Prof. Dr Andrzej Targowski – Inżynierowie nie gęsi i swój rozum mają


clip_image002

Celem tego opracowania jest zarejestrowanie osobistych wrażeń z przebiegu Pierwszego Światowego Zjazdu Inżynierów w Warszawie w dniach 8-10 września 2010 r. Wrażenia te na pewno różnią się od oficjalnej wersji. Do napisania ich skłonił mnie; trzeci dzień obrad, zakończony sesją, na której zamknięto nam głos oraz reprymendy, jakie mi udzielił prof. Andrzej Nowak, Przewodniczący Rady Programowej Zjazdu (na piśmie). Najpierw skrytykuję Zjazd a potem podam pozytywne wnioski. (…)

Inżynierowie nie gęsi i swój rozum mają

W dniach 8-10 września 2010 r. obradował Zjazd Inżynierów Polskich w Warszawie, w gmachach Politechniki Warszawskiej i Naczelnej Organizacji Technicznej. Zjazd ten był pierwszym tego rodzaju po 1989 r. W zjeździe wzięło udział 400 polskich inżynierów, w tym 60 z mieszkających na obczyźnie. Wygłoszono 75 referatów i dyskutowano w kilku panelach. Organizacja Zjazdu była bardzo dobra, tak na Politechnice Warszawskiej jak i w NOT; dobrze dobrane sale, punktualne sesje, dobre jedzenie, świetne bankiety, oraz mili i uczynni organizatorzy. Przede wszystkim bardzo serdeczni uczestnicy, zgodni , uśmiechnięci i pozytywni, mający wiele do powiedzenia.

BEZ CELU?

Sloganem zjazdu było „Polacy Razem.” Celem zjazdu był…i tu cele różnią się od miejsca publikacji. Na witrynie zjazdu (call for papers) celem jest: „generowanie i zastosowanie naukowo-technicznych osiągnięć w przemyśle (polskim).” W imiennym zaproszeniu na Zjazd natomiast pisze się, że chodzi o promowanie polskiej techniki za granicą. Natomiast w kolorowym, finalnym programie cel zjazdu nie jest podany wogóle. Wprawdzie każdy dzień ma swoje hasło, ale niezgrane z wymienionymi celami. Kropkę nad „i” stawia Prezes NOT Ewa Mańkiewicz-Cudny, która pisze, że „chodzi o to (na Zjeździe), jak naukę wprzęgnąć do przyspieszenia konkurencyjności i innowacyjności naszej gospodarki.” (Przegląd Techniczny, nr. 18:5, 2010). Czyli nie chodzi o inżynierię, a może jest ona synonimem nauki? Jeśli zgodzimy się, że najprawdopodobniej organizatorom chodziło o transfer nauki i techniki „w obie strony,” to żaden z 75 referatów nie traktuje o tych sprawach. W tym były tylko 3 referaty z zagranicy (w tym jeden sponsorski, marketingowy) również „nie na temat.” Potwierdza to prof. R. Tadeuszewicz (rektor AGH), gdy pisze, że „referaty (z informatyki) są rozrzucone tematycznie i nie dają żadnego spójnego obrazu.” (Przegląd Techniczny, nr. 18:14, 2010). Dwa referaty plenarne, wprowadzające, były ciekawe, ale nie nadające celowo-zorientowanego rytmu prac Zjazdu. Można oszacować, że Zjazd kosztował organizatorów i uczestników ok. 600,000 zł. a może i więcej, wliczając wysokie koszty uczestników z zagranicy. Trzeba mieć dużo odwagi by tak drogi Zjazd organizować bez dobrze zdefiniowanego celu głównego i dobrze postawionych pod-celi dla referatów głównych i sekcyjnych. Bowiem wydaje się, że celem zjazdu było bicie piany dla PR-owskich potrzeb krajowych. Nic dziwnego, że Komisja Wnioskowa nie przedstawiła żadnych wniosków i Zjazd nie mógł ich przegłosować, co jest niespotykane dla tego rodzaju spotkań. Kuriozum zjazdowe. Gdyby jednak chciano by celem było „Polacy Razem” to sprawdzone spotkania są raczej w ramach wydziałów czy dyscyplin. Bowiem na takich spotkaniach, uczestnicy znają się z czasów studiów/sympozjów i spotykają się ze swymi profesorami. Na tym zjeździe nie znaliśmy się, bowiem pochodzimy z różnych dyscyplin. Szkoda, ze skoro chciano byśmy byli „razem” nie dano nam listy i adresów uczestników, abyśmy lepiej poznali się? Ja na przykład spotkałem Kolegę, z którym wiecowaliśmy w Październiku 1956 r. w tejże głównej auli PW, dziś pięknie odnowionej. Była to bardzo serdeczna rozmowa po 54 latach i wspomnienia o odebranych stypendiach.

LUKA KOMUNIKACJI SPOLECZNEJ

Nie tylko ewentualna luka technologiczna czy naukowa różni III RP od zaawansowanych państw świata. Najbardziej różni kraj od zagranicy luka w komunikowaniu się podczas zebrań. Luka ta bardzo hamuje postęp, skoro nie umiemy dogadać się. Zacznijmy od tego, że pierwszego dnia straciliśmy 2 pełne godziny na przywitania gości (czyli dygnitarzy), którzy musieli wygłosić dwu-stopniowe przywitania. Najpierw ów wiceminister mówił nam w swoim imieniu „jak się bardzo cieszy, że widzi nas.” Potem utwierdzał nas, że „jego szef/szefowa cieszy się jeszcze bardziej od niego, że my tu jesteśmy.” Żaden z nich nic nie powiedział nam konkretnego, np. czego od nas oczekuje rząd i jak on może nam pomóc w spełnianiu tych oczekiwań. Liczę, że zdradzą oni nam owe „tajemnice,” gdy w październiku br. przyjadą na naszą konferencje do San Francisco. Jest to miasto, gdzie można nie tylko „zgubić serce, “ ale i najlepiej rozwiązywać polskie problemy, przy lampce gine-fizz. W Ameryce Północnej, wprowadzanie gości (a tacy też tu są) zajmuje 5 minut i nie ma prezydium, gdy jest wygłaszany referat. Jeśli chodzi o Zjazd to zapowiadany bardzo wysoki polityk-patron zwiódł i nie przyszedł.

W Polsce wygłaszanie referatów odbywa się w sekcjach „ciurkiem,” bez czasu na pytania i dyskusje. Tak też omal było na sesjach informatyki (pamiętamy jedna była „dobra” a „druga zła”). Gdy spytałem moderatora sesji „lepszej”, czy będzie czas na pytania i dyskusję, zaskoczony, nie dał jasnej odpowiedzi, potem po pierwszym referacie wraz z referującym opuścili salę. W tej „lepszej” sesji referaty miały charakter historyczny, na który to temat publikuję, a nawet do pewnego stopnia jestem częścią tej historii (50 lat nieprzerwanej pracy w tej dziedzinie), referenci nie byli zainteresowani dyskusją. Ale jakoś tam było. Wyjaśniono mi potem, ze ten styl referowania bierze się stąd, że gdy wysoki przedstawiciel administracji publicznej wygłasza referat, to nie życzy sobie żadnej dyskusji i wychodzi zaraz, bowiem „nie ma czasu.” W Ameryce Północnej taki styl referowania jest niemożliwy. Pikanterii dodaje fakt, ze w Polsce pisma naukowe czy fachowe upadają. Kadra uczelni publikuje w tzw. pismach filadelfijskich, czyli zbiera punkty do awansu, ale w Polsce tych pism nikt nie czyta, zwłaszcza w praktyce, podobnie jak i w USA. A przecież nie wszyscy są naukowcami. W informatyce było kiedyś takie pismo naukowo-fachowe, ale upadło z braku…autorów po 1989 r. Kiedy mieszkałem w Polsce to współzałożyłem i współredagowałem Maszyny Matematyczne/Informatykę (1966-77) i mięliśmy wówczas nadmiar autorów. Jak zatem można rozwijać naukę i technikę w informatyce (i innych dziedzinach) bez tego rodzaju pism i bez dyskusji na sympozjach?

LUKA DEBATY

W ostatniej sesji miano zatwierdzić wnioski, ale takich nie zebrano ani nie opracowano. Przedstawiono nam deklaracje o „doniosłości postępu technicznego” i tego typu sformułowań, jakie dzięki temu właśnie zjazdowi dało się zauważyć. Rozczarowany, zgłosiłem wniosek o powołanie Światowej Rady Polskich Inżynierów. Dostałem spore oklaski. Komisja Programowa, która przekształciła się de facto w Biuro Polityczne Zjazdu ostro sprzeciwiła się temu wnioskowi. Obiecano, że w ciągu 3 lat opracuje się statut takiego ciała i dopiero wtedy można głosować. Ponadto Zjazd 400 osobowy (ostatniego dnia na sali wciąż było około 300 inżynierów) nie ma mandatu a co najgorsze trzeba by było powołać komisje skrutacyjną, a to przecież nie ma sensu (jak, dla kogo?). Próbowałem argumentować, ale pewna osoba (nie inżynier) „moderowała” zebranie, czyli nie chciała mi udzielać głosu albo go przerywała arogancko. Przewodnicząca sesji nie musiała się narażać na trudności niesfornych dyskutantów, takich jak ja. Dla mnie było to novum w technice prowadzenia dyskusji. Gdy niektórzy prezesi zagranicznych stowarzyszeń zorientowali się, że „Warszawa” nie daje zgody, wówczas i oni sprzeciwili się mojemu wnioskowi. Namówiony przez Kolegę z Francji zgłosiłem drugi wniosek, że gdy „Warszawa” nie chce światowej rady, to może utworzymy Polonijną Radę Inżynierów. Sprzeciw był jeszcze większy, bowiem „Warszawa” poczuła się wykluczona. Argumentowałem, ze według Zasad Robertsa (Robert’s Rules of Order), wniosek poparty jednym głosem MUSI być poddany pod dyskusję, a następnie przegłosowany. Ale w Polsce nikt o takich zasadach nie słyszał a tym bardziej nie musi ich stosować. Prof. Andrew Nowak (przewodniczący Komitetu Programowego Zjazdu) zna te zasady, stosuje je w USA, ale w Polsce nie chce ich stosować? Czy jest to etyczne? Rzecz w tym, że „Warszawa” chce sobie podporządkować inżynierów z zagranicy i sama przyniesie skład Rady „w teczce, “ bowiem niepewna jest głosowania. Na to jednak potrzebuje 3 lat. Licząc się z typowym poślizgiem zajmie to jej pewnie 5 lat. A co by się stało gdyby powołać taką Rade na tym Zjeździe? A statut opracować bardzo krótki na jednej stronie? Gdyby wniosek był zły to by i tak przegrał w głosowaniu. Ale widać bano się głosowania. Pragnę zauważyć, że żadna tego typu rada nie będzie przeciw „Warszawie, “ bowiem w jej składzie będą polscy patrioci. Dziwne, że takiego wniosku organizatorzy nie przygotowali zawczasu, skoro przygotowywali zjazd 2 lata? Gdy zostanie powołana Federacyjna Rada tylko oparta o prezesów stowarzyszeń, można z góry przewidzieć jej bezwład. Nie słyszałem żadnego wniosku podanego przez owych prezesów. To nie znaczy, że prezesi nie mogą zasiadać w takiej radzie. Wniosek z sali (kolegi Piotra Letowta-Vorbeka z Południowej Afryki) o uzupełnienie Komitetu Programowego, Biuro Polityczne Zjazdu też uznało za niewłaściwy, bowiem ten Komitet wybiera się sam, niezależnie od wyników jego działania. Po sesji, na korytarzu, paru kolegów z Kraju poskarżyło mi się, że ich nie stać na tak otwarte zabieranie głosu jak kolega Piotr i ja to robiliśmy. Boją się. Smutne. Na koniec, laureat Medalu NOT-2010, consulting professor Piotr D. Moncarz ze Stanforda skarcił mnie i powiedział, ze tu nie chodzi o żadną Radę tylko o pomoc Polsce. Ba! Eureka!

NIECHCĄ NAS W KRAJU?

Nas fachowców nie chcą w Kraju. Stawiam taką tezę po próbach wielokrotnie podejmowanej współpracy z Krajem. Aby udowodnić tę tezę, niech mi czytelnik wybaczy, że wymienię owe projekty, ale zostałem do tego sprowokowany:

1. Popularyzowanie funkcjonowania samorządu w demokracji w 1990 r. w ramach amerykańskiej delegacji, z którą odwiedziłem kilka miast. Był to wyjątkowo udany projekt, bowiem w USA zorganizowała nas prof. Joanna Regulska z Rudgate University a w Polsce koordynował nasze seminaria prof. Jerzy Regulski, Jej ojciec, Pełnomocnik Rządu ds. Samorządu.

2. Opracowanie projektu funkcjonowania 500 Urzędów Pracy, w tym ich skomputeryzowanie. Projekt trwał 2-3 lata ( w połowie lat 1990-tych) a mój udział skończył się, gdy pewien decydent dał mi do zrozumienia, ze zarabia za mało…..

3. Kierowanie Światową Radą ds. Badań nad Polonią (2001-2007), powołany przez ostatniego premiera Rządu Londyńskiego, prof. Edwarda Szczepanika. Zorganizowaliśmy kilka konferencji, zaktywizowaliśmy kilkudziesięciu polskich historyków, wydaliśmy 2 roczniki pt. Polonia. Ale ani Wspólnota Polska ani Senat nie zatwierdził naszych wniosków o dofinansowanie (po wypełnieniu kilkudziesięciu a może i więcej stron formularzy). Kto czyta wasze ksiązki? Padało zawsze pytanie. Finansowałem z własnej kieszeni pracę sekretarza biura w Warszawie oraz moje podróże do Kraju (dwie rocznie), po czym zrezygnowałem z tej syzyfowej pracy. Pewien pozytywny efekt był w postaci, że z racji mojej funkcji —powołałem Radę Polskich Inżynierów Ameryki Północnej, której obecny prezes prof. Andrzej Nowak, przyczynił się do zorganizowania niniejszego zjazdu.

4. W 2001 r. na Światowym Zjeździe Polonii spędziłem kilkanaście godzin w Komisji Wnioskowej. Wnioski zbierałem, uzgadniałem, redagowałem, prezentowałem i przepychałem przez glosowania. Potem nikt tych wniosków nie wykonał.

5. W 2008 r. wygrałem konkurs na opracowanie Strategii Rozwoju Polskiego Społeczeństwa Informacyjnego na lata 2009-2013, w ramach pewnej znanej amerykańskiej firmy konsultacyjnej (100 punktów na 100 możliwych). Po opracowaniu założeń, opracowałem projekt techniczny z architekturami systemów, ich fazami i terminami wykonania. Jednak zleceniodawca (MSWiA) zażądał, aby tego typu „szczegóły” zastąpić ogólnikami. Pomyślałem, jaki to mądry człowiek. Nie chce za nic odpowiadać, tylko chce mieć podkładkę ze znanej amerykańskiej firmy. Jednak, został on wymieniony na nowego wiceministra z Poznania, który ma nie tylko etyczny zapał do sprawy i zawodu, ale ma także „serce do informatyki.” Oby mu się udało.

6. W latach 2000-tych wykładałem informatykę na jednej z polskich uczelni (za grosze w porównaniu do mojej amerykańskiej pensji i w bardzo uciążliwym dla mnie harmonogramie), aby być w kontakcie z polską informatyką, do której wciąż mam emocjonalny stosunek. Jednak z chwilą, gdy mi powiedziano, że mój stopień dożywotniego profesora zwyczajnego amerykańskiego uniwersytetu nie jest porównywalny ze stopniem „belwederskim” tego samego dnia wróciłem do domu w USA.

7. Opublikowałem w latach 1980-2000-tych kilka książek na aktualne tematy Polski; „Red Fascism,” „Obrona Polski dziś i jutro,” „Chwilowy koniec historii,” „Dogonić czas,” „Losy Polski i świata,” „Wizja Polski,” „Obserwacje z USA,” „Spojrzenie na Polskę z USA,” „Informatyka bez złudzeń” (oraz 8 książek po angielsku ale nt. cywilizacji i informatyki, po 1980 r.). Część tych książek o Polsce wydałem własnym sumptem.

8. Z uporem maniaka, opublikowałem ponad 500 felietonów i nadal je publikuję pod tytułem „Obserwacje z USA” w polonijnych mediach.

9. W październiku 2010 r. powinienem podzielić się moim wstępnym projektem dla Krajowego Systemu Informatycznego Amerykańskiej Służby Zdrowia z naszymi krajowymi partnerami. Obecna Minister Zdrowia i Wiceminister ds. Informatyki w MSWiA robią bardzo dobre wrażenie i chyba tej szansy nie zmarnują.

10. W 2010 r. wziąłem udział na swój koszt w tym zjeździe, przekonawszy się, że nasz udział z zagranicy jest tylko ornamentem dla krajowych rozgrywek.

Panie Profesorze Moncarz, teraz jest kolej na Pana. Życzę powodzenia.

INŻYNIERIA PROGRAMU

Po tej nieprzyjemnej dla organizatorów a i dla mnie też, krytyce Zjazdu-2010, przejdę do konstruktywnych propozycji, wokół jakich tematów powinniśmy skupić nasz intelektualny wysiłek, co do zapewnienia innowacyjności i konkurencyjności polskiej gospodarce:

Jaki jest stan polskiej nauki i techniki w porównaniu z przodującymi państwami, szczególnie porównywalnymi do Polski, jak na przykład Hiszpania?

Jaka jest rola polskiego, krajowego inżyniera w dobie opanowania polskiej gospodarki przez firmy europejskie i globalne, które mają świetny dostęp do najnowszej nauki i techniki inżynierskiej?

Który z czynników najbardziej warunkuje polską innowacyjność i konkurencyjność; zasoby (węgiel, gaz, wykształcenie…), zapotrzebowanie (charakter rynku), cele i struktura firm (ucieczka biznesmenów zagranicę —„Kulczyk,” „Krauze” i inni), kooperujące przemysły (czy są te właściwe?), szanse w gospodarce europejskiej i globalnej (znajomość szczelin), czy polityka rządu (zbyt długie otwieranie firm i złe opodatkowanie)? Czy te czynniki wzajemnie się wzmacniają czy eliminują? Firmy wygrywają, gdy rząd danego kraju pozwala im na najszybszą akumulację talentów, kapitału i wiedzy. Te kraje wygrywają, w których polityka popiera długo-falowy rozwój firm. Czy tak jest w Polsce? A jak nie to, co należy zrobić by stan ten poprawić?

Jaka strategia (westernizacja, modernizacja czy konflikt) nauki i techniki oraz handlu powinna obowiązywać polskie firmy i inżynierów w nich zatrudnionych w dobie wojny Cywilizacji Zachodniej i Wschodniej z Cywilizacją Islamską oraz współdziałania z pozostałymi cywilizacjami (Buddyjską, Hinduską, Chińską, Japońską i Afrykańską)? Czy Cywilizacja Globalna funkcjonuje w Polsce, będącej członkiem Cywilizacji Zachodniej?

Jaki model rozwoju gospodarki oraz nauki i techniki należy przyjąć dla Polski? Amerykański, Japoński, Chiński, Tajwański, Singapurski, Niemiecki, Francuski, czy Fiński a może jeszcze inny?

Jak uchronić Polskę przed przeniesieniem produkcji do krajów o tańszej sile roboczej? Czy gospodarka usługowa jest korzystna dla Polski? W takiej gospodarce rola inżynierów maleje. Na przykład wskutek likwidowania przemysłu wytwórczego w USA, zwalnianym inżynierom oferuje się przekwalifikowanie na pielęgniarzy/pielęgniarki. Czy w Polsce jest zapotrzebowanie na ten zawód?

Jakie powinny obowiązywać zasady etyczne polskiego inżyniera w dobie przyspieszonej automatyzacji i informatyzacji, które prowadzą do nierównomiernego rozwoju, w tym do strukturalnego bezrobocia i rozwarstwienia społeczeństwa na wysokiej klasy specjalistów i prostych ludzi, których kwalifikacje sprowadzają się do naciskania jednego klawisza – „enter.” Czy należy jak najszybciej uruchamiać wykłady z Technozofii, aby uwrażliwić polskich inżynierów na owe nowe wyzwania etyczne Cywilizacji Globalnej?

Jakie są potrzeby polskiej gospodarki (w tym polskiej nauki i techniki) na współpracę z polonijnymi inżynierami?
Jakie są możliwości polonijnych inżynierów i ich stowarzyszeń w udzielaniu skutecznej pomocy polskiej gospodarce oraz nauce i technice?
Jakie kwalifikacje powinien posiadać polski inżynier, aby sprostać wymaganiom konkurencji europejskiej i globalnej? Czyli jak kształcić i doskonalić polskich inżynierów?

Czy Polska jest przygotowana organizacyjnie do skutecznego sterowania rozwojem polskiej nauki i techniki? A jeśli nie jest to, co należy ulepszyć?
Czy polonijne organizacje inżynierskie są przygotowane organizacyjnie do skutecznego pomagania polskiej nauce i technice? A jeśli nie są, to, co należy ulepszyć?
Inne.

Nie przypominam sobie, aby te tematy (z wyjątkiem tematu nr. 10, który częściowo był dyskutowany) były omawiane na Zjeździe (temat nr. 7 poruszyłem w swoim referacie)? Zapewne do czasu zorganizowania następnego zjazdu za 3-5 lat, dojdą nowe tematy, a podane tu tematy mogą ulec przedawnieniu.

RADA NA RADY (resortowe)i CO DALEJ?

Jeśli rzeczywiście komuś zależy, aby polska gospodarka była innowacyjna i konkurencyjna stosunkowo szybko, to nie należy czekać parę lat do następnego zjazdu inżynierów tylko:

A. Poprosić Premiera, aby wydał zarządzenie dokooptowania po 1-3 inżynierów polonijnych do resortowych i państwowych rad naukowo-technicznych.

B. Utworzyć fundusz dla pokrycia działalności ekspertów polonijnych w radach resortowych i państwowych.

C. Utworzyć fundusz na tłumaczenia i publikowanie prac specjalistów polonijnych w Polsce.

D. Sfinansować wydawanie kwartalnika POLISH ENGINEERING dla bibliotek światowych, polskich placówek dyplomatycznych i polonijnych stowarzyszeń oraz marketingu polskich firm.

E. Zerwać z dyskryminowaniem polskich profesorów z uczelni zagranicznych i na przykład zmienić zapis w nowej ustawie o szkolnictwie wyższym o tym, że polski dożywotni profesor zwyczajny z zachodniego uniwersytetu może być co najwyżej profesorem nadzwyczajnym w Polsce, gdy zechce przyjechać na wizytujące wykłady? Dla informacji podam, że zrobienie tzw. tenure w USA jest znacznie trudniejsze niż zrobienie habilitacji w Polsce, w sytuacji gdy najlepsze polskie uniwersytety znajdują się w piątej setce uczelni świata? Miedzy innymi z powodu braku w Polsce anonimowo oceniających periodyków naukowych.

F. Skoro NOT ma taką awersję do światowych rad, to może niech Rada Rektorów Politechnik zorganizuje Światowe FORUM Inżynierów Polskich [Polish Engineers’ World Forum (luźne)]. „Prezydencja” przechodziłaby co roku, albo co 2 lata z politechniki do tej politechniki, która organizuje zjazd w następnym cyklu (co roku albo co 2 lata). Coś na wzór Forum Ekonomistów w Dusznikach, czy w Davos. Wzorce są. Bardziej szczegółowe rozwiązania wypracują się w toku działań. Bowiem my inżynierowie, zwłaszcza uczelniani, zawsze dojdziemy do porozumienia, gdy obcy nam nie „zamoderują” debaty. Bowiem my inżynierowie nie gęsi i swój rozum mamy. Rotacja, giętkość, otwartość a przede wszystkim wyobraźnia i mocna wiedza oraz myślenie out of the box jest warunkiem innowacyjności. Ponadto mamy wiele świetnie zorganizowanych politechnik, których nie trzeba uczyć współpracy międzynarodowej. Koleżanki i Koledzy z politechnik, czas zacząć tego „inżynierskiego poloneza” na światowym parkiecie wymiany idei. Proszę nie zapomnieć o zaproszeniu przedstawicieli NOT do tego FORUM.

G. Kiedyś Polska Kolonialna miała oko na Madagaskar, gdzie swego czasu mianował się królem, (polski patriota, zesłany na Syberię po Powstaniu Konfederacji Barskiej, skąd uciekł do Afryki) hr. Maurycy Beniowski (1746-1786), który jednakże żył z piractwa i od którego imienia legenda powiada, że została nazwana sąsiednia wyspa Mauritius (Holendrzy twierdzą, że od imienia księcia Maurice of Nassau). Kolega Piotr Letowt-Vorbek powiedział mi, że Południowa Afryka (niedaleko od Madagaskaru) byłaby otwarta na import polskiej myśli technicznej, z którego to państwa uciekają Anglicy. Może któraś z politechnik, np. bliska morzu podjęła by się zorganizowania naszego FORUM w tym kraju za 2 lata? Podobno pomoc od lokalnego rządu jest możliwa do uzyskania. Podróż ciekawa a możliwość sukcesu prawdopodobna? Byłaby tu szansa dla wykorzystania polskich inżynierów-stoczniowców i specjalistów od morza. Bowiem Płd. Afryka jest morskim krajem i dość zamożnym.

KONKLUZJA

1. Transformacja instytucjonalna Polski po 1989 r. udała się, natomiast transformacja mentalna wciąż trwa i będzie trwać jeszcze 30 lat (dwa 25-letnie pokolenia po 1989 r.). W Polsce mamy do czynienia z fermentacją wina społecznego, którego nie da się ani przyspieszyć ani spowolnić. W Polsce nawet panuje psychologiczna wojna domowa, która odbija się na funkcjonowaniu społeczeństwa, które rozwija zdolności do konfliktowania, zwłaszcza gdy jest motywowane przez media, szukające good show. Czego wyrazem, jest przebieg ostatniej sesji omawianego zjazdu.

2. Stan w partiach politycznych jest podobny, nęka ich brak dobrych programów i dyskusyjny styl kierowania partiami. Co także widać w innych społecznych organizacjach, np. inżynierskich. Może Profesor Andrew Nowak, zgodzi się poprowadzić seminaria dla NOT jak debatować według zasad Robertsa (Robert’s Rules of Order). Zna je świetnie. Może dzięki niemu Polacy wreszcie się dogadają?

3. Zająć się sobą oto dobra rada dla wielu z nas na obczyźnie. Gdy zatelefonowałem do Żony w USA, powiedziała mi „a nie mówiłam, po co pojechałeś? Będziesz się tylko denerwował.” Ma rację.

4. Nadzieja w amnezji. Niektórzy nawołują, aby na takie zjazdy przyjeżdżali młodzi a nie starzy inżynierowie. (Na omawianym zjeździe 75 proc. to seniorzy). Tylko zapominają, że seniorzy mają doświadczenie, dorobek, wolny czas i jakieś tam środki na pracę społeczną. Natomiast młodzi tym nie dysponują. Ale myślę, że na następny zjazd przyjedzie mniej nas, z uwagi na naturalny ubytek, pogarszające się zdrowie a także na zanik pamięci. Ta ostatnia okoliczność już mnie nie martwi, bowiem dzięki niej może szybciej zapomnę o tym zjeździe?

Prof. Dr Andrzej Targowski, Informatyk, Civilizacjonista
WESTERN MICHIGAN UNIVERSITY(USA)
Director of the Center for Sustainable Business Practices
President of the International Society for the Comparative Study of Civilizations (2007-2013)
b. główny projektant PESEL
Inicjator rozwoju informatyki od 1971 r.
Założyciel Rady Polskich Inżynierów w Północnej Ameryce (2004)
www.wmich.edu/iscsc

[email protected]

Czytaj też: 
Ryszarda L. Pelc – „Andrzej Targowski – Infostrada, tenis i polityka”
The Summit Times Vol. 9. Issue No. 27/2002
Link: http://users.rcn.com/salski/No27Folder/Targowski_Andrzej.htm

Videofact – Prof. Andrzej Targowski
Link: http://www.videofact.com/polska/targowski.html

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek