Stanisław Michalkiewicz: W Polsce jak w Libii?


stanislaw-michalkiewicz-foto-interSzanowni Państwo!

Dwa wydarzenia zdominowały obecny tydzień; wojna w Libii oraz telewizyjna debata profesora Balcerowicza z ministrem Rostowskim. Zanim jednak przejdę do rzeczy – najpierw sprostowanie. Powiedziałem, że w Libii jest wojna, ale jak wiadomo, teraz żadnych wojen nie ma, tylko albo operacje pokojowe, albo misje stabilizacyjne. W Libii na razie nie wiadomo, czy to operacja pokojowa, czy misja stabilizacyjna, czy też coś jeszcze innego. Na razie wiemy tylko, czym to nie jest. Nie jest mianowicie walką o ropę – o czym zapewnił nas nie byle kto, tylko sam Janusz Onyszkiewicz, były minister obrony naszego nieszczęśliwego kraju. Ale pułkownik Kadafi, niezależnie od ropy, posiada podobno na terenie Libii ponad 144 tony złota. Dla znękanego kryzysem finansowym Zachodu to mógł być ważny argument. Czy jednak złoto stało się przyczyną operacji prowadzonej przez "koalicję chcących"? Tego, ma się rozumieć, nie wiemy, a poza tym – takie podejrzenie przeczyłoby oficjalnym uzasadnieniom, że operacja w Libii została przedsięwzięta dla ochrony tamtejszych bezbronnych cywilów. Rzeczywiście – cywilów w Libii są całe chmary i każdy mógł sobie ich pooglądać, jak przed kamerami a to strzelają w powietrze, a to wymachują karabinami, a to coś wykrzykują stojąc na czołgach…

Polska na razie cywilom nie pomaga; może dopiero później, kiedy w Libii trzeba będzie przeprowadzić transformację ustrojową. Właśnie minister Sikorski zaoferował wykorzystanie naszych doświadczeń w tym względzie. To się może udać, bo konfidentów w Libii było może nawet więcej, niż u nas, dlatego nie powinno być trudności ze zorganizowaniem strony społecznej, która usiadłaby z pułkownikiem Kadafim do okrągłego stołu i dogadała się, jak Libijczyk z Libijczykiem. W razie czego można by poprosić o pomoc byłego prezydenta naszego państwa Lecha Wałęsę, no i oczywiście – pana redaktora Adama Michnika, który od razu wytłumaczyłby libijskim cywilom, co aktualnie myślą. Być może dzięki temu zaangażowaniu również i nasz nieszczęśliwy kraj otrzyma jakieś udziały w libijskiej ropie, albo przynajmniej – w zgromadzonym przez pułkownika Kadafiego złocie. Zwłaszcza to ostatnie bardzo by się nam przydało, bo w poszukiwaniu brakujących pieniędzy rząd premiera Tuska oskubał nawet Otwarte Fundusze Emerytalne, co wywołało gniew i przede wszystkim – ogromnie zasmuciło profesora Leszka Balcerowicza. W tej sytuacji doszło wreszcie do tego, do czego dojść musiało, to znaczy – do konfrontacji obydwu księgowych przed telewizyjnymi kamerami.

Przysłuchując się tej wymianie zdań, łatwiej można było zrozumieć przyczynę, dla której więcej jest ekonomistów, niż astronomów. Jak wiadomo, astronomowie już wiedzą, że gwiazdy poruszają się same. Ale nie to było w tej debacie najciekawsze. Najciekawsze było to, że żaden z posiadaczy najtęższych głów w naszym nieszczęśliwym kraju nie potrafił udzielić odpowiedzi na, zdawałoby się, proste pytanie: czyja mianowicie własnością są pieniądze gromadzone w OFE. Na to pytanie nie potrafił jasno odpowiedzieć ani profesor Balcerowicz, ani minister Rostowski, który schronił się za murami orzeczenia Sądu Najwyższego, jak zwykle przesiąkniętego jakimiś potwornymi krętactwami. A przecież – gdyby pieniądze zgromadzone w OFE stanowiły własność ubezpieczonych, to rząd nie miałby prawa zabierać ich do ZUS-u – to chyba jasne? Jeśli natomiast pieniądze te nie stanowią własności ubezpieczonych i rząd w każdej chwili może je sobie przywłaszczyć, to znaczy, że wiekopomna reforma emerytalna charyzmatycznego premiera Buzka była ordynarnym szwindlem – jak zresztą cały system ubezpieczeń emerytalnych.
I ta niejasność co do podstawowych spraw łączy dwa najważniejsze wydarzenia tygodnia – zarówno w Libii, jak i w naszym nieszczęśliwym kraju. Nie jest to zresztą jedyna zależność, bo nadal nie znamy odpowiedzi na pytanie, co właściwie Francja i Niemcy obiecały na szczycie w Deauville rosyjskiemu prezydentowi Dymitrowi Miedwiediewowi, że na jego wyraźne polecenie Rosja nie skorzystała w Radzie Bezpieczeństwa ONZ z prawa weta wobec rezolucji o zakazie lotów nad Libią. Nie znamy tej odpowiedzi, ale pewnie we właściwym momencie zostanie nam ona objawiona.

Mówił Stanisław Michalkiewicz

Posluchac mozesz >>>>>>>> tutaj

Zrodlo: Radio Maryja, Myslac Ojczyzna, 23 marzec 2011

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek