Dał im przykład Gerhard Schroeder?


Tusk-sukces-foto-interPod koniec roku 2009 Donald Tusk tryumfalnie oznajmił, że "umowa gazowa z Rosją została wynegocjowana perfekcyjnie". Chwilę później, czyli w styczniu 2010 polski rząd ostatecznie zgodził się na kontrakt z Rosją obowiązujący do 2037 roku.

Dzisiaj wiemy na pewno, że premier kłamał albo nie wiedział, co mówi. Nie wiem, co gorsze. Rok później Komisja Europejska nie dopuściła do podpisania tej rzekomo perfekcyjnej umowy i wręcz ją zdemolowała. Komisja uznała bowiem traktat za niekorzystny nie tylko dla Polski, ale dla całej Unii. Podpisanie umowy do 2037 roku faktycznie skazywało nasze państwo na drogi rosyjski gaz na długie dziesiątki lat. Dywersyfikacja traciła sens, a port gazowy w Świnoujściu tracił rację bytu. Być może premier miał na myśli perfekcyjność negocjacji strony przeciwnej, czyli rosyjskiej. Wtedy można przyznać mu rację, bo Rosjanie osiągnęli maksymalne korzyści.

W lutym 2010 roku Waldemar Pawlak pisał, że w rezultacie jego negocjacji cena gazu importowanego z Rosji jest 10 procent niższa niż cena dla zachodniej Europy. Kilka miesięcy później, w czerwcu tego samego roku wicepremier szacował opłacalność wydobycia gazu z łupków gazowych w Polsce. Porównywał ceny wydobycia gazu w Ameryce do ceny importu gazu rosyjskiego, który oceniał na 240 dolarów za tysiąc metrów sześciennych.

Wicepremier zaznaczył, że w Ameryce koszt wydobycia gazu łupkowego jest na poziomie 240 dolarów za tysiąc metrów sześciennych, zaś wydobycie tej samej ilości gazu tradycyjnego w Polsce kosztuje ok. 100 dolarów, a import gazu rosyjskiego jest na poziomie ok. 240 dolarów.

W związku z tym możliwości eksploatacji łupków w Polsce wicepremier oceniał bardzo krytycznie. Całkiem przypadkowo dokładnie taką samą opinię miał Gazprom. Parę tygodni temu okazało się, że płacimy za rosyjski gaz 336 dolarów za tysiąc metrów sześciennych. Narzuca się pytanie, na jakiej podstawie wicepremier w czerwcu 2010, pod sam koniec negocjacji z Rosją, szacując opłacalność rodzimych źródeł gazu, operował ceną importu rosyjskiego o prawie 30 procent niższą, od tej, którą sam wynegocjował?

Dawno temu Bronisław Wildstein cytował powiedzenie Pawlaka, że gaz, który płonie w naszych palnikach nie ma narodowości. Dzisiaj wiemy na pewno, że to jest kłamstwo albo Pawlak nie wiedział, co mówi. Nie wiem, co gorsze. Rosja oficjalnie twierdzi, że gaz jest narzędziem uprawiania polityki zagranicznej.

W tym samym kontekście należy traktować kwestię sprzedaży Lotosu. Ta firma, którą niedawno zmodernizowano za 5 miliardów złotych, a jej zysk za rok 2010 wyniósł prawie 1 mld, może zostać sprzedana za około 4 miliardy złotych, a może mniej. Ktoś napisał, że taki interes można zrobić tylko z III RP. Ja bym doprecyzował – i tylko z rządem Tuska i Pawlaka.

Nie trzeba dodawać, że do kupna Lotosu zgłosili się głównie Rosjanie. Premier nie widzi przesłanek, by powiedzieć „nie” Rosji, ale uważa, że wskazana jest powściągliwość i ostrożność. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że prywatyzacja Lotosu będzie równie perfekcyjnie wynegocjowana, jak umowa gazowa z Rosją. To już wiemy z doświadczenia. Czy tak będzie? Jak dożyjemy, to zobaczymy.

Seaman
3.04.2011

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek