Waldemar Glodek: Służby nie przepraszają


Wydarzenia dnia codzinnego mają to do siebie, że utrwalają się nam w pamięci jedne dokładniej inne mniej a wiele z nich po prostu ulatuje. Bywa, że specjalną troską otaczamy te co bezpośrednio nas dotyczą czy to dobre czy też złe.

Za sprawą tak zwanej Listy Wildsteina spotkało mnie wiele nieuzasadnionej przykrości. Dlatego też sam redaktor Bronisław Wildstein jak i ci co wykorzystali jego publikację do własnych intersów lub wykorzystali do wykonywania zadań służbowych mają stosowne miejsce w mojej pamięci.

Przeprosin z tytułu nieuzasadnionych pomówień do tej pory nie zaznałem. Zatem do rzeczy w kolejną rocznicę rozpowszechnienia donosu – paszkwilu jaki wypichcili na mnie i przesłali do Prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej Edwarda J. Moskala w 2005 roku panowie:

Very truly yours Wierzbicki Pawlak Michta Kobirerski 2005-02-14Dr. Leo Wierzbicki, president W&A Inc., Hanford, CA
Yan Pawlak, publisher of local Newsletter, Clayton, CA
Gabriel Michta, v-president of EBPAA, Antioch, CA
Bronisław Kobierski, president Astra General Electric, Concord, CA

Produkt ich dekonspiracyjnej działalności “na rzecz” Polonii w San Francisco można w jezyku angielskim i polskim przeczytać tutaj >>>>> Donos na Waldemara Glodka skierowany do prezesa Edwarda J. Moskala

To, że donosiciele po dojściu do ich świadomości (o ile taka wogóle zostali obdarzeni) podwinęli ogon bez jakiegokolwiek słowa przepraszam nie wzbudziło we mnie żadnych emocji. Tego typu ludzie bez względu na motywy postępowania, prywatne czy też służbowe nie liczą się z tym co robią w imię reprezentowanej przez nich idei. Ich zachowanie, jak również zachowania się niektórych wydawało się że moich przyjaciół, zaliczam do jednego z ważniejszych doświadczeń w moim życiu. Ciągle zbyt wielu spośród nas daje się zastraszyć szubrawcom.

Więcej tutaj >>>> W pogoni za agentem. Format PDF.

Po otrzymaniu zaświadczenia, że to jedynie zbieżność nazwisk i na Liście Wildsteina nie o mnie chodziło, jego kopię umieściłem w internecie.

W jakiś czas później, Instytutu Pamięci Narodowej odszukał mają teczkę, była tam. Otrzymałem jej kopię mającą inne numery niż te natrętnie lansowane w stosunku do mojej osoby przez pana Edmunda Sławomira Lewandowskiego – polonijnego lustratora.

Nie sposób sobie wyobrazić aby pan ESL szukając konkretnie teczki mojej osoby i grzebiąc jako “historyk” czy też “dziennikarz” w IPN przez długi okres czasu nie wiedział o jej istnieniu. “Srodowisko San Francisco potrzebuje lustracji jak chyba zadne inne na swiecie” można po dziś dzień przeczytać na jego stronie internetowej o Polonii w Zatoce sw. Franciszka. Tam też można dowiedzieć się jakim to zacnym osobom umożliwił zobaczenia San Francisco.

Czym kierował się pan Edmund Sławomir Lewandowski nie podając prawdy a wręcz przeciwnie rozsiewając błędne informacje dezinformował Polonię? Z własnej nieprzymuszonej woli? Czy na czyjeś polecenie? Jak ma się ta dezinformacja do wcześnijeszego spreparowanego przez niego i pana Karola Żeruchę bezpodstawnego oskarżenia Domu Polskiego jako organizacji i jego kilku działaczy i skierowanie sprawy do sądu; przegranej przez nich pomimo stosowanych różnych forteli?

Więcej tutaj >>>>> Brutalny atak na dom polski odparty. File PDF

Polonia Under Attack - foto - interJak ma się zachowanie pana Edmunda Sławomira Lewandowskiego i jego grupy “awangardowej” do anonimów oskarżających mnie o naruszanie prawa w działalności społecznej? Przyjmując jako zbieg okoliczności, to że w anonimach do urzędów państwowych znajdowały się te same oskarżenia co do których nie udało się przekonać sędziego, nasuwa się pytanie skąd ta analogia?

Idźmy dalej. Kto był inicjatorem? Czym kierowali się anonimowi dostarczyciele plugawych donosów do gazet, które niezwłocznie je drukowały. W szczególności tego, jakobym miał przyznać się do działalności w UB/SB? Później te oszczerstwa jako od “dobrze poinformowanej osoby” powielano jako copie rozsyłając je po świecie internetowo. Kim są “dziennikarze” pracujący dla tych gazet? Kto sponsoruje takie wydawnictwa?

Więcej tutaj >>>> O jednych wiedzą o drugich kłąmią. Takie są zbójeckie prawa. Format PDF.

 

Zachowania polonijnych “działaczy” urozmaicających nam codzienne życie powinny być znane publicznie ku przestrodze tych szczególnie co jeszcze naiwnie wierzą, że różnego rodzaju służby się naszymi organizacjami nie interesują. Pamietają one o nas i dlatego co nie po ich myśli z determinacją zwalczają. Pilnują programów szkół, obsad parafii polonijnych, celebrowania tych a nie innych uroczystości. Spolegliwych ich programom nie brakuje.

Polonia powinna znać przypadki rozrabiackich zachowań chociażby z tego powodu aby działając w organizacjach nie bać się tych ludzi. Tak jak ten jegomość co pojawił się na zebraniu Kongresu Polonii Amerykańskiej Oddział na Północną Kalifornię i został przez “mocną grupę” wylansowany na protokolanta. Na zebraniu tym były omawiane sprawy bezpodstawnego oskarżenia Domu Polskiego, do wycofania oskarżenia z sądu włącznie. Ustalenia nie były po myśli oskarżycieli. Pan ten bał się napisać prawdę. Miesiącami unikał kontaktu. W porotokole ostatecznie dostarczonym był opis faktów również z innego zebrania, na którym on nie był. Nie było zaś śladu ustaleń istonych w sprawie. Grożono mu czymś? Czymś go zastraszono?

Jestem przekonany, że znajomość takich faktów jak opisałem pozwoli odrzucić w sposób naturalny różnych emigracyjnych “Dyzmów” nawet jak czują się najbardziej predysponowani do zasiadania w komisjach etyki polonijnych organizacji, nawet krajowego szczebla.

Waldemar Glodek, Kalifornia
20 lutego 2011
www.polishclub.org

, Akt. 2017.10.18.
Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek