Nastaje era dużych miast


Na naszych oczach zmieniają się miasta, zwłaszcza te wielkie, które zaczynają żyć swoim życiem odrywając się od życia państwa. – pisze Mirosław Orzechowski na łamach „Aspektu Polskiego”. Ważne wydarzenia życia publicznego mają miejsce w metropoliach, gdzie koncentruje się władza, pieniądz, edukacja i rozrywka. Im większe miasto, tym życie jego mieszkańców bardziej różni się od życia prowincji.

Prezydenci wielkich miast w Polsce jednoczą się walcząc o zmianę przepisów w kierunku zwiększenia swojej niezależności. Czy rządzący polskimi metropoliami oderwą się od władzy centralnej i powstaną „wolne miasta” rządzone przez agendy światowe? Czas pokaże.
Przed 1800 r. w miastach żyło zaledwie 3 procent ludzi. Sto lat temu – co piąty mieszkaniec Ziemi. W 1990 r. mieszkało tam 40 procent ogółu, a w ostatnich latach w obszarach miast mieszka ponad połowa populacji globu. Około połowy mieszkańców miast żyje w miastach dużych – liczących od 100 do 500 tysięcy mieszkańców. Co najmniej 10 procent „mieszczuchów” mieszka w metropoliach liczących ponad milion mieszkańców. Wielkie miasta to wielkie możliwości, ale i duże zagrożenia. Przestrzeń publiczna stwarza warunki, które w małych miejscowościach pojawiają się sporadycznie. Specyfiką dużych miast są zamieszki uliczne, wypadki komunikacyjne, korki, narkotyki, broń, napady, kieszonkowcy, monitoring, epidemie, awarie sieci ciepłowniczej, wodociągowej. Każde miasto ma swoją „ciemną” dzielnicę. W Warszawie jest to Praga-Południe, w Krakowie – Nowa Huta, a w Łodzi – Stare Bałuty.

Coraz gorzej umiemy się bronić. Kiedyś w Polsce uczono obrony cywilnej w szkołach. Gdy po transformacji porzucono takie kursy, mniej Polaków umie odpowiednio reagować na pojawiające się zagrożenia. Mamy problemy z obsługą gaśnicy, rozróżnieniem sygnałów alarmowych i właściwie nie wiemy, co mielibyśmy ze sobą zrobić w razie zagrożenia życia. Znajomość numeru telefonu ratunkowego to jednak za mało. Jedni mieszkańcy są aż za bardzo zapobiegliwi, a drudzy nie trudzą się myślą o niebezpieczeństwach. Ci pierwsi inwestują w porządne drzwi z kilkoma zamkami, w kraty w oknach, w systemy alarmowe. Kupują mieszkania na strzeżonych osiedlach i chodzą na kursy samoobrony. Ci drudzy są mało czujni – wpuszczają obcych do klatki schodowej, nie sprawdzają kto dzwoni przez domofon, nie przepędzają meneli nocujących na klatkach schodowych i piwnicach. Zanika kontrola społeczna. Ludzie stają się coraz bardziej anonimowi. Socjologowie nazywają to zjawisko znieczulicą miast – „byle w moim domu było ładnie i wygodnie”. Stare, wysokie blokowiska zamieniają się w coraz bardziej nieprzyjemne miejsca, w kontraście do wypielęgnowanych, nowych osiedli otoczonych murami i szlabanami. Społeczność dużych miast ulega coraz większemu rozwarstwieniu. Tak dzieje się w Polsce i na świecie. To specyfika obecnych czasów. Problem ten potęguje wzrastająca liczba imigrantów – na Zachodzie Europy imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu, a w Polsce – imigrantów z Ukrainy i Dalekiej Azji. Nic dobrego nie wyniknie z tego gwałtownego mieszania się ludzi różnych kultur, z różnych stron świata.

Współczesne miasto zmienia się, a w wraz z nim zmieniają się zachowania jego mieszkańców. Troska o ekologię, która urosła do rangi ideologii i niemal religii, wyrzuca auta z centrów miast i kreuje modę na piesze marszruty. Miejskie wypożyczalnie rowerów opanowały już nawet małe miasta. Tradycyjne taksówki zastępowane są współdzielonymi autami (korzystasz i zostawiasz dla innych) i jednośladami. Coraz bardzie popula ne są hulajnogi tradycyjne i hulajnogi z napędem elektrycznym. Z jednej strony dogadza się ludziom stawiając ławki solarne z możliwością ładowania smartfonów i podgrzewania siedziska oraz montuje się „źródełka” z wodą do picia, a z drugiej strony likwiduje się publiczne toalety z centrów miast. Dominującym modelem urbanizacji staje się idea inteligentnych miast – smart city. Miasta coraz bardziej szpikuje się elektroniką. W przyszłości drogi mają się stać platformą komunikacji cyfrowej. Mają powstać inteligentne jezdnie, które będą mogły na przykład informować kierowcę, że nie daleko doszło do wypadku i zaproponują objazd. Gdy ktoś niespodziewanie zjedzie z drogi, jezdnia powiadomi pogotowie ratunkowe. Smart city ma mieć oko na wszystko i na wszystkich. Pojawi się monitoring z ziemi i nieba. Wizja dronów patrolujących niebo nie jest już taka odległa. Drony zajmą się nami i naszymi kominami – zbadają skład spalin z naszego pieca; czy przypadkiem nie łamiemy przepisów antysmogowych. „Inżynierowie świata” – globaliści chcą, by wszystkie metropolie zostały ujednolicone i obsłużone przez sztuczną inteligencję z wykorzystaniem systemu 5G – piątej generacji. Dąży się do homogenizacji, czyli by wszystko było takie same. Takie same sklepy, takie same miasta, takie same wyposażenie domów, pod czujnym okiem elektronicznych sensorów. Pewnie się to nie uda, ale warto się przyglądać tendencjom.

Powoli przyzwyczajamy się do bycia obserwowanym w przestrzeni publicznej – w galeriach, kinach, na dworcach i w autobusach naszpikowanych najnowszymi technologiami. W niedalekiej przyszłości system, który wykrywa postacie na ulicach ostrzegając nas przed kolizją, rozpozna nasze twarze i zapamięta. Ciekawe, jaki użytek ktoś zrobi z wiedzy o naszych przejażdżkach, spacerach i zakupach? Komu przyniesie korzyść ten „cywilizacyjny skok”? Czy w imię wygody czy bezpieczeństwa warto zgadzać się na podglądanie i inwigilację? Ale już prawie nikt nie zadaje takich pytań. Liczy się pęd ku światu nowych technologii. Indywidualny transport w metropoliach też ma być „inteligentny”. Hitem stają się elektryczne hulajnogi i skutery. W efekcie tej „nowoczesności” pieszy coraz bardziej musi uważać, bo wokół śmigają rozpędzone hulajnogi, rowerzyści i inne pojazdy nie z tego świata nazywane „innowacyjnymi autami elektrycznymi”. Dla młodych oraz dla turystów może to frajda, ale nie dla ludzi w podeszłym wieku lub niedowidzących.

Między dużymi aglomeracjami trwa rywalizacja o bardziej atrakcyjną ofertę handlową, biznesową, imprezową. Na przykładzie wielkich miast widać najlepiej współczesne tendencje. Dąży się do stworzenia cywilizacji tłumów, do budowania człowieka masowego, który na zawołanie chętnie weźmie udział w biegu ulicznym, z radością odda się rekreacji w stylu jogging lub treningowi na skwerkowych siłowniach. Żeby uatrakcyjnić życie miast, miejskie władze organizują uliczne eventy: koncerty, kiermasze, korowody, wybiegi dla modelek, a nawet podwórkowe prelekcje. Ma to niby służyć integracji mieszkańców miasta i być atrakcją dla turystów. Temu zamieszaniu towarzyszy głośna muzyka i wyłączanie odcinków ulic z ruchu samochodowego, gdy pędzą biegacze w modnych dzisiaj biegach ulicznych. Zabawę przeniesiono na ulice i urządzono na nich cyrk. Wcześniej, w imię ratowania zwierząt, wyeliminowano tradycyjne cyrki. Aż żal, że nasze wnuki nie poznają nastroju cyrków pod namiotem! Z powodu podwyżek czynszów i uciążliwego hałasu starzy, zasiedziali mieszkańcy wyprowadzają się z centrów miast. Czy w Polsce stanie się tak jak w Goerlitz? W tym przygranicznym niemieckim mieście odnowiono starówkę. Wypacykowano bruki, wyzłocono domy i pewnie podniesiono czynsze. Efekt jest imponujący, tylko że te piękne domy stoją puste. Stworzono przestrzeń atrakcyjną dla turystów, ale bez mieszkańców. W rezultacie miasto to przypomina bardziej skansen, niż żywą tkankę miejską.

Architekci i naukowcy zajmujący się zagadnieniem „tożsamości miast” twierdzą, że centra większości miast mają swoją specyfikę, a obrzeża miast są do siebie podobne. Tak jak wieża Eiffla nadaje tożsamość Paryżowi, tak Pałac Kultury w Warszawie jest częścią naszej powojennej historii. Szkoda, że jest zasłaniany drapaczami chmur. Za chwilę nie rozpoznamy centrum Warszawy. Czy będzie można jeszcze poczuć polskiego ducha i zobaczyć ślady wojennej martyrologii tego miasta? Już wiemy, że Muzeum KL-Warschau nie powstanie. Panuje cisza wokół tego niemieckiego obozu zagłady, który mieścił się w centrum, przy Dworcu Zachodnim. Podobnie jest w innych wielkich polskich miastach, które odzierane są z polskości. Przykładem jest Wrocław. „Hala Ludowa” zmieniła nazwę na „Halę Stulecia”, bo tak się nazywała za czasów Trzeciej Rzeszy!

W Polsce nastała moda na rewitalizację centrów miast. Wszystkie miasta upodabniają się do siebie. Według tego samego szablonu układa się niewygodne bruki i montuje modne urządzenia małej architektury – drzewka oraz oświetlenie i fontanny wypływające z płyt chodnikowych. Unia nie „daje” na to pieniądze, a włodarze miast chętnie z tego korzystają. Ale czy służy to naszym miastom? Znikają placyki handlowe i targi warzywno-owocowe. Wyrzuca się je poza obręb śródmieść. Zwyczajny mieszkaniec nie ma tam czego szukać. Centra miast stały się przestrzenią przyjazną dla turystów, nie dla mieszkańców; zwłaszcza dla kobiet w butach na obcasach. Następuje przesunięcie handlu detalicznego do centrów handlowych, które oferują pełen pakiet zakupowy, z rozrywką włącznie. Małe sklepy z różnościami na dawnych rynkach, zastąpione zostały knajpkami, punktami usług bankowych i secondhandami. Wielkie miasta postawiły na „turystyfikację” i „studentyfikację” i to pod ich potrzeby przekształcane się nasze miasta. Zwyczajny człowiek czuje się nieswojo. Przechadzając się po centrach Krakowa, Wrocławia, czy Gdańska częściej słyszy się obcą mowę, niż naszą ojczystą. Wobec napływu „nowych ludzi”, nasze tradycyjne śródmieścia przestały być nasze. Zatraciły swojskość. Na naszych oczach realizowania jest utopia wielokulturowości. Europejskie duże miasta coraz bardziej przypominają Wieżę Babel, gdzie roi się od różnych kultur, ras i języków. Proces ten może prowadzić do powstania miejskich gett, w których zamieszkają ludzie biedni i ci, którzy nie akceptują nowych trendów, oskarżeni o nietolerancję, ksenofobię i rasizm. Trwa rewolucja. W rosnących aglomeracjach oswaja się ludzi z dewiacjami promowanymi w „paradach równości”. Stwarza się „nowego mieszczanina” często mówiącego o „otwartości” i „tolerancji”, któremu nie przeszkadzają ryki wydobywające się z nocnych lokali, ale któremu przeszkadzają dzwony kościołów, uliczne krzyże i figury świętych.

MIROSŁAW ORZECHOWSKI

Napisz do nas, podziel się swoim zdaniem! 
Czekamy na Twoją opinię! 
Adres: 90-955 Łódź 8, ul. Piotrkowska 17, skrytka pocztowa 22
e-mail: [email protected]

Źródło: ASPEKT POLSKI , 3 sierpnia 2019.

*

Ilustracja tytułowa: Los Angeles, Kalifornia, USA – Fot. za: Medioimages/Photodisc/Photodisc/Getty Images. / wybór zdjęcia wg.pco

*

, 2019.08.17.
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci