Prof. dr hab. Artur Śliwiński: Koniec Unii Europejskiej


sliwinski_prof_foto_interZostały dwie ostatnie fazy cyklu życia integracji europejskiej. Obecna – opanowania przez Berlin struktur unijnych i ponowna ekspansja Niemiec. Następna – rozpad Unii Europejskiej w rezultacie uzasadnionego niezadowolenia krajów „peryferii”.

To nie jest już dawny sceptycyzm co do przyszłości integracji europejskiej, lecz znacznie poważniejszy problem procesu przekształceń Unii Europejskiej, który nieuchronnie, w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy, musi doprowadzić do jej rozpadu. Zrozumienie tego procesu i jego konsekwencji geopolitycznych, ekonomicznych oraz terytorialnych jest wyjątkowo ważne, zwłaszcza dla krajów określanych mianem „peryferii” unijnych. W tym tekście uwzględnimy tylko niektóre aspekty wspomnianego procesu, gdyż zagadnienie jest złożone.

Dotychczasowy sceptycyzm wobec integracji europejskiej miał dwa wymiary. Pierwszy (wyrażony m.in. przez Miltona Friedmana w 2001: „ euro jest «wielkim błędem», który będzie powodować turbulencje w kilku krajach europejskich w ciągu najbliższych kilku lat”) poddawał w wątpliwość możliwość integracji kontynentu europejskiego ze względu na różnorodność ekonomiczną i kulturową krajów europejskich. Obecnie ta wątpliwość przeradza się w pewność jako wynik narastania nacjonalizmu w części tych krajów, tradycyjnie „przywiązanych” do nacjonalistycznych podstaw funkcjonowania państwa. Chodzi tutaj przede wszystkim o Niemcy.

Drugi, to błędne założenia koncepcji integracji europejskiej, pozbawione odniesienia do realnych lub koniecznych czynników integracji. W tym zakresie chodzi przede wszystkim o odrzucenie chrześcijańskich korzeni Europy, a dokładniej mówiąc przyjęcie dwóch błędnych założeń. Po pierwsze, iż wartości chrześcijańskie są możliwe do zastąpienia sztucznymi zasadami programowymi (lub powinny być rugowane z życia społecznego). W świetle nadchodzącego rozpadu Unii Europejskiej taki błąd nie sprowadza się do wyboru lepszej czy gorszej opcji, lecz o wprowadzenie potencjalnego czynnika dezintegracji europejskiej. Należy bowiem wiedzieć, że dotychczasowy proces integracyjny nie ma dostatecznego wsparcia społeczności chrześcijańskich, lecz raczej przeciwnie – widoczne jest odrzucanie Unii w powodu lekceważenia Kościoła i biernej postawy wobec ekscesów antychrześcijańskich. Po drugie, jest to błąd dotyczący integracji w sferze kultury. Tej integracji – nawet pierwiastkowej – nie było, lecz następowało osłabianie kultury wyższej i lansowanie skomercjalizowanej i zunifikowanej kultury popularnej. To jest istotny problem, który był notorycznie lekceważony. Ograniczał on rolę narodowych elit kulturalnych, a zarazem wywyższał i wprowadzał na ich miejsce ludzi o niskim poziomie kultury. W pamięci wielu europejczyków pozostało skandaliczne zachowanie przywódców unijnych na Hradczanach, a także prawdopodobnie liczne przejawy braku elementarnej kultury w parlamencie europejskim. Jest to istotny problem, ponieważ jedynie osoby dysponujące wysokim poziomem kultury mogą wypracować wspólne rozwiązania uwzględniające różnice historyczne, religijne, moralne, etc. Takie rozwiązania nie powstały, a zamiast nich doszły do głosu tendencje interesowne, populistyczne i amoralne. Toteż kultura organizacyjna Unii Europejskiej jest „pod psem”. Zważywszy na ścisły w Europie związek kultury wysokiej z chrześcijaństwem, skutki areligijności zostały w ten sposób zwielokrotnione.

Można śmiało powiedzieć, że konstrukcja Unii Europejskiej została postawiona na piaskach.

Konsekwencje kryzysu

Poznanie procesów zachodzących na kontynencie europejskim jest niemożliwe bez uwzględnienia światowego kryzysu gospodarczego. Jednak tutaj pojawia się szereg interpretacji kryzysu, które zaciemniają lub fałszują rzeczywistość. Co gorsze, niektóre z tych interpretacji narzucają fałszywy ślad dla poszukiwań źródeł obecnych problemów. W szczególności, dwie interpretacje kryzysu prowadzą na manowce.

Pierwsza, to spopularyzowana przez Paula Krugmana koncepcja „zarażenia”. Rozprzestrzenianie się kryzysu jest – z ekonomicznego punktu widzenia – mechanizmem realnym, zwłaszcza przy znacznych międzynarodowych obrotach handlowych. Kryzys jest zjawiskiem złożonym i nie daje się sprowadzić do tego rodzaju zależności. Chodzi głównie o jedną zasadniczą wadę podobnego rozumowania. Zakłada ono, że to gospodarka jednego kraju („zarażonego”) może wywoływać kryzys w innych krajach („zarażanych”). A to oznacza, iż ciężar winy za kryzys zrzuca się w całości na konkretne kraje, takie jak Grecja czy Irlandia. Tymczasem kryzys w tych krajach został wywołany przede wszystkim wskutek konkretnego i uchwytnego połączenia ataku spekulacyjnego i zewnętrznego nacisku politycznego. Innymi słowy, gmatwanie sytuacji polega na tym, że za kryzys obwinia się Greków i Irlandczyków, a nie centra finansowe oraz rządy krajów wspierających agresywną spekulację z ich strony. Wnioski wynikające z przyjęcia jednej bądź drugiej wersji wyjaśnienia kryzysu będą diametralnie różne.

Bez dostrzeżenia sygnalizowanego problemu rozważania nad sytuacją we wspólnocie europejskiej stają się bezsensowne. Niestety, są one z reguły prowadzone w oparciu o silnie lansowaną przez Niemcy koncepcję „zarażenia”, czy nawet wręcz grożenia „zarażeniem” w celu przeforsowania własnej koncepcji „środków zaradczych”.

Druga interpretacja kryzysu powoduje powszechny ból głowy. Polega ona na sprowadzaniu obecnego kryzysu gospodarczego do „kryzysu finansowego”. Samo określenie „kryzys finansowy” zostało tak szeroko zniekształcone i spopularyzowane , że stało się centralnym problemem polityki krajów zachodnich. Zniekształcenie „kryzysu finansowego” polegało na uznaniu ad hoc, że jego istotą jest zagrożenie wielkich korporacji finansowych bankructwem, na co rządy nie mogą sobie pozwolić. Spowodowało to kilka reperkusji. Pierwszą, jakoby wymagały one szczególnej ochrony (bez względu na ideologię wolnego rynku). „Są za duże, aby upaść – ten słaby argument świadczy raczej o silnym wpływie korporacji na rządy, a nie potrzebie uruchomienia programu ratunkowego. Drugą, to obciążenie gospodarek kolosalnymi kosztami ratowania korporacji finansowych. Trzecia, to wywołanie wściekłości w społeczeństwach zachodnich, które – mimo niewiedzy ekonomicznej – na tak grubymi nićmi szytą politykę nie chciały przystać. W istocie rzeczy kryzys finansowy jest wyłącznie ukazaniem finansowego wymiaru kryzysu gospodarczego, a ściślej – jego skutków w wycenie posiadanych aktywów (nie tylko akcji, obligacji itp., ale także wartości środków rzeczowych, takich jak nieruchomości, zapasy towarów itp.).

Kryzys nie jest odpowiednim przedmiotem rozważań dla polityków, dziennikarzy, a nawet większości ekonomistów, którzy po prostu na kryzysach się nie znają.

Ostatnie fazy Unii Europejskiej

Aby ułatwić Czytelnikowi poruszanie się w kręgu złożonych problemów funkcjonowania UE, sygnalizujemy dwie ostatnie fazy jej cyklu życia w dużym uproszczeniu.

Pierwsza (obecna) faza obejmuje dwa główne elementy: zdominowanie struktur unijnych przez Niemcy, z uwzględnieniem „w drugim planie” interesów Francji i Wielkiej Brytanii (zaś pośrednio Stanów Zjednoczonych i Rosji) oraz wypracowanie mechanizmu rzucania na kolana pozostałych krajów europejskich. Jest to faza jawnego nadużywania prawnych i politycznych prerogatyw Brukseli, odznaczająca się zarazem rosnącym („tradycyjnym”) nacjonalizmem niemieckim i charakterystyczną dla niego agresją imperialną. Agresja ta jest wymierzona w kraje „peryferii”, a w szczególności w Polskę i Czechy. Natomiast mechanizm podporządkowania politycznego i ekonomicznego krajów „peryferii” obejmuje niejako dwa tryby. Pierwszy, to wykorzystanie dotychczasowego, stopniowego uzależnienia tych krajów od Niemiec jako dotychczasowego „promotora integracji europejskiej”. Drugi, to powielenie udanego „eksperymentu greckiego”. Najkrócej mówiąc, ten eksperyment składał się z trzech posunięć: ataku spekulacyjnego ze strony międzynarodowej oligarchii finansowej, zagwarantowania roszczeniom tej oligarchii zysków spekulacyjnych przez przywództwo niemieckie w UE, wymuszenie przez Niemcy i reprezentujący interesy oligarchii finansowej MFW utraty suwerenności w zamian za „pomoc finansową”. Nadmiar cudzysłowów nie jest przypadkowy. Podkreślają one umowność terminów, za którymi kryją się poważne problemy.

Druga faza jest łatwą do przewidzenia reakcją krajów „peryferii” na ekspansję niemiecką. Z jednej strony widoczne są aktywne próby przeciwdziałania tej reakcji, sprowadzające się do wzmocnienia penetracji politycznej rządów tych krajów i pacyfikowania ewentualnej opozycji. Budowanie „strategicznego sojuszu” Niemiec i Rosji (wraz z firmowaniem tego sojuszu przez UE) jest również częścią omawianego przeciwdziałania (i wzajemnych koncesji ustalanych w kategoriach „podziału łupów”). Z drugiej strony widać coraz większe zrozumienie rzeczywistych intencji i działań Niemiec i MFW, a także odtwarzanie się opinii o tym kraju wyrastającej z doświadczeń dwóch Wojen Światowych. Praktycznie mit Niemiec odrodzonych w duchu pokojowej współpracy europejskiej i respektowania interesów krajów ościennych już upadł. W tym zakresie szczególnie ostre stanowisko zajmuje grecka opinia publiczna, formułująca pod adresem Niemiec zarzut neonazizmu. Jednak również w innych krajach, zwłaszcza w najbardziej zagrożonych ekspansjonizmem niemieckim (Polska, Czechy) ewolucja opinii idzie w tym samym kierunku. Biorąc pod uwagę negatywne, lecz systematycznie ukrywane tendencje rozwojowe w krajach „peryferii” europejskiej, sytuacja staje się wybuchowa. To prowadzi do rozpadu UE wskutek silnych tendencji odśrodkowych i obronnej reakcji na nacjonalizm niemiecki.

Jakkolwiek przyczyna nadchodzącego rozpadu UE jest oczywista (jest to konsekwencja odrodzenia się niemieckiego nacjonalizmu i dominacji Berlina w strukturach unijnych), to należy się liczyć z propagandą zmierzającą do przerzucenia odpowiedzialności na rzekomo anarchizujące kraje „peryferii”, zwłaszcza na Polskę.

To jest scenariusz, który musi być poważnie traktowany przez rządy i opinię publiczną we wszystkich krajach Europy. Możliwości podważenia tego scenariusza lub dokonania w nim istotnych modyfikacji są znikome.

Ciąg dalszy w następnym numerze EEM – Europejski Monitor Ekonimiczny

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Za: EEM – Europejski Monitor Ekonimczny – 2011 – 02 – 17

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek