Jakub Jałowiczor – Pracownicy mają dość


clip_image002Tygodnik SolidarnośćWielka manifestacja 29 września połączy przedstawicieli niemal wszystkich środowisk zawodowych. Na hasło Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych, protestujący przejdą ulicami większości europejskich stolic. W Warszawie manifestować może kilkadziesiąt tysięcy osób. Przedstawiciele poszczególnych branż i regionów mają własne powody, ale wszystkich dotyka wzrost kosztów utrzymania i podwyżka podatku VAT.

– Dopiero zaczynamy odczuwać skutki negatywnych zjawisk – gospodarczych i naturalnych, jak powódź – mówi przewodniczący Regionu Gdańskiego Krzysztof Dośla.

– Przykładem jest drożejąca żywność, co widzi każdy, kto robi zakupy. Pojawiają się już informacje o tym, że plony są w tym roku niższe niż zwykle. Ceny mąki i innych tego typu produktów pójdą w górę. Jeśli dodamy do tego podwyżkę VAT, to od początku przyszłego roku ceny mocno wzrosną, a wszystko to przy zamrożeniu płac w budżetówce, co zawsze osłabia popyt, który jest głównym motorem PKB w Polsce.

– Nie chcę demonizować sytuacji, ale chyba jest najgorzej od początku wolnej Polski – dodaje Waldemar Bartosz, lider Solidarności ze świętokrzyskiego. – Już w tym roku możemy przekroczyć granicę 55 proc. zadłużenia w stosunku do PKB. Sam kryzys nie jest winą rządu, ale jest nią bierność i chęć przeczekania do wyborów.

Związkowców niepokoją recepty na walkę z kryzysem, jakie przedstawia rząd.

– Budżet państwa jest zarządzany przez pasożytów i nieudaczników, bojących się podejmować decyzje. Kiedy państwo stanie się niewypłacalne, jakie padną propozycje? Zamrozić emerytury, pozwalniać budżetówkę, likwidować darmową opiekę zdrowotną, szkolnictwo, jeszcze zrównać wiek emerytalny i podwyższyć do 70 lat, odebrać wcześniejsze emerytury mundurowym, zamrozić płace. To nie jest science fiction, o tym się oficjalnie mówi – zwraca uwagę Waldemar Krenc, szef Regionu Ziemia Łódzka.

Z bezrobociem zmaga się region szczeciński. Jak mówi jego lider, Mieczysław Jurek, w województwie zachodniopomorskim stopa bezrobocia podwyższa się w tempie dwukrotnie szybszym niż w reszcie kraju.

– Władze Szczecina i województwa nie myślą kategoriami obrony miejsc pracy. Wydaje im się, że kadencje są im dane raz na zawsze i ludzie ich z tego nie rozliczą. Myślę, że nie będzie tak przyjemnie – zapowiada Jurek.

Żeby się dało uczyć

Oświata walczy o utrzymanie zasad zawartych w karcie nauczyciela. W tej chwili są one powoli likwidowane. Stopniowo zwiększane jest pensum, czyli liczba godzin, jakie nauczyciel musi przepracować w ciągu tygodnia. W ubiegłym roku szkolnym doszła jedna, w tym – kolejna w podstawówkach i gimnazjach. Pomogła w tym ambiwalentna postawa związanego z SLD Związku Nauczycielstwa Polskiego.
– ZNP oficjalnie mówi, że jest przeciwny dodatkowym godzinom, a w uzasadnieniu uszczegóławia zasady zapisywania tych dwóch godzin w dziennikach. To jest związek antyzwiązkowy – oburza się Ryszard Proksa, przewodniczący krajowego sekretariatu oświaty.

Warunki pracy nie są jedynym powodem protestu pracowników oświaty. Reformy systemu edukacji polegają de facto na wycinaniu kolejnych punktów programu nauczania. Dotychczas nie wywoływało to zauważalnych – z punktu widzenia mediów – buntów nauczycieli, ale sytuacja zaczyna się zmieniać.

– Właśnie dostałem apele o ogłoszenie pogotowia strajkowego, bo nauczyciele zauważyli, że w programie jest po jednej godzinie historii, geografii, biologii. Można przejść do następnej klasy z oceną niedostateczną i nieodpowiednim zachowaniem. To po co się uczyć? Wystarczy przyjść do szkoły na koniec roku. Cały czas protestujemy przeciwko niszczeniu polskiej oświaty i przeciw spłycaniu wiedzy, zwłaszcza historycznej i obywatelskiej – zaznacza Proksa.

Nauczycielskiej Solidarności nie podoba się też zaniżanie poziomu nauczania w szkołach prywatnych. Niedawny raport NIK nie zostawił na prywatnych uczelniach suchej nitki. Poza tym ich pracownicy nie są objęci zasadami Karty nauczyciela.
– Stąd postulat zrównania statusu zawodowego nauczycieli – tłumaczy Proksa.

Interes na służbie zdrowia jest robiony

Powody do niepokoju ma także służba zdrowia.
– Protestujemy przeciw rozwarstwieniu płacowemu. W służbie zdrowia jak w soczewce skupiają się wszystkie patologie, brak uregulowań systemowych dotyczących zasad zatrudnienia i wynagradzania. Plagą jest zmuszanie ludzi do samozatrudnienia – wylicza Maria Ochman, przewodnicząca krajowego sekretariatu ochrony zdrowia. Dodaje, że likwidacja rozwarstwienia nie oznacza zupełnego zrównywania wynagrodzeń.

– Jesteśmy dalecy od socjalistycznej urawniłowki. Natomiast wychodzimy z założenia, że powinny być zachowane standardy. Każdy pracownik powinien wiedzieć, ile będzie zarabiał, jakie musi mieć kwalifikacje na danym stanowisku i jaką ma możliwość kariery zawodowej. Pracownicy w szpitalu to zespół, bez jednego z nich nie mamy pozytywnego efektu pracy pozostałych. Nie może być tak, że tworzymy przepaść i ktoś za jeden dyżur dostaje wynagrodzenie, na które inny pracuje miesiąc. Chcemy stworzyć pewne minima, nie zamykając możliwości gratyfikacji dla posiadających szczególnekwalifikacje – mówi.

Problemem lekarzy (a co za tym idzie, także pacjentów) są trudności z dokształcaniem.
– Jednym z postulatów Sierpnia była możliwość podnoszenia kwalifikacji – przypomina Maria Ochman. – To wiąże się z pewnymi nakładami, bo medycyna bardzo szybko się rozwija i nie wystarczy skończyć studia. Mamy problem z dostępem do finansowania edukacji medycznej.

Kolejny kłopot to niejasny sposób, w jaki przeprowadzane są przekształcenia własnościowe.
– Dokonuje się ich bez monitoringu, bez zabezpieczania pracowników i bez zabezpieczania dostępności usług medycznych dla pacjentów, czego najlepszym dowodem raport NIK sprzed kilku dni, gdzie opisano te wszystkie patologie, o których mówimy – mówi Ochman.

Alternatywa dla cięć

Polska zadłuża się obecnie w tempie 300 mln zł dziennie. Czy ratowanie budżetu jest możliwe bez ograniczania wydatków?
– Są sposoby na zwiększanie dochodów budżetowych bez cięć. Na przykład walka z szarą strefą, która jest w Polsce duża i znaczne kwoty nie trafiają do budżetu – proponuje Krzysztof Dośla. Z kolei Waldemar Bartosz zauważa, że istnieją w Polsce grupy zawodowe uprzywilejowane z powodów trudnych do wytłumaczenia. Zniesienie ich przywilejów dałoby dochody budżetowi.
– Jak niedawno zwróciła uwagę pani prof. Staniszkis, w Polsce istnieje dużo przywilejów, które można zlikwidować, nie uderzając w najsłabiej sytuowanych. Według obliczeń niektórych ekonomistów, można w ten sposób oszczędzić kilkadziesiąt miliardów złotych rocznie. Pierwszy z brzegu przykład – dochód sędziów jest w 50 proc. wolny od podatku. Dlaczego? – pyta retorycznie Bartosz.

Natomiast Waldemar Krenc nie zgadza się z tłumaczeniami, według których sytuacji gospodarczej winne są wyłącznie globalne procesy.
– Czy 40 tys. nowych etatów w administracji za Tuska to wina kryzysu? Miało być tanie państwo. Nastąpiła waloryzacja diet posłów, senatorów, ministrów, a tutaj ludzie wychodzą na ulicę bić się o 50 zł – oburza się szef łódzkiej Solidarności.

Wygrać z mediami

W mediach słychać oskarżenia, że protest Solidarności to polityczna akcja na rzecz PiS. Co zrobić, żeby przekaz manifestacji nie był w taki sposób przekręcany?
– Jakbyśmy mieli własne media, moglibyśmy się bronić – mówi Ryszard Proksa. – Nie mamy, musimy odpierać ataki na piechotę. Ale tak jest wszędzie. Rozmawiałem z niemieckim związkiem nauczycielskim, ich też się oskarża o politykierstwo. Ale państwo zgodnie z konstytucją jest płatnikiem, jeśli chodzi o oświatę, więc do kogo mamy się zwrócić, jak nie do państwa? Według polityków partii rządzącej to jest od razu polityka, bo się ich oskarża, psuje image. Ale Solidarność protestowała za czasów AWS i PiS.
Według Waldemara Bartosza, ludzie sami zauważą, kto działa w ich interesie.
– Jeśli nie dziś, to w niedługim czasie, ludzie odczują, że mamy rację – prognozuje lider świętokrzyskiej Solidarności. A Mieczysław Jurek podaje przykład sytuacji, kiedy dziennikarze podzielili poglądy związkowców, widząc, jaka jest sytuacja. Rzecz dotyczy stoczni szczecińskiej – Lokalne media powoli przyznają, że bajpas, jakim jest stworzenie strefy ekonomicznej na majątku postoczniowym, jest jedynym realnym rozwiązaniem. UE sugeruje, że jeśli Agencja Rozwoju Przemysłu chce kupić majątek postoczniowy, to musi on być znacznie tańszy niż obecnie oszacowano, bo inaczej będzie to niedozwolona pomoc publiczna. Okazuje się, że od początku mieliśmy rację – opowiada Jurek.

Chcemy szacunku

Tym, co najbardziej przeszkadza działaczom Solidarności, jest brak realnego dialogu z władzą i konfliktowanie różnych grup społecznych.
– Kiedy minister Kopacz obejmowała resort, obiecywała, że będzie traktowała środowisko jako całość, że nie będzie konfliktowania jednych grup zawodowych przeciwko drugim – przypomina Maria Ochman. – Bardzo szybko odeszła od zapowiedzi. Słuszne skądinąd podniesienie wynagrodzeń dla lekarzy stażystów i rezydentów spowodowało skonfliktowanie ich ze specjalistami. Porozumienie polityczne podpisane na trzy dni przed wyborami prezydenckimi, dotyczyło podniesienia wynagrodzeń dla jednej grupy zawodowej kosztem innych. To pracowników boli najbardziej. A praca przy chorym wymaga zespołu, który będzie pracował jak w zegarku. Nie może być tak, że pracownicy są skonfliktowani, a pacjent jest używany jak tarcza. Przyznana za poprzedniej koalicji podwyżka, największa w historii, miała charakter uniwersalny, dotyczyła wszystkich pracowników. 

Nie lepiej jest w oświacie.
– Wystąpiliśmy do pani minister i do premiera o rzeczywisty dialog, bo jak ostatnio minister policzyła, spotkaliśmy się już 40 razy, ale z tego wynikają same protesty. Najlepszym przykładem jest powołanie zespołu ds. szkolnictwa zawodowego i specjalnego. Pracował ponad rok, a potem wystosował list otwarty, w którym w ogóle się nie zgadza z tym, co wyszło z ministerstwa, i pisze, że pracował nad czymś innym. Dlatego bardzo nas niepokoi zespół ds. Karty nauczyciela. Technika działania jest tu podobna – mówi Ryszard Proksa.

Taniec na detonatorze

Sytuacja społeczna jest coraz bardziej napięta. Rosnący dystans między władzą a społeczeństwem może doprowadzić do wybuchu.
– Żyjemy w dwóch światach. Rząd w wirtualnym, bo ciągle na salonach, inni w realnym, bo nie ma na chleb i opłaty. Ceny niektórych produktów rosną już nie 2, nie 5, ale nawet o 100 procent – zauważa Waldemar Krenc. – Najgorszą rzeczą, powodującą wstrząsy, jest pogarda dla problemów ludzkich. Ona jest widoczna, bo na niektórych się nie oszczędza, ale z pogardą traktuje się upominanie o prawdziwe reformy i o to żeby koszty kryzysu nie były ponoszone tylko przez pracowników. Państwo nie zostało zepsute przez pracowników, tylko przez rządzących. Dlatego może wybuchnąć. Takie ryzyko jest zawsze, kiedy ludzie ze sobą nie rozmawiają albo gdy obowiązuje formuła: ja rządzę, ale za złe rzeczy masz odpowiadać ty.

Zdaniem Ryszarda Proksy, sytuacja zmierza do dużego społecznego konfliktu.
– Obserwuję oświatę. Wcześniej nie było mowy o proteście, a teraz przychodzą e-maile, kiedy zaczniemy protestować. Ludzie wrócili po wakacjach i widzą, co ministerstwo przez wakacje zrobiło, jaka jest biurokracja, jaki bałagan organizacyjny i ile się od nich wymaga za mniejsze pieniądze. U nas jest z 95 proc. kobiet, więc trudno będzie rozkręcić atmosferę strajkową, ale w innych branżach, jak widzę, idzie to zdecydowanie szybciej – ocenia Proksa.

Podobnego zdania jest Maria Ochman.
– Należę do prezydium KK, więc widzę inne branże. Mamy do czynienia z arogancją władzy, wojną ze związkiem zawodowym. Związek domaga się dialogu, a nie pozorowania go i przerzucania się odpowiedzialnością jak gorącym kartoflem – mówi przewodnicząca Solidarności ochrony zdrowia.

Także według Waldemara Bartosza może dojść do buntu na dużą skalę.
– Nie ma prostych porównań z Sierpniem, ale obecnie są problemy ekonomiczne i społeczne, jak choćby rozwarstwienie. Przygotowujemy się na sto procent. Z mojego regionu będzie przynajmniej 10 autokarów – zapowiada Waldemar Bartosz.

Manifestacja z pewnością nie przejdzie bez echa.

Źródło:
Tygodnik Solidarnosć, Nr 39 (1146) 24 września 2010
http://www.tygodniksolidarnosc.com/

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek