Dr Filip Musiał: Sowiecki trop


Zamach-na-papieza-Jana-Pawla-IITuż przed procesem Agcy niemiecka Stasi realizowała operację "Papst", która miała na celu zdyskredytowanie wątku bułgarskiego

Sowiecki trop

Wiemy, że tzw. bułgarski trop, przez lata dezawuowany przez służby medialne bloku komunistycznego, a także przez życzliwe Sowietom rzesze publicystów i "historyków", nie może już być podważony. Nie ulega bowiem wątpliwości, że Ali Agca był tylko wykonawcą zamachu na Ojca Świętego Jana Pawła II. Logistyką zajmowała się rezydentura komunistycznych służb bułgarskich w Rzymie.

– Może nie jest przypadkiem to, że Ali Agca to obywatel turecki, muzułmanin, który groził Janowi Pawłowi II, że go zabije w czasie jego podróży do Turcji już w listopadzie 1979 roku. Czy za nim stali fundamentaliści? Tego nie wiemy. Wszelako, post factum islamski trop wydawałby się najbardziej logiczny – powiedział niedawno Wojciech Jaruzelski jednej z włoskich gazet. Czego boi się komunistyczny dyktator, skoro aktywnie włącza się w akcję dezinformacyjną dotyczącą zamachu na Jana Pawła II?

Szczegółów nie poznamy

Powodem niepokoju, jak można sądzić, jest publikacja "Papież musiał zginąć. Wyjaśnienia Mehmeta Ali Agcy" Instytutu Pamięci Narodowej (oddział katowicki), przygotowana przez dr. Andrzeja Grajewskiego przy współpracy prokuratora Michała Skwary. Książka trafi do rąk czytelników 17 maja. Autorzy pieczołowicie przeanalizowali tysiące stron zeznań Mehmeta Ali Agcy zebranych przez włoski wymiar sprawiedliwości i podjęli próbę ukazania kulis zamachu na Jana Pawła II. Doktor Grajewski podkreśla specyfikę zeznań Agcy, który wielokrotnie zmieniał wyjaśnienia, odwoływał je, prezentował coraz to nowe wersje przebiegu wypadków. Sprawia to, że wiedzy o niektórych detalach nie uzyskamy już pewnie nigdy, choć warto poczekać na efekty śledztwa prowadzonego przez katowicki oddział IPN.

Krytyczna analiza zeznań, żmudne konfrontowanie ich ze sobą, weryfikowanie podawanych przez Agcę nazwisk, wymienianych miejsc, opisywanych zdarzeń umożliwia odtworzenie historii przygotowań i przeprowadzenia zamachu. Nie jest to opowieść w pełni kompletna. W odniesieniu do niektórych osób możemy mieć pewność, jaką rolę odegrały w przygotowaniach do zbrodni, co miały robić w czasie jej przeprowadzenia, w wypadku innych możemy tylko podejrzewać, w jakie działania były zaangażowane. Co więcej, nie mamy nawet do końca pewności, czy tylko Agca strzelał do Papieża. Do Jana Pawła II oddano trzy strzały. Nie jest pewne, czy trzecia kula pochodziła z pistoletu Agcy (co jest raczej wątpliwe), czy też strzelał inny zamachowiec. Jeśli tak, to który? Z zebranego materiału wynika, że najprawdopodobniej był to Oral Celik, stojący na placu św. Piotra nieopodal Agcy.

Mimo tych wątpliwości – odnoszących się do kwestii ważnych, ale bardzo szczegółowych – na podstawie dowodów zebranych przez włoskich śledczych możliwe jest odtworzenie logiki wydarzeń.

Turecki "cyngiel"

Kim był ten, którego wytypowano do roli zamachowca? Mehmet Ali Agca urodził się nieopodal Malatyi w Turcji. Po ukończeniu szkoły średniej rozpoczął w Ankarze studia na dwóch kierunkach: pedagogice i geografii ekonomiczno-historycznej. Nie ukończył ich jednak, szybko związał się z Ruchem Wyzwolenia Narodu Tureckiego (RWNT) – lewicową organizacją terrorystyczną. Jako jej przedstawiciel przeszedł w Syrii szkolenie terrorystyczne. Nie bez znaczenia był fakt, że RWNT miał powiązania z bezpieką bułgarską i sowiecką. Z kolei szkolenie w Syrii prowadzili specjaliści z NRD, a prawdopodobnie także z Bułgarii.

W listopadzie 1979 r. Agca uczestniczył w zamachu na Abdiego Ipekciego, redaktora naczelnego tureckiego dziennika "Milliyet". Ujęty i skazany za to zabójstwo, uzyskał pomoc od zleceniodawców mordu i zbiegł z więzienia. Następnie pojawił się w ogarniętym rewolucją Iranie. Jaki był cel tej niezwykle ryzykownej wyprawy, nie możemy być do końca pewni, choć nie ulega wątpliwości, że Agca nawiązał w Teheranie kontakt z rezydenturą sowieckiego wywiadu…

Z Iranu wyjechał wiosną 1980 r. i przez Turcję dotarł do Sofii. Posługiwał się wówczas fałszywym indyjskim paszportem na nazwisko Yoginder Singh. W stolicy Bułgarii nawiązał – co znamienne – kontakt z ambasadą sowiecką, a konkretnie z funkcjonariuszem wywiadu zalegendowanym jako pracownik ambasady. O jego wizycie wiedziała też bułgarska bezpieka uprzedzona o przybyciu terrorysty przez Teslima Tore – ważną postać RWNT, człowieka, który wysyłał Agcę do Syrii i Iranu, oraz Abuzera Ugurlu – tureckiego mafiosa, zlecającego wcześniej Agcy zamach na Ipekciego. Obaj mieli powiązania z bułgarskimi służbami.

To w Sofii Agca dowiedział się, że wytypowano go do przeprowadzenia zamachu na Ojca Świętego. Za skonstruowaniem planu przedsięwzięcia i zapewnieniem jego powodzenia stały trzy siły: służby bułgarskie (których zaangażowanie było decydujące), turecka mafia oraz organizacja terrorystyczna "Szare Wilki", z którą powiązany był kolejny z tureckich mafiosów – Abdullah Catli. W zapewnienie powodzenia zamachu zaangażowanych było jeszcze wiele osób, spośród których warto wymienić Omera Mersana, tureckiego przedsiębiorcę z firmy Vardar Company – również powiązanego z Bułgarami. Turecką mafię z Bułgarami wiązały interesy gospodarcze – wspólne czerpanie zysków z nielegalnego handlu, między innymi bronią. Z punktu widzenia bułgarskiej bezpieki zamachowiec powiązany z turecką mafią i organizacjami terrorystycznymi był bezpiecznym rozwiązaniem – odsuwał podejrzenia od Sofii.

Plan zamachu przygotowany został pieczołowicie, a jego bezpośredni wykonawcy zgarnęli wynagrodzenie w kwocie 3 mln marek zachodnioniemieckich. Szczegóły "dogrywane" były już w Wiecznym Mieście, w którym Agca nawiązał kontakt z Bułgarami mającymi zabezpieczyć techniczną stronę zamachu i zapewnić zabójcom możliwość bezpiecznego "odskoku".

Bułgarscy "dyplomaci"

W Rzymie Agcę – posługującego się już paszportem na nazwisko Ozgun Faruk – wspierało, w różnym zakresie, czterech Bułgarów. Pierwszym był Todor Stojanow Ajwazow (znany Agcy pod nazwiskiem operacyjnym Sotir Kolew) – formalnie kasjer ambasady bułgarskiej w Rzymie. Drugim – Żelju Kolew Wasilew (znany Agcy jako Petrow) – zastępca attaché wojskowego. Trzecim – Siergiej Iwanow Antonow (znany Agcy jako Bajramik) – zastępca dyrektora bułgarskich linii lotniczych Balkan Air w Rzymie. Czwartym – Iwan Donczew (znany Agcy jako Tomow) – trzeci sekretarz ambasady, a faktycznie prawdopodobnie kierownik rezydentury wywiadu bułgarskiego w Rzymie, a więc zwierzchnik wymienionych poprzednio "dyplomatów" i Antonowa.

To Bułgarzy mieli zapewnić logistykę zamachu. Zaopatrzyli zamachowców w broń – poza Agcą, który skorzystał z własnych źródeł. Uczestniczyli też w wizjach lokalnych placu św. Piotra i typowaniu miejsca, z którego najlepiej byłoby oddać strzał.

Ostatecznie ustalono, że na placu św. Piotra znajdzie się czterech Turków: Agca, Oral Celik (przyjaciel Agcy, współuczestnik zamachu na Ipekciego, uczestnik akcji uwolnienia Agcy z więzienia, blisko związany z "Szarymi Wilkami"), Sedat Sirri Kadem (znany Agcy jeszcze z czasów licealnych, związany z tureckimi lewicowymi organizacjami terrorystycznymi, szkolony z Agcą w Syrii) oraz Omer Ay (związany z tureckimi prawicowymi organizacjami terrorystycznymi). Strzelać miał Agca, a gdyby nie było to możliwe – Celik. Bowiem, jak podkreślał Agca, "nasze uzgodnienia były takie, że w każdym przypadku papież musiał zginąć". Celik i Ay mieli rzucić granaty hukowe, które wzbudzając panikę, miały umożliwić zamachowcom ucieczkę z placu św. Piotra. Mieli dobiec na via Rubens pod siedzibę ambasady kanadyjskiej, gdzie czekał na nich w aucie Antonow vel Bajramik. Stamtąd mieli jechać do ambasady bułgarskiej i wsiąść do tira, zaplombowanego dyplomatycznymi pieczęciami i zwolnionego z kontroli celnej – o co zadbali Ajwazow vel Kolew i Wasilew vel Petrow – i wyjechać z Włoch. Prawdopodobnie w ten sposób Italię rzeczywiście opuścili Celik, Kadem i Ay.

Nie wszystko jednak poszło zgodnie z planem. 13 maja 1981 r. Jan Paweł II wjechał na plac św. Piotra odkrytym samochodem, w którym – oprócz kierowcy – siedzieli także jego sekretarz ks. Stanisław Dziwisz i kamerdyner Angelo Gugel. O godz. 17.19, gdy Papież przejeżdżał koło sektora E, padły strzały. Agca oddał je z odległości 3-5 metrów. Jedna z kul trafiła Jana Pawła II w brzuch, druga w dłoń i lewe przedramię, a następnie zraniła dwie kobiety. Agca przekonany, że wykonał zlecenie i zabił Papieża, zaczął uciekać – po kilku krokach został jednak powalony na ziemię, a następnie oddany w ręce włoskiej policji.

Zacieranie śladów

Agca, złapany na gorącym uczynku, szybko stanął przed sądem. Już w lipcu 1981 r. został przez włoski sąd skazany na dożywotnie więzienie. Do tego czasu dość konsekwentnie ukrywał swe powiązania z Bułgarami, krył także swych tureckich przyjaciół. Udawał islamskiego fanatyka, niepowiązanego z tajnymi służbami. Ta "legenda" została z góry ustalona na wypadek aresztowania. To dlatego broń, z której strzelał Agca, pochodziła ze źródeł niezależnych od Bułgarów. Wiele miesięcy po procesie zapytany, czemu na własną rękę kupił broń, zeznał: "Aby ukryć prawdziwe źródło zamachu, czyli zleceniodawców. To miało na celu zmylenie śledztwa i skierowanie odpowiedzialności za ten fakt na organizację "Szare Wilki", której byłem członkiem. W cieniu pozostałyby więc wszystkich osoby, takie jak Petrov [właśc. Wasilew], Bajramik [właśc. Antonow], Kolev [właśc. Ajwazow] i wszyscy, którzy byli za ich plecami". Wersja Agcy została przyjęta, mimo że po jego zatrzymaniu znaleziono przy nim kartkę z pięcioma numerami telefonów: dwoma do ambasady bułgarskiej w Rzymie, do oddziału konsularnego, do przedstawicielstwa Balkan Air oraz jednym niezidentyfikowanym, który – jak ustalono znacznie później – pozwalał na połączenie się z rezydentem wywiadu bułgarskiego w Rzymie…

Agca trzymał się fikcyjnej wersji, licząc, że jego mocodawcy pomogą mu, tak jak poprzednio, uciec z więzienia. Zeznał między innymi: "Miałem plan ucieczki, który się nie powiódł". Dodawał także, że do trzymania się fikcyjnej wersji motywował go "strach przed Bułgarami, którzy z powodu moich oświadczeń mogliby przeprowadzić zamach na moje życie". Agca istotnie obawiał się Bułgarów. Podczas aresztowania znaleziono przy nim kartkę, na której zanotował między innymi: "bardzo duża uwaga na jedzenie". Jak wyjaśniał, oznaczało to, że "po dokonaniu zamachu mogłem umrzeć otruty przez Sotira [Kolewa – czyli Ajwazowa – przyp. F.M.], biorąc pod uwagę fakt, że są rzeczy trujące, które mają powolne działanie i mogą prowadzić do śmierci wiele czasu po ich zażyciu".

Uciec się jednak nie udało, więc w grudniu 1981 r. Agca zaczął "sypać". O Bułgarach wspomniał po raz pierwszy blisko rok później – w październiku 1982 roku. Efektem nowych zeznań był drugi proces – z lat 1985-1986. Oskarżono w nim po raz kolejny Agcę, a także Bułgarów – Antonowa, którego aresztowano, oraz zaocznie Ajwazowa i Wasilewa – obaj zdążyli bezpiecznie uciec do Bułgarii, i Turków: Omara Bagci, Musę Serdar Celebiego, a także zaocznie Orala Celika i Bekira Celenka.

Jednak proces stał się farsą. W jego trakcie Agca odwołał złożone wcześniej zeznania, po raz kolejny mataczył, mieszał wątki, kłamał. Symboliczne dla tego postępowania stało się przesłuchanie jednego z uczestników zamachu na Papieża – Sedata Sirri Kadema. Pokazano mu fotografię z placu św. Piotra w dniu zamachu, na której był wyraźnie widoczny, z prośbą o identyfikację osoby będącej na zdjęciu. Kadem stwierdził, że nie wie, kto to jest… Proces zakończył się uniewinnieniem oskarżonych, ale – co podkreślono w wyroku – nie dlatego, że byli niewinni, ale dlatego, że nie potrafiono im winy udowodnić. Jedynie Omarowi Bagci wymierzono karę 3 lat, a Agcy dodatkowo rok więzienia za nielegalne posiadanie broni.

Dlaczego proces nie zakończył się skazaniem osób zaangażowanych w przygotowanie zamachu? Odpowiedź kryje się w wydarzeniach ostatniego kwartału 1983 roku. Wówczas, po aresztowaniu przez Włochów Antonowa, Bułgarzy szukali możliwości dotarcia do Agcy. Ostatecznie wszczęli wobec niego śledztwo w sprawie fikcyjnego przestępstwa, jakiego miał się dopuścić w Sofii. Z końcem 1983 r. kilkakrotnie przesłuchiwali go bułgarscy "sędziowie" – Jordan Ormankow i Stefan Markow Petkow. Gdy Petkow został sam na sam z Agcą, miał go ostrzec, że jeśli nie zmieni swych zeznań, zostanie zgładzony on i jego rodzina.

Tuż przed procesem niemiecka Stasi realizowała operację "Papst", która miała na celu zdyskredytowanie wątku bułgarskiego. Co ciekawe, z ramienia bułgarskiej bezpieki ze Stasi kontaktował się w tej sprawie… Jordan Ormankow. Efektem działań tajnych służb NRD i Bułgarii była seria artykułów kwestionujących prawdomówność Agcy i powracających do wersji o islamskim fundamentalizmie, ukazały się one między innymi w prasie amerykańskiej ("Washington Post"), tureckiej ("Milliyet") oraz włoskiej ("La Repubblica", "Sette Giorni").

Także w Polsce ukazywały się publikacje mające na celu udowodnienie, że komunistyczne służby nie miały nic wspólnego z zamachem. Jednym z najbardziej zaangażowanych w tę działalność dziennikarzy był Eugeniusz Guz, autor książek: "Zamach na Papieża", "Strzały na placu św. Piotra" oraz "Zamach na Papieża. Mroczne siły nienawiści". Można dodać, że Guz pod pseudonimem "Jan Zdrowy" i "Gustek" był zarejestrowany jako kontakt operacyjny Departamentu I SB.

Wygodne rozwiązanie

Zamach na Jana Pawła II kryje jeszcze wiele tajemnic. Odpowiedź na pytanie, kto faktycznie go zlecił, jest możliwa tylko na poziomie logicznego odpowiedzenia na pytanie, kto zyskałby na śmierci Papieża. Przecież nie Bułgaria. Warto w tym kontekście wspomnieć, że obiecane 3 mln marek zamachowcy mieli dostać za pośrednictwem Bekira Celenka, ten z kolei miał je otrzymać z… ambasady sowieckiej w Sofii.

Kilku Bułgarów, którzy mogliby mieć coś do powiedzenia, zginęło. Już w 1986 r. w wypadku samochodowym poniósł śmierć kierujący wywiadem bułgarskim gen. Wasyl Kocew. Z końcem lat 80. bułgarskie służby zniszczyły większość dokumentów operacyjnych. W kolejnych latach umierali ludzie, którzy mieli wiedzę wybiegającą poza zachowane strzępy akt. W 1992 r. samobójstwo popełnił gen. Stojan Stojanow, nadzorujący operacje specjalne bułgarskich służb – potencjalnie najlepiej orientujący się w całości sprawy zamachu. W 1995 r. w wypadku samochodowym zginął Wasilew vel Petrow, a w 1997 r. śmiertelnie postrzelony na polowaniu Ajwazow vel Kolew.

Wyjaśnienie sprawy mocodawców zamachu jest niezwykle trudne ze względu na brak dostępu do źródeł. Wobec zniszczenia akt bułgarskich jednoznacznych dowodów trzeba szukać w archiwach KGB. Jednak na przeszkodzie wyjaśnieniu sprawy stanęła nie tylko niedostępność dokumentów, ale także brak woli. Jak bowiem kiedyś ocenił włoski sędzia Ferdinando Imposimato, który w latach 1986-1995 prowadził trzecie śledztwo w sprawie zamachu, ostatecznie – decyzją włoskiego parlamentu – zamknięte w 1996 r. bez sformułowania aktu oskarżenia: "W 1985 r., cztery lata po zamachu, kiedy papież spotkał się z Agcą i przebaczył mu, nie było już potrzeby nagłaśniania oskarżeń wobec krajów wschodnich, przede wszystkim Związku Sowieckiego i Bułgarii. Zamknięcie sprawy przez zrzucenie wszystkiego na szaleństwo fanatyka było wygodne dla wielu osób". Chodziło wówczas o niedrażnienie Moskwy, by nie zagrozić rozpoczynającemu się procesowi odprężenia.

I jest wciąż wygodne. Jeśli – wbrew faktom – przyjmiemy, że zamachu dokonał samotny szaleniec z "Szarych Wilków", nie będzie trzeba stawiać pytań, kto za nim stał. Nie usłyszymy wówczas, że morderstwa były jedną z metod działań komunistycznych służb. Nie tylko sowieckich, ale wszystkich państw bloku wschodniego. Nie trzeba będzie się dopytywać, czy ktoś poza Bułgarami mógł wspierać zamach. Czy na przykład jakąś rolę mogła w przygotowaniach do niego odegrać, wysoko oceniana przez Sowietów, rezydentura bezpieki PRL w Watykanie. Jeśli uznamy, że zamach zorganizowali islamscy fundamentaliści, nie będziemy musieli pytać, czy i co o przygotowaniach do niego lub o zacieraniu śladu tzw. wątku bułgarskiego wiedzieli zwierzchnik SB Czesław Kiszczak i jego polityczny patron Wojciech Jaruzelski. "Człowiek honoru" będzie więc mógł spać spokojnie.

Pisząc artykuł, korzystałem z roboczego maszynopisu książki.

Dr Filip Musiał

Autor jest pracownikiem Instytutu Pamięci Narodowej, kieruje Referatem Badań Naukowych w Oddziałowym Biurze Edukacji Publicznej w Krakowie.

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek