Niewygodne śledztwa–wywiad z dr. hab. Janem Żarynem


IPN-siedziba-warszawa-foto-internetNie mam wątpliwości, że decyzja prokuratora generalnego ucieszyła środowiska postkomunistyczne – dawnych funkcjonariuszy SB, gen. Wojciecha Jaruzelskiego czy gen. Czesława Kiszczaka

Niewygodne śledztwa

Z dr. hab. Janem Żarynem, historykiem, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, pracownikiem naukowym w Instytucie Pamięci Narodowej, byłym szefem Biura Edukacji Publicznej IPN, rozmawia Agnieszka Żurek

Andrzej Seremet wystosował do prezydenta wniosek o odwołanie szefa pionu śledczego IPN Dariusza Gabrela. Co mogło być tego przyczyną?

– Dariusz Gabrel był niewątpliwie jednym z najlepszych prokuratorów w IPN za czasów Witolda Kuleszy i Leona Kieresa. Prowadził bardzo trudne śledztwa, np. w sprawie uwięzienia Prymasa ks. kard. Stefana Wyszyńskiego czy w sprawie pomówień Jana Nowaka-Jeziorańskiego o kolaborację w czasie II wojny światowej. Kiedy został szefem pionu śledczego IPN, razem z prezesem Januszem Kurtyką podjęli decyzję o wysunięciu na pierwszy plan śledztw dotyczących bardziej współczesnych przestępstw, których sprawcy jeszcze żyją, a w związku z tym istnieje możliwość postawienia im zarzutów i pociągnięcia ich do odpowiedzialności karnej. To jest moim zdaniem główny powód, dla którego Dariusz Gabrel jest dzisiaj tak kontestowany. Nie mam wątpliwości, że decyzja prokuratora generalnego ucieszyła środowiska postkomunistyczne – dawnych funkcjonariuszy SB, gen. Wojciecha Jaruzelskiego czy gen. Czesława Kiszczaka.

Jakich spraw prowadzonych przez prokuratorów pionu śledczego IPN i nadzorowanych przez Dariusza Gabrela obawiają się te środowiska?

– Trzeba mieć świadomość, że mówimy o kategoriach śledztw bardzo różnorodnych dotyczących lat 1939-1989, a liczonych w setkach bądź tysiącach. Na przykład ważnym śledztwem prowadzonym przez prokuratorów warszawskich jest to dotyczące związku przestępczego, jakim było MSW w latach 1956-1989. Olbrzymi akt oskarżenia rozbity jest bodaj na kilkadziesiąt spraw. Jedną z najważniejszych jest ta dotycząca zamordowania ks. Jerzego Popiełuszki i poszukiwania osób odpowiedzialnych za tę zbrodnię, które nie zostały osądzone w procesie toruńskim. Świadomość prowadzonego przez IPN śledztwa powoduje dyskomfort u tych, których ono dotyczy, np. u towarzysza Wolskiego, który był szefem Stołecznego Urzędu Spraw Wewnętrznych w latach 80. i który został decyzją polityczną wyłączony z procesu toruńskiego. Tymczasem był on szefem struktury odpowiedzialnej za prowadzenie w latach 1982-1984 sprawy o kryptonimie "Popiel", czyli sprawy przeciwko ks. Jerzemu Popiełuszce. Inne śledztwa dotyczą np. funkcjonariuszy Organizacji AntySolidarnościowej (OAS), którzy w latach 1983-1984 porywali ludzi, wywozili ich do lasu, oblewali kwasem albo bili, a potem wypuszczali. Najbardziej znaną ofiarą tych działań jest dzisiejszy poseł PO Antoni Mężydło. Ofiarą takich praktyk padł również śp. Janusz Krupski. Śledztwa te nie zawsze były publicznie nagłaśniane, natomiast wzywanie świadków czy potencjalnych oskarżonych wywołało w ich środowisku duże poruszenie. Niektóre sprawy trafiały do sądu.

Dariusz Gabrel nadzorował również śledztwo katyńskie. Był on także członkiem polsko-rosyjskiej komisji ds. trudnych…

– IPN stał twardo na stanowisku, że Katyń jest zbrodnią ludobójstwa, a zatem w prawie, także międzynarodowym, jest to zbrodnia niepodlegająca przedawnieniu. Ma to olbrzymie znaczenie w prowadzeniu śledztwa i rozmów ze stroną rosyjską. Niezależnie od tego, na jakim etapie stosunków polsko-rosyjskich jesteśmy obecnie, prawda historyczna jest jedna i niepodzielna. Katyń jest ludobójstwem, czyli zbrodnią porównywalną do zbrodni sądzonych w Norymberdze. Nie jest to stanowisko podzielane przez wszystkie podmioty życia publicznego w Polsce. Podobna kwalifikacja dotyczy zbrodni na Wołyniu – także niezależnie od potrzeb wynikających z bieżących relacji polsko-ukraińskich.

Solą w oku niektórym publicystom jest również śledztwo w sprawie katastrofy w Gibraltarze. Profesor Jacek Tebinka z Uniwersytetu Gdańskiego pisze o nim na łamach "Gazety Wyborczej": "Na śledztwo oparte o fantastyczne teorie państwo wydaje ogromne pieniądze, a na poważne badania naukowe grosze". Zgadza się Pan z tym?

– Co jakiś czas pojawia się w dyskusji publicznej temat gen. Władysława Sikorskiego i okoliczności jego śmierci. Nie ma wątpliwości, że była to jedna z najważniejszych postaci polskiego życia politycznego – premier i naczelny wódz. Jaka zatem instytucja powinna zająć się próbą rzetelnego wyjaśnienia okoliczności jego śmierci, jeżeli nie IPN? Czuliśmy się do tego powołani jako instytucja niepodległego państwa, która ma za zadanie budować pamięć narodową i rozstrzygać kwestie związane z najważniejszymi wydarzeniami naszej najnowszej historii. Do takich wydarzeń niewątpliwie należy "Gibraltar". Być może próbujemy wyjaśnić coś, czego wyjaśnić się już nie uda. Można wobec tego dyskutować, czy nakłady poniesione w związku z prowadzeniem tego śledztwa nie były zbyt duże wobec romantycznej niejako wizji wyjaśnienia wszystkich okoliczności katastrofy. Nie da się jednak zaprzeczyć, że ekshumacja doczesnych szczątków gen. Sikorskiego przynajmniej wykluczyła kilka wariantów przebiegu tego zdarzenia, np. śmierć zadaną przez strzał z broni palnej, ponieważ na czaszce generała nie znaleziono śladów po kuli. Drugą ważną kwestią jest to, że do momentu śledztwa, poza gen. Sikorskim, pozostałe ofiary tego wypadku czy też zamachu nie miały godnych pogrzebów. Jeżeli mamy honorować naszych bohaterów, powinniśmy umieć uczynić zadość ich doczesnym szczątkom. To jest po prostu nasz obowiązek jako wolnego Narodu, posiadającego własne państwo. Trzeba zatem brać pod uwagę to wszystko, a dopiero potem rozpoczynać krytykę wydatków związanych z tym czy innym celem, który tego wymagał.

Rozmiar działalności prowadzonej przez IPN stał się również okazją do oskarżeń Instytutu o zmonopolizowanie badań historycznych w Polsce…

– Kiedy z inicjatywy Janusza Kurtyki zostałem dyrektorem Biura Edukacji Publicznej, wszystkie badania ogólnopolskie podjęte przez IPN prowadzone były w zespołach mieszanych. Oznacza to, że podpisywaliśmy umowy z historykami spoza IPN i włączaliśmy ich do zespołów badających dane sfery historyczne w charakterze koordynatorów lub uczestników. Przykładów takich zespołów można wymienić wiele, np. "SB wobec dziennikarzy", gdzie koordynatorem jest prof. Tadeusz Wolsza z Polskiej Akademii Nauk, "SB wobec środowisk twórczych" pod kierownictwem prof. Andrzeja Chojnowskiego z Uniwersytetu Warszawskiego, "SB wobec naukowców" – temat opracowywany przez zespół historyków pod kierownictwem prof. Piotra Franaszka z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Były to projekty mające za zadanie z jednej strony wykorzystać możliwości, jakie daje istnienie ogólnopolskiej instytucji mogącej zaangażować wielu historyków pracujących na etacie, a jednocześnie ściśle współpracować z fachowcami specjalizującymi się w różnych dziedzinach. Zespoły mieszane dają możliwość sprawnego prowadzenia badań historycznych. Efektem tej pracy są liczne opracowania wydawane przez IPN od 2006 roku – choćby w serii TDN. Nowa ustawa o IPN zwiększa prerogatywy Rady IPN, uszczuplając z kolei kompetencje prezesa Instytutu. W gestii Rady leży dysponowanie tzw. dotacjami celowymi, czyli faktycznie grantami zewnętrznymi. Oznacza to, że członkowie Rady dysponują pieniędzmi przydzielanymi nie IPN, ale instytucjom i zespołom zewnętrznym na projekty badawcze. Jestem bardzo ciekaw, jaki będzie klucz doboru tych projektów.

Czy to źle, że IPN prowadzi własną politykę historyczną?

– Zarówno ja, jak i Janusz Kurtyka nigdy nie ukrywaliśmy, że Instytut Pamięci Narodowej jest powołany po to właśnie, by prowadzić politykę historyczną, czyli dokonywać świadomego wyboru tematów badawczych, postaci z naszej historii, aby budować przemyślaną, a nie przypadkową tożsamość obywateli Polski niepodległej i demokratycznej. Podejście to było jednak kontestowane. A przecież IPN jest instytucją służebną wobec społeczeństwa polskiego. Jej rola polega na takim prowadzeniu badań historycznych czy projektów edukacyjnych, by Polacy mogli lepiej rozumieć własną przeszłość. W moim pojęciu nie ma tu alternatywy. Jeżeli ktoś podejmuje pracę w instytucji nazywającej się Instytutem Pamięci Narodowej, to nie może abstrahować od prowadzenia polityki historycznej rozumianej jako służba wobec nowych pokoleń, szczególnie młodych ludzi. Młodzież jest tu zawsze odbiorcą najbardziej poszukiwanym, w imię tworzenia łańcucha pokoleniowej tożsamości.

Podczas nagonki na IPN za czasów Janusza Kurtyki pojawiały się zarzuty, że IPN prowadzi politykę historyczną zbyt "jednostronną ideowo"…

– Zarzucano nam, że skoro jesteśmy ludźmi o określonych poglądach – mówiąc w skrócie – niepodległościowych, to jesteśmy podobno nietolerancyjni wobec prób innego przekazu historycznego. Faktem jest, że wielu pracowników IPN prezentuje wspólną – nazwijmy to – jednostronną wizję przeszłości, jeśli chodzi o PRL. Mówiąc krótko, wielu z nas nie uznaje pozytywnych dokonań komunistów. Reżim komunistyczny, którego sposób funkcjonowania przebija z akt SB, był obrzydliwym reżimem totalitarnym, niepolskim, któremu służyli ludzie pozbawieni honoru, z czego do końca swoich dni powinni się tłumaczyć. Można zadać pytanie, co się z nami, Polakami, stanie, jeśli ludzie zajmujący się szukaniem dobrych stron systemu komunistycznego dojdą do władzy w IPN?

Wszystko do tego zmierza…

– Słusznie więc można się obawiać, czy IPN będzie jeszcze kontynuował politykę historyczną prowadzoną w imię ideałów niepodległej Polski, czy raczej nastąpi próba zmiksowania tradycji Komunistycznej Partii Polski z tradycją Piłsudskiego i Dmowskiego, Polskiego Państwa Podziemnego z Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego. Niech ci, którzy tak pojmują polską tożsamość, odważą się powiedzieć jasno, że to właśnie według nich nazywa się pozytywną pamięcią narodową, naszym wspólnym dorobkiem. Papierkiem lakmusowym dla opinii świata naukowego o działalności śp. Janusza Kurtyki były wybory kandydatów do Rady przy prezesie IPN. Bez wątpienia przepadła tam, i to prawie w 100 proc., jedna kategoria osób – najbliżsi zwolennicy polityki pamięci Janusza Kurtyki. Jest to niepokojący sygnał, mówiący o tym, że większość elektorów wywodząca się z najważniejszych polskich instytucji naukowych kontestuje dokonania IPN z lat 2006-2010. Brzmi to fatalnie, ponieważ oznacza brak pluralizmu w polskim środowisku naukowym.

Jak może wyglądać przyszłość IPN?

– Bardzo dużo będzie zależeć od wyboru nowego prezesa i od publicznie wyrażonej przez niego koncepcji prowadzenia Instytutu. Jak już wspomniałem, są małe szanse na to, że będzie to osoba, która wykorzysta dorobek śp. Janusza Kurtyki i podkreśli publicznie jego zasługi. Natomiast oby nie był to ktoś, kto ten dorobek roztrwoni lub publicznie napiętnuje. Przyszły prezes, choć w swoich decyzjach suwerenny, niewątpliwie, w przeciwieństwie do śp. prezesa Kurtyki, będzie uzależniony od relacji z Radą. Co roku więc może stawać przed groźbą utraty stanowiska. Płynie stąd realne niebezpieczeństwo wywierania przez Radę presji na prezesa IPN, a wszystko wskazuje na to, że Rada będzie w zdecydowanej przewadze składała się z członków reprezentujących zupełnie inny punkt widzenia niż poprzednie Kolegium IPN. Szkoda, bo wiele działań śp. prezesa Janusza Kurtyki jest godnych twórczego kontynuowania.

Dziękuję za rozmowę.

Za: NASZ DZIENNIK, 14 lutego 2011, Nr 36 (3967) 

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek