Będzie trudno o pracę w niemieckiej fabryce


Auto factoryPraca w dużej fabryce jest marzeniem wielu Niemców. Miałem okazję osobiście się o tym przekonać, dawno temu, gdy najmowałem się do roboty – oczywiście nielegalnie – na niemieckich budowach. Pracujący ze mną Niemcy mieli dość pracy od rana do zmierzchu, także w soboty (jeśli tak życzył sobie szef), do tego przez cały rok na dworze.

Z zazdrością mówili o tych, którym udało się dostać do fabryki, gdzie – jak mówili – pracuje się krócej, w lepszych warunkach i za większe pieniądze. Szczytem marzeń była dla nich praca w fabryce samochodów, najlepiej w Mercedesie.

Kiedyś czytałem interesujący artykuł na temat zarobków w fabryce Volkswagena w Wolfsburgu. Okazuje się, że średnia stawka za roboczogodzinę wynosi w tym zakładzie około 50 euro (brutto). Do tego weekend zaczyna się tam nie piątek, lecz już w czwartek po południu. Jakby tego było mało każdy pracownik Volkswagena ma prawo do całego pakietu dodatkowych świadczeń, w tym np. do trzynastej pensji, bonusów na święta czy do specjalnego rabatu na zakup nowego VW.

Inne duże, niemieckie fabryki może nie są aż tak hojne, ale też dbają o swoich pracowników. Jest to przede wszystkim zasługa bardzo silnych w Niemczech związków zawodowych. Przez lata wywalczyły sobie taką pozycję, że w praktyce często mają większy wpływ na losy firmy niż właściciel. Ta przemożna rola związków jest widoczna szczególnie w dużych zakładach, które zatrudniają tysiące pracowników.

Problem w tym, że w tych przedsiębiorstwach prawie nigdy nie ma wakatów, a zakładowe działy zatrudnienia mają długie listy chętnych, którzy są gotowi w każdej chwili porzucić wykonywane dotąd zajęcie i przyjąć oferowaną pracę. Dla Polaka, który chciałby ustawić się w takiej kolejce dodatkowym problemem nie do pokonania będzie bariera językowa. No, bo któż zatrudni cudzoziemca, nawet znającego niemiecki na dobrym poziomie, skoro można przebierać wśród "swoich".

W Niemczech, inaczej niż na Wyspach, prawie nie ma fabryk, które działają w systemie zmianowym czy w weekendy. Nie ma tam tanich, wzniesionych z blachy, wielkich hal fabrycznych, które w razie potrzeby można szybko rozebrać i przenieść do innego kraju. Takie fabryki z Niemiec już dawno uciekły, a nowe nie powstają. Dlatego nie słyszy się w tym kraju o wielkich naborach pracowników do konkretnego zakładu.

Moim zdaniem jest tylko jedna duża branża produkcyjna, gdzie od maja przyszłego roku (gdy zostanie zniesiony w Niemczech wymóg uzyskiwania zezwolenia na pracę) nasi rodacy będą mieli szanse na zatrudnienie – chodzi o przemysł mięsny. Praca w rzeźniach i chłodniach nie należy bowiem do przyjemnych, jest ciężka, na zmiany, a do tego cały czas w niskich temperaturach. Nie przypadkiem już teraz wielu naszych rodaków, omijając jakoś zakazy, pracuje w niemieckich zakładach mięsnych. Tak więc, kto od maja chciałby pracować za Odrą w fabryce, powinien już teraz pomyśleć o przyuczeniu do zawodu rzeźnika (bo tylko tu widać dla nas realne perspektywy), no i opanowaniu podstaw języka.

Zbigniew Greźlikowski

Źródło: Interia.pl – 5 grudnia 2010: http://biznes.interia.pl/prasa/news/bedzie-trudno-o-prace-w-niemieckiej-fabryce,1558391

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek