Prof. Andrzej Targowski: Między realną a wirtualną polityką?


image MICHIGAN. W demokracjach społeczeństwa buntują się i na przykład w USA powstała „Partia Herbaty,” która z formalnego punktu widzenia nie jest partią. Jest rozległą grupą nacisku na polityków Partii Republikańskiej. Potrafi głosami swych członków decydować w prawyborach, który parlamentarzysta powinien dostać się na finalną listę. W Polsce funkcjonuje podobna „partia,” skupiona wokół pewnego księdza, która dysponuje paroma milionami wyborców, którzy pójdą za głosem swego lidera.

Otóż pojawia się nowa siła w postaci rodzącego się na naszych oczach społeczeństwa wirtualnego, jakim są „społeczne sieci,“ (social networks). Do nich należą takie jak; Facebook z 500 milionami wirtualnych obywateli, MySpace z 300 milionami, czy Twitter z 124 milionami. Jest jeszcze kilka innych społecznych sieci, które skupiają dodatkowo około 300 milionów. W sumie na Ziemi żyje już około 1,242,000,000 wirtualnych obywateli, tylu ile liczy największe w świecie państwo Chin. Są to w przeważającej części ludzie młodzi, ambitni i chętni do komunikowania się.

Zachodzi teraz pytanie, co wyniknie z tak szybko komunikującego się świata? Podobne pytanie zadawano po wynalezieniu druku w 1453 r. i umasowieniu słowa pisanego w postaci książek i czasopism. Otóż wynikiem wynalazku druku był rozwój nauk ścisłych a wkrótce i nauk społecznych, które doprowadziły do Wielkiej Rewolucji Francuskiej i współczesnej demokracji. Wynikiem zdolności do generowania wolnych idei była także Rewolucja Przemysłowa, która przekształciła się w Rewolucję Naukowo-Techniczną a ta w Falę Informacyjno-Komunikacyjną i Falę Nano-Biologiczną, z którymi mamy do czynienia obecnie. Te z kolei uruchomiły globalizację, czyli gospodarcze jednoczenie się gospodarek krajowych w jeden organizm. Co z kolei rodzi nowe ostre problemy, bowiem świat staje się coraz bardziej „płaski?” Czyli kraje bogatsze tracą na rzecz krajów biedniejszych, do których przenosi się produkcję, bowiem w nich koszty są niższe, a raczej zyski bezpaństwowych firm są wyższe. Natomiast w dotychczas bogatszych państwach rośnie bezrobocie, tamtejszym ludziom nie ma co dawać do roboty, bowiem są…..za drodzy!

Natomiast politycy wolno reagują na drastyczne zmiany w funkcjonowaniu społeczeństw, zaatakowanych globalizacją, automatyzacją i informatyzacją. Bowiem jak ma to miejsce w USA, na 500 kongresmanów przypada około 3500 lobbystów, którzy wydają grube miliony by zapewnić interesy bezpaństwowych korporacji a nie interesy wyborców, którzy wybrali owych polityków. I tutaj mogą wkroczyć wirtualne społeczeństwa, które wzorem Tea Party rozkażą swym wirtualnym członkom głosować zgodnie z ich interesem w realnym świecie. W tej nowej sytuacji politycy będą poddani wirtualnej ocenie, na którą ani oni (poprzez swe budżety wyborcze i polityki) ani lobbyści nie będą mieli wpływu? Facebook, poprzez swe olbrzymie członkostwo staje się pierwszym Globalnym Wirtualnym Społeczeństwem. Pytanie tylko czy członkowie tego społeczeństwa będą forowali politykę państw rozwiniętych czy rozwijających się?

Poluźniając wodze nie tak dalekiej od rzeczywistości fantazji, można spodziewać się, że wirtualne społeczeństwa, gdy wybiorą swój parlament, rząd i sądy mogą stać się także wirtualnymi państwami? Z dużą siłą oddziaływania na rzeczywiste państwa? Może nawet dojść do powstania ONW (Organizacja Narodów Wirtualnych), czyli zorganizowanych państw wirtualnych, które będą negocjować albo, co gorzej, będą mówić co należy robić państwom zrzeszonym w ONZ? Można mnożyć wiele scenariuszy w tym względzie, a co jest najważniejsze, nie należą one bynajmniej do tzw. science fiction dzisiaj!

Andrzej Targowski, USA, 7 października 2010 r.

Na zdj.: Potęga sieci. Comarch jest partnerem Microsoftu.

Źródło: Polonia dla Polonii 10/07/2010: http://polonia.pap.net.pl/

  Podziel się:
Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek