Krzysztof Wyszkowski – Dezintegratorzy w kotle


W czasach komunistycznych popularny był dowcip o „polskim imagepiekle",  wskazujący na  obłędną zawiść, jako rzekomo narodową wadę Polaków.

Według tego dowcipu, Polaków – w odróżnieniu od innych, bardziej solidarnych nacji – diabły nie musiały pilnować, bo gdy tylko któryś z nich próbuje z kotła wyskoczyć, to rodacy mu na to nie pozwolą. Osobiście z takim zjawiskiem społecznym się nie spotkałem, ale biorąc dowcip za tzw. mądrość ludową, przypuszczałem, że może jest w tym dowcipie tzw. ziarno prawdy.

Drugą połowę grudnia 1981 r. spędzałem w szesnastoosobowej celi, a jednym z „osadzonych" był Tadeusz Mazowiecki. Większość współwięźniów odmawiała oglądania Dziennika telewizyjnego, który był straszną propagandą (młodsi czytelnicy mogą sobie wyobrazić, co wygadywała taka ówczesna gwiazda mediów jak np. Unterman, włączając sobie TVN z Miecugowem, Kolendą czy Durczokiem), ale ja z Mazowieckim chodziliśmy odbywać tę okropną karę. Któregoś dnia jakiś zaproszony do studia działacz zaczął tłumaczyć, że wprowadzenie stanu wojennego było koniecznością, ponieważ trzeba było przerwać „polskie, potępieńcze swary" i zakończyć „polskie piekło".

Powiedziałem Mazowieckiemu, że obawiam się, iż takie argumenty mogą znajdować zrozumienie u ludzi zmęczonych nastrojami wiecznej rywalizacji i wrogości w niekończących się kolejkach po jakikolwiek towar. Pamiętam powagę, z jaką Mazowiecki powiedział mi, że to twierdzenie jest nieprawdziwe, że Polacy na epitet „polskie piekło" nie zasługują, tak jak nie są winni stereotypowi „polnische wirtschaft". Bardzo mu byłem za to objaśnienie wdzięczny.

Później spotykałem się z twierdzeniem, że autorem określenia jest Gałczyński, ale jest to opinia błędna, jako że tytuł z „Cyrulika Warszawskiego" brzmiał „Piekło polskie", co było aluzją do Dantego. Krążyła też wieść, jakoby wśród Żydów w czasach Zagłady miało krążyć samooskarżenie o „żydowskim piekle". Jednak już zawsze pamiętałem wskazanie redaktora naczelnego „Więzi", że pojęcie ma pochodzenie stalinowskie i że oskarżanie Polaków o brak solidarności i wzajemnej życzliwości ma źródło w działaniach dezintegracyjnych ze strony władz PRL.

Aż tu nagle, gdy Mazowiecki, już jako premier, poczuł się zagrożony zgłoszeniem przez Wałęsę woli usunięcia Jaruzelskiego z urzędu prezydenta, on sam na posiedzeniu Komitetu Obywatelskiego 31 marca 1990 r. wystąpił z oskarżeniem wobec Polaków mówiąc: „Abyśmy tej zaczynającej się polskiej demokracji nie zamienili w polskie piekło (…) swarów, podgryzań i walk." Wydarzenie miało znaczenie tak wielkie, że Władysław Kopaliński,  najwybitniejszy znawca pojęć w polszczyźnie, uznał w swym „Słowniku wydarzeń, pojęć i legend XX wieku", że wyrażenie „polskie piekło" spopularyzowane zostało właśnie przez Mazowieckiego.

Od tego ciężkiego oskarżenia Mazowiecki się już nie uwolni i przejdzie do historii, jako oszczerca własnego narodu. A trzymać go będą w kotle jego uczniowie. Tacy jak Donald Tusk, który wobec katastrofy, za którą ponosi współodpowiedzialność, cynicznie powtarza słowa swego mistrza: „Czasami, aż mi się przykro robi, kiedy słyszę ludzi, którzy z różnych powodów tworzą polityczne insynuacje wokół zdarzenia, gdzie powinniśmy sobie wszyscy maksymalnie pomóc, a nie robić typowe polskie piekło. Wydawało się przez kilkanaście dni, że wreszcie unikniemy typowego, polskiego piekła".

Będzie go trzymał inny pilny uczeń w „mazowieckiej" szkole zakłamania – Bronisław Komorowski, który tak groził tym, którzy nie zgadzali się z zamieceniem pod dywan afery hazardowej: „To mechanizm polskiego piekła, wszyscy na tym stracą".

Mazowiecki, Tusk, Komorowski i cała masa służących im propagandystów (Aleksander Małachowski: „jest druga straszna data – to jest dzień odzyskania niepodległości, bo wtedy zacznie się polskie piekło! (…) polskie piekło zmarnuje wysiłek ostatnich pokoleń", Daniel Passent: „Polskie piekło– Borusewicz powiedział wczoraj w „Kropce nad i" coś, co budzi uznanie: określił artykuł Macieja Rybińskiego w „Dzienniku" („Koniec Polski Kiszczaka i Michnika") jako „skandaliczny" i oburzający. (…) Na szczęście są jeszcze ludzie, którzy polskiemu piekłu potrafią powiedzieć: Nie.", Teresa Bogucka: „Polski wzór i polskie piekło – Polacy potrafią być wielcy, ale też mogą w sobie uruchamiać destrukcyjną małość. I niszczyć to, czego dokonali, w potępieńczych swarach.") prowadzą w III RP zorganizowane, masowe działania dezintegracyjne.

Komuniści dezintegrowali, dezintegrowali, aż doczekali się Solidarności. Ludzie postkomunicznej III RP dezintegrują, dezintegrują i też się doczekają…

Źródło:
http://Wyszkowski.eu/
http://wyszkowski.eu/index.php/artykuy/26/1592-dezintegratorzy-w-kotle

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek