Nasza Polska – Wywiad z Beatą Gosiewską, żoną ś.p. Przemysława Gosiewskiego


clip_image001

 

"to nie jest śledztwo, to są kpiny.

Udawanie, że jakiekolwiek postępowanie się toczy. Strona rosyjska nie przekazała kluczowych dokumentów i dowodów. Nie przekazano oryginałów czarnych skrzynek. Wrak samolotu, z którego niewiele pozostało, leży i niszczeje."

To kpina, nie śledztwo

Z Beatą Gosiewską, żoną tragicznie zmarłego w katastrofie smoleńskiej Przemysława Gosiewskiego, rozmawia Jacek Sądej

– Co sądzi Pani na temat inicjatywy związanej z prośbą 28 rodzin ofiar katastrofy pod Smoleńskiem, aby małżonka prezydenta Komorowskiego objęła patronat nad akcją wywiezienia krzyża do Smoleńska 10 października br.?

– Uważam, że ta propozycja jest niestosowna. W mojej pamięci pozostaje wiele wypowiedzi pana Bronisława Komorowskiego i jako marszałka Sejmu, i obecnie jako prezydenta RP. Pamiętam, jak będąc marszałkiem, zaraz po katastrofie błyskawicznie zaangażował się w zajmowanie pałacu prezydenckiego. Wielokrotnie wypowiadał się lekceważąco na temat katastrofy smoleńskiej. Zszokowała mnie wypowiedź pana Komorowskiego mówiącego, że dla Rosji to nie jest priorytetowe śledztwo. Zastanawiałam się wtedy, czyj interes on reprezentuje: Polski czy Rosji? Bo pan Komorowski, jako prezydent mojego kraju, powinien pilnie zabiegać u strony rosyjskiej, aby śledztwo było prowadzone rzetelnie, profesjonalnie i sprawnie. Aby strona rosyjska nam przekazywała dokumenty i dowody. Natomiast wypowiedzi prezydenta na temat katastrofy smoleńskiej są lekceważące. O nas ostatnio wypowiedział się, że jesteśmy nieszczęsnymi rodzinami. Uważam to za formę obraźliwą. Poza tym, o ile dobrze pamiętam, pan prezydent duszą i ciałem popiera wywiezienie tego krzyża. Dla mnie jest to tylko potwierdzenie, że jego intencja jest nieszczera. Poza tym dla pani prezydentowej widziałabym inną rolę niż patronat nad tą pielgrzymką. Chciałabym, aby przekonała swojego męża do tego, aby z szacunkiem traktował rodziny ofiar i przekonała go do ich upamiętnienia przed Pałacem Prezydenckim. W miejscu, w którym wskazał naród.

– Minęło pięć miesięcy od tragicznej daty 10 kwietnia 2010. Na jakim etapie jest teraz śledztwo? Czy odczuwają państwo jakiś ruch do przodu, czy nadal dominuje brak informacji?

– Tak naprawdę to nie jest śledztwo, to są kpiny. Udawanie, że jakiekolwiek postępowanie się toczy. Strona rosyjska nie przekazała kluczowych dokumentów i dowodów. Nie przekazano oryginałów czarnych skrzynek. Wrak samolotu, z którego niewiele pozostało, leży i niszczeje. Można powiedzieć wprost, że zacierane są dowody. Fachowcy wypowiedzieli się, że pierwsze stenogramy przekazane przez MAK są zupełnie niewiarygodne. Prokuratura jest głucha. Udaje, że nie widzi i nie słyszy wypowiedzi wielu ekspertów na temat bardzo prawdopodobnych przyczyn tej katastrofy, czyli zamachu. W tej sprawie wypowiedział się specjalista od zakłóceń elektronicznych nawigacji pan Kleciak z Niemiec. Prokuratura powinna zająć się wykluczeniem takiej hipotezy. Dziwi mnie to, że od początku bada się przede wszystkim kwestię spowodowania wypadku w ruchu lotniczym. Też dziwne jest to, że prokuratura tak naprawdę odmówiła na wniosek mecenasa Hambury przesłuchania premiera i prezydenta. Nie przesłuchano również ministrów odpowiedzialnych za tę wizytę, czyli: ministra obrony narodowej i ministra spraw zagranicznych, stwierdzając z góry, że ich zeznania nie będą miały związku ze sprawą. Nie wiem, czy prokuratura zatrudnia jasnowidzów? Dziwi mnie również awans generalski prokuratora Parulskiego. Jakby było to zrobione tak na zapas. Pan premier mówi o niezależnej prokuraturze. Pytam więc, jak można mówić o niezależności prokuratury, jeżeli prezydent wywodzący się z Platformy Obywatelskiej w pierwszym rozdaniu daje awans generalski szefowi prokuratury, który nadzoruje śledztwo, za które na pewno w jakimś sensie odpowiada ekipa rządząca. Poza tym śledztwem prokuratorskim jest jeszcze polska komisja, która z całą odpowiedzialnością można powiedzieć, że jest rządowa. Na czele tej komisji pan premier postawił podległego sobie ministra Millera, nadzorującego Biuro Ochrony Rządu, które powinno, a nie zadbało o bezpieczeństwo głowy państwa i tego samolotu. Tak naprawdę nie można mówić o obiektywnym wyjaśnianiu przyczyn tej katastrofy.

– Jaka jest sytuacja członków rodzin ofiar w zakresie monitorowania przebiegu śledztwa?

– Rodziny, o ile mają wgląd do dokumentów prokuratury, to nie mają wglądu do dokumentów z prac komisji Millera. Nie ma również dostępu do nich opinia publiczna ani dziennikarze.

– Po co więc rządzący politycy robią tyle zamieszania wokół tej sprawy, usiłując przekonać nas, że tak wiele zrobiono, aby poznać prawdę?

– Usiłuje się stwarzać pozory kraju demokratycznego i praworządnego pod tymi rządami. Tak naprawdę to rząd ponosi odpowiedzialność za tę katastrofę, ponieważ samolot był samolotem wojskowym. Pułk lotnictwa nadzoruje minister obrony narodowej, za organizację wyjazdu odpowiadał MSZ, za ochronę prezydenta odpowiadało Biuro Ochrony Rządu nadzorowane przez ministra Millera. Warto zadać pytanie, czy on, kiedy to teraz wyjaśnia, siebie i swoich kolegów z rządu obciąży? Warto również przypomnieć, że pan premier od pierwszych godzin po katastrofie wyrażał najgłębsze zaufanie do strony rosyjskiej. Już wtedy wiedziałam, że to śledztwo będzie miało taki przebieg, jaki ma. Rząd przed polskim narodem ponosi odpowiedzialność za taki stan rzeczy. Zarówno za katastrofę, jak i za to, co dzieje się już po niej.

– Wspominała Pani o prezydencie i rządzie, a jak ocenia Pani stołeczną władzę w ramach upamiętnienia ofiar katastrofy i w kwestii zapewnienia bezpieczeństwa obrońcom krzyża?

– Dla mnie jest jasne, że jest to władza Platformy Obywatelskiej, która ma zarówno swojego prezydenta, swój rząd i władzę w stolicy w osobie pani prezydent Warszawy. Jest to jedno stanowisko tej partii, która nie chce wyjaśnić przyczyn katastrofy. Tutaj naturalna jest chęć uniknięcia odpowiedzialności. Pani prezydent Gronkiewicz-Walz zachowuje się tak samo jak rząd i prezydent, to jest jedna linia. Mój mąż, będąc radnym w sejmiku województwa mazowieckiego, z wielkim zaangażowaniem organizował innowacyjną metodę montowania kamer miejskiego monitoringu. Opowiadał wówczas z wielka pasją, jak ich obecność przyczyni się do wzrostu bezpieczeństwa miejskiego. Dzisiaj na Krakowskim Przedmieściu stoją kamery, które służą odpowiednim służbom nie do tego, aby dbać o bezpieczeństwo obywateli, lecz są wykorzystywane do tego, żeby patrzeć, jak bardzo często pijani, agresywni i opłacani Polacy atakują innych: bezbronnych, starszych, często schorowanych, modlących się Polaków, którzy nie robią nikomu krzywdy. Podziwiam obrońców krzyża, oni walczą o godne upamiętnienie naszych bliskich, narażając własne zdrowie.

– Jak to jest, że ludzie, którzy nikomu nie zagrażają, są tak ogromnie poniewierani? I dzieje się to za przyzwoleniem władz.

– To tylko oznacza, że my nie jesteśmy państwem prawa. Do łamania prawa podżega władza polska w osobie wicemarszałka Niesiołowskiego, premiera Tuska. Najwyższe władze w kraju podżegają do popełniania przestępstwa, czyli do tego, aby chuligani atakowali bezbronnych, modlących się ludzi. Jest to bezprawie, do którego podżega władza. Służby porządkowe, które powinny dbać o bezpieczeństwo obywateli, niezależnie od ich poglądów, są wykorzystywane w sposób polityczny przez władzę. Policjanci bardzo często osobom spod krzyża, które proszą o pomoc, bo są bite i obrażane, mówią, że mają polecenie, aby nie reagować. Stoją więc i przypatrują się, jak bici są ludzie. To są metody tej władzy.

– Jakie jest Pani stanowisko w sprawie formy upamiętnienia ofiar tragicznej katastrofy spod Smoleńska?

– Jak zobaczyłam to, co się dzieje pod krzyżem, jak bici są bezbronni ludzie, jak władza podżega do agresji i robi z modlących się osób wariatów, to razem z innymi członkami rodzin ofiar zwróciliśmy się z prośbą do pana Maksymiliana Biskupskiego, aby przygotował projekt obelisku. Wówczas przygotował projekt Obelisku Wierności Ojczyźnie, który zajmuje niewiele miejsca bo około metr kwadratowy i można w nim umieścić krzyż stojący przed Pałacem. Jednakże obecna władza nie jest zainteresowana podjęciem jakichkolwiek decyzji w tej sprawie, choć upamiętnienie ofiar jest ich obowiązkiem. Konflikt o krzyż jest przez rządzących wykorzystywany jako zasłona dymna przykrywająca gospodarcze problemy naszego kraju.

– Wywiezienie krzyża do Smoleńska mogłoby pomóc odwrócić uwagę od tragedii, pomogłoby również zamazać ślad po ludziach, którzy służbę publiczną traktowali z wielkim oddaniem. Być może o to chodzi sprawującym władzę?

– Nie mam na to dowodów, ale na pewno jest to na rękę władzy. Takie podstępne wywożenie krzyża jest według mnie co najmniej niestosowne. Jeżeli są rodziny, które chcą jechać do Smoleńska, to niech jadą. Dla mnie te wspomnienia są jeszcze świeże i zbyt drastyczne. Jeżeli tam pojadę, to nie z panią prezydentową, nie w świetle kamer i fleszy. Pojadę tam wtedy, kiedy będę czuła się na siłach i raczej pojadę tam z rodziną i przyjaciółmi. Mój mąż ponad 25 lat służył Polsce, pomoc ludziom była jego pasją. Mąż mówił, że „wdzięczność ludzka ważniejsza jest od pieniędzy”, ciągle spotykam ludzi, którzy mówią: „pani mąż mi pomógł…”. Wierzę głęboko, że tego nie da się wymazać z pamięci i serc ludzi.

Rozmowa przeprowadzona została 15 września br., dzień przed usunięciem krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego.

Wywiad ukazał się w tygodniku "Nasza Polska" Nr 38 (777) z 21 września 2010 r.
fot. za tokfm.pl

Źródło:
“Nasza Polska” http://www.naszapolska.pl/

http://www.naszapolska.pl/index.php/component/content/article/42-gowne/1570-wywiad-qnpq-z-beat-gosiewsk-on-p-przemysawa-gosiewskiego

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek