Dziwne przypadki RUDOLFA HÖSSA


Dr. Josef Mengele, Rudolf Hoess and Josef Kramer-photo-interPewnego dnia 1940 roku, ks. Władysław Lohn, prowincjał jezuitów w Krakowie, otrzymał informację, iż w nowo założonym przez Niemców tajemniczym obozie w Oświęcimiu, znaleźli się właśnie jego współbracia. Niewiele myśląc, prowincjał podjął ryzykowną próbę przedostania się do obozu i spotkania się z nimi. Niemal od razu został schwytany przez obozowych strażników. Był pewien, że go zastrzelą, ci jednak zaprowadzili go do komendanta. A był nim wtedy niejaki Rudolf Höss. Rzec by można: prawdziwa bestia.

Obóz Auschwitz-Birkenau był jego prawdziwą pasją. Przysłowiowym oczkiem w głowie. Nim Höss trafił do Oświęcimia, zdążył nabrać doświadczenia w „branży” jako pracownik zarządu obozu w Dachau, a następnie jako kierownik Sachsenhausen. W Berlinie szybko dostrzeżono niezwykły „talent” Hössa do szefowania obozami zagłady, toteż, aby docenić jego zapał, w 1940 roku powierzono mu stanowisko komendanta nowo powstającego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. On zaś, w oka mgnieniu, zamienił zdezorganizowany plac budowy w najpotężniejszy kompleks obozów III Rzeszy.

Auschwitz w założeniach miał być więzieniem wyłącznie dla Polaków, Höss tymczasem, w ciągu zaledwie trzech lat, zrobił z niego największy w historii obóz masowej eksterminacji – głównie ludności żydowskiej. Wróćmy jednak do schwytanego księdza Lohna. Kiedy Höss zorientował się, iż jezuita świetnie posługuje się niemieckim, nieoczekiwanie nabrał do niego zagadkowej sympatii i zapytał, jak się nazywa. Tym razem ci daruję – dodał dziwnie przyglądając się księdzu. – Ale jeśli złapię cię raz jeszcze, nie będę już taki łaskawy. Ksiądz Lohn przez całe lata zastanawiał się o co chodziło w tamtej historii? Dlaczego słynący z okrucieństwa i bezwzględności esesman tak po prostu go uwolnił? Bez najmniejszej nawet kary?

Jakiś czas później do komendanta Auschwitz dotarła dziwna wiadomość, że jeden z jego więźniów, polski zakonnik, w czasie apelu karnego, zaproponował, że pójdzie dobrowolnie do celi śmierci w zamian za darowanie życia jednemu z właśnie skazanych na nią mężczyzn. Ten zakonnik zresztą, również świetnie mówił po niemiecku. W 1943 roku najwyższe władze III Rzeszy postanowiły nagrodzić wielkiego budowniczego Auschwitz, prestiżowym stanowiskiem komisarycznego szefa Inspektoratu Obozów Koncentracyjnych przy Głównym Urzędzie Administracji i Gospodarki SS. Kariera Hössa kwitła. Nic nie zapowiadało, że niespełna cztery lata później, zostanie oskarżony o zbrodnie przeciw ludzkości. Sądzony przez Najwyższy Trybunał Narodowy w Warszawie, 7 kwietnia 1947 roku został skazany na karę śmierci. I wtedy właśnie poprosił o spowiednika.   Naród polski proszę o wybaczenie W kwietniu 1947 roku ksiądz Lohn był kapelanem w klasztorze Matki Bożej Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach.

Dokładnie w tym samym, w którym 9 lat wcześniej zmarła mistyczka – siostra Faustyna Kowalska. W czasie wojny zresztą, rozwinął się tam propagowany przez Faustynę kult Bożego Miłosierdzia. Któregoś dnia jezuita otrzymał wiadomość, iż ujęty przez Brytyjczyków i skazany przez polski Trybunał Narodowy komendant Auschwitz, Rudolf Höss, czeka właśnie na wykonanie wyroku śmierci w wadowickim areszcie i prosi o spowiednika. A ściślej rzecz ujmując – o bardzo konkretnego spowiednika – o ks. Władysława Lohna, którego na początku wojny poznał w obozie. Jezuita oniemiał. Czegoś takiego nigdy by się nie spodziewał. W jednym momencie odpowiedź na nurtujące go od lat pytanie stała się oczywista – Höss darował mu życie po to, by on w przyszłości pomógł mu nie umrzeć na wieczność. Ks. Lohn wyspowiadał Hössa. I była to z pewnością najniezwyklejsza spowiedź jakiej wysłuchał w życiu.

Wkrótce dowiedział się także, że od czasu ujęcia przez Brytyjczyków, były oprawca z Oświęcimia, przeżył głębokie nawrócenie. Byli więźniowie Auschwitz, do dziś nie chcą nawet o tym słyszeć i ich reakcja wydaje się jak najbardziej zrozumiała, jednak pozostawione przez Hössa dzienniki, pozwalają domniemywać, iż jego przemiana nie była próbą obłaskawiania skazujących go trybunałów. Rudolf Höss nie bronił się w żaden sposób przed karą śmierci. W odosobnieniu więziennym, doszedłem do gorzkiego zrozumienia, jak ciężkich zbrodni przeciwko ludzkości się dopuściłem. Szczególnie narodowi polskiemu zgotowałem niewysłowione cierpienia – pisał. – Za odpowiedzialność moją płacę życiem. Oby Bóg wybaczył mi kiedyś moje czyny. Naród polski proszę o wybaczenie.   

Puzzle Miłosierdzia Rudolf był bardzo wierzącym chłopcem. Myślał nawet o kapłaństwie. O synu księdzu marzył zresztą jego surowy ojciec. Pewnego dnia, trzynastoletni Rudolf zbiegając ze szkolnych schodów wpadł niechcący na kolegę, na skutek czego ten spadł z kilku stopni i skręcił nogę w kostce. Przyszły komendant pobiegł prosto do spowiedzi. Liczył na to, że jeśli Bóg wybaczy mu ten postępek, to i ojciec może się nie dowie i go nie ukarze. Przejęty opowiedział o wszystkim księdzu i błagał go, by nikomu nie zdradzał co się stało. Ksiądz zapewnił go z uśmiechem, że obowiązuje go tajemnica spowiedzi. Chłopiec nie pomyślał jednak o tym, że wieść o wypadku rozniosą po okolicy przede wszystkim dzieci ze szkoły. W taki sposób dowiedział się o całym zajściu ojciec Rudolfa i ukarał go. Chłopak był zdruzgotany. Był pewien, że to jego spowiednik złamał dane mu słowo i opowiedział wszystko ojcu.

Tamtego dnia Rudolf znienawidził Kościół, odwrócił się od Boga i więcej nie przystąpił do spowiedzi. Lata później został zbrodniarzem wojennym. Dopiero w czasie procesów norymberskich, w których Höss występował jako świadek, zrozumiał jak błędne wnioski wysnuł z tamtego dziecięcego dramatu. Na naprawienie wyrządzonych przez siebie krzywd było już za późno. Ale na pojednanie z Bogiem był jeszcze czas. Po pierwszej, od czasu wspomnianego wypadku na szkolnych schodach, spowiedzi Höss przyjął – również pierwszą od tamtego czasu – Komunię Świętą. Przystępując do niej, ukląkł na środku celi i płakał. A wszystko to miało miejsce w piątek, 11 kwietnia 1947 roku. Dwa dni później nadeszła pierwsza niedziela po Wielkanocy, dziś znana już w całym Kościele jako Niedziela Miłosierdzia. 16 kwietnia Hössa powieszono. Zresztą, na ostatnich stronach więziennego dziennika Höss zapisał, że Bóg dopuścił jego wszystkie niezliczone zbrodnie chyba tylko po to, by na końcu objawić jak niezmierzone jest Jego Miłosierdzie.

Aleksandra Polewska
2011-01-19

Źródło: Opiekun – Dwutygodnik Diecezji Kaliskiej

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek