Prof. Andrzej Nowak: Czas nowoczesnych patriotów


Andrzej_Nowak Rosja Sowiecka i Niemcy nie pogodziły się z polską niepodległością. Potrzebna była jeszcze "dogrywka" II wojny światowej, a potem klęska Związku Sowieckiego w zimnej wojnie, by Polska stała się znów niepodległa

Na mapie Polska mogła się pojawić tylko w wypadku klęski wielkich mocarstw, które dokonały jej rozbiorów. W pełni niepodległa mogła stać się tylko w wypadku jednoczesnej klęski wszystkich trzech imperiów.

Taka sytuacja wydawała się całkowicie nieprawdopodobna. Dlatego główne polskie siły polityczne działające na początku XX wieku podzieliły się na dwie orientacje, zgodnie z podziałem mocarstw na dwa coraz bardziej wrogie sobie obozy. Część polskich partii, z lewicą niepodległościową kierowaną przez Piłsudskiego, wybrała orientację antyrosyjską, oznaczającą oparcie się na Austro-Węgrach i Niemczech. Ich celem było odbudowanie państwa polskiego na terenach odebranych Rosji. Druga orientacja, reprezentowana przez Narodową Demokrację i jej lidera Romana Dmowskiego, miała charakter antyniemiecki. Głównego wroga wskazywała w Rzeszy, a nadzieje polskie chciała oprzeć na próbie lojalnej współpracy z Rosją i pozyskaniu dzięki temu poparcia jej zachodnich sojuszników: Anglii i Francji.

Postawienie na dwie orientacje przyniosła w czasie wojny światowej rezultaty. Od 1916 roku na terenie zajętego przez Niemcy i Austro-Węgry Królestwa Polskiego tworzyły się legalne zawiązki polskiej administracji, policji i wojska. Orientacja na ententę dała sprawie polskiej reprezentację dyplomatyczną wobec zwycięskich ostatecznie w wojnie mocarstw, ale także uformowane u ich boku jednostki wojskowe: we Francji i w Rosji.

Nie drażnić Niemców i Rosji

Walka o kształt całej Europy Środkowej i Wschodniej miała się jednak rozstrzygnąć dopiero po przewrocie komunistycznym w Rosji i zakończeniu I wojny światowej na zachodzie. Brali w tej walce udział geopolityczni spadkobiercy mocarstw rozbiorowych: Rosja Sowiecka, Niemcy, a także… Czechosłowacja, która stała się ostatnią namiastką imperium Habsburgów. Uczestniczyły w niej także te siły, które wspierały programy narodowo-polityczne konkurujące z polskim o miejsce na wschodnich Kresach dawnej Rzeczypospolitej: ukraiński, litewski i – najsłabszy z nich – białoruski. W dużym stopniu wpływały na bieg i rezultat tej walki także zwycięskie w I wojnie mocarstwa zachodnie – przede wszystkim Wielka Brytania i Francja – które miały ambicje podyktowania nowego porządku europejskiego na zasadzie kompromisu między głoszonymi przez siebie pryncypiami (prawa narodów do samostanowienia) i swoimi strategiczno-ekonomicznymi interesami.

Mimo początkowych prób kompromisu siłą rozstrzygnięty został spór o kształt południowej granicy Polski. W styczniu 1919 roku wojska czechosłowackie zajęły sporny obszar Śląska Cieszyńskiego. Dyplomacja czeska wyczekała na stosowny moment, by usankcjonować ten zabór. Ta chwila przyszła w lipcu 1920 roku, kiedy Polska walczyła o życie z najazdem Rosji sowieckiej. Czesi przekonali wtedy Radę Najwyższą Ententy do korzystnego dla siebie podziału Śląska Cieszyńskiego.

Dlaczego aspiracje terytorialne Pragi zostały poparte przez liderów ententy, a racje Warszawy, mimo że były oparte w tym wypadku na zasadzie woli zainteresowanej ludności, zostały w 1920 roku odrzucone przez zachodnie mocarstwa? Odpowiedź jest prosta. Czechosłowacja powstawała wyłącznie na gruzach monarchii habsburskiej, której zagłada została w pełni zaakceptowana przez zwycięskie mocarstwa. Ewentualny rewanżyzm ze strony Austrii, Węgier, a tym bardziej Polski nie był z punktu widzenia Paryża czy Londynu wielkim problemem. Polska natomiast musiała być odbudowana przede wszystkim kosztem i Niemiec, i Rosji imperialnej. Czy można zapewnić w Europie trwały porządek międzynarodowy, jeśli wyalienuje się z niej i Niemcy, i Rosję – jeśli oba te mocarstwa będą zdeterminowane, by ten porządek podważyć? To pytanie stawiali sobie przywódcy zwycięskich mocarstw, stawiają je post factum także historycy dyplomacji tego czasu. I wskazują najczęściej "nienasycone polskie apetyty", "polski imperializm" – jako jedną z istotnych przyczyn niepowodzenia systemu wersalskiego. Polska "wzięła" za dużo. Komu "wzięła"? Oczywiście Niemcom i Rosji (już sowieckiej), przez co te dwa mocarstwa nie pogodziły się nigdy z układem wersalskim i doprowadziły ostatecznie do jego zniszczenia. Z tej perspektywy patrzyli – i działali przeciw polskim aspiracjom terytorialnym po I wojnie – przywódcy anglosascy ententy, z najbardziej konsekwentnym pod tym względem premierem brytyjskim Davidem Lloydem George’em.

Dyplomatyczna aktywność Romana Dmowskiego oraz Ignacego Paderewskiego na konferencji pokojowej w Paryżu, a z drugiej strony fakty dokonane, tworzone przez kolejne polskie powstania: najpierw Wielkopolskie, potem trzy Śląskie (w 1919, 1920 i 1921 r.), wpłynęły na ostateczny kształt granicy polsko-niemieckiej, ograniczając skutki zdecydowanej woli brytyjskiego premiera, by "nie rozdrażniać Niemców" ustępstwami terytorialnymi wobec Polski. Gdańsk, mimo że był częścią I Rzeczypospolitej, nie został jednak włączony do nowej Polski, choć część Pomorza udało się Polsce uzyskać. Plebiscyt na Śląsku oraz polskie powstania doprowadziły do podziału, z którym (tak jak z utratą pomorskiego "korytarza") Niemcy się nie pogodziły. Tu kompromis nie był możliwy. Z kalkulacji prowadzonej w imię "wyższego", europejskiego porządku wynikało, że można go było osiągnąć tylko kosztem słabszego – by zaspokoić silniejszego.

Dwie wizje polityki wschodniej

W latach 1919-1920 jednak mocarstwa zachodnie nie decydowały same o biegu granic na wschodzie Europy. Rozstrzygały o nich relacje sił, interesów, determinacji politycznych i społecznych aktorów tej części kontynentu, a także… granice wyobraźni politycznej ich elit. Polska i jej elity polityczne odgrywały w tej grze rolę współdecydującą. Czy był w owej grze możliwy kompromis? Pytanie to powraca najboleśniej w historii rozstrzygającego się w latach 1918-1920 sporu polsko-litewskiego i polsko-ukraińskiego. Najczęściej przedstawia się ten spór i próbuje odpowiedzieć na owo pytanie, przeciwstawiając dwa programy, czy dwie wizje polskiej polityki wschodniej: "federacyjną" (Józefa Piłsudskiego) oraz "inkorporacyjną" (Romana Dmowskiego), i szukając w tej pierwszej szansy na kompromis ze wschodnimi sąsiadami.

Koncepcja Dmowskiego opierała się na nadziei osiągnięcia kompromisu z Rosją poprzez podział ziem Ukrainy i Białorusi należących dawniej do Rzeczypospolitej. Hasło federalizmu, dobrze zakotwiczone już we wcześniejszych koncepcjach Piłsudskiego, oznaczać miało praktycznie chęć oderwania od Rosji ziem zabranych I Rzeczypospolitej, odbudowania wspólnoty politycznej dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego – obejmującej współczesną Litwę i Białoruś – oraz zbudowania silnej Ukrainy, sprzymierzonej z Polską. I tę politykę będzie Piłsudski próbował realizować – bo to on, a nie Dmowski, praktycznie zdobył władzę w Polsce jesienią 1918 roku.

Litwy nie udało się Piłsudskiemu przekonać do koncepcji federacji. Politycy litewscy chcieli budować swoje państwo narodowe – ze stolicą w Wilnie. Przeciw Polsce, a nie w sojuszu z Polską. Z Ukrainą już od listopada 1918 roku trwała lokalna wojna o Lwów i całą Galicję Wschodnią. Ta walka zakończyła się w czerwcu 1919 roku zwycięstwem strony polskiej. I tu nie udało się osiągnąć kompromisu granicznego, co skomplikuje także plany nawiązania przez Polskę sojuszu z ośrodkiem państwowym Ukrainy w Kijowie.

Polska jak przepierzenie

Od początku 1919 roku trwała także wojna z Rosją bolszewicką. Kiedy tylko Niemcy przegrały wojnę, Armia Czerwona ruszyła na zachód. Cel tej pierwszej wielkiej sowieckiej ofensywy sformułowany był jasno: dotrzeć do Niemiec, do Berlina – by tam pobudzić rewolucję. Miejsce Polski w tych planach precyzyjnie określił Stalin, pełniący wtedy rolę komisarza do spraw narodowości. W swoim artykule z listopada 1918 roku nazwał Polskę "przepierzeniem", ścianką działową, którą rewolucyjna Rosja musi jak najszybciej przebić, by połączyć się z proletariatem niemieckim. Armia Czerwona zajęła szybko większą część Ukrainy i Białorusi, a 1 stycznia 1919 roku także – po walce z miejscowymi oddziałami polskimi – Wilno. To był początek wojny sowiecko-polskiej. Już w lutym 1919 roku gotowy był sowiecki rząd dla Polski. Jednak ofensywa Armii Czerwonej została zatrzymana przez wojsko polskie. Pierwsza próba przebicia polskiego "przepierzenia" w drodze do Europy się nie udała. Rosja sowiecka musiała przerwać swą ofensywę nie tylko z powodu polskiego oporu, ale przede wszystkim wskutek wojny domowej. Walka z "białą" Rosją od wiosny do jesieni 1919 roku była absolutnym priorytetem dla Lenina i Trockiego. To dało stronie polskiej szansę próby realizacji własnej polityki wschodniej w postaci kontrofensywy Piłsudskiego na Wilno. Ta próba, próba realizacji koncepcji polityki federacji z Litwą, przyniosła Polsce sukces tylko militarny. Politycznie zakończyła się porażką: Piłsudskiemu nie udało się pozyskać polityków litewskich do programu zgody z Polską. Pozostawał w tej sytuacji odcinek ukraiński polskiej polityki wschodniej. Zwolennicy niepodległej Ukrainy z Kijowa zostali w 1919 roku zepchnięci przez Armię Czerwoną na zachód – w objęcia polityki Piłsudskiego. Owocem tej sytuacji stał się ostatecznie sojusz zawarty przez Piłsudskiego z ich liderem Symonem Petlurą. Został on podpisany formalnie w kwietniu 1920 roku.

Rosja sowiecka rozstrzygnęła w tym czasie na swoją korzyść losy wojny domowej. Mogła zająć się znowu aktywnie polityką wobec swoich zachodnich sąsiadów. Miała do wyboru trzy opcje. Jedną stanowiła tymczasowa ugoda z mocarstwami ententy, która pozwoliłaby Rosji sowieckiej na odbudowę gospodarczą i umocnienie się jako państwa, by przygotować się lepiej do następnej okazji do walki o rewolucję światową. Tę linię realizował Lenin poprzez rokowania podjęte w kwietniu 1920 roku w Londynie z inicjatywy brytyjskiego premiera Lloyda George’a. Drugą linię, wynikającą z samej doktryny komunistycznej, wytyczał szlak ofensywy Armii Czerwonej na Berlin, do centrum Europy – by jak najszybciej pomóc rewolucji w Niemczech i ponieść ją dalej, na południe i zachód Europy. Trzecią linię sowieckiej polityki zagranicznej stanowiła możliwość współpracy z Niemcami niekomunistycznymi, z każdymi właściwie Niemcami – niepogodzonymi z warunkami traktatu wersalskiego. To była linia współpracy przeciw nowemu porządkowi europejskiemu – współpracy tych mocarstw, które czuły się przez ten porządek upośledzone. Na tej linii, tak samo jak na poprzedniej, rewolucyjnej, także idącej z Moskwy do Berlina, główną przeszkodą była Polska. Stąd właśnie wzięło się najważniejsze znaczenie niepodległości Polski dla całej Europy w roku 1920.

Na zachód marsz

Od stycznia 1920 roku Armia Czerwona szykowała się intensywnie do nowej ofensywy na Polskę. Przygotowania do wielkiego ataku poprzez Białoruś miały być zakończone w końcu kwietnia. Piłsudski uprzedził je swoją ofensywą na Kijów rozpoczętą 25 kwietnia. Polska ofensywa, podjęta w sojuszu z Ukraińcami Petlury, nie zakończyła się sukcesem. Choć Kijów został zajęty, po miesiącu wojsko polskie musiało się stamtąd wycofać. Mocarstwa zachodnie polskiej ofensywy nie popierały, przeciwnie – zwłaszcza Anglia krytykowała ją jako przejaw "polskiego imperializmu", nie dostrzegając w ogóle imperializmu sowieckiego. Tymczasem własne błędy militarne Piłsudskiego, sowieckie uderzenie na północy, a przede wszystkim brak istotnego wsparcia ludności ukraińskiej dla próby budowania własnej państwowości w oparciu o polskie bagnety – wszystko to złożyło się na niepowodzenie polskiego planu zmiany sytuacji geopolitycznej w Europie Wschodniej.

W miarę odzyskiwania militarnej inicjatywy w wojnie z Polską i postępów Armii Czerwonej na zachód Lenina korciło rzucenie rękawicy całemu systemowi wersalskiemu w Europie: z pomocą Niemiec nacjonalistycznych lub komunistycznych. Lenin uległ w tym momencie chorobie, którą sam nazwał przy innej okazji "zawrotem głowy od sukcesów". Chciał już tylko od swych kolegów z kierownictwa bolszewickiej partii sugestii, w którą stronę po zalaniu Polski powinna być skierowana fala sowietyzacji. 23 lipca Lenin pisał do Stalina: "Zinowiew, Bucharin i także ja uważam, że należałoby w tej chwili pobudzić rewolucję we Włoszech. Uważam osobiście, że należy w tym celu sowietyzować Węgry, a być może także Czechy i Rumunię". Stalin był wówczas, przypomnijmy, komisarzem politycznym Armii Czerwonej nacierającej na południu – w kierunku Lwowa i Krakowa. Na pytania Lenina odpowiedział następnego dnia: "Teraz, kiedy mamy Komintern, pokonaną Polskę i solidną Armię Czerwoną (…) byłoby grzechem nie pobudzić rewolucji we Włoszech. (…) Należy postawić kwestię organizacji powstania we Włoszech i w takich jeszcze nie okrzepłych państwach, jak Węgry, Czechy (Rumunię przyjdzie rozbić). (…) Najkrócej mówiąc: trzeba podnieść kotwicę i puścić się w drogę". Podniecony otwierającymi się perspektywami Lenin jeszcze 12 sierpnia nawoływał ze zniecierpliwieniem: "Z politycznego punktu widzenia jest arcyważne, aby dobić Polskę".

Polska jednak dobić się nie dała. Próba sowietyzacji Polski rozbiła się o dojrzałą świadomość narodową, o nowoczesny patriotyzm, którym przesiąknęły już nie tylko elity, ale także masy polskich chłopów i robotników. Ta właśnie świadomość tak korzystnie wyróżniła Polskę od anomii społecznej, na której bolszewicy zbudowali swój sukces w Rosji, na Ukrainie czy na Białorusi. System wersalski został na 20 lat ocalony w Bitwie Warszawskiej stoczonej zwycięsko przez wojsko polskie w sierpniu 1920 roku. Wraz z nim ocalała szansa niepodległego rozwoju Europy Środkowo-Wschodniej. Przynajmniej jej części i przynajmniej na pewien czas.

Pokusa rewizji historii

Dzięki ocaleniu polskiej niepodległości nie było już mowy – przez następnych 20 lat – o sowieckiej Czechosłowacji, Węgrzech, Rumunii ani tym bardziej o rewolucji we Włoszech. To był najważniejszy rezultat polskiej walki o granice: granice Europy Wschodniej. Zmęczone sześcioletnią wojną społeczeństwo polskie, przy braku wsparcia dla jakiejkolwiek samodzielnej akcji polskiej ze strony mocarstw zachodnich, gotowe już było przyjąć ten kompromis graniczny, jaki tylko zaoferuje pokój, a zarazem da Polsce minimum strategicznego bezpieczeństwa na najbliższe lata. Piłsudski ten werdykt zaakceptował – werdykt, którego podsumowaniem stały się ustalenia polsko-sowieckiej konferencji pokojowej w Rydze w marcu 1921 roku, oznaczające faktycznie podział Białorusi i Ukrainy.

Wskutek klęski pod Warszawą Rosja sowiecka musiała wrócić do koncepcji tymczasowego układu z "kapitalistycznym okrążeniem". Musiała go zawrzeć na znacznie gorszych warunkach aniżeli te, jakie rysowały się w propozycji lorda Curzona z lipca 1920 roku. Symbolicznie niemal zbiegło się w czasie – w marcu 1921 roku – podpisanie pokoju ryskiego z Polską i sowieckiego układu handlowego z Wielką Brytanią. Lenin wiedział już jednak na pewno, że ma w dyspozycji pewne narzędzie swej strategii, które zapewni mu w dłuższej perspektywie możliwość rozprawienia się z Polską i zburzenia krępującego ekspansję bolszewizmu systemu wersalsko-ryskiego. Zachowując w pamięci wydarzenia późniejsze, symbolizowane datą 23 sierpnia 1939 roku i paktem Ribbentrop – Mołotow, warto przypomnieć na koniec prorocze słowa Lenina, wypowiedziane dokładnie 19 lat wcześniej. Lenin skierował je we wrześniu 1920 roku do szwajcarskiego komunisty Jules’a Humberta-Droza, członka ścisłego kierownictwa III Międzynarodówki. Oddajmy więc na koniec głos samemu Leninowi: "Polskę opanujemy i tak, gdy nadejdzie pora. (…) Przeciwko Polsce możemy zawsze zjednoczyć cały naród rosyjski i nawet sprzymierzyć się z Niemcami. (…) Niemcy są naszymi pomocnikami i naturalnymi sprzymierzeńcami, ponieważ rozgoryczenie z powodu poniesionej klęski doprowadza ich do rozruchów i zaburzeń, dzięki którym mają nadzieję, że rozbiją żelazną obręcz, którą jest dla nich pokój wersalski. Oni pragną rewanżu, a my rewolucji. Chwilowo interesy nasze są wspólne. Rozdzielą się one i Niemcy staną się naszymi wrogami w dniu, kiedy zechcemy się przekonać, czy na zgliszczach starej Europy powstanie nowa hegemonia germańska czy też komunistyczny związek europejski".

Rosja sowiecka i Niemcy nie pogodziły się z polską niepodległością. Potrzebna była jeszcze "dogrywka" II wojny światowej, a potem klęska Związku Sowieckiego w zimnej wojnie, by Polska stała się znów niepodległa. W nowych, o ileż lepszych warunkach – z niepodległą Litwą i Ukrainą, a także – mimo wszystko – Białorusią za swoją wschodnią granicą. I z Niemcami na zachodzie – jako częścią wspólnoty europejskiej, której Polska także jest członkiem.

Historia jednak się nie skończyła. I nie wszyscy są zadowoleni z jej ostatniego werdyktu. Szukają wciąż jego rewizji. Dlatego lekcja historii, historii polskiej niepodległości w wieku XX, wydaje się nadal ważna i godna przypomnienia.

Autor jest historykiem, wykładowcą na Uniwersytecie Jagiellońskim, redaktorem naczelnym dwumiesięcznika "Arcana".

Źródło:

NASZ DZIENNIK, Środa – Czwartek, 10-11 listopada, Nr 263 (3889)
www.naszdziennik.pl
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20101110&typ=my&id=my71.txt

Artyluł również na:

Wirtualna Polonia: http://wirtualnapolonia.com/2010/11/10/prof-andrzej-nowak-czas-nowoczesnych-patriotow/

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek