Praca dla polskojęzycznych


houses_of_parliament_city_of_london_englandDo niedawna znajomością języka polskiego nie warto było chwalić się w CV. Dziś jest inaczej – polskojęzycznych pracowników szukają brytyjskie firmy telekomunikacyjne, edukacyjne czy podmioty z sektora publicznego.

Minęły czasy, gdy w Anglii język polski można było usłyszeć tylko na budowach i wśród sprzątaczek. Skąd ta zmiana? Gdy otworzył się dla nas brytyjski rynek pracy, niewielu Polaków płynnie znało angielski, więc byliśmy kojarzeni głównie z tanią siłą roboczą. Nawet magistrowie czy doktoranci zaczynali od najniższych stanowisk, a gdy lepiej poznawali język i brytyjskie realia, awansowali lub znajdowali lepsze posady. Tysiące rodaków zostało w Anglii na stałe, a za zarobione pieniądze założyło firmy. Wkrótce pojawiły się całe rodziny znad Wisły, a wraz z nimi wzrosło zapotrzebowanie na polskojęzyczny personel rozmaitych placówek.

Zatrudnię tylko Polaka!

Jakiś czas temu głośno było o ofercie pracy w angielskich zakładach mięsnych Forza AW, w której zawarty był warunek: "Znajomość języka polskiego wymagana!". Natychmiast dały się słyszeć głosy protestu ze strony Brytyjczyków, którzy taką ofertą poczuli się dyskryminowani, choć odezwały się też głosy poparcia. – W państwie tak zróżnicowanym etnicznie jak Wielka Brytania wymagania dotyczące znajomości (często egzotycznych) języków obcych to żadne zaskoczenie. Dopóki chodzi o kilka procent wszystkich ofert, możemy się tylko cieszyć, że jest praca dla emigrantów – napisał jeden z internautów na forum "Daily Mail", które nagłośniło sprawę. Takie oferty nie powinny więc dziwić, bo za dużą częścią ogłoszeń dla "polskojęzycznych" stoją nasi rodacy, prowadzący w Wielkiej Brytanii własne bary, sklepy i inne firmy. Dzięki nim pojawiają się posady dla kucharzy, sprzedawców czy lekarzy. Znajomość polskiego może więc być atutem niezależnie od wykształcenia.

Polish speaking team manager

O Anglikach poszukujących pracowników mówiących po polsku wielu emigrantów wypowiada się z ironią. – Przez lata pracy w Anglii starałam się ukrywać polskie pochodzenie, a i tak przyłapana przez szefa na mówieniu po polsku przez telefon byłam wyśmiewana – opowiada Martyna, mieszkanka Bradfort i od niedawna menadżer produkcji w jednej z tamtejszych fabryk. – Z czasem Polaków w pracy przybywało, a gdy zgłosiłam swoją kandydaturę na wyższe stanowisko, usłyszałam, że wszyscy kandydaci będą musieli przejść test z języka… polskiego, aby wyłowić tego, kto zna go najlepiej. Na szczęście dostałam ten awans, ale byłoby ironią losu, gdybym po latach pozbywania się akcentu nie dostała pracy, bo za słabo znam polski – podsumowuje. A od poziomu znajomości polszczyzny może zależeć kariera w wielu firmach, również tych największych, jak Siemens. Korporacja niedawno rozpoczęła rekrutację do działu finansowego. Oferuje kilkanaście stanowisk dla osób władających mową Mickiewicza. Team leader takiego zespołu zarobi 40 tys. funtów (192 tys. zł) rocznie. Stanowiska w sektorze publicznym (opieka społeczna, policja) są zwykle mniej płatne i wymagają dodatkowych szkoleń, choć i tak warto szukać tego typu ofert – m.in. w Jobcentre i na stronach internetowych placówek. Co jakiś czas ogłaszają się też uniwersytety i szkoły językowe, w których dobry lektor języka polskiego jest w stanie zarobić nawet kilkadziesiąt funtów na godzinę.

Dodatkowa fucha

Wielu przedstawicieli brytyjskiej Polonii szuka pracy dodatkowej, elastycznej pod względem czasowym, a jednocześnie satysfakcjonującej finansowo. Tu sprawdzą się liczne firmy, prowadzące ogólnoświatowe badania rynku (np. Euro London Appointments ), które wymagają znajomości polskiego i oferują stawkę od 8 funtów (38 zł) za godzinę. Jeszcze wyższą stawkę – od 9 funtów (43 zł) – oferują call centre zajmujące się telesprzedażą, choć ta praca jest nieco bardziej stresująca i z pewnością nie nadaje się dla każdego. Do osób posiadających doświadczenie w gastronomii i hotelarstwie skierowane są oferty pracy na polonijnych przyjęciach, choć tu zwykle obowiązuje stawka minimalna.

Na kontrakcie

Niektórzy pracodawcy od razu zaznaczają, że osoba znająca język polski jest im potrzebna do pracy za granicą. Choć wyzwanie z pewnością jest duże, to zarobki jeszcze większe. Polscy eksperci finansowi wydelegowani z Anglii na roczny kontrakt do Berlina zarobią 50 tys. funtów (240 tys. zł) rocznie, a do tego otrzymają darmowe mieszkanie, natomiast księgowi, którzy zdecydują się zamieszkać w Hiszpanii, mogą liczyć na 27 tys. euro (109 tys. zł) – to oferty agencji Talent Search People. Najkorzystniejsze są zwykle oferty stanowisk, na których brytyjski pracodawca proponuje zarobki na brytyjskim poziomie za pracę w oddziale firmy w Polsce. Warto mieć oczy otwarte, bo takie okazje zdarzają się coraz częściej.

Szukają poliglotów

– Żeby było jasne: pracownik ze znajomością języka polskiego musi perfekcyjnie znać też angielski – rozwiewa złudzenia Jason Armitage, zatrudniający w swojej firmie w Leeds kilku polskich pracowników. – Wtedy można nawet powiedzieć, że ma przewagę nad Brytyjczykiem ubiegającym się o tę samą posadę – w końcu co dwa języki to nie jeden – dodaje Armitage. A najlepiej znać trzy… lub więcej! Polacy, którzy dodatkowo znają jeszcze rosyjski, francuski czy niemiecki będą mieli z czego wybierać. Takich kandydatów z otwartymi ramionami przyjmie np. londyńska firma Opal Transfer, zajmująca się wykonywaniem przelewów pieniężnych, w której kandydaci do pracy w dziale obsługi klienta znający język polski i rosyjski mogą liczyć na początek na ok. 7 funtów (34 zł) na godzinę. Podobne oferty można znaleźć wśród ogłoszeń Amazonia Recruitment – osoba władająca polskim i niemieckim lub francuskim zarobi 9,5 funta (47 zł) za godzinę pracy w call center.

Julitta Nowik
14 styczeń 2010

Źródło:

ANGLIA.INTERIA.pl

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek