Godziemba: Partyjni literaci 1949 – 1963


Partyjni literaci - Zwiazek Literatow Polskich, Szczecin 1949Musimy walczyć przy pomocy książek, bo to jest nasza forma walki – mobilizować książką.

W styczniu 1949 roku doszło w Szczecinie do IV Walnego Zjazdu Związku Zawodowego Pisarzy Polskich, na którym oprócz zmiany nazwy na Związek Literatów Polskich, zadekretowano socrealizm jako metodę twórczą.

Równocześnie wzmocniono pozycję partyjnych literatów, których organem wykonawczym była egzekutywa Podstawowej Organizacji Partyjnej ZLP, początkowo złożona z trzech, potem z pięciu, a od 1952 roku z siedmiu członków. Choć na jej czele od grudnia 1948 roku stała Janina Broniewska, to najważniejszą rolę pełnił Jerzy Putrament, sprawujący pieczę nad środowiskiem literackim z ramienia centralnych władz partyjnych. To jemu przypadło zadanie wprowadzenia w życie nowego modelu ZLP jako organizacji indoktrynującej pisarzy w duchu „jedynie słusznych" kanonów socrealizmu. Wedle tej koncepcji zarówno organizacja partyjna, jak i cały Związek miały spełniać rolę wychowawczą dla skupionych w nim twórców. Tę funkcję awangardy, jaką mieli spełniać partyjni pisarze, mocno podkreślał Putrament, mówiąc na zebraniu partyjnym w 1950 roku, iż Utarł się lekceważący stosunek literata i literatury; o literatach mówi się, że są to ludzie niepoważni, na których nie można liczyć. Literaci partyjni powinni to zmienić (…). Naszą sprawą jest, czy zbuduje się u nas realizm socjalistyczny.i

Partyjni literaci - Jerzy PutramentZgodnie z obowiązującą w PZPR praktyką literaci objęci zostali szkoleniem partyjnym oraz obowiązkowym uczestnictwem w zebraniach partyjnych, na których dokonywano interpretacji twórczości literackiej z punktu widzenia aktualnych założeń polityki kulturalnej. Najczęściej formułowanym zarzutem wobec pisarzy była ucieczka od podejmowania tematyki współczesnej. Zdaniem Melanii Korczyńskiej zjawisko to było groźne dlatego, że oznacza (…) zamykanie się dróg do rozrachunku ze współczesnością z jednej strony, obciążeniami dawnymi z drugiej strony, ucieczka to wyraz połowicznego stosunku do naszej ideologii. Pisarze muszą stać się aktywnymi dyskutantami poprzez swoje pisarstwoii, co miało oznaczać uczenie się przede wszystkim na wzorcach sowieckich. Tego samego zdania był Putrament, który uznawał literaturę współczesną za najważniejszy dział, gdyż ma ona (…) dopomóc w kształtowaniu świadomości powstającego narodu socjalistycznego.iii W tym kontekście aktywiści partyjni zwracali uwagę na milczenie wielu pisarzy i domagali się ich „zaktywizowania", grożąc usunięciem z szeregów Związku.

Po likwidacji w marcu 1950 roku tygodników „Kuźnica" i „Odrodzenie", partyjni literaci dokonali pryncypialnej, krytycznej oceny dorobku obu pism. Paweł Hoffman w referacie stwierdził, iż „Odrodzenie" w miarę zaostrzania się walki klasowej (…) zaczęło mętnieć i potem <zatacza się>. „Kuźnica" natomiast, która początkowo pełniła pozytywną rolę, z czasem stała się hamulcem w rozwoju naszej literatury. Po 1948 roku relikty ideologii burżuazyjnej, które zawsze tkwiły w zespole <Kuźnicy> stały się jaskrawe. Pokutujące, nieprzezwyciężone do końca postawy z okresu gomułkowszczyzny odgrywały tu niemałą rolę. Członkowie redakcji przestali dostrzegać przemiany w państwie w nowej fazie „bezpośredniej walki o socjalizm". Poparł go Putrament, który stwierdził, iż „Kuźnica" od początku reprezentowała osobliwe podejście do marksizmu, staczając się na pozycje burżuazyjnego estetyzmu. Mocno potępił Jana Kotta, który swego czasu lansował Sartre’a i schyłkową literaturę Zachodu, a Proust stał na szczycie jego literackiego Piemontu.iv W pasji ataków z pozycji „młodych gniewnych" przebił wszystkich Grzegorz Lasota, który nie tylko zarzucił „Kuźnicy" drukowanie Zygmunta Radka, Anny Pogonowskiej i innych", ale skrytykował Woroszylskiego za „wiersze formalistyczne". Zarzucił także Jastrunowi zbyt pochlebną ocenę twórczości Tadeusza Różewicza, u którego są zdania przetłumaczone żywcem z Eliota.

W tej sytuacji „kuźniczanom" nie pozostało nic innego jak złożenie samokrytyki. Stefan Żółkiewski uznał, iż na nim ciążyły niewątpliwie wpływy burżuazyjnej estetyki i filozofii, Ryszard Matuszewski przyznawał, iż jako krytyk kształtował się w <Kuźnicy> i dzielił z nią błędy. Oderwanie grupy <Kuźnicy> od środowiska partyjnego odbiło się i na jego własnej krytyce, która nosiła niejednokrotnie znamiona kumoterstwa. Paweł Hoffman natomiast kajał się za sposób traktowania współczesnej poezji: Poziom artystyczny nieraz przesłaniał nam szczerą i mocną partyjność tej poezji, wyrażającej radość z socjalistycznego tworzenia. Ta poezja młoda czerpie źródło swoich natchnień z takich zjawisk, jak spółdzielnia produkcyjna. W rezultacie redakcja ignorowała wiersze wyrażające chęć służenia sprawie socjalistycznej, wchłaniania i rozwijania wszystkich kiełków nowego, tworzącego się życia.v

Przy okazji rozprawy z „Kuźnicą" zaatakowano stare pokolenie – „przeciwników Majakowskiego". Manifestem nowego rozumienia roli poezji była wypowiedź Grzegorza Lasoty, który stwierdził: Tu zbliżam się do zagadnienia formy i treści. <Bo widzicie – wiersz człowiekowi musi pomóc i głód znieść i smutek, i pomóc socjalizm zrozumieć – takim jakim będzie< – powiedział do mnie pewien młody ORMO-wiec w 1947 r. Przyjmuję taką definicję poezji. Wydaje mi się słuszna. O realizacji (…) zadań poezji decyduje: ideologia, treść, sposób ujęcia tematu, forma. Wydaje mi się, i tu podzielam zdanie Woroszylskiego, że nie można napisać bojowego wiersza, wzywającego do walki, do produkcji, jeżeli będzie on zamknięty w klasycznej, sztywnej i gładkiej formie.vi

Na zebraniach partyjnych POP ZLP z troską podkreślano schematyzm i deklaratywność w ukazywaniu partii w powojennej literaturze. Lasota skrytykował twórców utworów, w których partii nie ma (…) najwyżej są sekretarze organizacji partyjnej i zebrania, ale nie widać, jak partia kieruje pracą i rozwojem całego środowiska. Wśród takich autorów wymienił Jana Wilczka, Józefa Kuśmierka, Leona Pasternaka, Michała Rusinka, Gustawa Morcinka, Stanisława Wygodzkiego i Irenę Krzywicką.vii Krytyce poddano m.in. powieść „Lewanty" Andrzeja Brauna, której zarzucono „schematyzm a rebours", a Lucjan Rudnicki stwierdził, że przedstawiciele partii w powieści nie dorośli do swego zadania. W 1951 roku ostrą reprymendę od egzekutywy otrzymała redakcja „Szpilek", a szczególnie Jan Brzechwa, który przetłumaczył i opublikował wiersz Andrzeja Niekrasowa „Pieśń o pracy", który zdaniem Putramenta zawierał akcenty „dywersyjne".

Egzekutywa partyjna w najdrobniejszych szczegółach ustalała treść wystąpień swych członków na zjazdach Związku. Janina Siekierska w imieniu Wydziału Kultury postulowała, aby wystąpienia członków partii były nie tylko ideologiczne, ale i taktyczne, podyktowane koniecznością oddziaływania na bezpartyjnych. Obnażając perfidną działalność wroga klasowego, nie powinno się odstraszać ludzi stojących na rozdrożu lub zabłąkanych tylko do wrogiego obozu. Szczególnie ważnym momentem, na który trzeba zwrócić uwagę, to fakt, że pisarz, który nie zbliża się ideologicznie do nas, zabija sam siebie jako artystę.viii Mimo tych przygotowań nie wszyscy twórcy zastosowali się do tych zaleceń. Nic więc dziwnego, iż krytyce poddawano „niesłuszne" wystąpienia partyjnych pisarzy na zjazdach ZLP. I tak Hoffman potępił referat Ważyka z 1950 roku jako noszący wszystkie błędy i nieudolności pojednawczego stosunku do prawicy, Stefan Żółkiewski uznał za politycznie i ideowo błędne wystąpienie Jana Kotta, którego oskarżył o niedocenianie idealizmu socjalistycznego. Janina Siekierska natomiast wskazała, iż POP ZLP okazała zupełny brak odpowiedzialności za zjazd. Organizacja partyjna nie czuła się gospodarzem zjazdu i we wszystkich sprawach oczekiwała pomocy i wsparcia Wydziału Kultury. Trzeba raz na zawsze skończyć z tym pieluszkowym stanem Związku i Organizacji Partyjnej.ix

Partyjni literaci - Zycie literackieTa funkcja kontroli ideologicznej obejmowała także pisarzy nienależących do partii. Miało temu służyć uczestnictwo bezpartyjnych w inicjatywach POP oraz aktywność członków partii w strukturach ZLP. Przejawem realizacji pierwszego było zapraszanie pisarzy nienależących do partii na zebrania otwarte POP czy wyjazdy edukacyjne organizowane przez komórkę partyjną. Największe z zebrań otwartych miało miejsce w 1953 roku i związane było ze śmiercią Józefa Stalina. Wzięło w nim udział 240 twórców.

Co do wyjazdów, to jeszcze w grudniu 1955 roku I sekretarz POP ZLP Janina Dziarnowska pisząc do premiera Cyrankiewicza prosiła o subwencje, aby zorganizować szeroko zakrojoną akcję wyjazdów literatów w teren – celem zapoznania się z budowlami socjalizmu, spółdzielniami produkcyjnymi, z PGR-ami oraz z pracą, walką, trudnościami Komitetów Powiatowych Partii i terenowych Rad Narodowych.

Realizacja drugiego założenia – wpływu na Związek – odbywała się przez piastujących funkcje w ZLP członków partii (w Zarządzie Głównym, przewodniczących komisji, itp.), poprzez delegowanie ich do czasopism literackich, komitetów organizacyjnych kongresów, zjazdów, ale przede wszystkim przez sekcje twórcze ZLP.

Partyjni literaci - Adam WazykTen jednostronny wpływ ideologiczny mógł być skuteczny jedynie przy dobrej znajomości zasad marksizmu-leninizmu i zaangażowaniu ideowym wszystkich partyjnych literatów. Podnoszeniu poziomu w tej dziedzinie miały służyć szkolenia partyjne. W sierpniu 1949 roku ustalono tematy pierwszych cykli programowych, w tym „Nowa rzeczywistość a literatura", „Polska dwudziestolecia", „O nowej Warszawie", „Watykan". Rok później kierownictwo POP ZLP zatwierdziło „plan szkolenia marksistowskiego dla kandydatów na <starostów> i <kierowników ideologicznych> grup". Stawiano również na samoedukację. W 1953 roku na jednym z zebrań POP Adam Ważyk mówił: trudno sobie wyobrazić, aby ktokolwiek z nas mógł rozwijać się jako pisarz nie studiując klasyków marksizmu-leninizmu indywidualnie. Jako szczególnie inspirującą dla pisarzy polskich uznał pracę Stalina o problemach ekonomicznych ZSRS, która jego zdaniem zawierała wielkie perspektywy humanizmu, wielkie myśli o szczęściu człowieka. Jednak i na tym polu partyjni twórcy nie zostali pozostawieni samym sobie – w kwietniu 1950 roku postanowiono, że powstanie koło samokształceniowe, w którego pracach będzie uczestniczyć obowiązkowo 10 kandydatów PZPR i 18 członków POP.x

Duża część promowanych przez władze pisarzy była członkami PZPR – w maju 1953 roku literacka POP liczyła 135 osób na 414 zarejestrowanych członków i kandydatów ZLP. Wszyscy oni podlegali statutowym strukturom partyjnym, takim chociażby jak egzekutywa, która szczególnie w latach 1949-1953 była mocnym środkiem nacisku na partyjnych literatów, nie tylko w sprawach ideologicznych, ale i towarzyskich, rodzinnych czy nawet obyczajowych.

I tak np. Marii Wisłowskiej zarzucano w 1951 roku nieodpowiednie kontakty z krewnym mieszkającym we Francji, a Jerzy Korczak musiał tłumaczyć się z tego, że wziął ślub kościelny.xi

Egzekutywa rościła sobie prawo do opiniowania kandydatur nie tylko na członków partii, ale też na członków Związku. Podobnie starano się systematycznie śledzić i w pełni kontrolować bieżące dokonania pisarzy, mobilizować ideologicznie „maruderów" i wskazywać członkom partii cele w zakresie ich twórczości literackiej.

Ważnym zadaniem egzekutywy było sporządzanie opinii o pisarzach na prośbę zewnętrznych instytucji. W 1953 roku przewodniczący egzekutywy Bohdan Czeszko w piśmie do Rektoratu Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w sprawie zatrudnienia członka POP ZLP Jerzego Pomianowskiego na stanowisku wykładowcy stwierdził, iż tow. J. Pomianowski nie jest dostatecznie dojrzały politycznie, aby powierzyć mu wychowanie młodzieży teatralnej. Równocześnie wystawił cenzurkę Leopoldowi Lewinowi w sprawie przyjęcia jego syna do korpusu kadetów: Pod względem politycznym i moralnym Egzekutywa POP Literatów nie ma w stosunku do tow. Lewina żadnych zastrzeżeń.

Sporo miejsca w pracy kierownictwa komórki partyjnej zajmowało aktywizowanie tzw. pisarzy milczących. W latach 1951-1952 przeprowadzono m.in. bardzo poważne rozmowy z Pawłem Hertzem i Stanisławem Dygatem. Pierwszy z nich, jakkolwiek zastrzegał się, że nie mogę się zgodzić z tem, że odnoszę się negatywnie do metod realizmu socjalistycznego. Odnoszę się źle do wyników, musiał w końcu przyznać, że atmosfera, która jest obecnie pozwala mu pisać. Dygat po długiej procedurze usprawiedliwiania się musiał zapewnić, że w najbliższym czasie będą widoczne oznaki pewnych przełamań.xii Zdaniem Putramenta należało skończyć z polowaniem na <złotą żyłę>, a pracować regularnie, codziennie, starać się pokonać fetyszyzm drugorzędnych chwytów stylistycznych, porwać się na to, by pokazać współczesność. (…) Musimy walczyć przy pomocy książek bo to jest nasza forma walki – mobilizować książką.xiii

Literaci bezpartyjni także poddani byli presji kolektywu. Było to możliwe dzięki sekcjom twórczym zajmującym się teoretycznie doskonaleniem warsztatu członków ZLP, w praktyce jednak oceniającym poprawność polityczną każdej nowej, czekającej na druk lub świeżo opublikowanej pozycji. Koncepcja działania sekcji została przedstawiona i zatwierdzona w 1950 roku przez Kazimierza Brandysa i Leona Kruczkowskiego. Jednocześnie powołano grupy partyjne odpowiedzialne przed egzekutywą za działania poszczególnych jednostek.xiv

W 1953 roku tak pisał o sekcjach ZLP ówczesny I sekretarz literackiej POP Bohdan Czeszko: Każdy członek ZLP jest członkiem Sekcji Twórczej i ma obowiązek uczestniczyć w jej pracach. Na zebraniach Sekcji są omawiane i dyskutowane zagadnienia dot. danej dziedziny twórczości. Jest to główna i zasadnicza baza ideologicznej pracy w łonie ZLP.

System motywacji gwarantujący wysoką frekwencję udziału w spotkaniach sekcji, dobitnie i szczerze opisał Leopold Tyrmand w styczniu 1954 roku: Po południu zebranie sekcji prozy Związku Literatów. Jeżeli ktoś chce się utrzymać w związku, lepiej, żeby przychodził: lista obecności wykładana jest do podpisania. (…) nigdy nie zabrałem głosu na takich zebraniach. Po co? Mówię innym językiem niż stali bywalcy konwentyklów (…). Cokolwiek bym im powiedział, przyczyniłoby się do usunięcia ze związku, a ja ciągle jeszcze chcę jeść obiady za siedem złotych, potrzebne mi są one do fizycznego przetrwania. Wobec tego siedzę i słucham. I jest mi tak ciasno, jak wyobrażam sobie, że musi być pod pręgierzem.xv

Z kolei Mieczysław Jastrun w kwietniu 1955 tak scharakteryzował posiedzenie sekcji poezji: Dziecinny referat Brzozowskiej na temat poematu. Ważyk i ja powiedzieliśmy kilka słów dla ratowania sytuacji, nazbyt już uczniowskiej.xvi

Niski poziom merytoryczny dyskusji nie przeszkadzał oczywiście w tropieniu politycznych odchyleń, w którym udział brali przede wszystkim członkowie grup partyjnych. Jedynym ratunkiem przed naciskiem ideologicznym była „ucieczka od twórczości", którego jednak ceną było ubóstwo lub „ciche chałturzenie", polegające na tłumaczeniu obcej literatury. Paweł Hertz jednoznacznie oceniał swoją pracę edytora i tłumacza w PIW: Dzięki niej zdołałem uniknąć wielu uwikłań.xvii Jednak nie każdy mógł znaleźć taki wygodny azyl w wydawnictwie.

Zygmunt Kubiak zakwalifikowany jako pisarz katolicki, musiał na początku lat 50. szukać dorywczych zajęć w prasie paxowskiej. Pierwotnie drukowałem w <Dziś i Jutro> oraz <Słowie Powszechnym>, czyli pismach, które założył Piasecki.xviii Oczywiście w takim przypadku, podobnie jak w przypadku Tadeusza Różewicza, o profitach materialnych nie mogło być mowy. Pisarze ci mieli jednak świadomość, że aktywność artystyczna musiałaby prowadzić do konfliktu sumienia, pisania wbrew sobie.

W 1954 roku partyjni literaci doprowadzili do usunięcia ze Związku katolickiego pisarza i poety, Władysława Grabskiego, za napisany w tajemnicy wiersz o Gałczyńskim, w którym bardzo dwuznacznie potraktował wybory ideologiczne poety. Wiersz przez przypadek, wbrew woli pisarza, został upubliczniony, głównie w formie odpisów, i przez partyjnych aktywistów potraktowany jako krytyka całego środowiska. Najboleśniejszy dla Grabskiego, obok późniejszych problemów z publikowaniem książek, był ostracyzm towarzyski. Czułem się jak ofiara getta – wspominał potem – po co pisać i dla kogo. (…) Co zdziała kangur przeciw nosorożcom?xix

O represyjnym charakterze sekcji mogą również świadczyć głosy krytyki, jakie od 1955 roku coraz częściej padały na zebraniach literatów. Jacek Bocheński na zebraniu POP podkreślił, iż sekcje były formą instruowania, nawet musztrowania. Dyskusja rzadko bywała swobodna. W podobnym tonie wypowiadali się Paweł Hertz, Mieczysław Jastrun i Tadeusz Konwicki, który wręcz domagał się likwidacji sekcji.xx

Od 1955 roku doszło do spadku aktywności POP, co zaowocowało osłabieniem agresywnej inwigilacji pisarzy. Niektórzy „zasłużeni" w terroryzowaniu kolegów, teraz stawali na pierwszej linii walki o wolność słowa. W kwietniu 1956 roku Adam Ważyk zaznaczył, iż biurokratyczny i fikcyjny charakter tej centralistycznej organizacji artystycznej stał się tak oczywisty w ostatnim roku, że dłużej tego obłędu ciągnąć nie można. Jeszcze radykalniej stawiał sprawę Mieczysław Jastrun, który stwierdzał, że nigdy jeszcze literatura nasza – może w czasach saskich – tak nisko nie upadła, jak w ostatnich latach.

Na zebraniu partyjnym w październiku 1956 roku padły nawet postulaty zniesienia cenzury, rozwiązania Ministerstwa Kultury i Sztuki. Mocno brzmiały słowa Pawła Hertza: w ciągu ubiegłych lat mieliśmy do czynienia ze swoistą formą jezuityzmu, który nie dopuszczając cienia krytyki, nauczał, że dobro jest złem, a zło – dobrem i że tylko przez takie odwrócenie porządku rzeczy osiągniemy wieczną szczęśliwość. Trzeba dodać, że był to jezuityzm szczególny, bo mocno podbudowany Talmudem oraz prymitywną wiarą w totem i tabu.

Na zebraniach namiętnie dyskutowano, czy Związek ma być organizacją wychowującą czy jedynie promocyjno-opiekuńczą. W praktyce oznaczało to, czy literatów ma się dalej poddawać kontroli i presji ideologicznej, czy też powinno się im pozwolić na artystyczną i polityczną samodzielność. O ile partyjnym „liberałom" marzył się związek apolityczny, to Jerzy Putrament w 1955 roku przestrzegał: Niech wiedzą ci towarzysze, którzy mają odmienne poglądy na sprawę realizmu socjalistycznego, że nie ma powrotu do czasów sprzed Zjazdu szczecińskiego. Nie ma też powrotu do czasów <trzymania za mordę>. I dodawał: Nie ma u nas swobodno-kapitalistycznej gry sił na rynku literackim. Istnieje dyktatura proletariatu i trzeba o tym pamiętać.

Pierwszy sekretarz POP ZLP Jan Strzelecki tak charakteryzował rolę partii w okresie przed 1956 rokiem: Stosunek pisarza do Partii polegał dawniej na tym, że pisarz bezustannie dojrzewał do koncepcji narzucanych mu z góry przez ludzi zawsze lepiej od niego wszystko wiedzących. Pisarz stał się podkomendnym, Partia zmieniła się w <ciało mistyczne>".

Grupa pisarzy partyjnych uważała, iż organizacja partyjna winna być otwarta – oczywiście w ramach ideologii marksistowskiej – na nowe, ożywcze nurty myślowe. Jan Wyka propagował wizję wolności słowa, która może być ograniczona tylko przez ustawy prawne oraz liberalizm w stosunkach wewnętrznopartyjnych. Wspierał go Leon Pasternak, który deklarował, że będzie walczył i bronił właściwie rozumianej swobody twórczej, albowiem nie życzy sobie powrotu do dawnych czasów, nigdy nie był za dzierżymordostwem.

Niektórzy z nich myśleli wręcz opuszczeniu szeregów partii, czekając na dogodną chwilę, która wkrótce nadeszła. Było nią rozwiązanie w 1957 roku przez władze redakcji pisma „Europa". Paweł Hertz tak wspominał swoje ówczesne motywacje: Kiedy to się stało, uznałem, że dla mnie to rzecz korzystna, ponieważ pozwoliła na radykalne zlikwidowanie przynależności partyjnej i na jednoczesne rozwianie jakichkolwiek przypuszczeń, że chciałbym coś w tej organizacji politycznej reformować, naprawiać czy rewidować.xxi

Swoboda z jaką wypowiadano się na zebraniach POP może świadczyć o przełomie, który dokonał się w latach 1955-1956. Dla kierownictwa partii było to jednak dowodem rozkładu ideologicznego i organizacyjnego komórki partyjnej przy ZLP. W notatce sporządzonej dla BP KC PZPR tak posumowano ten okres: Organizacja partyjna pisarzy w Warszawie od przeszło dwóch lat nie odgrywała żadnej poważniejszej roli w środowisku literackim. (…) Ten stan uczynił POP niezdolną do jakiejkolwiek politycznej i organizacyjnej działalności.xxii

W tej sytuacji Jerzy Putrament apelował więc do partyjnych kolegów: Musimy w naszej POP stać na niewzruszenie słusznym stanowisku polityki. Jeśli będą u nas demagogiczne wyskoki, kierownictwo Partii nie będzie z nami rozmawiało, nadal będzie twierdzić, że literaci są niepoważni. Wtórowali mu liczni inni członkowie partii niezarażeni bakcylem „liberalizmu". Hieronim Michalski twierdził, że ZLP musi być organizacją kształtującą ideowo pisarzy i społeczeństwo przez nich. Tak więc koncepcja „inżynierów dusz" nadal nie traciła na aktualności.

Zdaniem Putramenta głównymi przyczynami zapaści w POP ZLP były: frakcyjność, krytycyzm w stosunku do partii i, w końcu, pasywność ideologiczna. Ta ocena była niewątpliwie pochodną sytuacji, jaka miała miejsce w całej partii. W październiku 1959 roku na posiedzeniu Sekretariatu KC PZPR poświęconemu kulturze i środkom masowego przekazu zdymisjonowano sekretarza KC Jerzego Morawskiego, co było konsekwencją powrotu do bardziej zideologizowanego sterowania „nadbudową". Postanowiono także przejrzeć kadry frontu ideologicznego i przygotować wnioski zmian personalnych.xxiii Po okresie ideowych zawirowań przychodził czas politycznej dyscypliny.

Działacz literackiej POP Jan Śpiewak w 1958 roku jednak sugerował, że wcale nieproste jest ustalenie, jaka jest rola aktywisty-pisarza. Powinna istnieć więź między wybitnymi towarzyszami z kierownictwa a naszą organizacją i trzeba ustalić, jaki właściwie charakter ma mieć Związek. Związek trzeba ożywić twórczą ideą. Skoro bowiem oczekiwano od partyjnych twórców aktywności, to należało się liczyć z faktem, że mogła ona prowadzić do krytycznej analizy rzeczywistości. Wymienieni przez Śpiewaka „towarzysze z kierownictwa" wiedzieli, czym może się skończyć krytyka płynąca z „dołów partyjnych" połączona z podnoszeniem teoretycznych kwestii ustrojowych. Obawiano się nieskrępowanych dyskusji prowadzących do wywrotowych rozwiązań.

Partyjni literaci - Stefan ZolkiewskiStefan Żółkiewski w referacie dla BP KC PZPR doradzał zdecydowane kroki: Jak więc zacząć pracę? Ustalić jedną taktykę. Wymagać jej przestrzegania. Wyciągnąć konsekwencje w stosunku do partyjnych warchołów. Wzmocnić dyscyplinę i aktywność POP.xxiv Mówiąc o zwiększeniu dyscypliny miał na myśli przede wszystkim dyscyplinę przy strategicznych głosowaniach w ZLP oraz kontrolę publicznych wypowiedzi członków partii. Realizując niejako ten postulat, Jan Pytlakowski zaatakował Pasternaka za wiersz „Sto lat", który uznał za sprzeczny z linią VIII Plenum, (…) tow. Pasternak zbyt długo jest w ruchu, by nie wiedzieć, że obowiązuje go dyscyplina partyjna, że drukując ten wiersz tow. Pasternak sam postawił się poza partią.

Putrament domagał się też, aby partia w najbliższym czasie skonsolidowała się i przestała być federacją różnorodnych frakcji. Wsparł go, przywołany do porządku, Pasternak mówiąc, że Organizacja Partyjna podzieliła się w istocie na mniejsze lub większe grupy i uległa rozbiciu pod względem ideologicznym. (…) Obecnie poszczególni tow. muszą się zdecydować, na jakich pozycjach politycznych zamierzają stać. Okres zgody narodowej i klajstrowania minął.

Kierownictwo PZPR uznało, iż najskuteczniejszym sposobem na oczyszczenie atmosfery w literackiej POP będzie stopniowa eliminacja niepokornych. Stefan Żółkiewski narzekał na początku 1959 roku, że skład POP był i jest zły. Weryfikacja nie została tam przeprowadzona, zalecał więc: starannie dobrać partyjnych działaczy do pracy w ZLP. Związać ich z komisją Kultury, dając tejże konkretne zadania w tej dziedzinie.xxv

Pierwszym etapem weryfikacji było wspomniane odejście z partii grupy ze zlikwidowanego pisma „Europa". Pomimo odejścia tych „liberałów-rewizjonistów", w organizacji partyjnej wcale nie doszło do uspokojenia, a Tadeusz Drewnowski alarmował, iż podczas weryfikacji ujawnił się zupełny rozpad więzi organizacyjnej między członkami Partii. (…) W tym klimacie psychicznym aktywizacja jest bardzo trudna. (…) Organizacja partyjna nie zdoła już stać się uniwersalnym centrum wszelkiej działalności. Wtórował mu Putrament mówiąc, że lęk przed ogólną oceną stanowisk politycznych jest zjawiskiem szerszym. Błędne jest przekonanie, że Partię można ratować przemilczeniem. Weryfikację zorganizowano w sposób śmieszny. Nad stanowiskami towarzyszy nie było dyskusji i nie ustalono żadnych koncepcji, które by towarzysze mogli realizować.

Równocześnie w ślad za grupą „Europy" zaczęli partyjny statek opuszczać inni. W lutym 1959 roku Julian Przyboś żalił się, że organizacja partyjna przeżywa kryzys (…), wystąpiło z partii grono towarzyszy, co zaciążyło na klimacie i nastrojach organizacji, by wkrótce samemu złożyć legitymację partyjną. Po nim uczyniło to jeszcze kilku innych, oczywiście z należytą dyskrecją. Wyjątek stanowiło wydalenie Jana Wyki, który irytował lojalnych działaczy partii swoimi obrazoburczymi wypowiedziami. Warszawska Komisja Kontroli Partyjnej w uzasadnieniu wyroku podała, że obrzucał (…) kierownictwo partii oszczerstwami i niepoczytalnymi insynuacjami, które miały na celu poderwanie zaufania kierownictwa partii i jego działalności.

Wszystko wskazuje na to, iż usunięcie Wyki z partii było ze strony władz komunistycznych pewną manifestacją. Pokazano twórcom, iż istnieją wyraźne granice wolności wypowiedzi i krytyki poczynań kierownictwa partii. Jak mówił Putrament: Tow. Wyka prowadził działalność nie do pogodzenia z najbardziej liberalnymi obowiązkami członka partii". Tolerowanie zaś takiego zachowania, w rozumieniu członków władz partii mogło zostać odczytane jako zachęta do eskalowania krytyki.

Innym problemem, który należało rozwiązać, była sprawa ustalenia relacji do pisarzy „hołdujących burżuazyjno-liberalnym poglądom", jak określano bezpartyjnych członków ZLP.

Partyjni literaci - Jaroslaw IwaszkiewiczWśród części partyjnych działaczy dominowało przekonanie o konieczności zawarcia z „burżuazyjnymi liberałami" swoistego ideologicznego sojuszu. I to przy pełnej świadomości faktu, że przekonań liberalnych nie da się pogodzić z marksizmem. Podstawą takiego sojuszu miał być stosunek do „postępu społecznego". Wielu bowiem „burżuazyjnych liberałów" – jak Maria Dąbrowska, Jarosław Iwaszkiewicz – miało zdecydowanie lewicowe poglądy. Członkowie POP doceniali więc, że ci „liberałowie" pozytywnie oceniali peerelowską modernizację polskiego społeczeństwa pod względem społecznym, obyczajowym, edukacyjnym. Maria Dąbrowska tak komentowała artykuł Stefana Ossowskiego o regulacji urodzin: dopiero Ossowski postawił to zagadnienie w sposób zdolny każdego zdobyć, a nadto z taką siłą przekonania, jaką może mieć tylko rzetelny naukowiec i wielkiej klasy człowiek-humanista. To jest wezwanie pod adresem propagandy walczącej z regulacją urodzin, czyli mówiąc jasno – pod adresem Kościoła. (…) Kto chce, żeby nas było 60 milionów, (…) ten chce nie tylko głodu (…), nie tylko wojny i innych przedpotopowych środków regulowania przyrostu naturalnego, ale ten chce też coraz większej męczarni dzieci w przeładowanych szkołach, coraz większego scherlaczenia młodych pokoleń itp.xxvi

O manifestowaniu przez wielu literatów swej laickości świadczyć może fragment wspomnień Mieczysława Jastruna, który tak opisuje wigilię w ZLP w 1963 roku: Wilia na ogólnej Sali. Przełamaliśmy się opłatkiem, jedni z nielicznych. Nie jestem pewien, czy obyczaj do tego stopnia zanika, czy też towarzystwo udaje <laicyzm>.xxvii

Nic więc dziwnego, iż w referacie dla BP KC czytamy: Liczna grupa, podzielając w poszczególnych sprawach poglądy burżuazyjno-liberalne (…) zachowuje wiele sympatii do naszej polityki, chce współpracować z nami w walce z ciemnotą i zacofaniem.xxviii Dodać należy, iż ciemnota i zacofanie w propagandzie komunistycznej były nieodłącznymi atrybutami katolicyzmu. Jeszcze wyraźniej autor tego referatu chwalił Antoniego Słonimskiego: Lubi uchodzić za <sojusznika> socjalizmu – w walce o postęp społeczny, przeciw klerykalizmowi, o szacunek dla racjonalistycznego myślenia itp..xxix

Stefan Żółkiewski mógł więc otwarcie napisać, że trzeba mocno bronić pojęcia sojuszników. A więc tych pisarzy, którzy i dziś zdolni są razem z rewolucyjną myślą walczyć z przeżytkami starego. Taką rolę spełnia Boy czy Kotarbiński w naszej walce z wpływami <hiszpańskiego> klerykalizmu w Polsce.xxx

Podobny pogląd wyrażał Roman Karst na zebraniu partyjnym w 1959 roku, powołując się na wieloletnią historię współpracy marksistów z „liberałami" w okresie II RP, wojny czy okresu odbudowy: Musimy przecież żyć w sojuszu z bezpartyjnymi pisarzami. Literatura polska ostatnich dziesięcioleci szła przecież ręka w rękę z literaturą liberalno-demokratyczną. Wtórował mu Arnold Słucki: My, pisarze partyjni, wciąż jeszcze jesteśmy odpowiedzialni za tych kolegów, którzy w trudnych warunkach walki z okupantem byli z nami i nie wolno nam zapędzać ich na reakcyjne stanowisko. Liberałowie mieli być bowiem sojusznikami w walce ze wspólnym wrogiem – „reakcją" katolicką, klerykalizmem. Wspomniany Roman Karst uważał, iż stajemy przed alternatywą albo sojusz z grupą <Andrzejewski, Dąbrowska, Jastrun, Przyboś i in.> albo sojusz z PAXem. Wybór, jakiego należało dokonać wedle autora tych słów, był oczywisty. Partyjna działaczka Wanda Melcer wyrażała to jeszcze dobitniej, podnosząc problem wspólnego odparcia wpływów kleru i reakcji. Literat nie może czuć się w terenie osamotniony. W obliczu szczupłości „postępowych" sił na prowincji i „wszechwładzy" proboszczów, sojusz marksistów i „liberałów" był wręcz koniecznością.

Nawet Putrament, niechętnie nastawiony do Słonimskiego, gotowy był poprzeć ten sojusz, uważał jednak, iż przed zawarciem sojuszu należy ściśle określić podstawowe zasady wspólnego działania i zaprosić do niego jedynie tych, którzy naprawdę chcą porozumienia. To zastrzeżenie dotyczyło przede wszystkim pisarzy publikujących w paryskiej „Kulturze". Znamienne, iż lewicowość środowiska skupionego wokół Jerzego Giedroycia decydowała o sporej poczytności miesięcznika wśród członków partyjnej komórki ZLP, co irytowało członków egzekutywy obawiających się, że pismo stara się kaptować pisarzy lewicy. Tezę tę rozwinął Jerzy Putrament mówiąc: Koncepcją generalną <Kultury> jest dywersja wewnątrz komunizmu. (…) Co przeszkadza niektórym towarzyszom w uświadomieniu sobie szkodliwej, dywersyjnej roli tego pisma? Jego lewicowa frazeologia? (…) Te złudzenia należy rozwiać do końca.

Stosunek większości partyjnych literatów do „katolików" był, inaczej niż w przypadku „liberałów", niechętny. Zygmunt Kubiak zakwalifikowany jako „katolik", gdy zaczął publikować w PIW-ie <zjeżony> Artur Sandauer w jednym z opiniodawczych pism kulturalnych wyraził zdziwienie, że wydawnictwo owo pozwala, abym wprowadzał doń <elementy religianckie>.

Kościół był głównym ideologicznym konkurentem – również w kulturze i sztuce. Nie było więc mowy o żadnych taktycznych sojuszach, a jakiekolwiek próby układania się z duchowieństwem postrzegane były jako szkodliwe. Roman Karst w 1959 roku ganił władze partyjne za ustępstwo jakim było wprowadzenie religii do szkół. Nieugięta w walce o prawa kobiet Wanda Melcer grzmiała o roli kobiet podlegających wpływom religii. Inna partyjna pisarka, Marta Michalska alarmowała o ofensywie kleru na wsi.

Na wyjątkową niechęć środowiska partyjnego w ZLP zasłużyło sobie stowarzyszenie PAX. Ryszard Matuszewski oburzał się na przywileje podatkowe PAX i jego ekonomiczną potęgę, Arnold Słucki, rozgraniczając grupę PAX na sztab i szeregowych członków twierdził, że PAX jest szokiem dla społeczeństwa. Stowarzyszenie nie było postrzegane jako „sojusznicze" przez partyjnych twórców, skoro Jerzy Stachelski musiał przypominać zebranym, że również Watykan i Episkopat zwalcza PAX. Jednak większość członków POP ZLP traktowała PAX jako spadkobiercę antysemickich tradycji i reprezentanta „reakcyjnej, katolickiej" ideologii. Nie pokrywało się to oczywiście ze stanowiskiem kierownictwa partii.

Najważniejszą rolą działalności POP Literatów był nacisk na jednolitość ideologiczno-polityczną członków, ambicje wychowywania pisarzy zgodnie z kanonami marksizmu. Odchodzenie od tego modelu w latach 1954-1956 odbywało się z dużymi oporami. Po 1957 roku kierownictwo PZPR zainicjowało powrót do zideologizowanego sterowania „nadbudową", skutecznie dyscyplinując większość partyjnych pisarzy.

Godziemba
POLIS Miasto Pana Cogito

Wybrana literatura:

S. Murzański, Między kompromisem a zdradą. Kraków 2002.
W. Szymański, Uroki dworu. Rzecz o zniewalaniu. Kraków 1997.
J. Trznadel, Hańba domowa. Warszawa 1996.
K. Woźniakowski, Między ubezwłasnowolnieniem a opozycją. ZLP w latach 1949-1959, Kraków 1990.
M. Jastrun, Dziennik 1995-1981, Kraków 2002.
Literaci w epoce feudalnej. Rozmowa z Zygmuntem Kubiakiem. „Życie" z 11.01.2001.
J. Putrament, Pół wieku. Literaci, Warszawa 1986.
L. Tyrmand, Dziennik 1954, Londyn 1993.
S. Żółkiewski, Przepowiednie i wspomnienia, Warszawa 1963.
M. Fik, Kultura polska po Jałcie. Kronika z lat 1944-1981, Londyn 1989.
A. Lisiecka, Mandaryni i gryzipiórki, Londyn 1973.
D. Jarosz, Polacy a stalinizm 1948-1956, Warszawa 2000.
i D. Jarosz, Polacy a stalinizm, Warszawa 2000, s. 149.
ii Ibidem, s. 151.
iii Ibidem.
iv Ibidem, s. 156-157.
v Ibidem, s. 155.
vi Ibidem, s. 155-156.
vii Ibidem, s. 157.
viii Ibidem, s 161.
ix Ibidem, s. 162.
x Ibidem, s. 149
xi Ibidem, s. 160.
xii Ibidem, s. 166-167.
xiii Ibidem, s. 166.
xiv Ibidem, s. 160.
xv L. Tyrmand, Dziennik 1954, Londyn 1993, s. 117.
xvi M. Jastrun, Dziennik 1955-1981, Kraków 2002, s. 17.
xvii Sposób życia. Z Pawłem Hertzem rozmawia Barbara N. Łopieńska, Warszawa 1997, s. 111.
xviii Komuniści i prymas tysiąclecia. Rozmowa z Zygmuntem Kubiakiem. „Rzeczpospolita" z 4-5 stycznia 2003 r.
xix J. Siedlecka, Sam w pustej sali, „Rzeczpospolita" 12-13 lipca 2003.
xx D. Jarosz, op. cit., s. 179.
xxi Sposób życia, op. cit., s. 138.
xxii T. Kisielewski, Partia i literaci. Dokumenty Biura Politycznego KC PZPR, Łowicz 1996, s. 69.
xxiii A. Friszke, Kultura czy ideologia? Polityka kulturalna kierownictwa PZPR w latach 1957-1963, [w:] Władza a społeczeństwo w PRL. Studia historyczne, Warszawa 2003, s. 126.
xxiv T. Kisielewski, op. cit., s. 62.
xxv Ibidem.
xxvi M. Dąbrowska, Dzienniki powojenne, t. IV, Warszawa 1997, s. 23.
xxvii M. Jastrun, op. cit., s. 409.
xxviii T. Kisielewski, op. cit., s. 68.
xxix Ibidem, s. 67.
xxx Ibidem, s. 50.

Źródło: Polis Miasto Pana Cogito, Kultura Polska

Zobacz również:

Film Telewizji Polskiej o Stefanie Żółkiewskim – cykl Errata do biografii.

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek