tej sprawie? W przypisie tekstu Staweckiego, w którym znajdują się owe zeznania, a także listy Piłsudskiego do Rybaka znajduje się przypis, który wyjaśnia kim był Templer:

Templer Izydor, adiutant gen. Rybaka, oficer 1 p. strzelców podhalańskich.

Nie mamy wątpliwości o kogo chodzi, prawda? Nie mamy. Oficer 1 pułku strzelców podhalańskich, ożeniony z pasierbicą Downarowicza, który jest obecny w czasie rozmowy z Rybakiem dotyczącej

1. Objęcia kierownictwa ZWZ

2. Inicjuje rozmowę dotyczącą objęcia przez Rybaka funkcji pełnomocnika gen. Andersa w kraju

3. Inicjuje rozmowę z Rybaka z Borem-Komorowskim dotyczącą dowodzenia Korpusem Bezpieczeństwa AK w czasie powstania.

Co możemy znaleźć w sieci o tej fascynującej postaci? Proszę bardzo, oto znaleziska:

TEMPLER Izydor

(1892-?) generał armii izraelskiej, służący w Nowym Sączu. Urodził się 10.06.1892.

Przebieg służby

Oficer armii austriackiej, potem w Wojsku Polskim, w 1. pułku strzelców podhalańskich w Nowym Sączu przynajmniej od 1928 r.: dowódca plutonu i kompanii saperów, oficer materiałowy, a w 1939 r. kwatermistrz pułku w stopniu kapitana. Po klęsce w kampanii wrześniowej w 1939 r. przedostał się do Rumunii, skąd wywieziono GO  do obozu jenieckiego w Niemczech.

Po II wojnie światowej wrócił do Polski, służył w ludowym WP, ale w końcu lat 50. wyjechał do Izraela, gdzie dochrapał się rangi generała.

(IrP)

Źródła

Bóg, honor, ojczyzna. Sądeccy żołnierze i generałowie w służbie niepodległej Rzeczypospolitej” pod RED. Jerzego Leśniaka i Henryka Szewczyka, Instytut Pamięci Narodowej i Fundacja Sądecka, Nowy Sącz-Warszawa 2009

www.muzeumwp.pl

Idźmy dalej.

Przetakówka to także wielokulturowa dzielnica. Wiele majątków należało do bogatych ewangelików, ale mieszkało tutaj także wielu Żydów. Jednym z najbardziej znanych był Wolf Gelb, który posiadał tzw. „Bocoń” przy ul. Zdrojowej 32. Pochodził z Kobyle – Gródka. Gelb na Przetakówce produkował m.in. marmoladę, piwo. Według prasy, do wielkiego majątku miał dojść poprzez machinacje finansowe, jednak nigdy nikt mu nic nie udowodnił. Jego syn Ferdynand ukończył studia prawnicze i otworzył w mieście swoją kancelarię. Obok siedziby rodowej Gelbów, przy ul. Na Rurach, mieszkał kapitan Wojska Polskiego Izydor Templer. Był zięciem Gelba, a zasłynął przede wszystkim z zamiłowania do rowerów i bezinteresownej pomocy, jaką niósł sąsiadom w czasie wielkiej powodzi w 1934 r. W czasie wojny objął odpowiedzialne stanowisko kwatermistrza 1 PSP, a II wojnę światową przeżył na zachodzie Europy. Jego żona i dzieci ukrywały się na Przetakówce. Ich kryjówka została odkryta, wobec czego kobieta z dziećmi została rozstrzelana na wysokości styku ulicy Zdrojowej z Dojazdową.

I jeszcze dalej:

Ciekawą drogę życiową, od oficera armii austriackiej – poprzez kapitana WP – do generała izraelskiego przeszedł Izydor Templer, w 1. PSP dowódca plutonu i kompanii saperów, a następnie oficer materiałowy, w kampanii wrześniowej kwatermistrz pułku. Wraz z żołnierzami przeszedł do Rumunii, skąd został wywieziony do obozu jenieckiego w Niemczech. Po wojnie powrócił do kraju, zgłosił się do LWP, pod koniec lat pięćdziesiątych XX w. wyjechał do Izraela, gdzie dosłużył się stopnia generała.

Ktoś może powiedzieć, że było przecież dwóch Izydorów Templerów – jeden był zięciem Gelba, a drugi był ożeniony z pasierbicą Downarowicza. I to nie mógł być ten sam człowiek. No, ale jak to? W 1 pułku strzelców podhalańskich, był tylko jeden Izydor Templer i na niego właśnie wskazuje Piotr Stawecki w przypisie do zeznań Rybaka. A poza tym jak to możliwe, że facet nazwiskiem Izydor Templer – były austriacki oficer – zostaje z Rumunii wywieziony przez Niemców i przez całą wojnę żyje sobie spokojnie w tych Niemczech, a po zakończeniu tejże wojny wraca do PRL i zaczyna tam karierę? Ta jednak nudzi mu się i postanawia wyjechać do Izraela, żeby zostać tam generałem? Coś tu się nie klei, łagodnie rzecz ujmując. Nie wiemy na ile prawdziwe są informacje zawarte w portalach ziemi sądeckiej, z których je zacytowałem. Interesujące jest jednak to, że wszyscy są zgodni co do tego iż Izydor służył w cesarsko-królewskiej armii. Rybak zaś miał w H-K Stelle adiutanta o takim nazwisku, który – niczym diabeł z pudełka – pojawił się przed nim w sytuacjach, które jasno wskazują na to iż jego rola w strukturach podziemnego państwa była co najmniej dwuznaczna. Pytanie istotne brzmi – czy było dwóch Izydorów Templerów, którzy mieli podobną drogę kariery, wręcz stali obok siebie? Jeden z nich po kampanii wrześniowej znalazł się w Rumunii, a potem w Niemczech, drugi zaś pozostał w Polsce w całkowitej konspiracji. To jest rzecz jasna niemożliwe. A demaskuje nam ten układ Arnold Mostowicz alias Arnold Moszkowicz, który najpierw spisał, a potem podrasował wspomnienia gen. Rybaka.

Oto stosowne fragmenty:

W warszawie był także i Temler. Z nim, Hilarskim i jeszcze kilkoma oficerami prowadziliśmy sklepy komisowe.

Jaką rolę odgrywał w Warszawie Temler, trudno mi powiedzieć. W każdym razie jakąś rolę, i to tajemniczą odgrywał. W kilka dni po mojej wizycie u Lastowiczki ( I sekretarz przy Bevollmaechtige des Generalgouverneurs), zaprosił mnie na śniadanie do swego ojczyma, Downarowicza, byłego ministra spraw wewnętrznych i byłego wojewody w Brześciu nad Bugiem. Śniadanie to jednak z mojej winy nie doszło do skutku. Po kilku dniach Temler ponowił zaproszenie, tym razem na czarną kawę. Zaproszenie przyjąłem, chociaż nieco dziwiłem się natarczywości Temlera i gorącej przyjaźni, którą mi ni stąd ni zowąd zaczął okazywać Downarowicz.

W czasie tej wizyty Downarowicz zaprosił mnie i Temlera do gabinetu na poufna rozmówkę. Opowiedział mi, że jest w kontakcie z Sikorskim, i jako dowód pokazał najświeższe, zaledwie sprzed kilku dni gazety francuskie. Wreszcie zaproponował mi, abym objął kierownictwo i organizowanie Związku Walki Zbrojnej.

Jak widzimy we wspomnieniach Rybaka spisanych przez Mostowicza, Templer nie nazywa się już Templer, ale Temler. Opublikowane jednak przez Staweckiego zeznania wskazują, że chodzi o tego samego człowieka. Mostowicz jednak i Berman, chcieli zapewne by uwaga czytelnika skierowała się ku znanej w Warszawie garbarni „Temler i Szwede”. Idźmy dalej:

Na trzy dni przed powstaniem warszawskim, w sobotę 28 lipca, przyszli do mnie Temler i Bogdański, zawiadamiając, że dowództwo powstania przewidziało dla mnie stanowisko dowódcy armii.

Powstanie wybuchło 1 sierpnia, a w kilka dni później zostałem aresztowany przez Niemców i osadzony na Szucha. Ciekawe, że jednym z punktów oskarżenia przeciwko mnie było to, „że jestem przewidziany przez dowództwo powstania na dowódcę armii”…

Mostowicz zmienił szefa korpusu bezpieczeństwa na dowódcę armii, a Templera na Temlera. Nie wiemy dlaczego tak zrobił, bo cóż mu mogło zależeć na jakimś tam byłym adiutancie Rybaka z H-H Stelle w Krakowie? Po co było zmieniać to nazwisko? Zapewne po to, by oddalić różne podejrzenia od robiącego wówczas – mamy rok 1954 – karierę w LWP Izydora Templera, który niebawem miał zostać izraelskim generałem. Można się wręcz pokusić o hipotezę, że uzupełnienia zeznań Rybaka, które zamieniły się w jego wspomnienia, zostały podrasowane nie tylko przez samego Rybaka, nie tylko przez Mostowicza alias Moszkowicza, ale także przez samego Simona Templara, pardon, chciałem powiedzieć Izydora Templera. Powtórzę jeszcze raz pytanie – czy tylko dlatego Mostowicz i Berman zmienili nazwisko tej postaci, że nie chcieli by ktoś skojarzył ją z pozostającym w służbie LWP Izydorem Templerem? Czy może Izydor Templer rodem z sądeckiej Przetakówki, były oficer austriacki i, oficer 1 pułku strzelców podhalańskich, zięć Gelba, produkującego produkty spożywcze w Sączu i Izydor Templer, adiutant Rybaka w Krakowskiej H-K Stelle, pozostający przez całą wojnę w Warszawie, w bezpośredniej bliskości dowództwa AK to jedna i ta sama osoba? Ja tego nie wiem. Dziwię się jednak, że nikt tego do tej pory nie zbadał, satysfakcjonując się nędznymi ekscytacjami dotyczącymi demonicznego Piłsudskiego i jego podłych podstępów. Dziwię się, że polski oficer, żydowskiego pochodzenia, po służbie w pułku górskim ( a Rybak też służył w pułkach górskich i otaczał się oficerami z brygady podhalańskiej) i praktyce wywiadowczej, zostaje przez Niemców wywieziony z Rumunii i czeka spokojnie na koniec wojny w obozie jenieckim. Być może po prostu za mało wiem o realiach wojennych.

Dodam jeszcze tylko, że we wspomnieniach Rybaka, skreślonych niezrównanym piórem Mostowicza alias Moszkowicza, autora książki „My z kosmosu”, wymienione są inne ciekawe nazwiska, na przykład Pełczyński, albo Gliński…

Życzę wszystkim demaskatorom udanego zdzierania masek i zasłon, życzę im miłego demaskowania Józefa Rettingera. Sam pędzę do kościoła…pa, na razie.

Zapraszam do księgarni www.basnjakniedzwiedz.pl do sklepu FOTO MAG, który na razie jest zamknięty i do księgarni Przy Agorze. Zapraszam też na stronę www.prawygornyrog.pl

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  11 sierpnia 2019.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

Ilustracja tytułowa: Odznaka 1 pułku Strzelców Podchalańskich w Nowym Sączu. Fot. za: Allegro.pl  / wybór zdjęcia wg.pco

*

, 2019.08.13.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski