Witold Waszczykowski: Dokąd zmierza Bliski Wschód?


cairo-revolution-2011-foto01-interW Egipcie możne wytworzyć się klimat do powrotu władzy autorytarnej

Dokąd zmierza Bliski Wschód?

Media i analitycy polityczni są podzieleni w ocenach rewolty w Egipcie. Jedni przepowiadają rewolucyjne zmiany demokratyczne w całym regionie ("przebudzenie Arabów") na wzór przemian w Europie Środkowo-Wschodniej dwadzieścia lat temu. Inni przestrzegają przed apokalipsą, falą islamizmu, który zaleje Bliski Wschód, doprowadzi do odwrócenia sojuszy i światowego krachu gospodarczego. Pewne jest, że tych wydarzeń nie możemy lekceważyć. To, co dzieje się w Egipcie, to nie spektakularne widowisko na ekranach naszych telewizorów rozgrywające się w egzotycznym, dalekim kraju pod palmami. To poważny kryzys. Jeśli zostanie źle rozwiązany, jego skutki odczuje nie tylko region Bliskiego Wschodu, ale i Europa zależna od dostaw surowców energetycznych i narażona na migracje ludności.

Zapaść regionu

Kryzys świata arabskiego nie jest wynikiem jakiegoś krachu w ostatnich dniach. Od wielu już lat raporty ONZ (UN Arab Development Reports) oceniały, że region jest zapóźniony w rozwoju nie tylko w stosunku do Europy i Ameryk, ale i Azji. Przedstawione w raportach dane przez specjalistów z państw arabskich (!) ujawniały przepaść naukową, technologiczną, edukacyjną, wydawniczą etc., dzielącą region od reszty świata. Tych statystyk nie poprawiały nawet bogate w ropę i gaz kraje Półwyspu Arabskiego. Ich państwa bogacą się na sprzedaży surowców, ale nie rozwijają gospodarczo. Dochody są konsumowane lub inwestowane właśnie w przedsięwzięcia służące dalszej konsumpcji.

W ostatnim roku bieda regionu została obarczona dodatkowymi obciążeniami. Świat przeżywa od kilku lat braki żywności. Przyczyną tych niedoborów są liczne klęski i katastrofy. Jednak w ostatnim czasie dodatkową przyczyną braku żywności stało się przeznaczanie znacznych ilości plonów (zbóż i wszelkich olejów roślinnych) na produkcję biopaliw. Co więcej, rozwinięte gospodarczo państwa europejskie i USA nawet subsydiują ten proces. W rezultacie coraz mniejsza ilość zbiorów przeznaczana jest na konsumpcję ludności. Zgodnie z ocenami FAO (Organizacji NZ ds. Wyżywienia i Rolnictwa) oraz Banku Światowego, aż 75-procentowy wzrost cen żywności jest wynikiem wzrostu produkcji biopaliw. Istotnym czynnikiem wzrostu cen żywności jest też spekulacja giełdowa. Żywność i produkty rolne dołączyły do innych surowców, którymi gra się na światowych giełdach.

Światowe domy maklerskie interesują się już nie tylko złotem, papierami wartościowymi, akcjami koncernów, ropą i węglem, ale również zbożem, mięsem, kawą i innymi produktami rolnymi. W rezultacie tych procesów ceny nominalne żywności w ostatnich kilku latach gwałtownie rosły. Dla społeczeństw, gdzie przeciętne dochody miesięczne na osobę wynoszą równowartość ok. 100 dolarów amerykańskich, tak duży wzrost cen żywności musiał wywołać szok i otwarty bunt na ulicach. Miliony biednych ludzi, zabiegających ciągle o pracę, która przynosi coraz mniejszy dochód, wydawany prawie w całości na drożejącą żywność, nie mogą dostrzec tych światowych przyczyn kryzysu produkcji rolnej. Dostrzegają ponadto w swoim najbliższym otoczeniu dysproporcje w poziomie życia z otaczającym światem, państwami europejskimi oraz odwiedzającymi ich turystami. Naturalnym kandydatem na winowajcę w zaistniałej sytuacji są władze kraju, tym bardziej kiedy są to władze niedemokratyczne, które swoją polityką przyczyniają się do nierównej redystrybucji dochodów kraju.

Rewolta egipska

Opisana sytuacja wystąpiła właśnie w Egipcie. Bieda, drożyzna i autorytarna władza prezydenta Mubaraka, potocznie określanego faraonem, wyprowadziła setki tysięcy zdesperowanych Egipcjan na ulicę. Media i liczni analitycy usilnie doszukują się głębokiego sensu w tej rewolcie. Skrupulatnie analizuje się hasła skandowane przez tłumy. Poszukuje się liderów demonstracji oraz ugrupowań politycznych organizujących protesty. Spekuluje się, czy protestujący zadowolą się odejściem Mubaraka i przetasowaniem na szczycie wojskowej władzy, czy też będą zabiegać o dalej idące rozwiązania. Dywaguje się następnie, czy ewentualny nowy system władzy będzie hybrydą, czy do starych struktur i polityków wojskowych dokooptowani zostaną nowi, bardziej demokratyczni i liberalni politycy. Czy też rewolta przemieni się w rewolucję, która pójdzie zupełnie demokratyczną drogą i przez rozwiązania "okrągłostołowe" i "plan Balcerowicza" doprowadzi Egipt do demokratycznej i wolnorynkowej transformacji. Wydaje się, że te optymistyczne oczekiwania nie mają żadnego uzasadnienia. Jak dotąd w żadnym kraju arabskim nie udało się wprowadzić trwałych rozwiązań demokratycznych. Nie ma też podstaw, aby oczekiwać, iż obecna rewolta zmierza do demokratycznych przemian na wzór europejski.

Obecny reżim egipski zaczął się kształtować na początku lat 50., kiedy to wojsko obaliło monarchię. Po Naserze i Sadacie Mubarak jest trzecim prezydentem wywodzącym się z wojska i na wojsku opierającym swoje panowanie. System ten stworzył wielusettysięczne siły bezpieczeństwa, olbrzymią armię i jeszcze większe zastępy urzędników państwowych. Wszystkie te grupy zależą od tego systemu. Również świat biznesu jest głęboko powiązany z państwem. Nie można było w Egipcie zbudować i prowadzić zakładu, warsztatu, sklepu, a tym bardziej luksusowego hotelu dla turystów zagranicznych bez współpracy z państwem. Nie można zatem oczekiwać, iż te grupy społeczne poprą daleko idące zmiany polityczne, które podważyłyby ich status.

Świat muzułmański a demokracja

W ubiegłej dekadzie, po zwycięstwie nad talibami w Afganistanie, a następnie nad Saddamem w Iraku, toczyły się rozważania, czy świat muzułmański może pójść w kierunku przemian demokratycznych na wzór Europy i Ameryki. Wskazuje się demokratyczne sukcesy Turcji i Indonezji. Jednak doświadczenia większości krajów muzułmańskich są negatywne. Mimo usilnych wysiłków i pomocy demokratycznego świata Afganistan staje się raczej państwem modelowej korupcji i nepotyzmu. Niewielkie postępy demokratyzacyjne zaszły w Iraku. Odsunięcie gen. Musharafa od władzy w Pakistanie spowodowało, iż demokratyczne władze nie panują nad znacznymi obszarami państwa i nie radzą sobie z falą fundamentalizmu islamskiego. Demokratyczny eksperyment w Palestynie zakończył się zwycięstwem fundamentalistycznego Hamasu w Gazie. Zaś demokracja libańska wpada w ręce terrorystów z Hezbollahu.

Istotną przyczyną niepowodzeń na drodze do demokracji w świecie muzułmańskim jest odmienna historia i rozwój tej cywilizacji. Kiedy w naszej części świata rozwijała się demokracja grecka, w Azji kwitło imperium perskie. Nasze systemy prawne oparły się na prawie rzymskim. Przeżyliśmy odrodzenie i reformację, epoki, które ułożyły relacje między sacrum i profanum. Wreszcie czasy oświecenia i dziewiętnastowiecznych rewolucji zdefiniowały rolę jednostek w naszych społeczeństwach. Rozwój świata arabskiego i – szerzej – muzułmańskiego poszedł inną drogą. W rezultacie hołdujemy innym wartościom. To my stworzyliśmy społeczeństwa obywatelskie i usilnie zabiegamy o respektowanie praw i wartości. Nie podważając roli i mocy państwa, naczelną wartością jest u nas zrównoważony rozwój obywatela. Na Bliskim Wschodzie ciągle przeważa skłonność do umacniania władzy państwa kosztem swobód obywatelskich. Z trudem przebija się koncepcja o równości wszystkich, a szczególnie kobiet i dzieci. Nie ma zatem żadnych przesłanek, aby zakładać, iż na Bliskim Wschodzie, w państwach arabskich rozwinie się demokracja w stylu europejskim w dającym się przewidzieć czasie. Przez lata polityczna poprawność nie pozwalała porównywać i wartościować naszych cywilizacji. I ja się przed tym powstrzymam. Ale wskaźniki gospodarcze i społeczne oraz obrazy w mediach jednoznacznie pokazują różnicę.

Quo vadis, Egipcie?

Jeśli historia Bliskiego Wschodu ma być dla nas wskazówką, to można oczekiwać, że mamy do czynienia z dwoma rozwiązaniami. Po pierwsze, jest wielce prawdopodobne, iż reżim egipski przetrwa. Zapewne odbędzie się to kosztem samego Mubaraka, który deklaruje chęć odejścia. Dla dalszego uspokojenia sytuacji reżim może dokooptować lub przekupić umiarkowanych polityków, którzy stworzą wrażenie, iż reżim poszerzył bazę polityczno-społeczną, iż stał się bardziej reprezentatywny. Taka władza podejmie też ograniczone reformy, które nieznacznie złagodzą trudne warunki życia biedoty. Tak można przetrwać kilka, kilkanaście lat, aż kolejne pokolenie uzna, że stan korupcji państwa jest przekroczony, i wymusi kolejną zmianę establishmentu.

Jeśli jednak armia żołnierzy, policjantów i urzędników państwa nie wytrzyma naporu demonstrantów, możliwy jest drugi scenariusz. Na gruzach reżimu wojskowego powstanie hybryda demokracji. Szerokie porozumienie różnych ugrupowań, które przez miesiące będzie próbowało naprawiać system państwa i podejmować reformy gospodarcze. Biorąc pod uwagę stan gospodarki egipskiej, kondycję społeczeństwa oraz wspomnianą odmienność kulturową, wysiłki te nie przyniosą szybkich rezultatów pozytywnych.

W takiej sytuacji wytworzy się klimat do powrotu władzy autorytarnej. Powrotu reżimu wojskowego, który przez lata zapewniał relatywną stabilność, lub eksperymentu z władzą fundamentalistów islamskich, na wzór Iranu czy państwa Hamasu w Gazie. Spokojne wyczekiwanie Bractwa Muzułmańskiego wskazuje na to, że ugrupowanie to liczy, iż ich czas jeszcze nadejdzie.

Witold Waszczykowski  

Źródło: NASZ DZIENNIK, 5-6 lutego 2011, Nr 29 (3960)

Autor – polski historyk, dyplomata, były wiceminister spraw zagranicznych, od 2008 do 2010 zastępca szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek