Waldemar Glodek: Kolejka EKD do Pruszkowa odjeżdża z peronu…


Płacz prezydenta Komorowskiego i premiera Tuska z powodu olania zaproszenia do pałacu przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego wzbudził więcej emocji w mediach niż nieudolnośc rzadu jaka wykazała ostatnia powódź. To rozlewisko łez rozniosło się poza kraj udzielając się również Polonii. Zapewne powypadkowy prezydent myślał, że pałac prezydencki to coś takiego magicznego, że na kiwnięcie palcem jego lokatora wszyscy powinni się zbiegać natychmiast a tu normalny obciach.

Prezes Kaczyński, zajęty toczacą się w sejmie dyskusją odnośnie zabójstwa jego człowieka w Łodzi oddelegował na herbartkę do pałacu prezydenckiego dwoje z ważniejszych ludzi z PiS w swoim zastępstwie. Wobec nasilajacych się ekscesów przeciwko PiS zajął się obroną interesów swojej parti, na co zapewne nie liczył w czasie spotkania z Komorowskim.

Napastliwość w wykonaniu Tuska i Komorowskiego, aktualnie realizujących powierzone zadanie rządzenia Polską, w stosunku do tak zwanej opozycji na własne życzenia (pamiętajmy o tym że Kaczyński jako premier rozpisała wybory czyli wylał dziecko z kąpielą) jest wyraźnym odwracaniem uwagi od swojej nieudolności i braku poczucia jakiejkolwiek odpowiedzialności za kraj, maskowaniem zaciągania pożyczek które Polska nie bedzie w stanie spłacić.

Wychodzi na to, że zarówno Tusk jak i Komorowski lepiej czują się sprawiając wrażenie że to oni są w opozycji do opozycji. Takie masło maślane to to jedno co im dobrze wychodzi i ludzie to “kupują”. Maluja obraz jakoby chcieli coś robić ale to kaczorowe towarzystwo strasznie im przeszkadza. A przecież nie kto inny jak Tusek jest premieram, nie kto inny jak jego przyjaciel Komorowski jest prezydentem. Przecież nie PiS ma większość w Sejmie a właśnie PO w koalicji z PSL, a kiedy trzeba to z pomocą znajdzie sie i SLD. Nic tylko działać!

Czyżby chcieli pożyczyć troche od Kaczyńskiego? Ale rząd Kaczyńskiego miał również swoje problemy w łataniu budżetu. Jeżeli spodziewali się że Kaczyński przyjdzie i da im jakieś deklaracje to tym razem przeliczyli się z kretesem.

Jak pisze krakowski Dziennik Polski: Według premiera prezydent stara się budować "elementarną nić porozumienia". "My na pewno nie zrezygnujemy z tego. Naprawdę jesteśmy bardzo przejęci tą sytuacją, ale nie tylko tą. Bardzo trudno się żyje i pracuje w takiej atmosferze, pod takim ciśnieniem niechęci czy agresji" – powiedział Tusk dziennikarzom w Sejmie. "To nie jest dobre. Nie trzeba być filozofem, etykiem, wybitnym mężem stanu, żeby zrozumieć, że nie da się dobrze pracować w takiej atmosferze" – dodał.   
Zapowiedział, że chce wykorzystywać wszystkie dostępne środki, żeby "ten ogień wygasł". "Jeśli macie państwo poczucie, że prezes Jarosław Kaczyński nie dojrzał jeszcze do takiego głębszego oddechu i głębszej refleksji, to tak, ja też mam takie wrażenie. Ale nie dziś, to jutro, nie jutro, to pojutrze" – mówił szef  rządu.

Kontynuując : Według premiera nie ma wytłumaczenia dla nikogo – niezależnie od przynależności partyjnej – u kogo "temperament zakłóca jasność widzenia". Jak ocenił, ma miejsce pomieszanie pojęć i niektórzy nie dają sobie rady z językiem polskim. Dlatego – zdaniem szefa rządu – "tak często w wypowiedziach publicznych padają te najcięższe epitety, kompletnie bez uzasadnienia", które w konsekwencji prowadzą do  agresji. 

Zaznaczył, że odczuwa jako niesprawiedliwość "próbę symetryzowania i udawania, że się nie widzi, kto używa tego typu sformułowań, a kto używa czasami głupich, czasami obelżywych, ale bez porównania mniej groźnych sformułowań".

Tusk podkreślił, że nie ma zamiaru udawać, iż jest czymś do zaakceptowania, kiedy lider dużej partii mówi o premierze czy prezydencie: "ruski agent", "zdrajca" czy "odpowiedzialny za morderstwo". "To najważniejszy problem polskiej polityki" – uważa szef  rządu. 

I tymi jakże interesującymi słowy “jak na premiera rzadzacej partii przystało” kończy się komunikat PAP w Dzienniku Polskim. I ostatecznie nie podano, czy premier zaprzeczył tym słowom, czy skieruje sprawe do sądu czy też jak to wielu uważa jak nie oddaje do sądu to znaczy że się boi że przegra. Nam musi wystarczyć zapewne, ze premier “nie ma zamiaru udawać, iż jest czymś do zaakceptowania…”

Jeżeli do tej obszernej wypowiedzi premiera dorzucimy jeszcze to, ze obrona kraju w którym spadanie samolotów należy do czegoś normalnego i w ocenie zarówno premiera jak i prezydenta nie wymaga przynajmniej natychmiastowych dyscyplinarnych decyzji to właściwie nie pozostaje im już nic innego jak zamówić sobie spotkanie nie z Kaczyskim a z mającym psychiatryczne wykształcenie ministrem obrony narodowej. Najwyższa pora, o ile już nie jest za późno. Kolejka EKD lada moment odjedzie z peronu…

Waldemar Glodek
21 pażdziernik 2010 r.

Za:

Tusk: Nikogo za rękę nie zaprowadzę do prezydenta – Dziennik Polski, Kraków, 21.10.2010: http://www.dziennik.krakow.pl/pl/aktualnosci/na-biezaco/1076924-tusk-nikogo-za-reke-nie-zaprowadze-do-prezydenta.html

  Podziel się:
Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek