Czy nastąpi ocieplenie na linii USA-Chiny?


jendolar_foto_interRozpoczynająca się we wtorek wizyta w USA prezydenta Chin Hu Jintao pokaże jaki jest aktualny stan stosunków amerykańsko-chińskich – uważają obserwatorzy w Waszyngtonie. Zwracają oni uwagę na rosnące napięcie między obu mocarstwami.

Hu spotka się w środę z prezydentem Barackiem Obamą i innymi członkami ścisłego kierownictwa jego administracji. W następnych dniach odwiedzi także Chicago, gdzie odbędzie spotkania z przedstawicielami biznesu.

Przed wizytą Hu udzielił wywiadu dziennikom "Washington Post" i "Wall Street Journal", w którym zaapelował, by oba kraje starały się szukać "wspólnego gruntu" dla współpracy w takich dziedzinach jak walka z terroryzmem i rozprzestrzenianiem broni nuklearnej.

W ostatnich miesiącach media amerykańskie podkreślały jednak rosnące konflikty w stosunkach USA-Chiny.

Pekin odmawia zdecydowanej aprecjacji swojej waluty, której sztucznie zaniżony kurs pogłębia deficyt USA w wymianie z Chinami. Przed wizytą Hu grupa senatorów z obu partii zapowiedziała projekty legislacyjne zmierzające do wywarcia nacisku na rząd, aby twardziej negocjował z Chinami sprawę waluty. Administracja jest od dawna pod presją Kongresu domagającego się odwetowych posunięć za protekcjonistyczne kroki Chin.

USA są też zaniepokojone zbrojeniami Chin. W czasie wizyty w Pekinie amerykańskiego ministra obrony Roberta Gatesa Chińczycy przeprowadzili testy z trudno wykrywalnym myśliwcem typu Stealth. W rozmowie z szefem Pentagonu prezydent Hu utrzymywał, że o niczym nie wiedział, co w USA wywołało spekulacje, że chińskie siły zbrojne stają się ośrodkiem władzy częściowo niezależnym od rządzącej partii komunistycznej.

Stosunki USA z Chinami pogorszyły się po ogłoszeniu rok temu przez prezydenta Obamę decyzji o sprzedaży Tajwanowi broni wartości 6,4 mld dolarów, w tym 114 rakiet obronnych Patriot. Armia chińska zerwała wtedy współpracę z armią amerykańską.

Inną kością niezgody jest postawa Chin w sprawie konfliktu z Koreą Płn. Rząd chiński odmówił potępienia stalinowskiego reżimu tego kraju za ostrzał artyleryjski wyspy należącej do Korei Płd. Zdaniem Waszyngtonu, Pekin nie wywiera też dostatecznego nacisku na Phenian, żeby skłonić go do rezygnacji z budowy broni atomowej.

W sprawie łamania praw człowieka przez Chiny, administracja Obamy przyjęła ostatnio bardziej stanowczą postawę. Sekretarz stanu Hillary Clinton powiedziała w zeszłym tygodniu, że rząd USA "będzie nadal zabierał głos i naciskał Chiny, kiedy cenzurują one blogerów i wsadzają do więzienia działaczy i kiedy ludziom wierzącym odmawia się prawa do praktykowania religii".

Jak podaje "Washington Post", Obama zamierza w najbliższych tygodniach publicznie wypominać Chinom tłumienie wolności słowa i innych swobód obywatelskich, "pomimo ryzyka dalszej destabilizacji ważnych stosunków (z Chinami)".

Komentatorzy przypominają tymczasem, że USA potrzebują współpracy Chin nie tylko w sporze z Koreą Północną, lecz również z Iranem. W ubiegłym roku Chiny poparły ostatecznie wraz z Rosją najnowsze sankcje ONZ wobec Iranu.

W Waszyngtonie nie oczekuje się, by podczas szczytu Obama-Hu doszło do zawarcia ważnych politycznych porozumień – celem spotkania ma być poprawa atmosfery w stosunkach między obu państwami.

Administracja liczy jednak na podpisanie kilku umów handlowych, m.in. na zakup przez Chiny samolotów amerykańskich wartości kilkudziesięciu miliardów dolarów. Oprócz korzyści ekonomicznych – miejsca pracy dla Amerykanów – ma to zacieśnić więzi mające także aspekt polityczny.

Przed wizytą Hu dwaj wybitni stratedzy w zakresie geopolityki Henry Kissinger i Zbigniew Brzeziński przestrzegli przed dalszy pogarszaniem stosunków z Chinami i wezwali do budowy wzajemnego zaufania.

"W ostatnich miesiącach narastała polemika między USA a Chinami, w której obie strony oskarżały się nawzajem o prowadzenie polityki ekonomicznej sprzecznej z normami międzynarodowymi. Każda strona niechcący zwiększała podejrzliwość drugiej. (…) Najgorszym wynikiem dla stabilizacji w Azji, jak również dla stosunków amerykańsko-chińskich, byłoby dryfowanie w kierunku wzajemnej demonizacji" – napisał w "New York Timesie" tydzień temu doradca ds. bezpieczeństwa narodowego za prezydentury Jimmy’ego Cartera.

Brzeziński nazwał wizytę Hu najważniejszym spotkaniem między przywódcami USA i Chin od czasu historycznej wizyty w Waszyngtonie w 1979 roku ówczesnego przywódcy Komunistycznej Partii Chin Deng Xiaopinga.

Według najnowszych badań opinii przeprowadzonych przez ośrodek Pew Research Center, Amerykanie uważają obecnie Azję za region świata najważniejszy dla amerykańskich interesów. Oznacza to zasadniczą zmianę w porównaniu do lat 90., kiedy więcej Amerykanów przyznawało taką rolę Europie.

PAP / psd
17.01.2011

Źródło: DEON.PL

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek