Waldemar Glodek: Mit niedobrych władz miejskich


passaic-nj-polskie-centrum-foto-anna-spiewakAnna Śpiewak w artykule „Dlaczego został zamknięty polski dom w Passaic?” w Nowym Dzienniku opisuje odebranie przez władze miasta zezwolenia na działalność Polsko-Amerykańskiego Centrum Kulturalnego w Passaic, New Jersey .

Powód utraty uprawnień prozaiczny. Nie przestrzeganie obowiązujących w mieście przepisów. Organizowanie imprez innych, niż przewiduje zezwolenie. Nie bez znaczenia był brak kontroli wokół Centurm i niewłaściwe zachowanie się rodaków uczestniczących w dyskotekach trwających do późnych godzin nocnych. Skargi okolicznych mieszkańców doprowadziły do odebrania zezwolenia na publiczne użytkowanie budynku. Nie dziwi, że wobec opisanych w artykule okoliczności władze miejskie podjęły tak drastyczną decyzję. Przeraża natomiast fakt niezrozumienia istoty problemu przez ludzi odpowiedzialnych za ośrodek. Decyzję uznają za krzywdzącą.

Jak władze miejskie maiały zareagować na skargi mieszkańców o niszczenie znaków parkingowych bez powodu, załatwianie fizjologicznych potrzeb pod sąsiadującymi z ośrodkiem domami, picie alkoholu przy zaparkowanych samochodach czy spółkowanie na parkingu pod oknami okolicznych domów?

Nad Pacyfikiem rodacy, uczestnicy imprez alkoholowych mają również szeroki repertuar by utrudnić życie tak organizatorom jak i sąsiadom okolicznych kamienic.

Dla zobrazowania „fantazji” ziomków przypomnę zdarzenie mające miejsce przed laty w Domu Polskim w San Francisco, którego byłem naocznym świadkiem.

Jeden z działających w tym czasie w miescie zespołów tanecznych organizował zabawę dochodową dla podreperowania swoich finansów. Wieczór rozwijał się wesoło i bawiono się wspaniale do momentu kiedy dwóch organizatorów (tak, organizatorów!) działających za alkoholowym barem zaczeło się naparzać. Zaangażowani w walce porzucili obsługę baru i szamocząc jeden drugiego wytoczyli się na parking. Jedni próbowali ich rozłączyć, inni uznali za stosowne przyłożyć im przy okazji.

Kiedy po szybkiej wymianie ciosów pokrwawili sobie nosy, niejako oprzytomnieli. Zdesperowani sięgneli po telefony i zadzwonili po policję! Jeden i drugi! Przekonani, że ten kto pierwszy zgłosi incydent będzie miał większą szanse na przechylenie sprawy na swoją korzyść. Kilka policyjnych samochodów zajechało pod Dom Polski błyskawicznie. Po spisaniu danych personalnych delikwentom przejaśniło się pod „sufitem” i szybko doszli do formalnego porozumienia unikając zapudłowania. Zabawa została zakończona folklorystycznym hasłem: „Stać orkiestra, szwagra biją!”. Rodacy z wolna rozjechali się do domów, w oknach sąsiednich budynków pochowały się zaspane głowy. Pogasły światła. Okoliczni mieszkańcy wrócili do swoich łóżek. Było koło 2 w nocy.

Nie był to odosobniony przypadek w historii Domu Polskiego w San Francisco.

Nie ma znaczenia, nad Pacyfikiem, czy nad Atlantykiem, wybryki rodaków ( i to bez znaczenia czy mieszkańców USA, czy ludzi ze stałym pobytem, może na wizie, może już bez wizy), bywają najczęściej powodem pisania skarg przez sąsiadów obiektów polonijnych organizacji. Skargi zaś skrupulatnie składane przez policję powodem do odbierania zezwolenia na działalność; co miało ostatnio miejsce w Passaic, NJ a przed laty również w San Francisco.

Waldemar Glodek, Kalifornia

www.polishclub.com

Przeczytaj:

Danna Spiewak – Dlaczego został zamknięty polski dom w Passaic?

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek