Jacek Sądej – Wywiad z prof. Andrzejem Nowakiem. Syndrom bezgranicznego zaufania Rosji.


Z prof. Andrzejem Nowakiem, historykiem, sowietologiem, wykładowcą Uniwersytetu Jagiellońskiego, redaktorem naczelnym dwumiesięcznika „Arcana”, rozmawia Jacek Sądej

Syndrom bezgranicznego zaufania Rosji

– W 41. numerze „Naszej Polski” pisaliśmy o chęci inwestowania przez Rosję w nowoczesne uzbrojenie. W ciągu najbliższej dekady państwo to planuje wydać około 726 mld dolarów na ten cel, z czego 613 mld ma zasilić siły zbrojne, natomiast reszta ma trafić do agend rządowych związanych z bezpieczeństwem. Jak należałoby interpretować te zamierzenia?

– Rosja co pewien czas ogłasza bardzo ambitne plany modernizacji swojej armii, ale jak dotąd wciąż nie widać potwierdzenia tych ambicji w praktyce. Wciąż brakuje Rosji realnych możliwości, by to dążenie, aby “dogonić i przegonić” konkurencję zrealizować. Podchodziłbym do tych szumnych zapowiedzi z odrobiną sceptycyzmu, co nie znaczy, że w ogóle Rosja działań wzmacniających jej siłę militarną nie podejmuje. Wręcz przeciwnie, robi to cały czas. Choć, powtórzę, nie na taką skalę, by mogła marzyć o dogonieniu Stanów Zjednoczonych. O osiągnięciu czy o powrocie do statusu, który posiadała armia sowiecka w latach 70. jako równoważna w skali globalnej przeciwwaga dla potęgi militarnej Stanów Zjednoczonych. W tej chwili Rosja raczej musi troszczyć się o to, by nie stać się krajem słabszym militarnie np. od Chin, które m.in., mając  broń kupowaną w Rosji, niesłychanie szybko modernizują swoje siły zbrojne.

– W jednym z dzienników można było znaleźć informację, że w Polsce istnieje tendencja do ograniczania jednostek wojskowych. Na razie zapowiadana jest likwidacja garnizonu w Osowcu (woj. podlaskie) oraz częściowa likwidacja 14. Pułku Artylerii Przeciwpancernej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Suwałkach. Prezydent Komorowski również wyraził opinię, że jednostek wojskowych powinno być mniej, ponieważ taki stan zapewni lepsze dowodzenie żołnierzami. Jakie znaczenie może mieć osłabienie naszej armii z planami wzmocnienia rosyjskich sił zbrojnych?

– Nie ma potrzeby przeciwstawiania modernizacji uzbrojenia sił rosyjskich poziomowi armii w Polsce, poza jednym kontekstem, o którym powiem za chwilę. Rosja zbroi się w ramach rywalizacji o miejsce na szczycie w hierarchii najbardziej zdolnych do operacji militarnych krajów na świecie. Warto od razu zauważyć, i dam tutaj upust swemu sceptycyzmowi, że Rosja, prowadząc dwa lata temu wojnę z Gruzją, nie błysnęła jakąś ogromną przewagą w tej dziedzinie, walcząc z krajem kilkudziesięciokrotnie mniejszym od siebie. To, co dla Polski istotne, i tutaj zapowiedzi pana Komorowskiego wydają mi się bardzo niedobre, to zdolność reagowania na zagrożenia naszego terytorium wynikające z szantażu militarnego, który może nas spotkać ze strony Rosji lub też ze względu na zaburzenia na naszej wschodniej granicy, które niestety coraz łatwiej sobie wyobrazić. Mogą one przybrać na przykład taki kształt, że powiedzmy Rosja coraz wyraźniej naciska na zmianę władzy na Białorusi – a w tej chwili Polska jest znacznie słabsza militarnie nawet od Białorusi! Dążenia do dalszej likwidacji Wojska Polskiego prowadzą w kierunku, w którym nie będziemy nawet w stanie radzić sobie z problemem, który mogłaby nam na głowę sprowadzić Litwa, mówię to oczywiście żartem (ponurym) dla zobrazowania mizerii Wojska Polskiego. A mówiąc całkiem serio, powiedzmy, że nacisk na obalenie prezydenta Łukaszenki – do czego coraz bardziej otwarcie wzywa Moskwa – może spowodować zaburzenia za naszą wschodnią granicą. Może spowodować próbę niekontrolowanego exodusu przez naszą wschodnią granicę uchodźców z Białorusi czy interwencji sił rosyjskich, by ów exodus powstrzymać. I przy obecnym poziomie nasycenia siłami zdolnymi do obrony naszych wschodnich rubieży na pewno nie będziemy w stanie nic zrobić w tej sytuacji. Nawet kontrolować przepływu potencjalnych jednostek, uciekinierów czy tych, którzy chcieliby infiltrować polską granicę wschodnią. Tak samo wyraźnie zaostrza się sprawa wpływów rosyjskich w krajach nadbałtyckich, gdzie partie promoskiewskie zdobywają coraz większe wpływy i coraz czynniej używana jest mniejszość rosyjska w tych krajach jako narzędzie ich kontroli przez Kreml. I znów można sobie tutaj wyobrazić sytuację, w której Rosja może dążyć do pozbawienia tych krajów statusu pełnoprawnych członków Paktu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej przy pomocy właśnie owej piątej kolumny (swoich mniejszości) i zaburzeń stąd wynikających. I wtedy znów nie bardzo wiemy, jak moglibyśmy na to zareagować? Czy moglibyśmy w jakikolwiek sposób, nie tylko im pomóc, ale nawet obronić się przed rozszerzeniem konfliktów stąd wynikających z krajów nadbałtyckich na Polskę? Podsumowując: wydaje mi się, że elementarnym obowiązkiem naszego państwa jest zapewnienie takich zdolności obronnych, które pozwoliłyby przez kilka dni przynajmniej radzić sobie samodzielnie z realnymi zagrożeniami, jakie mogą powstać na naszej wschodniej granicy i spowodować, wysiłkami dyplomatycznymi w tym czasie, uruchomienie funkcjonowania Paktu Północnoatlantyckiego, którego jesteśmy członkami i którego zasady formalnie wciąż obowiązują. Czyli zasady solidarnej obronności w przypadku zagrożenia jednego z członków agresją zewnętrzną. Sami oczywiście, w  hipotetycznym (choć bardzo mało prawdopodobnym) przypadku ataku Rosji na Polskę na pewno nie jesteśmy w stanie się obronić i wydaje mi się, że ten scenariusz nie jest wart głębokiego rozważania. Bowiem nie sądzę, aby nam groziła militarna napaść Rosji. Natomiast rozmaite scenariusze zastępcze rozszerzania się chaosu ze strony wschodniej, chaosu kontrolowanego z Moskwy dla poszerzania wpływów na obszarze krajów takich jak Polska, krajów dawnego bloku sowieckiego, należy traktować poważnie i rozważać możliwość wykorzystania Wojska Polskiego, by próby realizacji owych scenariuszy nie przyniosły uszczerbku dla suwerenności naszego państwa.

– Warto przypomnieć list prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego dotyczący polityki zagranicznej, w którym zauważył, iż prezydent Lech Kaczyński oraz rząd Prawa i Sprawiedliwości prowadzili konsekwentną politykę opartą na sojuszach państw Europy Środkowowschodniej. W ramach próby realizacji tych przedsięwzięć Polska zderzała się z polityką zagraniczną Rosji, która przejawiała, na różne sposoby, tendencje do odbudowywania swojej strefy wpływów.

– Rosja wielokrotnie powtarzała groźby militarne, i robi to propagandowo systematycznie, dlatego ci w Polsce, którzy mówią, że śmieszne jest przypominanie jakichkolwiek zagrożeń ze strony Rosji, powinni jednak przypomnieć sobie wypowiedzi szefów rosyjskiego sztabu generalnego, choćby generała Bałujewskiego, który kilkakrotnie groził zwróceniem rakiet rosyjskich przeciwko Polsce, zainstalowaniem głowic militarnych w rakietach stacjonowanych na terenie obwodu kaliningradzkiego. Można też przypomnieć sobie wielkie manewry armii rosyjskiej, które odbyły się rok temu, gdzie ćwiczono operacje na terenie krajów sąsiednich tzn. nadbałtyckich i ewentualnie krajów takich jak Polska. Rosja, organizując tego rodzaju gry wojenne i używając gróźb, nie sądzę, by realnie planowała uderzenie militarne na nasz kraj. Na pewno jak najbardziej realnie chce natomiast zastraszać Polskę czy inne kraje tego regionu, zmuszając do ustępstw politycznych i gospodarczych za pomocą takiego m.in. nacisku. Dla nas, powtórzę, jedynym sposobem odrzucenia tego szantażu jest zapewnienie sobie zdolności odpornych, o jakich mówiłem.

– Oddanie śledztwa dotyczącego katastrofy smoleńskiej stronie rosyjskiej nazwał Pan upokorzeniem czy wręcz upodleniem dla Polski. Z jednej strony pojawia się kwestia zaufania dla rosyjskiej prokuratury, z drugiej – niepokoić może postawa bezradności czy też pewnej inercji ze strony polskich władz. Czy można czymś uzasadnić takie zachowanie?

– Wiemy, jak politycznie uzasadnia to władza Platformy Obywatelskiej, okazując maksymalne zaufanie stronie rosyjskiej. Nie można bardziej wyrazić zaufania stronie, na której terenie dokonała się tak wielka tragedia, jak oddając całkowicie w jej ręce wszystkie dowody w tej sprawie i prowadzenie jedynego mogącego realnie wyjaśnić przyczyny tragedii śledztwa. Wiemy, że prokuratura polska także prowadzi swoje śledztwo, ale nie dysponuje w tej sprawie żadnymi dowodami ani możliwościami realnego zbadania tej sprawy. Takie możliwości przekazał premier Tusk 10 kwietnia br. całkowicie w ręce Rosji. To manifestacyjny dowód oddania honoru Polski – bo chodzi przecież o śmierć prezydenta i elit politycznych Rzeczypospolitej Polskiej – w ręce sąsiedniego państwa. Rozumiem, że argumentem ma tutaj być próba przekonania opinii światowej, a zwłaszcza zachodnioeuropejskiej, że oto Polska całkowicie, niejako o 180 stopni odwróciła się od tego, co jej się przypisuje, czyli od rusofobii. Proszę bardzo: ufamy Rosji bezgranicznie… Takie postępowanie  wydaje mi się ruchem stanowczo za daleko idącym. Nawet jeśli uznać, że jest za tym pewna chłodna kalkulacja polityczna odwrócenia od Polski oskarżeń, które Rosja sprytnie podsyca: że Polska jest krajem ksenofobicznym, że polityka polska nie może być, w związku z tym, traktowana poważnie w krajach zachodnioeuropejskich i że w ramach tego ponad głowami Polski będzie toczył się dialog między Moskwą a Berlinem czy Moskwą a innymi krajami europejskimi.

– Nie tak dawno Jacek Sasin, minister w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, poinformował o ogromnym pośpiechu Bronisława Komorowskiego w objęciu konstytucyjnych obowiązków głowy państwa. Z przedstawionej przez niego relacji wynika, że wszelkie rozmowy na ten temat były prowadzone w godzinach południowych, a identyfikacja ciała prezydenta nastąpiła dopiero wieczorem i wówczas można było potwierdzić jego zgon. Sasin, będąc w telefonicznym kontakcie z innym prezydenckim ministrem Andrzejem Dudą, usłyszał od niego słowa, że na miejscu już trwa zamach stanu.

– Trudno jest mi na ten temat się wypowiadać, bo oczywiście nie mam takiej wiedzy, jaką ma pan minister Sasin. Powiedziałbym tak, że gdyby władze Polski w momencie śmierci prezydenta Kaczyńskiego wystąpiły w sposób godnie Polskę reprezentujący, to widziałbym uzasadnienie dla szybkiego przejęcia instrumentów tej władzy. Rzeczywiście, kiedy ginie prezydent, a można było przyjąć takie założenie w  momencie dotarcia pierwszych komunikatów ze Smoleńska, to energiczne przejęcie instrumentów władzy, żeby zadbać o wyjaśnienie okoliczności tej śmierci, byłoby uzasadnione. Ale tu nastąpiło przejęcie władzy po to tylko, żeby oddać tego samego dnia w całości wyjaśnienie tej straszliwej tragedii w ręce czynnika nie tylko od Polski całkowicie niezależnego, ale czynnika, który w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości posiada zerową wiarygodność. Po prostu na arenie międzynarodowej prokuratura generalna rosyjska posiada taką właśnie wiarygodność jako narzędzie sprawiedliwości, jako organ, który mógłby się kierować zasadami praworządności. Wiadomo, że prokuratura rosyjska jest politycznym narzędziem podporządkowanym władzy premiera i prezydenta Rosji, którzy używają tego narzędzia do celów bardzo często nie mających nic wspólnego z zasadami elementarnej praworządności. Przekazanie takiemu organowi oraz MAK-owi (czyli pozostałości po Związku Sowieckim: Międzypaństwowej Komisji ds. Wypadków Lotniczych), także całkowicie politycznemu narzędziu, które nie tylko nie może wyjaśnić, ale uniemożliwia wyjaśnienie okoliczności tej tragicznej katastrofy – to wszystko sprawia, że błyskawiczne przejęcie instrumentów władzy okazało się niczym nieuzasadnione, nieusprawiedliwione. Jeśli nie polityka w najbliższych miesiącach, to na pewno historia rozliczy tych, którzy w taki sposób wykorzystali śmierć prezydenta Kaczyńskiego.

– Czy postawa elit rządzących, patrząc tylko na przykład śledztwa smoleńskiego, gwarantuje  w ramach przyszłych relacji polsko-rosyjskich obronę naszego interesu?

– Tutaj koronnym przykładem jest nie tylko Smoleńsk, ale przede  wszystkim zachowanie w sprawie umowy gazowej. Sytuacja, w której polski rząd zostaje oskarżony przez Komisję Europejską ds. Energii o reprezentowanie moskiewskiego stanowiska i to KE blokuje zawarcie umowy, którą gotów jest podpisać polski premier – umowy z Gazpromem w oczywisty sposób dla Polski niekorzystnej – pokazuje, jak ten rząd broni interesów Polski. Jest to sytuacja nie tylko paradoksalna, ale groteskowa i jednocześnie dla Polaków, konsumentów gazu w tym konkretnym przypadku prawie w 2/3 pochodzącego z importu z Rosji, jest to sytuacja wręcz niebezpieczna. Inny przykład to kwestia, wciąż niewyjaśniona, dostępu do budowanego gazoportu w Świnoujściu, który może być wciąż zablokowany przez Niemcy lub Rosję albo niemiecko-rosyjskie konsorcjum budujące Nord Stream (Gazociąg Północny). To są przykłady dziwnego, nazwijmy to najdelikatniej, podejścia ze strony tego rządu do sprawy polskiego interesu.

Wywiad ukazał się w tygodniku "Nasza Polska" Nr 42 (781) z 19 października 2010 r.

Źródło:

Tygodnik Nasza Polska: http://www.naszapolska.pl
http://www.naszapolska.pl/index.php/component/content/article/1674-qnpq-nr-42-sdej-wywiad-prof-andrzejem-nowakiem

Artykuł ukazał się również w:

Bibuła – pismo niezależne: http://www.bibula.com/
http://www.bibula.com/?p=27794

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek