Dziś w Dudę jak w bęben, jutro likwidacja NSZZ "Solidarność".


solidarnosc-01A tacy byli zadowoleni ci z PO jak w miejsce Janusza Śniadka wybrano na przewodniczącego NSZZ "Solidarność" Piotra Dudę. Tam miało być ślicznie, bo niepolitycznie!

Dziś po 20-tej w POLSAT News jakiś dziennikarzyna rozmawiał z P. Dudą na temat akcji protestacyjnych planowanych na najbliższe tygodnie.

Duda tłumaczył, że powodem takiej decyzji sztabu protestacyjnego było zerwanie przez rząd (patrz: umiłowanego premiera) rozmów trójstronnych. Informował, że nikt ze związkiem nie rozmawia, nie słucha ich postulatów, które są dość jasno sprecyzowane: przywrócenie w budżecie środków na Fundusz Pracy, obniżenie stawki podatkowej dla rodzin najuboższych, korekta najniższego wynagrodzenia i obniżenie akcyzy.

Na to dziennikarzyna wyskoczył z pytaniem, czy P. Duda się nie obawia, że planowane akcje protestacyjne zostaną odebrane jako branie udziału w kampanii wyborczej i ustawianie się znów przez związek po stronie opozycji (wiadomo której!).

Przewodniczący NSZZ "Solidarność" spokojnie na to, że stawianie takich pytań jest nieuczciwe, że z bólem organizują te protesty, ale są zmuszeni, bo nikt z nimi nie rozmawia, że Jan Paweł II mówił, że rządy się będą zmieniały, ale "Solidarność" będzie taka sama i ma bronić najsłabszych ludzi pracy.

Taka odpowiedź nie usatysfakcjonowała pana redaktora POLSAT-u i Dudzie wypomniał, że jak był wybierany, to się wszyscy cieszyli, że związek przestanie być przystawką do PiS (poszło już na konkrety: opozycja została konkretnie nazwana), a on (znaczy się P. Duda) wchodzi teraz w stare buty J. Śniadka i znów związek się upolitycznia.

Piotr Duda jeszcze raz powtórzył postulaty związkowców i zadeklarował, że jest gotów odwołać akcje protestacyjne jeśli tylko ktokolwiek upoważniony z rządu podejmie z nimi rozmowy. Oświadczył, że wybory nie mają tu nic do rzeczy, że protesty i pikiety będą miały miejsce i póki premier nie podejmie rozmów, to będą przeprowadzane nawet w czasie prezydencji.

I taka mnie refleksja ogarnęła po wysłuchaniu tej rozmowy, czy aby od dziś do października można jeszcze zrobić w tym kraju coś, co nie byłoby skomentowane przez zaprzyjaźnione media jako wpisywanie się w kampanię wyborczą?

Czy istotnie, okres przed wyborami nie służy aby do podsumowania wyczynów miłościwie nam panujących – kimkolwiek by byli?

Czy mam rozumieć, że w określeniu "podsumowanie" w żaden sposób nie mieści się termin "krytyka"?

Trzeba uważać, bo pikiety i protesty związkowców zostaną okrzyknięte burdami – zanim się obejrzymy (czego próbkę widać było w Lubinie) i zaraz ruszy do boju umiłowany, generalny prokurator, minister (pożal się, Boże) sprawiedliwości i główne cyngle umiłowanego po to, aby ogłosić wszem i wobec, że związek trzeba zlikwidować.

Będzie o flagach, za którymi się chowają bandyci i awanturnicy, będzie też o tym, że "Solidarność" już wypełniła swoją rolę, a teraz mamy demokrację i wolność, więc związek nie jest już potrzebny. Postulat będzie o tyle słuszny, że przecież   TW Bolek już został uhonorowany na wszelkie możliwe sposoby.

Że niemożliwe?

A jakby Wam ktoś powiedział 9 kwietnia 2010 r., że rozbije się samolot rządowy z Prezydentem RP na pokładzie, to co wtedy byście powiedzieli?

A jakby dodano do tego wizję, że Ruscy zniszczą wrak na oczach dziennikarzy i że nie będzie Wam wolno otworzyć trumny ze szczątkami bliskiej osoby mówiąc, że jest pod rosyjską jurysdykcją, to ktoś by powiedział, że możliwe?

Ossala

Zrodlo: NIEPOPRAWNI.pl, ossala – blog, 2011-05-10

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek