Czy listami I petycjami wygramy z antypolonizmem?


new-york-times-photo2-interDziennikarze „New York Timesa” mają tak nabitą głowę „polskimi obozami koncentracyjnymi”, że wg nich również Dachau znajduje się na terenie Polski.

Nie ulega wątpliwości, że geografia nie jest mocnym punktem programów nauczania w Stanach Zjednoczonych na wszystkich szczeblach, zaczynając od podstawowych wiadomości jakie powinien znać przedszkolak, po wiedzę jaką prezentuje wielu studentów i absowentów uniwersytetów. Nie pomniejszając ich szerokiej wiedzy w innych dziedzinach to jednak geografia należy do tych słabszych punktow. Po dziennikarzach, piszących na stronach prestiżowego i bardzo opiniotwórczego “New York Times”, należałoby spodziewać się, że mapa Europy nie jest im  obca. Czyżby pisząc o obozach koncentracyjnych mieli jakieś specjalne poufne zalecenia? Czym usprawiedliwić tak wielką nieścisłość? Pisanie zaś cokolwiek na ten drażliwy temat wymaga szczególnie dużo taktu i wiedzy. Inaczej dziennikarza w tym przypadku z “New York Times” można posądzić o “lizusowstwo”.

Pozycja gazety na rynku medialnym i ilość ją czytających to zobowiązanie do rzetelności przekazywanych informacji. Moc słowa podawanego na łamach “New York Times” jest tak duża, że zadziwiającym jest dlaczego gazeta ta pozwala sobie na wpadki w temacie obozów zagłady. Ponieważ trudno posądzać tak renomowaną gazetę o niechlujstwo dziennikarskie zatem wniosek może być smutny dla nas: redakcji robi przyjemność naigrywanie się z Polaków i przypisywanie niepopełnionych czynów. W ten sposób “New York Times” staje w ordynku z różnymi szmatławcami chcącymi Polaków oczerniać i zniesławiać.

Mało kto czyta sprostowania czy poprawki będące najczęściej małą notatką owołującą się do wcześniej błędnie podanego materiału, który dla odmiany zazwyczaj bywa eksponowany w poczytnym miejscu.

Dlatego też cześć i chwała tym co przeciwstawiają się “tworzeniu” historii pod aktualne potrzeby, zarówno przez “New York Times” jak i inne media.

Pamiętam jak przed laty, ówczesny prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej Edward J. Moskal podjął się walki o uszanowanie Polski i Jej historycznego dorobku. W efekcie tej walki przypięto mu nalepkę “anysemity”. W tamtym czasie jednak nikt z dzisiejszych inicjatorów petycji nie pomógł Moskalowi a wręcz przeciwnie wytykano mu bezpardonową walkę, że zbyt ostro, że brak taktu itp. Drzwi przed nim zamykano. Dzisiaj są wśród tych co nawołują do podpisywania petycji; obawiam się, że może być już zbyt późno.

Pamiętam jak pisał i nawoływał do pisania sprostowań konsul Kasprzyk będący wtedy na służbie w Los Angeles. Pomagali mu ludzie z organizacji dwóch flag Polskiej i Izraelskiej. Oni jednak nie zostali potraktowani nalepką “antysemity”, w przeciwienstwie do Moskala, któremu niesłusznie ją przyklejono. Nie mniej, papieru zużyli dużo.

Przez ostatnie kilkanaście lat “naprodukowano” nie tylko wiele artykułów Polskę i Polaków szkalujących ale rowniez napisano wiele książek, nakręcono filmów. Z tych co w czasie wojny zamiast kierować broń przeciwko okupantowi, walczyli z polskiem podziemiem robi się dzisiaj bohaterów. Nie ma się im za złe, że po wojnie instalatowali w Polsce sowiecki system. Pisze się bałwochwalcze książki, kręci filmy. Pokazuje się je w amerykańskiej telwizji. Uczestniczą w tym renomowane wydawnictwa, gazety i stacje telewizyjne.

Jeżeli zatem ciągle Polacy są oczerniani, nasza historia jest zniekształcana, przypisuje się naszym rodakom niczym nie uzasadnione winy i nikt z tego tytułu nie ponosi żadnej odpowiedzialności, poza wpisaniem jedynie korekty – to oznacza, że droga pisania listów i podpisywania petycji w tej sprawie prowadzi donikąd.

Ostatnia bardzo nagłaśniana wśród Polonii petycja Fundacji Kościuszkowskiej[1], kierowanej przez prezesa Alexa Storożyńskiego nie zadawala swą treścią bardziej przenikliwych i czułych na sprawy polskie. Nie pomniejsza to w niczym sukcesu prezesa Starożyńskiego o czym świadczy prawie 225 tysiący już zebranych podpisów.

Jak przypomina prezes FK Alex Starożyński w swoim proteście do Artura Sulzbergera – Szefa i wydawcy “New York Times” [2] do sygnatariuszy petycji należą: Lech Wałęsa, laureat Nagrody Nobla i były prezydent Polski, Piotr Cywiński – dyrektor Museum Auschwitz-Birkenau, Bronisław Komorowski – prezydent Polski, Michael Schudrich – naczelny rabin Polski, dr Zbigniew Brzeziński – były doradca prezydenta Cartera do spraw bezpieczeństwa, Norman Davies – historyk z Oxford’u, David Harris – dyrektor American Jewish Committee, członkowie Kongresu Stanów Zjednoczonych, żyjące ofiary holokaustu, weterani II wojny światowej, laureaci nagród Oskara, Pulitzer Prize, mieszkańcy Nowego Jorku, Polski, Izraela i Australii.

Ze swej strony dodam, że wśród sygnatariuszy w górnej części listy są również: Ewa Junczyk-Ziomecka – konsul gen. RP w Nowym Jorku, Robert Kupiecki – ambasador RP w USA, Radosław Sikorski – min. spraw zagr. RP, Daniel Rotfeld – były min. spraw zagr. RP, Agniszka Magdziak-Miszewska, ambasador RP w Izraelu.

W jaki spsób wytłumaczyć obecność na liście Prezydenta RP i ludzi ze służb dyplomatycznych. Mając tyle możliwości prawnych i dyplomaycznych gremialnie podpisują petycję. Czy to świadectwo ich bezradności, czy zaniechanie obowiązków służbowych wśród których zapewne jest urzędowa konieczność walki z antypolonizmami, na terenie USA również.

Szef “New York Times” po przeczytaniu listu prezesa Fundacji Kościuszkowskiej zdecydował się na zmianę w podpisu pod zdjęciem z Dachau, zamiast “w Polsce”, wprowadzono “w Niemczech” dodając sprostowanie, o błędnym podaniu we wcześniejszej wersji jakoby Dachau znajdował się w Polsce (Correction: An earlier version of this caption incorrectly stated that Dachau was in Poland.).

To wszystko! A gdzie chociaż symbliczne przepraszam, gdzie jakakolwiek skrucha? Co na to sygantariusze petycji? Czy nadal wierzą, że przez ilość podpisów zmienią mentalność piszących dla “New York Times” i temu podobnych wydawnictw, również książkowych, będących w rękach ludzi wrogich Polsce i Polakom?

Jako emerytowany listonosz amerykańskiej poczty, mam sugestię aby podpisy pod petycje przesyłać nie przez internet a zwyczajnie listem. Sądzę że w ten sposób przynajmniej pomożemy poczcie utrzymać dotychczasowe miejsca pracy, których tak bardzo brakuje w USA.

Waldemar Glodek, Kalifornia
2011/03/20
www.polishclub.org


[1] Petition On German Concentration Camps

[2] Ask The New York Times To Change Its Stylebook

 

Przeczytaj również:

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek