W życie wprowadzono plan o kryptonimie „Unified protector”


Lybia-map-photo-inter"Libijska droga bez odwrotu"

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że los Muammara Kadafiego zaczyna być przesądzony. Z jednej strony tego rodzaju teza wydawać się może zbyt wczesna, ale ostatnie doniesienia prasowe i głosy, które słychać zza kulis dyplomatycznych salonów dowodzą, że Zachód podjął już decyzję.

Zaledwie jeszcze kilka tygodni temu dominowały głosy, że interwencja sił koalicyjnych ma stanowić próbę zapobiegnięcia zabijaniu ludności cywilnej. Z czasem działania, jakie podejmowały, dawały coraz więcej powodów do wątpliwości, by w końcu nie pozostawiać już żadnych złudzeń.

W zeszły czwartek NATO oficjalnie przejęło dowodzenie całości operacji w Libii. W życie wprowadzono plan o kryptonimie „Unified protector”. Pod zwierzchnictwem Naczelnego Dowództwa Połączonych Sił Zbrojnych NATO w Europie (z siedzibą w Mons pod Brukselą) operacja jest dowodzona z regionalnego centrum połączonego dowództwa sił NATO w Neapolu; kieruje nią generał Charles Bouchard, Kanadyjczyk, specjalista w zakresie lotnictwa taktycznego. Uzupełnieniem działań NATO mają być te podjęte Unię Europejską (co samo w sobie jest dość ciekawe, biorąc pod uwagę fakt, że większość krajów UE jest równolegle członkiem NATO; wyjaśnienie tkwi zapewne w możliwości dodatkowego dopływu środków finansowania operacji, a przynajmniej niektórych prowadzonych w jej trakcie działań, z kolejnego źródła). Oficjalny komunikat głosi, że "Rada Unii Europejskiej przyjęła w piątek decyzję w sprawie militarnej operacji Unii Europejskiej dla wsparcia pomocy humanitarnej (EUFOR Libya) w odpowiedzi na kryzysową sytuację w Libii".
Nie sposób poprawnie zrozumieć przywołanych przed chwilą faktów bez zestawienia ich z innymi. Oto np. Francja, a później również Wielka Brytania, jasno deklarują wzięcie pod uwagę możliwości dozbrojenia rebeliantów. Samoloty koalicji, których oficjalnym zadaniem jest patrolowanie przestrzeni powietrznej Libii, równocześnie bombardują garnizony armii rządowej i miasta przez nią kontrolowane, a także zwalczają jednostki wierne Kadafiemu, znajdujące się w pobliżu ośrodków buntowników. Od dłuższego już czasu na terenie Libii działają jednostki specjalne, których zadaniem jest naprowadzanie lotnictwa, a także likwidacja obrony przeciwlotniczej Kadafiego, a w tym samym czasie prowadzone są rozmowy z przywódcami rebeliantów. Wielka Brytania wydaliła 5 reprezentujących rząd Libii i nadal wiernych Kadafiemu dyplomatów. Jakiekolwiek próby wynegocjowania godnego i honorowego dla Kadafiego zakończenia sprawy stają się powoli bezcelowe. Brytyjskie Foreign Office poinformowało, że synowi dyktatora, który w imieniu Libii prowadził rozmowy z dyplomacją Jej Królewskiej Mości, przekazano proste przesłanie: „Kaddafi musi odejść i powinien zostać za swoje przestępstwa osądzony przez międzynarodowy trybunał".

Przykłady można by tu jeszcze mnożyć, ale wydaje się, że już te, które przywołałem, wystarczą do sformułowania oceny sytuacji i kilku wniosków.

Najwyraźniej Zachód znalazł się na drodze, z której nie ma możliwości odwrotu. Albo wygra i obali Kadafiego, albo zaryzykuje to, że zwycięzcą będzie dyktator Libii, tyle, że wtedy Europie i Stanom Zjednoczonym grozić będzie odcięcie od tamtejszych zasobów ropy oraz zyskanie zasobnego i bardzo zaciętego wroga w regionie. Wtrącenie się w wewnętrzne sprawy Libii i opowiedzenie po stronie buntowników było krótkowzroczną i głupią próbą zajęcia stanowiska zgodnego ze standardami zachodniego liberalizmu, kompletnie obcych Afryce i krajom Bliskiego Wschodu, niestety okazało się, że próba wywarcia dyplomatycznej presji na Kadafiego i pogrożenie mu palcem są bezskuteczne. A na naprawienie szkód było już za późno: Kadafi – diabeł, którego udawało się powoli obłaskawiać i przekonywać do otwarcia na świat, ponownie zamknął drzwi i jasno wyraził gotowość stawienia oporu. Poza tym cofnięcie poparcia dla rebeliantów równało by się przyznaniu do sromotnej dyplomatycznej porażki i ściągnięcie na siebie zarzutu, że Zachód tak często wyciągane przez siebie na sztandar prawa człowieka sprzedał za dostęp do surowców (co – powiedzmy bez ogródek – czyniono wprawdzie nie raz, ale nigdy oficjalnie). W tej sytuacji kierunek jest jeden: Kadafi musi odejść – i to najlepiej na dobre.

Co przy tym ciekawe: Zachód chyba zrozumiał, że nie docenił tego Beduina. Wskazuje na to m. in. pośpiech, w jakim montowane są kolejne operacje, szukanie funduszy na wielomiesięczną kampanię, której – jak się wydaje – nikt nie planował, a która dla zaangażowanych w Iraku i Afganistanie państw Europy i USA stanowić może kolejną wysysającą pieniądze studnię bez dna, a także gorączkowe starania dyplomatyczne i wywiadowcze. Rzecz idzie na tyle daleko, że dwa spośród krajów będących najważniejszym członkiem koalicji – a więc Francja i Wielka Brytania – postanowiły rozważyć dozbrojenie rebeliantów, co nijak się ma do dyrektywy ONZ, a także deklaracji samego Sekretarza Generalnego NATO, który nieco wcześniej zapewniał, że o czymś takim nie może być nawet mowy. Francja przyznała wprawdzie, że wysyłanie broni do Libii nie jest objęte mandatem międzynarodowym, więc ma zamiar robić to po prostu na własną rękę…

Jednym z najciekawszych – a zarazem najlepiej pokazujących stopień zacietrzewienia państw zachodnich – dowodów jest ostatnie przesłuchanie w Senacie USA admirała Stavridisa. Padły tam słowa, które nie odbiły się jak na razie szerszym echem w mediach i nie skupiły na sobie uwagi opinii publicznej, jakkolwiek powinny, gdyż mówią o polityce wobec Libii zapewne więcej, niż chciał sam Stavridis. Admirał stwierdził, że w sytuacji, gdy USA i ich partnerzy "wykorzystają wszystkie uprawnienia, które mają, to jest więcej niż prawdopodobne, że Kadafi ustąpi", zwłaszcza że "cała społeczność międzynarodowa jest nastawiona przeciwko niemu". Zaznaczył też, że dane wywiadowcze dotyczące sił rebelianckich wskazują na trudne jeszcze do określenia wpływy (podobno niewielkie) Al-Kaidy i Hezbollahu, poza tym jak na razie brak jasnego obrazu będącej obecnie w stanie formowania struktury politycznej. Przywództwo ma sprawiać wrażenie – jak to ujął – grupy "odpowiedzialnych mężczyzn i kobiet zwalczających Kadafiego".

Innymi słowy: Stany Zjednoczone Ameryki dopuszczają możliwość dojścia do władzy w Libii ludzi, o których nic nie wiedzą. Problemem nie jest nawet fakt pojawienia się w ich kręgach powiązań z wrogiem numer 1 Zachodu – Al Kaidą, a także potencjalne zagrożenie ze strony nieobliczalnych islamskich fanatyków. Ważne, by jak najszybciej doprowadzić do upadku Kadafiego. Nic dodać, nic ująć.

Obawiam się, że wobec konsekwencji Zachodu, jaką wykazuje on w realizacji raz przyjętego celu bez względu na negatywne implikacje, dyktator nie ma szans na zwycięstwo. Pomimo jego sukcesów w walce z rebelią nie jest w stanie walczyć w nieskończoność z nasilającym się atakiem sił koalicyjnych. Czy zdecyduje się odejść, czy też zginie, a może podejmie walkę partyzancką i zdecyduje się na życie w ukryciu? Nie znamy odpowiedzi na te pytania, jednak nie ma wątpliwości, że w konsekwencji działań Zachodu najbliższe lata przyniosą Libii destabilizację i sytuację podobną do tej, jaką obserwujemy w Afganistanie. Jeżeli nawet uda się tam w końcu zainstalować jakiś marionetkowy rząd, to nie mam złudzeń, że plemienna i religijna walka o wpływy ze wszystkimi jej konsekwencjami będzie stałym elementem krajobrazu politycznego kraju, zaś Bractwo Muzułmańskie i inne tym podobne organizacje dołożą wszelkich starań, by nerwy przywódców Francji, USA. Wielkiej Brytanii i innych państw mających swoje interesy w Afryce Północnej pozostały napięte.

Mariusz Matuszewski

Zrodlo: konserwatyzm.pl, sprawy miedzynarodowe, 2 kwietnia 2011

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek