W 2011 roku czekają nas większe turbulencje niż się spodziewamy


flagi_palac_prezydencki_warszawaJaki będzie przyszły rok, oto jest pytanie. Rząd wciąż reklamuje swoje sukcesy gospodarcze: wysoką dynamikę eksportu, sprzedaży krajowej, spadek bezrobocia w drugiej połowie roku, (podczas gdy prognozy mówiły, że bezrobocie będzie rosło przez cały rok), jednakże tzw. klimat biznesowy u nas jest niski i plasuje Polskę w grupie państw o fatalnych warunkach do prowadzenia działalności gospodarczej. Duże przedsiębiorstwa wstrzymują się z inwestycjami, obawiając się o przyszłość. Z jednej strony – wynika z badań nastrojów przedsiębiorców European Economic Survej 2011, przeprowadzonych przez Krajową Izbę Gospodarczą – polscy przedsiębiorcy wierzą, że będzie powrót do koniunktury, z drugiej – trudno być optymistą i trząść się zarazem jak osika przed tym, z której strony dostanie się mocniej młotkiem w głowę.

Zły klimat biznesowy

Marek Kłoczko, sekretarz generalny KIG, podkreśla optymizm polskich przedsiębiorców, podobno w optymizmie wyprzedzają nas tylko przedsiębiorcy szwedzcy i estońscy. Co do katastrofalnego załamania się “klimatu biznesowego” uważa, że optymizm optymizmem, ale jednak “nastąpił spadek zaufania do zaplecza instytucjonalnego oraz rosną obawy o stan finansów publicznych, zwłaszcza przed narastającym lawinowo długiem publicznym, pochodną deficytów budżetowych”. Dodajmy, że w br. deficyt budżetowy w relacji do produktu krajowego brutto, czyli do wartości tego, co wyprodukujemy w tym roku, ma osiągnąć poziom 7,9 proc. Bruksela życzy sobie deficytu nie większego niż 3 proc. w relacji do PKB (wymóg, żeby wejść do strefy euro). Komisja Europejska zgodziła się jednak kilka dni temu, że koszt reformy emerytalnej nie będzie wliczany do deficytu i do długu publicznego, co nie znaczy, że ich ponure wartości się zmniejszą. Dług pozostanie takim samym długiem, jakim był. Można przypuszczać, że KE poszła na ustępstwa i ulgowe liczenie długów, ponieważ Bruksela chciałaby nas wpuścić czym prędzej w objęcia strefy euro.

Rząd szarpie nerwy przedsiębiorcom

Tymczasem nasz rząd funduje przedsiębiorcom m.in. niestabilną sytuację podatkową, związaną z planowaną podwyżką VAT, uchwalono zmniejszenie możliwości odpisywania tego podatku od paliw i zakupu pojazdów na użytek firmowy, bombarduje się firmy sygnałami, że wzrośnie składka rentowa. Plany fiskalne gabinetu Donalda Tuska nie są znane. Nie wiadomo, co będzie z Otwartymi Funduszami Emerytalnymi. Rozniosło się na dobre, że OFE rząd chce zlikwidować, tj. że będzie można swobodnie przejść z OFE do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Ryszard Petru, były ekonomista BRE Banku, który wziął udział w spotkaniu w Krajowej Izbie Gospodarczej (temat: Kryzys minął niepokój pozostał, jak nastroje przedsiębiorców wpłyną na gospodarkę w przyszłym roku), powiedział, że czekają nas większe turbulencje w przyszłym roku, a także w roku 2012, niż się spodziewamy.

Pomoc nie przyniosła skutku

W ostatnich tygodniach rozpoczęła się dyskusja o rozpadzie strefy euro, nie w kawiarniach, ale wśród polityków i ekonomistów, a my jesteśmy blisko tej strefy – przypomniał ekonomista. Głównym czynnikiem niepewności jest świat zewnętrzny – powiedział Petru. Wydawało się, że problem Grecji został rozwiązany, ale nie został i sytuacja jest coraz poważniejsza. Utworzenie funduszu pomocowego miało rozwiązać problem.  Okazało się, że rynki finansowe zdołano uspokoić tylko na kilka miesięcy. Ich cierpliwość już się skończyła. Ekonomista powiedział, że rynki finansowe uważają, że Irlandia, Grecja, Portugalia nie będą w stanie spłacić całego zadłużenia. On sam także nie wierzy, żeby Unia była w stanie wszystkim pomóc. Mówi, że dojdzie prawdopodobnie do bankructwa wymienionych krajów, to znaczy, nie oddadzą one całego długu. Ale na to nie ma zgody wszystkich unijnych przywódców europejskich. Francja chciałaby Unii transferów, Niemcy – nie. W tej przepychance Polska stoi za Niemcami. Zdaniem Petru, słusznie, choćby dlatego, że w naszej tysiącletniej historii Polska na nikogo nie mogła liczyć. Jesteśmy teraz zainteresowani, żeby każdy odpowiadał za siebie, tym bardziej że pomaganie permanentne do niczego nie prowadzi, poza zwiększaniem kryzysu – powiedział.

Unia zgniłych kompromisów

Unię Europejską cechuje brak przywództwa. Ośrodki są trzy: KE, niemiecka kanclerz Angela i Nikolas Sarkozy, prezydent Francji. Rzeczywistego porozumienia między tymi decyzyjnymi ośrodkami nie ma, są tylko zgniłe kompromisy. Unii Europejskiej brakuje sensownego pomysłu wychodzenia z kryzysu. Bruksela nie wypracowała mechanizmów przygotowanych na trudne i bardzo trudne sytuacje. Cały projekt Unii, w tym strefy euro, przygotowany został na tylko na sukces, wariant “B” nie istnieje. – Polska nie ma warunków, żeby pomagać bankrutującym krajom – uważa Petru. Przypomniał, że nasz kraj określany ciągle przez rząd, jako “zielona wyspa”, z samymi gospodarczymi sukcesami w ubiegłym i w tym roku, na tle świata wypada blado, gdyż o wiele szybciej niż Polska rozwijają się m.in. Chiny czy Indie. Sytuację mamy nietypową. Głównym inwestorem w Polsce jest sektor publiczny, gospodarkę ciągną małe i średnie przedsiębiorstwa. Wielkie firmy czekają, jak zamrożone, ponieważ nie wierzą, że teraz jest właściwy moment na inwestowanie. Wstrzymywanie się z dużymi inwestycjami będzie skutkowało mniejszym zatrudnieniem i mniejszymi wpływami do budżetu. Jeśli chodzi o eksport – 26 proc. polskiego eksportu kierowane jest do Niemiec. Polskie firmy produkują nie pod konsumenta niemieckiego, ale właśnie pod niemiecki eksport, występuje ścisła korelacja między dynamiką eksportu u zachodnich sąsiadów z naszym eksportem. Im eksport niemiecki jest większy, tym lepiej dla polskich firm. Eksportujących. Tak koło się zamyka.

Boni – mniejsze zło

Polska mogłaby sama sobie zafundować pewną stabilność wewnętrzną (Petru sobie i rządowi tego życzy), ale tej stabilności nie widać. Michał Boni, socjolog kultury doradzający premierowi, nerwowo przebiera palcami w sprawie OFE i wybiera “mniejsze zło”. Debata o OFE trwa od paru miesięcy i według ekonomisty niewiele osób wie, o co w niej chodzi, bo słyszy się na ten temat różne rządowe głosy i są różne pomysły jednych ministrów zwalczane przez innych ministrów. Zakrawa to na farsę. Nie wiadomo, dlaczego warianty zmian nie są dyskutowane w wąskim gronie eksperckim, a potem wypracowanego projektu rząd nie podaje do powszechnej wiadomości, z rzeczowym uzasadnieniem. Ta sama sytuacja z podwyższeniem składki rentowej, która w warunkach, gdy Bruksela się zgodziła, że koszt reformy emerytalnej nie będzie wliczony do długu publicznego i deficytu budżetowego, niby dlaczego miałaby zostać podwyższona?

Usługi publiczne – beznadziejne

Żeby Polska szybciej się rozwijała, potrzebny jest znacznie większy napływ dużych inwestycji bezpośrednich – kraj rozwija się w tej chwili dzięki m.in. małym i średnim przedsiębiorstwom, które z przeprowadzonych przez KIG badań wprost tryskają optymizmem (prawie 48 proc. szefów takich firm planuje wzrost inwestycji w przyszłym roku o 40 proc., a utrzymanie ich na dotychczasowym poziomie 40 proc.). Z badań wynika, że ma nastąpić poprawa na rynku pracy, co jest problematyczne, ponieważ “polska (młoda) siła robocza” już niedługo zacznie się przemieszczać do Niemiec oraz Austrii (i oby tam nie została na zawsze), bo tam lepiej zapłacą. Trudno przy tym nie zauważyć, że na wschód od Wisły inwestycji zagranicznych jest bardzo mało. Skupiają się one na zachód od Wisły w dużych aglomeracjach. Ale żeby napłynęły, musi zaistnieć odpowiedni klimat biznesowy, o którym nie ma co mówić bez stabilności gospodarczej i perspektyw rozwojowych. A tu nie wiadomo, jaki będzie jutro kurs złotówki, która z byle powodu się huśta, a euro – widać po Grecji czy Irlandii – jest dla nas groźne, nie wiadomo, jakie będą podatki. Mijają lata, a infrastruktura i usługi publiczne są do niczego. Petru powiedział, że jak jechał poprzedniego dnia z Berlina do Warszawy – w Poznaniu wymieniano lokomotywę. Trwało to dwie godziny.

Wiesława Mazur

Artykuł ukazał się w tygodniku ‚Nasza Polska’ nr 51-52 (790) z 21 grudnia 2010r.

Źródło: Nasza Polska

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek