J. Giertych: W obliczu zamachu na Kościół


Klasyk literatury narodowej

clip_image001

 

 

Książka Jędrzeja Giertycha opisuje sytuację Kościoła Katolickiego po zakończeniu Soboru Watykańskiego II. Obnaża działania wrogów Chrystusa, zarówno tych, działających na zewnątrz Kościoła, jak i tych, którzy udają katolików. Piętnuje bierność i wzywa do podjęcia stanowczej walki w obronie Wiary i Tradycji katolickiej.

Spis treści
Niezłomny rycerz Tradycji…
WSTĘP
I. PODŁOŻE KRYZYSU
II. ZAMACH NA KOŚCIÓŁ
III. SOBÓR
IV. ŁACINA
V. LITURGIA I MODLITWA
VI. OTWARTY BUNT
VII. CREDO PAWŁOWE I ENCYKLIKA
VIII. DWA OBOZY
IX. NA POLSKIM PODWÓRKU
X. WNIOSKI PRAKTYCZNE
UZUPEŁNIENIE

Niezłomny rycerz Tradycji

Niezłomnym rycerzem Tradycji można śmiało nazwać Jędrzeja Giertycha (1903–1992), wiernego syna Kościoła Świętego, do końca życia oddanego służbie Bogu i Polsce.

Bez wątpienia książka W obliczu zamachu na Kościół, która po raz pierwszy ukazała się w Londynie w 1969 roku, to istotny i ważny głos w dyskusji o Tradycji Katolickiej. To istotny i ważny głos, bowiem dorastają kolejne pokolenia wiernych Kościoła, którzy nie mają żadnego pojęcia o tym, że kiedyś (tzn. przed II Soborem Watykańskim) Msza Święta wyglądała zupełnie inaczej niż dzisiaj, a językiem liturgicznym była łacina, a nie język narodowy. Odcięcie od przeszłości, od ponad dwutysiącletniej Tradycji Katolickiej, od tego co stanowiło o sile i wyjątkowości Kościoła Chrystusowego nie jest korzystnym znakiem na przyszłość. Doskonale rozumiał to J. Giertych, który swoje ówczesne przemyślenia i obserwacje przelał na papier książki, którą trzymacie Państwo w ręce.

Jeszcze przed rozpoczęciem obrad II Soboru Watykańskiego, który przyniósł opisywane w książce zmiany, J. Giertych był niezwykle aktywny w szerokiej dyskusji dotyczącej przyszłości łaciny jako języka liturgicznego. Stanął wówczas po stronie zachowania łaciny w liturgii. Bronił liturgicznego języka także po zakończeniu Soboru i po zaprowadzonych już zmianach. Znalazł się w gronie założycieli angielskiego stowarzyszenia Latin Mass Society, które uzyskało od Stolicy Apostolskiej zgodę na odprawianie od czasu do czasu Mszy Świętej w rycie trydenckim. Równocześnie, od 1969 roku J. Giertych rozpoczął wydawanie własnego pisma „Opoka”, które poruszało zagadnienia niszczonej Tradycji Kościoła. To na łamach „Opoki” J. Giertych opublikował m.in. petycję do Prymasa Tysiąclecia Stefana Kardynała Wyszyńskiego, aby we wszystkich polskich kościołach zachować Msze Święte po łacinie, oraz Prośbę do Jego Świątobliwości Ojca Świętego Jana Pawła II w sprawie przywrócenia łaciny jako języka liturgicznego. J. Giertych zaproponował, by jedna niedziela w miesiącu we wszystkich kościołach katolickich na całym świecie była poświęcona liturgii łacińskiej — by wszystkie Msze Święte były wówczas odprawiane po łacinie. Równocześnie zaapelował o to, aby w podobny sposób poświęcić liturgii łacińskiej jeden dzień powszedni (np. wtorek). Autor książki wielokrotnie podkreślał w swoich publikacjach, że od nowej Mszy Świętej woli Mszę Świętą trydencką, tę jedyną, niezwykłą, mistyczną… Ale ten fakt nigdy nie wpłynął na niego w taki sposób, aby przeciwstawić się uchwałom końcowym II Soboru Watykańskiego. Co więcej, posłusznie przyjął zarządzenia kościelne dotyczące nowej Mszy Świętej, a wszelkie buntowanie się przeciwko temu zarządzeniu uznał za niedopuszczalne! Nie sposób nie wspomnieć także o rozległych kontaktach J. Giertycha z licznymi środowiskami tradycjonalistycznymi z Francji, Szwajcarii, Szkocji, Anglii, Irlandii i Stanów Zjednoczonych.

Książka W obliczu zamachu na Kościół przybliży Państwu w całej okazałości poglądy J. Giertycha na sytuację Kościoła po zakończeniu ostatniego z Soborów. Dzięki niej możemy skonfrontować naszą wiedzę o Tradycji Katolickiej. Książkę szczególnie polecam młodym Polakom, którzy wchodzą w dorosłe życie odcięci od Tradycji — bez możliwości poznania i uczestniczenia we Mszy Świętej trydenckiej, oraz bez żywego kontaktu z łaciną, starym językiem Kościoła jako językiem liturgicznym. J. Giertych wierzył do końca, iż przyjdzie chwila, w której Kościół powróci do dawnej Mszy Świętej, dzięki której wzrośnie powaga samego Kościoła Chrystusowego, jak i pobożność wiernych. Czyżby miał rację? Okazuje się, że z roku na rok przybywa wiernych, którzy aby uczestniczyć w starej Mszy Świętej przemierzają niekiedy kilkaset kilometrów. Dla wielu to coś nowego i odkrywczego, dla innych to powrót do sprawdzonej i znanej przeszłości, w której czują się najlepiej.

Wraz z niniejszą pracą na półki księgarskie trafia broszura J. Giertycha stanowiąca jej kontynuację, zatytułowana Jeszcze o zamachu na Kościół. Zapoznanie się z jej treścią pozwoli czytelnikowi na poznanie całokształtu poglądów J. Giertycha na temat sytuacji Kościoła Katolickiego po II Soborze Watykańskim i rozmiarów kryzysu jaki ogarnął Kościół posoborowy. Obie prace obnażają oblicze zamachu na Kościół, wskazując czytelnikom zamachowców zarówno w łonie samego Kościoła, jak i tych czyhających na uderzenie z zewnątrz.

Serdecznie zapraszam do lektury.

Maciej Twaróg
Redaktor Naczelny „Wszechpolaka”
17 pazdziernika 2010 r.

Wstęp

Nosiłem, się już od szeregu lat z myślą napisania broszury lub listu otwartego z protestem przeciwko prądom pseudo–postępowym, w sposób oczywisty zagrażającym podstawom Kościoła, podważającym wiarę i wiodącym na bezdroża i zagładę liczne ludzkie dusze — ale powstrzymywała mnie od tego obawa, że wystąpieniem takim mogę jeszcze powiększyć chaos, jaki w Kościele Powszechnym, a wraz z nim także i w polskim życiu katolickim, zapanował. Zgodnie z zasadą lekarską „primum non nocere” — przede wszystkim nie przynieść szkody — zachowywałem milczenie, ograniczając się jedynie do pisania od czasu do czasu artykułów lub listów do redakcji w sprawach szczegółowych, które zresztą nie zawsze zostawały przez dane pisma przyjęte do druku.

Ale w ostatnich miesiącach nastąpiła sytuacja nowa. Encyklika papieska „Humanae vitae” wywołała w całym świecie zjawisko otwartego buntu. Liczne czasopisma oficjalnie katolickie, całe zastępy księży, wśród nich niektórzy bardzo głośni teologowie, tysiączne rzesze wiernych (np. na niemieckim tradycyjnym, masowym zjeździe, zwanym Katholikentag, odbytym w Essen we wrześniu br.), całe plejady katolickich „intelektualistów” dotychczas uważanych za elitę katolickiego laikatu, ogłaszają protesty, podpisują deklaracje lub prawie jednomyślnie przegłosowują uchwały, których istotną treścią jest wypowiedzenie posłuszeństwa papieżowi. Nawet i ci i owi biskupi, w niektórych krajach, zajęli stanowisko co najmniej dwuznaczne, wprawdzie nie wypowiadając posłuszeństwa Ojcu Świętemu i Stolicy Apostolskiej otwarcie, ale deklarując, że istnieje możliwość zajęcia postawy jakby posłuszeństwa niepełnego, poddania się decyzji papieskiej ustami, a zachowania w głębi serca swobody posiadania własnego zdania, ze zdaniem Ojca Świętego się nie pokrywającego. Sam fakt powagi Stolicy Apostolskiej został naraz w szerokich kołach katolików podważony, a co najmniej podany w wątpliwość. Nagle, protestancka zasada „liberum arbitrium” swobody własnego sądu w rzeczach wiary, zaczęła być głoszona w szeregach katolickich i przez ludzi, którzy dotąd byli uważani za wyrazicieli myśli i postawy katolickiej. Opowiadano mi o pewnym polskim księdzu na emigracji, który odczytał z kazalnicy encyklikę papieską, wypowiadając o niej równocześnie własne komentarze, przeciwstawiające się jej treści. Polka, młoda mężatka, rozmawiała ze znajomym księdzem angielskim, byłym wikarym mojej parafii, który oświadczył jej, że encyklika ta to jest „bzdura” („bloody nonsense”), i który potem polemizował z nią ząb za ząb, odrzucając jej twierdzenie, że decyzja papieska jest wiążąca i że trzeba jej być posłusznym.

Dwa obozy: posłuszny Stolicy Apostolskiej i Kościołowi, i zajmujący postawę buntu, zarysowały się już tak wyraźnie, że nie ma już mowy o tym, by wszystko się gładko ułożyło i rozeszło po kościach. Nie sposób już więcej milczeć. Ci co stoją mocno przy Kościele, muszą to deklarować głośno, jasno i otwarcie — i nie dać się zakrzyczeć. Milczenie dzisiaj — to już byłoby niesprzeciwianie się złemu. I to właśnie świeccy muszą dziś zabierać głos, muszą przeciwstawiać się sztucznie organizowanemu naciskowi rzekomo masowej i powszechnej opinii.

Oczywiście, nie chodzi tylko o encyklikę „Humanae vitae”. Burza wywołana przez tę encyklikę — to jest tylko to ostatnie źdźbło słomy, które przeważyło szalę i jaskrawy symptomat choroby rozwijającej się od dawna.

Jest jasne, że Ojciec święty już od kilku lat przeszedł do kontrofensywy przeciwko prądom, rozkładającym Kościół, tak w ostatnich czasach rozpanoszonym. Widzimy to jasno, obserwując Jego posunięcia. Wydał on zarządzenie, że celibat duchowieństwa w Kościele zachodnim nadal obowiązuje i że nie ma na ten temat dyskusji. Ogłosił Rok Wiary. Ogłosił, już w roku bieżącym, w dniu 30 czerwca 1968 roku, „Credo ludu Bożego”, w którym zrekapitulował podstawowe prawdy wiary, tym samym przeciwstawiając się modnym teologicznym nowinkom, głoszonym przez głośny „katechizm holenderski”, przez wielu „postępowych” teologów i przez rozległą propagandę. A wreszcie, w niecały miesiąc później, w dniu 25 lipca, ogłosił encyklikę „Humanae vitae”, która położyła kres próbom obalenia obowiązujących w Kościele katolickim i zgodnych z tradycyjnymi pojęciami całego świata chrześcijańskiego, zasadami pożycia małżeńskiego.

Już od szeregu lat rodzi się w świecie katolickim prąd reakcji przeciwko fermentowi pseudo–postępowemu, w obronie tradycji, w obronie dogmatów i moralności, w obronie Stolicy Apostolskiej. Ukazał się szereg wybitnych książek w rozmaitych językach. Powstały tradycjonalistyczne katolickie stowarzyszenia. (Do jednego z takich stowarzyszeń — angielskiego Latin Mass Society, należę od chwili jego powstania, to znaczy od roku 1964). W społeczności katolickiej polskiej, jest pod tym względem ciszej. Przyczyną tego jest po pierwsze fakt mniejszego fermentu wśród katolików polskich, niż w innych społeczeństwach; wszak Kościół w Polsce daje światu wspaniały przykład trwania w wierności Matce Bożej, w posłuszeństwie Stolicy Apostolskiej, a także i większego niż w innych krajach przywiązania do łaciny w liturgii. Po wtóre jednak także i trudniejszym warunkom życia polskiego Kościoła w kraju i na emigracji, niż katolicyzmu innych krajów i narodów.

Ale w nurcie walki o obronę Kościoła przed naporem ruchów rozkładowych nie może głosu polskiego zabraknąć. Musi się w życiu polskim ujawnić prąd świadomy uczestnictwa w tej walce. Prąd ten musi znaleźć jakiś wyraz organizacyjny — i musi także przejawić się w głośnym mówieniu tego, co dotychczas pokrywane było na ogół milczeniem.
Ta nowa sytuacja, stworzona przez jawny bunt, ujawniony w całym Kościele i także tu i ówdzie w środowisku polskim (zwłaszcza w związku z encykliką „Humanae Vitae”) sprawiła, że doszedłem do wniosku, iż dłużej milczeć nie można.

Jędrzej Giertych

 

Źródło:

Konserwatyzm.pl: http://www.konserwatyzm.pl/aktualnosci.php/Ogloszenie/6892/

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek