Andrzej Kumor: Wychowani w tęsknocie za 17. republiką


Tov_lenin_ochishchaet-foto-wikiAby zrozumieć mętlik, jaki robi dziś Polakom w głowach tzw. salon, aby ująć w kontekst manipulację i intelektualny bełkot rozlewający się dzisiaj z telewizora i innych „przekaziorów”, warto popatrzeć, kto jest skąd.
Alain Besancon wypowiedział kiedyś słynne zdanko o komunistach rozstrzygając spory o ich lewicowość stwierdzając, że „komuniści nie są ani z prawa, ani z lewa;  oni są ze wschodu”. 
W przypadku Polski jest to stwierdzenie bardzo znaczące, bo rzeczywiście większość powojennych polskich komuchów zajechała czołgami Armii Czerwonej ze wschodu. W swej zdecydowanej większości byli to ludzie, których  związki z Polską ograniczały się do znajomości języka. Dzięki temu, w opinii Stalina, byli predestynowani do zarządzania nowo pozyskanym terenem byłego państwa polskiego, którego etniczna ludność od wieków burzyła się przeciwko samodzierżawiu.  
Przywiezieni na czołgach rządcy  zastali na miejscu rodzimych zdrajców i kolaborantów – jeszcze za okupacji walczących w różnych prosowieckich oddziałach. Ci jednak, pozbawieni internacjonalistycznego wychowania, najpierw widzieli Polskę (oczywiście w kolorze czerwonym), a dopiero potem komunizm. Przywiezieni czołgami Polakami nie byli, tak więc  dla nich pozostawianie nawet pozorów kadłubowej państwowości Polski było pozbawioną sensu fanaberią, dlatego apelowali do Stalina o zrobienie nad Wisłą 17. republiki. To pozwoliłoby  na dokończenie internacjonalistycznych porządków w Warszawie, skolektywizowanie wsi i zastąpienie imperialistycznego Kościoła z ośrodkiem w Watykanie, „cerkwią” księży patriotów.
Stalin się na to nie zdecydował, ponieważ a) był pragmatykiem i b) dostał kiedyś od Polaków w tyłek, gdy to będąc młodym bojcem, musiał wraz z armią konną Budionnego ratować życie szybkim odwrotem na z góry upatrzone pozycje. Takich rzeczy się nie zapomina. Przypuszczał, iż w razie całkowitego odebrania Polakom pozorów państwowości będzie miał niepotrzebnie wrogów i panowanie CCCP będzie go więcej kosztowało.
W ten sposób polscy komuniści byli jak znalazł. Uwiarygadniali też w oczach Zachodu „młodą socjalistyczną demokrację”.
Przepychanki między przyjezdnymi komuchami a tymi rodzimego  chowu miały jednak miejsce. Ci pierwsi usiłowali rodzimych renegatów wysiudać – nawet udało im  się posadzić kilku wraz z Gomułką,  oskarżając o „odchylenie nacjonalistyczne”. 
Za Stalina i po jego śmierci Sowieci grali w celu uzyskania lepszej kontroli (jedni na drugich donosili Moskwie i przepychali się w staraniach o względy towarzyszy sowieckich).
Spory wewnątrzpartyjne między – jak to określił zgrabnie Janusz Szpotański – Chamami a Żydami stanowiły swego rodzaju przeniesienie w nowej postaci sporów, jakie prowadzili (czasem na kastety) młodzi Żydzi z młodymi endekami jeszcze przed wojną.
Wspominam o tym dlatego, że dzisiejszy polski „inteligent”, „młody, wykształcony, z wielkiego miasta”, to Frankenstein ulepiony z fobii i uprzedzeń popuławiańskiego środowiska „Gazety Wyborczej”. Jak zauważyła kiedyś Jadwiga Staniszkis (notabene córka prominentnego przedwojennego endeka), całe to środowisko okołogazetowe robi politykę z pozycji „sztetla oblężonego przez polski żywioł”.
A środowisko to to w większości zstępni tamtych „komunistów ze wschodu”, dzieci wychowane w Alei Róż wśród luksusowych ocalałych przedwojennych kamienic, absolwenci tych samych liceów, koledzy odwożeni do szkoły przez służbowych kierowców swych ojców.
Środowisko to jest z oczywistych powodów podszyte strachem przed nami i pogardą do nas (nie bójmy się tego słowa). Wychowane w tęsknocie za17. republiką, dzisiaj chce mieć taką Polskę – „republikę” wpisaną w nowy „internacjonalistyczny” ład i dąży do tego wpisania, dzierżąc w dłoniach główne  tuby propagandowe kraju. 
  Niemal już im się udało. Władza tego środowiska nad tym, co Polak myśli i wie, co kocha i czego nienawidzi, jest potężna. Odkształcenie polskiej tożsamości, modyfikacje tradycji zaszły bardzo daleko. Widać  to po wynikach wyborów, widać to po polskiej głupocie.
Wciąż jednak nie dobito Polski do końca; mimo sprzyjających nowej jaczejce katastrof, mimo nierozgarnięcia i skłócenia tych wyrosłych z polskich wsi i miasteczek, ssących polskość z mlekiem matki, nadal jest możliwa narodowa sanacja. Naród jeszcze nie umarł. Dumna Polska zdolna kształtować politykę środka Europy może się jeszcze narodzić. Konieczne do tego jest jednak odrzucenie dyktatury nowych Puławian, konieczne jest tożsamościowe odrodzenie  serc polskiej młodzieży, pozyskanie jej dla idei pracy narodowej. 
Na Węgrzech to odrodzenie już nastąpiło. Rządzący Polską zdają sobie sprawę z zagrożenia, dlatego z tygodnia na tydzień stają się bardziej rozedrgani i dlatego z tygodnia na tydzień polska polityka sięga nowych pułapów chamstwa.
Uczmy się metod skutecznego działania, kształćmy wzajemnie i pouczajmy, aby dać radę, gdy przyjdzie chwila.

Andrzej Kumor, Mississauga
www.goniec.net

Artykul publikowany również na Wirtualna Polonia

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek