„W oczekiwaniu na wyrok w sprawie o zniesławienie Jana Kobylańskiego”


Kpt.inż. ż.w. Zbigniew Sulatycki w audycji Radia Maryja

„W oczekiwaniu na wyrok w sprawie o zniesławienie Jana Kobylańskiego”

„Aktualności dnia” z dnia 26.02.2011 roku: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=24953

kpt-zw-Sulatycki-prezes-Kobylanski– W “Aktualnościach Dnia” witamy Kapitana Żeglugi Wielkiej -Zbigniew Sulatycki, witam serdecznie. Szczęść Boże.

– Szczęść Boże, witam serdecznie Ojca i pozdrawiam całą Rodzinę Radia Maryja.

– Panie Kapitanie, już wkrótce ma zostać wydany wyrok w procesie wytoczonym przez Jana Kobylańskiego (przypomnę, to Prezes Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej), przeciwko dziennikarzom zniesławiającym jego dobre imię. Kilkunastu dziennikarzy pozwał Prezes Jan Kobylański. Ten proces toczy się od pięciu lat, Pan się jemu przygląda. Jaki komentarz, jakiego spodziewa się Pan wyroku?

– Tak, faktycznie od samego początku uczestniczę we wszystkich rozprawach. Proces toczy się, Ojcze, już szósty rok. Pierwsze chyba takie założenie było właśnie, żeby doprowadzić do sześciu lat  i później żeby to można było skasować, tzn. żeby można było powiedzieć o przedawnieniu. Ale na ostatniej rozprawie, która odbyła się miesiąc temu, sędzia powiedział coś takiego – wyznaczając rozprawę następną na 24 marca- że na tej rozprawie będzie konfrontacja świadków. I na tym w zasadzie by się skończyło. Natomiast zaraz parę dni później, szczególnie  w informacji PAP i w innych źródłach ukazała się informacja, że najprawdopodobniej właśnie na tej rozprawie sędzia ogłosi wyrok. Jaki z tego wniosek? To rzuca się samo w oczy: że chyba na samym początku           ( ponieważ to jest nieprawdopodobne, żeby proces o zniesławienie trwał prawie sześć lat, a jednak trwał), że coś tu było chyba tak jakby ustawiane, żeby właśnie przeprowadzić ten proces do momentu, aby uległ przedawnieniu.

I naraz chyba się coś zmieniło. Bo w międzyczasie, wcześniej, Pan Kobylański wytoczył drugi proces. Tym razem wytoczył proces przeciwko panu Ministrowi Spraw Zagranicznych Sikorskiemu – o zniesławienie. I o dziwo na tym właśnie procesie, na którym też byłem (on się odbył też miesiąc temu), przedstawieni byli pierwsi świadkowie. I proszę zauważyć kto. Ano właśnie, główni oskarżeni z tego procesu, który wytoczył Jan Kobylański, czyli pokazał się pan ambasador Schnepf i główny inicjator tej całej nagonki, pan Lizut – redaktor „Gazety Wyborczej”. I oni wystąpili jako świadkowie, mimo że są oskarżeni. Reprezentujący Pana Kobylańskiego adwokat pan Cichoń, zwrócił uwagę pani sędzinie, ale ta nie zareagowała. I w dalszym ciągu ci panowie pozwalali sobie, bez jakichkolwiek argumentów, bez jakichkolwiek oczywiście dowodów, oskarżać o najgorsze rzeczy.

Należy sobie w związku z tym zadać pytanie: dlaczego tak się dzieje? Ano chyba dlatego, że oni się po prostu czują – ci właśnie ludzie z tzw. „salonu Gazety Wyborczej” – silni i uważają, że im wszystko wolno. Zresztą należałoby tutaj porównać wystąpienia z tego pierwszego procesu, znaczy tego, który ma się niby teraz skończyć, świadków zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Ze strony oskarżonych, a jest ich w sumie 19 (jest tam m.in. pan Michnik), były dwie osoby: pani konsul z czasów, kiedy ambasadorem był pan Gugała oskarżony w tym procesie, jak i pani Wojsław która, nie bardzo wiem, jaką tam funkcje pełniła, ale „gdzieśtam się obracała”. I co oni powiedzieli? Ano właśnie, ten wątek jakby oskarżycielski, że Pan Kobylański jest winien tego, tego, tego… że oskarża, itd., itd…

A sędzia zapytał zarówno jednej jak i drugiej: „A skąd panie to wiedzą?”. „- Ano, bo mi powiedziała pani X, ano bo mi powiedział pan Y”. Żadnego dowodu. Nic. Tylko „gdzieś tam, gdzieś coś tam usłyszała”. Jak pani konsul na przykład powiedziała, że „jakiś tam pochodzenia żydowskiego człowiek, oskarżył Kobylańskiego o szmalcownictwo w obozie, i pan ambasador Gugała sporządził jakąś tam notatkę i wysłał to do MSZ, i ta notatka jest nie do…, nie ma jej po prostu, nie do odzwierciedlenia”. Oskarżano oczywiście Kobylańskiego o wszystko. Śmiano się w pewnym sensie, że cały USOPAŁ to jest „jakieś tam”, jakieś przyboczne towarzystwo Jana Kobylańskiego.

I teraz z drugiej strony, świadkowie z drugiej strony. Otóż po pierwsze, zebrane dowody w książce, którą opracował Pan prof. Robert Nowak „Potępiany za patriotyzm”. I tam były konkretne dowody. A kiedy był przesłuchiwany, no niestety nie było silnego, żeby z nim dyskutować, bo po prostu przedstawił dowody. Dalej, był przesłuchiwany również z Peru Pan Marek Lubiński, był przesłuchiwany Prezes Zjednoczenia Domeyki z Chile, Pan Zabłocki, zresztą wiceprezes USOPAŁ. Był prof. Haduch z Meksyku przesłuchiwany. I wszyscy jednoznacznie opierali się na swojej wiedzy, na swoim doświadczeniu, bo oni w tym uczestniczyli. A jeszcze trzeba dodać, że zarówno pani konsul, która zeznawała, jak i pani Wojsław, nigdy nie wystąpiły. Sędzia zapytał zresztą, czy brały udział w jakimkolwiek spotkaniu, oczywiście nie.

Zeznawałem również ja. I tutaj ciekawa sprawa. A mianowicie, starałem się mówić bardzo wolno. Dlatego, żeby mógł sekretarz zapisywać, żeby można było to wszystko zapisać, co mówiłem. Niestety pasem transmisyjnym okazał się pan sędzia. No, ale czasami tak jest. Nie zapisał tego, o czym ja mówiłem dokładnie. A mówiłem m. in. na przykład o takich dokonaniach Pana Prezesa Kobylańskiego: nie kto inny, tylko Jan Kobylański, zapisał się złotymi zgłoskami. Doprowadził do tego, że tam w Ameryce Łacińskiej, dzisiaj o Polsce dzięki niemu dużo ludzi wie, że jest takie państwo, które posiadało nie tylko największego z Polaków Jana Pawła II, ale posiadało również wielu wspaniałych innych Polaków. Przez co? Ano przez to, że po pierwsze po pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II do Montevideo, pozostał krzyż. To jest nie do pomyślenia w Urugwaju. A jednak Kobylański to załatwił, że ten krzyż do dnia dzisiejszego z pomnikiem Jana Pawła II tam jest. Jan Kobylański postawił w znaczącym miejscu Buenos Aires, czyli w Argentynie, pomnik Jana Pawła II i postawił ten pomnik kiedy? Za jego życia, znaczy za życia Ojca Świętego. To było nie do pomyślenia znowu w Argentynie, tam jest prawo mówiące o tym, że nie można stawiać pomników ludziom żyjącym. Jednak to załatwił, i został postawiony. Postawił pomnik Jana Pawła II w Posadas. W tej uroczystości ja akurat brałem udział, było to niesamowite. Wszystkie rodzaje broni, najwyżsi dostojnicy państwa. Uroczystość naprawdę ściągnęła – myślę że nie tylko                z Posadas, ale i z okolic i z być może innych – tłumy ludzi. Była to naprawdę wspaniała uroczystość.

Zresztą pomnik Jana Pawła II niesamowity. Otóż Jan Paweł II błogosławi ręką trójkę dzieci. I to są dzieci pierwszych migrantów do Argentyny, między innymi ich właśnie okrzyk: „Polak”. Dalej, Jan Kobylański postawił bardzo wiele innych pomników. Postawił między innymi w Punta del Este pomnik Chopina. Oczywiście, można jeszcze bardzo wiele różnych jego dokonań, choćby nawet, no taka sprawa jak ustanowienie „Dnia Polskiego Osadnika” w Argentynie. Też to przeprowadził. I z drugiej strony, placówki dyplomatyczne. Tam, które istnieją: polskie placówki dyplomatyczne, one jak sławiły Rzeczypospolitą? Mianowicie robiono jakieś wernisaże, ściągano niejednokrotnie najprawdopodobniej zaprzyjaźnioną jakąś malarkę, czy pianistkę. Na takim wernisażu było 30 może osób, bankiecik i to wszystko. Ale robiły coś gorszego jeszcze. Mianowicie, jedną z największych zasług Jana Kobylańskiego, było powołanie USOPAŁ. Pod jedno skrzydło pozbierał wszystkie organizacje, znaczy w większości organizacje Ameryki Południowej, żeby stworzyć taką siłę, jaką jest np. Kongres Polonii Amerykańskiej. I te placówki działały przeciwko temu: podzielić, poszatkować, rządź..dziel i rządź, po to żeby nie było siły. Bo z takimi małymi organizacjami, podporządkowanymi                w takim lub innym momencie, w takiej lub innej ambasadzie, można było robić co im się żywnie podobało. A z organizacją taką, jak np. Kongres Polonii Amerykańskiej, czy USOPAŁ, która posiada olbrzymią siłę – nie można było robić.

Oczywiście mówiłem również o takich sprawach, że na zebraniach, w których ja uczestniczyłem, zawsze były najwyższe władze. Oczywiście te zebrania były w Urugwaju, więc na ostatnim, na którym ja byłem, był m.in. wiceprezydent Urugwaju. To były bardzo mocne jego dokonania. I teraz należałoby sobie postawić pytanie: dlaczego, kiedy taki człowiek, który tak wiele robi dobrego dla naszej ojczyzny, dlaczego w taki bezczelny sposób został zaatakowany przez środowisko oczywiście „Gazety Wyborczej”. Ale można by sobie również postawić pytanie następne: dlaczego tak zasłużony dla naszej ojczyzny prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej śp. Pan Moskal, również był atakowany. Ano bardzo prosta sprawa. Dlatego, że oni stworzyli siłę. I dzięki takiej sile, jak np. Kongres Polonii Amerykańskiej, Polska weszła w struktury NATO. To tam zawsze, w USA czy w Kanadzie, Polacy głosują tak, jak ci, którzy walczyli o naszą Ojczyznę. I tu również Prezes Kobylański zawiązał związek, który zaczynał być groźny. Zaczynał być groźny w sensie olbrzymiej siły. I to trzeba było zatrzymać.

Dalej druga sprawa, drugie “grzechy” zarówno Prezesa Moskala, jak i Prezesa Kobylańskiego. Zarówno jeden jak i drugi natychmiast, powtarzam natychmiast, na każdy paszkwil, który oskarżał Polskę o rzeczy, których nie zrobiła, natychmiast reagowali. Reagowali natychmiast na to, kiedy się w różnych pismach ukazały np. nazwy „polskie obozy koncentracyjne”. Natychmiast zabierali głos, kiedy organizacje żydowskie występowały o nieuzasadnione odszkodowania, a natychmiast po tym „stali się antysemiccy”. Jacy antysemici??? Kobylański zarówno, jak i Moskal, mówili bardzo wyraźnie: albo wszystkim, albo nikomu, a na pewno nie dziesiątym spadkobiercom żadnym. Ale to właśnie im przeszkadzało. Można tu oczywiście bardzo wiele różnych innych spraw rzucać, które no w jakiś sposób rzutowały. Kobylański jak i Moskal nigdy nie pozwolili, żeby naszą Polskę ktokolwiek opluwał. Nie pozwoliliby na to, że kiedy ukazał się raport MAK-u, szkalujący nasz kraj, opluwający nasz ukochany mundur polski, nie było żadnej reakcji rządu. Żadnej reakcji. Oni na to nie pozwoliliby. I to oczywiście musiało spowodować, że ta rozpoczęta w sposób… jeszcze wyjaśnijmy jakże paskudny, ta nagonka na Kobylańskiego rozpoczęła się artykułem niejakiego pana redaktora Lizuta z „Gazety Wyborczej”, który pojechał do Urugwaju, przedstawił się jako biedny student i chciał sobie porozmawiać. Oczywiście każdy Polak, który przyjeżdżał, szczególnie młodzi ludzie, do Urugwaju, zapukali do drzwi Kobylańskiego- zawsze ich serdecznie przyjmował. I tego też przyjął. Oczywiście podał inne nazwisko pan Lizut. I co? Napisał paszkwil, taki jaki naprawdę, no chyba najgorszy jaki mógł być, nie opierając się na żadnych dowodach.

Można by sobie postawić teraz pytanie, dlaczego ci oskarżeni wszyscy czują się tacy silni? Ano dlatego chyba, że oni dotychczas uważali, że można pluć na każdego, ile się chce i nic       z tego nie będzie. Tak, takie przyzwolenie lekkie jest, ale z drugiej strony chyba się też nie spodziewali, że zostaną posadzeni na ławę oskarżonych. I tak się stało. Ale..i tu znowu widać wyraźnie jak sąd, który powinien być absolutnie, w stu procentach sądem, jednak w jakiś sposób pozwala na to, że ci panowie niektórzy kiedy chcą, to przychodzą, mówią co chcą, i jakoś tak to wszystko dziwnie wygląda. I teraz zachodzi podejrzenie jednoznaczne, że to może nastąpić takie ograniczenie, tzn. takie, że sędzia może ogłosić wyrok. Jest to młody sędzia, który dopiero rozpoczął pracę. Ja nie sądzę, ja w dalszym ciągu chciałbym wierzyć, że sąd będzie polskim sądem. I chciałbym mieć zaufanie do tego sądu. I chciałbym mieć zaufanie do tego sędziego. Chciałbym, żeby ten sędzia, młody prowadzący tą rozprawę mógł powiedzieć tak, by mógł to odczuć, co napisał nasz bohater narodowy rotmistrz Witold Pilecki do swojego prześladowcy, a napisał tak: „Bo choćby mi przyszło postradać me życie – tak wolę – niż żyć, a mieć w sercu dziurę”.

Przecież muszą sobie zdawać ci młodzi ludzie, że dzisiaj jest taki rząd jaki jest i jutro będzie inny, pojutrze będzie jeszcze inny – oni pozostaną. Co prawda ich poprzednicy z PRL- u jakimś dziwnym cudem nie zostali oskarżeni, ale zostali upublicznieni. I z tą dziurą odejdą na drugi świat (…)

-         Dziekuję. Kapitan Żeglugi Wielkiej Zbigniew Sulatycki był naszym gościem.

-         Pozdrawiam serdecznie, z Panem Bogiem.

-         Z Panem Bogiem.

Za:  Wirtualna Polonia, 3 marca 2010

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek