Rafał A. Ziemkiewicz: PIS POTRZEBUJE RUCHU


Ziemkiewicz-Rafal-foto03-interPowoli, mozolnie sondażowe wyniki głównej partii opozycyjnej pną się do góry. Czy jej zwolennicy mają wreszcie powody do optymizmu? Byłbym bardzo ostrożny. Nawet bardzo dobry wynik w wyborach może nie dać PiS możliwości powrotu do władzy.

Po pierwsze, nie bardzo widać koalicjanta, z którym mógłby Kaczyński utworzyć większość. Po drugie, nawet jeśli się taki znajdzie, rządy w niepewnej koalicji, przy wrogim prezydencie i jednolitym antyrządowym froncie mediów marnie rokują. Jarosław Kaczyński zresztą wyraźnie to wie i nie jest takimi rządami zainteresowany, dlatego tak, a nie inaczej ustawił całą linię partii: wszystko albo nic.

Ale to zagrywka hazardowa. Twierdzenie, że popularność PO opiera się na strachu przed PiS, to już truizm. Ten strach ma swoje podstawy. Ludziom może nie jest dobrze, ale też nie jest im tak znowu źle. Prawie każdy się jakoś ustawił, wymościł, kombinuje, coś załatwia… i nie chce, żeby istniejący porządek przewracać do góry nogami. A takie jest właśnie główne skojarzenie wizerunku PiS: faceci, którzy chcą wszystko rozpierdzielić do imentu. Oczywiście, można sobie wyobrazić coś, co sprawi, że ludzie niemający nic do stracenia i pragnący totalnej rozpierduchy staną się większością. Ale to wciąż mało prawdopodobne.

W takiej sytuacji zupełnie realnym zagrożeniem staje się manewr, który ćwiczono za Peerelu, nazywany wtedy „socjalistyczną odnową”. Partia wyśle Tuska ze względu na zły stan zdrowia na jakąś zagraniczną synekurę, przyzna się do błędów i wypaczeń, obieca, że teraz będzie już rządzić dobrze, i może nawet wpuści z powrotem paru oszołomów do mediów. Ale przede wszystkim urządzi histerię, że trzeba się wokół niej zjednoczyć, wszystkie siły „odpowiedzialne”, wszystkie odkurzone „autorytety” i „fachowcy”, byle tylko powstrzymać zagrożenie radykalizmem.

Gdyby ktoś pytał mnie o radę, powiedziałbym, że odpowiedzią opozycji powinna być już teraz podobna mobilizacja − nie mobilizacja „żelaznego” elektoratu, bo ten już jest zmobilizowany jak rzadko, ale wszystkich, którzy chcą zmiany, także tych, którzy nie marzą o zmianie radykalnej. Innymi słowy, PiS potrzebuje obudowania go szerszym ruchem społecznym, na takiej zasadzie, na jakiej dawno temu zrobiła to SdRP, tworząc sojusz kilkudziesięciu lewicowych organizacji i organizacyjek. Występując w wyborach jako główny nurt takiego ruchu, gromadzącego różne środowiska, także zawodowe, i wprowadzającego do parlamentu również bezpartyjnych ekspertów z różnych dziedzin, nadrobiłby PiS drugi istotny brak swojego publicznego wizerunku: przestałby być postrzegany jako partia złożona wyłącznie z wiernych wyznawców prezesa, jego dwór czy zgoła sekta, a więc niemająca kompetentnych kadr, niezbędnych do rządzenia państwem.

Coś się o tym przez chwilę mówiło, ale ucichło. Niedobrze, bo moim zdaniem stworzenie takiego możliwie najszerszego ruchu to najlepiej rokująca strategia odebrania władzy obecnie panującej Ferajnie i wspierającemu ją Towarzystwu.

Rafał A. Ziemkiewicz

Za: Niezalezna.pl, 28-01-2011

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek