Dr Cezary Mech: Nadchodzi demograficzne tsunami


cezary mech foto interNiemcy, mając nadwyżkę w bilansie płatniczym, mogą ze spokojem podchodzić do procesów starzenia się społeczeństwa. Tymczasem w Polsce nie tylko następuje wyzbywanie się własności, lecz także postulowana jest likwidacja OFE zamiast wzmocnienia nadzoru nad nimi

Nadchodzi demograficzne tsunami

Polityka prorodzinna, tworzenie miejsc pracy w Polsce, optymalizacja wydatków budżetowych – najważniejsze jest dziś zbudowanie konsensusu wokół tych trzech filarów polityki gospodarczej i skupienie się na zmniejszeniu niszczycielskiego efektu tsunami demograficznego. Jeżeli tego nie zrobimy, nasze dzieci i wnuki określą dzisiejsze elity jako gorsze od tych z czasów saskich.

Artykuł Jarosława Kaczyńskiego "Polska i Polacy zasługują na nowoczesny patriotyzm gospodarczy" ("Nasz Dziennik", 19-20 lutego br.) rozpoczął debatę na temat programu gospodarczego w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Utyskując na polskie elity, które zaniedbują dobro publiczne w imię egoistycznych kalkulacji, powinniśmy wzmóc wysiłki w celu wypracowania rozwiązań gospodarczych, które przeciwstawią finanse publiczne nadchodzącemu tsunami demograficznemu, jak to określił Kyng Lah z CNN. W ciągu najbliższych lat tsunami to zmiecie nie tylko gospodarkę japońską, ale również polską i jej społeczeństwo.

W obliczu zagrożenia załamania finansów publicznych nie wolno powtórzyć błędów unikania odpowiedzi i wyboru lewicowego programu w celu przyciągnięcia wyborców innych opcji, gdyż tego typu działanie dezinformuje i demoralizuje elektorat, osłabiając poczucie zagrożenia.

Żadna gospodarka nie przetrwa braku podatników, pozbawione młodzieży społeczeństwa nie będą miały jakichkolwiek osiągnięć innowacyjnych, nie wyłączając sportowych. Politykę, która sprawia, że jesteśmy na 208. miejscu na świecie w działaniach prorodzinnych, i nie widzimy jej finansowych konsekwencji, można nazwać jedynie cmentarną.

Przetrwać czas barbarzyńców

W lutym gościł w Polsce prof. Carlos Cavalle, były rektor IESE Business School – szkoły ekonomicznej w rankingach "The Economist" i "Financial Timesa" wielokrotnie uznawanej za najlepszą na świecie, przed Harvardem czy Stanfordem. Pomysły Cavalle´a były inspiracją programu gospodarczego PiS z 2005 r., dlatego warto na chwilę zastanowić się nad optymistycznymi przemyśleniami profesora, którymi zawsze gotów jest się podzielić. Cavalle przypomina, że dla ludzi wierzących nie ma sytuacji beznadziejnych i dla przykładu wskazuje okres upadku Cesarstwa Rzymskiego, kiedy w Italii buszowali barbarzyńcy i nastąpił głęboki kryzys wszystkich struktur społecznych. Mimo to właśnie wtedy św. Benedykt powołał swój zakon pod wiekopomnym wezwaniem "ora et labora" – módl się i pracuj. Ojciec Święty Benedykt XVI powiedział, że miał on "zasadniczy wpływ na rozwój cywilizacji i kultury europejskiej" i pomógł Europie wyjść z "ciemnej nocy historii", która nastąpiła po upadku cesarstwa. Przykład podany przez byłego rektora IESE powinien być dla nas sposobem na odbudowę polskiej gospodarki i ładu społecznego.

Diagnozując kryzys finansów publicznych w Polsce, nie możemy pominąć największego zagrożenia dla rozwoju gospodarczego, jakim jest starzenie się społeczeństwa, i ignorować faktu, że wypłata emerytur i świadczeń zdrowotnych zagrożona jest nie tylko w przyszłości. Według szacunków Komitetu Polityki Ekonomicznej UE, już za 30 lat nasz PKB będzie wynosił zaledwie 0,3 proc. rocznie. Dlatego każdy program dla Polski, a zwłaszcza ten prezentowany po prawej stronie, musi opierać się na trzech filarach: polityce prorodzinnej, tworzeniu miejsc pracy w Polsce, a nie na wypychaniu pracowników za granicę, oraz na optymalizacji wydatków budżetowych. W porównaniu z rokiem 2005 konieczne jest nie tylko wprowadzenie polityki prorodzinnej, tworzenie nowych miejsc pracy, ale również wzmocnienie skali ulg podatkowych zarówno dla rodzin, jak i przedsiębiorstw tworzących miejsca pracy w naszym kraju. Budżet zadaniowy musi być konstruowany przy wykorzystaniu algorytmów uwzględniających, na ile dane wydatki są prorozwojowe i poszerzają bazę podatkową w przyszłości, a na ile mają charakter wegetatywny, i z których należy zrezygnować, by nie powiększać problemów budżetowych w przyszłości. Inaczej grozi nam, że zostaniemy zmuszeni do mechanicznego cięcia wydatków, także tych przynoszących znaczące dochody budżetowe w przyszłości. Należy oprzeć się na modelu optymalizującym wydatki budżetowe, który by informował, jakie wydatki mogą być sfinansowane z kredytu, ponieważ w przyszłości nakłady w całości zostaną zwrócone w postaci wyższych dochodów podatkowych państwa.

W całym procesie istotne są diagnoza problemów oraz branie przykładu z polityki państw, które z sukcesem regulują procesy gospodarcze. Jednocześnie warto podkreślić, że jeśli diagnoza zostanie źle postawiona, to i wprowadzany plan naprawczy również będzie błędny. A jeśli zagrożenia nie zostaną zauważone, wówczas ich skutki wystąpią z niszczącą siłą.

Niemiecka ekspansja

W analizowaniu sytuacji krajów stawianych ciągle jako modelowe wielokrotnie pada przykład Niemiec, które w zeszłym roku miały wzrost PKB na poziomie 3,6 proc., a więc najwyższy od 1990 roku. W Polsce mimo wielokrotnie niższej bazy był on na tym samym poziomie (3,8 proc.), podczas gdy w Stanach Zjednoczonych wyniósł 2,5 proc., a w pozostałych krajach strefy euro zaledwie 1 procent. Główną turbiną wzrostu w Niemczech okazał się eksport – do listopada 2010 r. wzrósł do 21,7 proc., sprzedaż do Chin zwiększyła się o 17 proc. w porównaniu z 2009 r. i o 46 proc. w stosunku do 2007 roku. W tym samym czasie Polska, mimo znacznie niższych wynagrodzeń, ma wielomiliardowy deficyt w handlu zagranicznym i w bilansie płatniczym.

"The Economist" w artykule "Angela in Wunderland" opisuje, że nasi sąsiedzi zza Odry obrali właściwą drogę działania: wykorzystali odpowiednie kanały ekspansji Unii Europejskiej – dostęp do taniej siły roboczej w krajach Europy Centralnej, w tym głównie w Polsce, oraz dostarczyli drugiej potędze gospodarczej świata – Chinom – to, co jest dla nich konieczne do wzrostu: z jednej strony maszyny i urządzenia, z drugiej produkty luksusowe o bardzo wysokiej jakości, których potrzebował rosnący sektor ludzi zamożnych. Ponadto strefa euro stanowiła "bonanzę" z powodu niezrównoważonego popytu w krajach na południu Europy, które obecnie z tego powodu przeżywają koszmarne problemy gospodarcze. O ile Niemcy, mając nadwyżkę w bilansie płatniczym, mogą ze spokojem podchodzić do procesów starzenia się społeczeństwa, o tyle w Polsce nie tylko następuje wyzbywanie się własności, ale również postulowana jest likwidacja OFE zamiast wzmocnienia nadzoru nad nimi i przerzucenie zobowiązań emerytalnych do bankrutującego ZUS. Według cytowanego tygodnika, sukces przedsiębiorstw niemieckich był możliwy dzięki specyficznym powiązaniom właścicielskim i utrzymaniu kontroli nad korporacjami, które są sztandarami rozwoju, liderami w swoich branżach. W tej grupie znajdują się nie tylko Volkswagen, Siemens i BASF, lecz także wiele innych firm. Zauważmy, że w Polsce dzieje się dokładnie na odwrót: stale kontynuowana jest wyprzedaż zagranicznym koncernom polskich przedsiębiorstw, preferuje się import towarów i eksport pracowników.
Niemcy przeorientowały się zgodnie ze swoimi możliwościami organizacyjnymi i zdobyły nowe pola ekspansji. Społeczeństwo, w którym jest coraz mniej młodych pracowników, dostosowuje się dzięki ich coraz lepszej edukacji. Przy czym szkoły zawodowe w umiejętny sposób łączą edukację z praktyką, są w stanie produktywnie absorbować imigrantów oraz ich dzieci, którzy nie byli w stanie spełnić wymogów dotyczących gospodarki opartej na wiedzy. Dlatego ten model szkolnictwa dopasowany do absorpcji imigrantów i własnych przedsiębiorstw nie może być podawany jako wzór dla Polski.

Innowacyjna gospodarka

"The Economist" podkreśla również, że Niemcy rozpędziły swoją maszynę opartą na zielonej energii, której są w stanie produkować coraz więcej w związku z obawami związanymi z ociepleniem klimatu. Stają się nawet światowym liderem w takich segmentach jak elektrownie słoneczne, w których wytwarzają połowę światowej produkcji z tego źródła. Jedna czwarta patentów w 2007 r. w sektorze energii odnawialnej to dzieło niemieckich instytutów.

Zauważmy bardzo silne powiązanie między polityką państwa a nowymi sektorami – produkcja zielonej energii jest bardzo droga, jak pisze Jeremy van Loon w Bloombergu, kilowatogodzina energii słonecznej kosztuje 51 eurocentów, czyli 10 razy więcej niż w klasycznych elektrowniach. Niemniej jednak ta dziedzina rozwija się bardzo szybko, ponieważ jest bardzo silnie dofinansowywana. W efekcie już 17 proc. energii pochodzi z palet solarowych czy farm wiatrowych, podczas gdy 10 lat temu było to zaledwie 6 procent. Ten sektor jest twórcą największej liczby nowych miejsc pracy w ostatnim dziesięcioleciu i przyczynił się do wzrostu eksportu. Wprawdzie droga energia mogłaby doprowadzić do ograniczenia konkurencyjności niemieckiej gospodarki, o ile regulacje unijne nie zmuszałyby innych do tworzenia analogicznych projektów. Około 340 tys. pracowników w Niemczech jest zatrudnionych przy instalacji turbin wiatrowych i innych urządzeń wytwarzających zieloną energię. Ta liczba podwoiła się od 2004 roku. Jak zauważa Claudia Kemfert z DIW Berlin, w ciągu ostatnich trzech lat był to jedyny przemysł, w którym wzrosła sprzedaż. Jako pozytyw postrzega się, że dzięki tej energii zmniejsza się uzależnienie od importowanych surowców energetycznych. Jeśli chodzi o ceny, to z powodu dopłat są one o 39 proc. wyższe niż w Unii Europejskiej. Niemniej jednak konieczność dostosowania się do standardów związanych z ociepleniem klimatu przez inne kraje będzie powodowała, że i inni będą ponosili coraz wyższe koszty tej polityki. A są one olbrzymie, ponieważ w samych Niemczech będą wynosiły 46 mld euro jedynie w segmencie paneli słonecznych (wg Wuppertal Institute for Climate, Environment and Energy).

Próba naśladowania tej polityki przez Polskę byłaby szkodliwa i nie powinna być postulowana. Zauważmy, że Hiszpania, która chciała ją skopiować, a której położenie geograficzne powinno w tym pomagać, stała się koszmarem dla rządu ze względu na koszty jej prowadzenia. Forsowanie energetyki odnawialnej jest kosztowne również dlatego, że jest to energia w znacznym stopniu uzależniona od pogody i zdarza się, że lepszym jej uzupełnieniem byłyby elastyczne elektrownie tradycyjne, a nie nuklearne, jak się postuluje.

Widać wyraźnie, że Polska straciła szansę, by oprzeć się na własnych zasobach węglowych – największych w Europie. Zrezygnowaliśmy z przewagi konkurencyjnej i możliwości taniego pozyskiwania energii, będziemy musieli kupować elektrownie, urządzenia za granicą, a niewydajne technologie spowodują, że będziemy ponosić coraz wyższe koszty energii. Zamiast wykorzystać możliwość sprzedaży za granicę produktów opartych na najtańszych źródłach energii elektrycznej, będziemy zmuszani do zakupu drogich technologii, zadłużania się i ponoszenia konsekwencji drożyzny. Jeśli chcemy zrealizować nasze wyzwania i znaleźć fundusze na ich realizację, musimy wycofać się z dotychczasowych uzgodnień niezależnie od konsekwencji.

Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora i nie odzwierciedla stanowiska instytucji, z którą jest związany zawodowo.

Dr Cezary Mech

Autor jest absolwentem IESE, byłym prezesem UNFE, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów i zastępcą szefa Kancelarii Sejmu, autorem programu gospodarczego PiS z 2005 roku.

Za: NASZ DZIENNIK, 24 lutego 2011, Nr 45 (3975)

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek