Warszawska Gazeta: Sprawa Michnika


adam-michnik-gen-kiszczak-foto-inter … ta wol­ność to już nie jest Two­ja spra­wa. I te­raz nie mo­żesz się już na­zy­wać przy­ja­cie­lem Je­rze­go Gie­droy­cia i Zo­fii Hert­zo­wej, tak­że Kon­stan­ty Je­leń­ski nie jest już Two­im przy­ja­cie­lem. Bo Oni by­li przy­ja­ciół­mi wol­no­ści. Wię­cej – by­li obroń­ca­mi na­szej wol­no­ści i wie­dzie­li, że mu­si­my ją mieć w jej wspa­nia­łej ca­ło­ści. Two­imi przy­ja­ciół­mi nie są już tak­że Jan­ka i An­to­ni Sło­nim­scy. An­to­ni był czło­wie­kiem wol­no­ści i na Twój wi­dok, gdy­by spo­tkał Cię w Alei Róż, pew­nie by się od­wró­cił, a na­wet (wie­my obaj, że po­tra­fił być bru­tal­ny – był bru­tal­nym obroń­cą wol­no­ści) splu­nął­by Ci pod no­gi. Te­go wła­śnie się do­cze­ka­łeś. Że­by bro­nić wol­no­ści, nie wy­star­czy wy­gła­szać mo­ral­nych ka­zań. Trze­ba jej bro­nić ca­łym swo­im ży­ciem…- Ja­ro­sław Ma­rek Rym­kie­wicz – „List do Mich­ni­ka”.

Dzie­sięć lat te­mu Te­le­wi­zja Pol­ska wy­emi­to­wa­ła film Je­rze­go Za­lew­skie­go o Zbi­gnie­wie Her­ber­cie za­ty­tu­ło­wa­ny „Oby­wa­tel Po­eta”. Do­sko­na­le pa­mię­tam ten dzień, gdyż to jest po­czą­tek mo­je­go pi­sa­nia w sie­ci – mi­ja wła­śnie dzie­sięć lat, ty­sią­ce tek­stów dłuż­szych i krót­szych, ale za­pew­niam – to nie jest na­łóg, to jest wy­bór. To jest for­ma obec­no­ści, uczest­ni­cze­nia w pu­blicz­nej de­ba­cie.

I przez po­nad dwa ty­go­dnie na stro­nie in­ter­ne­to­wej TVP to­czy­ła się dzień i noc dys­ku­sja o wszyst­kim – o Her­ber­cie i Mi­ło­szu, o Mich­ni­ku i sta­li­ni­zmie, o Pol­sce, i pa­mię­tam gło­sy wie­lu dys­ku­tan­tów. Zresz­tą ty­go­dnik „Na­sza Pol­ska” (nr 15 z 10 kwiet­nia 2001) za­ty­tu­ło­wał wy­bór wpi­sów in­ter­nau­tów (spo­śród kil­ku­set stron tek­stu) „Spór o Her­ber­ta – spór o Pol­skę” – Noc­ne Po­la­ków „cza­ty”.

Je­den z dys­ku­tan­tów pi­sał, że film jest wspa­nia­ły – „Wiel­kie bra­wa dla Pa­na Za­lew­skie­go” i py­tał, czy uczest­ni­cy dys­ku­sji po fil­mie  (Ja­cek Ża­kow­ski i Mi­ro­sław Cho­jec­ki trzy­ma­li stro­nę te­le­wi­zyj­nych cen­zo­rów) „ma­ją Po­la­ków za idio­tów?”. Film „Oby­wa­tel Po­eta” przy­niósł efekt po­rów­ny­wal­ny z wy­da­niem „Hań­by do­mo­wej” Jac­ka Trzna­dla.

Dla­cze­go to wszyst­ko przy­po­mi­nam?

Gdyż ju­tro ma się od­być pierw­sza roz­pra­wa w pro­ce­sie, któ­ry „Ga­ze­ta Wy­bor­cza” wy­to­czy­ła in­ne­mu Po­ecie – Ja­ro­sła­wo­wi Mar­ko­wi Rym­kie­wi­czo­wi.

Po­eta za­pra­sza na swój pro­ces pi­sząc, że: „To bę­dzie pro­ces, któ­ry po­ka­że, na czym po­le­ga i jak wy­glą­da wol­ność sło­wa w tym pań­stwie, w któ­rym te­raz ży­je­my, a któ­re mia­ło być – Nie­pod­le­głą Pol­ską”.

Ale po ko­lei – wróć­my do Her­ber­ta.

We­dług pro­gra­mu tv film Je­rze­go Za­le­skie­go miał być nada­ny o go­dzi­nie 22.35, ale „zdo­ła­no” czas emi­sji prze­su­nąć na 23.15. Dla­cze­go? Wy­ja­śnie­nie jest ba­nal­nie pro­ste. Po pro­stu  ro­bio­no wszyst­ko, by film miał jak naj­mniej­szą wi­dow­nię.

Przez po­nad pół ro­ku te­le­wi­zja trzy­ma­ła film „na pół­ce” i w tym cza­sie czy­nio­no wszel­kie moż­li­we sta­ra­nia („sta­ra­nia” to oczy­wi­sty eu­fe­mizm), by re­ży­se­ra zła­mać (to wła­ści­we okre­śle­nie), na­ci­ska­no i szan­ta­żo­wa­no, aby film ocen­zu­ro­wał, wy­ciął z nie­go kil­ka frag­men­tów. Je­rzy Za­lew­ski się nie ugiął.

Był to jaw­ny skan­dal, któ­ry uprzy­tom­nił te­le­wi­dzom, że tv „pu­blicz­na” jesz­cze w 2001 ro­ku sto­so­wa­ła prak­ty­ki ro­dem z PRL-u.

Czło­wiek złej wo­li

Co chcia­no ocen­zu­ro­wać?

Sło­wa, któ­re dzi­siaj zna pra­wie każ­dy in­ter­nau­ta, któ­re we­szły do ka­no­nu po­le­mik sie­cio­wych. Sło­wa Zbi­gnie­wa Her­ber­ta, któ­re są cy­to­wa­ne, gdy dys­ku­sja na in­ter­ne­to­wym fo­rum zej­dzie na Czer­ską i jej oko­li­ce: "Mich­nik jest ma­ni­pu­la­to­rem. To jest czło­wiek złej wo­li, kłam­ca. Oszust in­te­lek­tu­al­ny".

Dzi­siaj już wia­do­mo, że śro­do­wi­sko Mich­ni­ka (tzw. Czer­ska – sło­wo to funk­cjo­nu­je ja­ko epi­tet) osią­gnę­ło sku­tek od­wrot­ny od za­mie­rzo­ne­go. Wszy­scy już wie­dzą, w jak ni­skim po­wa­ża­niu miał swo­je­go by­łe­go przy­ja­cie­la Mich­ni­ka Zbi­gniew Her­bert.

Dla­cze­go by­łe­go?

Otóż po­eta w roz­mo­wie z Jac­kiem Trzna­dlem („Hań­ba do­mo­wa” – „Wy­pluć z sie­bie wszyst­ko”) mó­wiąc o znie­wo­le­niu elit w okre­sie sta­li­now­skim, przy­wo­łał zna­ne stwier­dze­nie Sta­li­na: nie trze­ba ku­po­wać na­ro­du, wy­star­czy mieć „in­ży­nie­rów dusz” – wła­śnie znie­wo­lo­ną eli­tę. To za­ła­twia­ło pro­blem znie­wo­le­nia spo­łe­czeń­stwa. I Her­bert mó­wiąc, że ten czas „hań­by do­mo­wej” nie po­zo­sta­wił po so­bie w li­te­ra­tu­rze dzieł na­wet zno­śnych i użył słów: „mój przy­ja­ciel Adam Mich­nik, spie­rał­by się o pew­ne po­zy­cje”.

Widz „Oby­wa­te­la Po­ety” do­wia­du­je się, że Her­bert prze­kre­ślił tę „przy­jaźń”. Pro­fe­sor Ja­cek Trzna­del mó­wi, że kie­dy przy­go­to­wy­wał do dru­ku roz­sze­rzo­ne wy­da­nie „Hań­by do­mo­wej”, Her­bert go po­pro­sił, aby z tek­stu usu­nął kil­ka słów: „Sło­wa „mój naj­uko­chań­szy przy­ja­ciel” skre­ślić gru­bą kre­ską”. Ży­cze­nie zo­sta­ło speł­nio­ne.

„Mich­nik czło­wie­kiem złej wo­li” – nie miej­sce, by ana­li­zo­wać spo­strze­że­nie Her­ber­ta, ale za­cy­tu­ję in­ne je­go sło­wa, mniej zna­ne. W wy­wia­dzie dla ty­go­dni­ka „So­li­dar­ność” (nr 48 z 11 li­sto­pa­da 1994) Oby­wa­tel Po­eta po­wie­dział – ko­niecz­ny ob­szer­ny cy­tat, któ­ry bę­dzie jed­no­cze­śnie uza­sad­nie­niem osą­du:

„Z Mich­ni­kiem bar­dzo się przy­jaź­ni­łem. Te­raz jest to dla mnie za­mknię­ta hi­sto­ria. Dla­cze­go na­sza przy­jaźń się skoń­czy­ła? Otóż prze­sta­łem ro­zu­mieć me­an­dry je­go my­śle­nia, wie­rzy­łem w je­go in­te­lekt, a tak­że w zwy­kłą uczci­wość – za­wio­dłem się.

Nie ro­zu­miem, dla­cze­go ty­lu mo­ich zna­jo­mych obu­rza, gnie­wa, iry­tu­je Mich­nik. Jest on kla­sycz­nym przy­kła­dem ko­mu­ni­stycz­ne­go DYZ­MY. Smut­na hi­sto­ria wy­jąt­ko­wo uzdol­nio­ne­go, peł­ne­go ta­len­tu chłop­ca, któ­ry do­szedł do lat, kie­dy to lu­dzie na­tar­czy­wie py­ta­ją, „co wła­ści­wie uczy­ni­łeś ze swo­ją he­ro­icz­ną mło­do­ścią”?

A on sta­cza się po rów­ni po­chy­łej w go­rącz­ko­wy ak­ty­wizm. Cy­nizm god­ny ad­mi­ra­to­ra „Księ­cia” i naj­po­spo­lit­szy ni­hi­lizm. Za­wiódł nie­mal wszyst­kich swo­ich przy­ja­ciół … „.

Z kro­ni­kar­skie­go obo­wiąz­ku do­dam, że Her­bert ze­rwał kon­tak­ty z Mich­ni­kiem po je­go re­ak­cji na „Hań­bę do­mo­wą”.
Przy­ja­cie­le

Od­kła­dam „So­li­dar­ność” i bio­rę do rę­ki nu­mer kra­kow­skich „Ar­ca­nów” z lu­te­go 1998 ro­ku i czy­tam roz­mo­wę z ko­lej­nym „za­wie­dzio­nym przy­ja­cie­lem”: „Mię­dzy 1966 a 1968 po­zna­łem oso­bi­ście Mich­ni­ka, pi­li­śmy so­bie wte­dy z ust, on czy­tał wszyst­ko, co ja gdzieś pi­sa­łem, ja in­te­re­so­wa­łem się nim”.

Au­tor tych słów to kry­tyk li­te­rac­ki To­masz Bu­rek, któ­ry przy­jaź­nił się z re­dak­to­rem GW po­nad dwa­dzie­ścia lat, a z je­go ro­dzi­ca­mi pod­trzy­my­wał ser­decz­ne wię­zi to­wa­rzy­skie.

Ro­zej­ście na­stą­pi­ło w oko­li­cach ro­ku 90, kie­dy pod­czas roz­mo­wy na py­ta­nie „cze­go się boi” To­masz Bu­rek od­po­wie­dział Mich­ni­ko­wi, że boi się men­tal­no­ści ko­mu­ni­stycz­nej i te­go pe­ere­lu, któ­ry zszedł (osła­wio­na gru­ba kre­ska) na in­ną płasz­czy­znę – za­ka­mu­flo­wa­nych ukła­dów in­te­re­sów, boi się te­go PRL, po któ­rym zo­sta­ły po­sta­wy, po­glą­dy i lu­dzie wciąż ope­ra­tyw­ni we wszyst­kich śro­do­wi­skach.

Tym­cza­sem dla Mich­ni­ka w tym cza­sie – tuż po „upad­ku” ko­mu­ni­zmu głów­nym za­gro­że­niem był na­cjo­na­lizm i kse­no­fo­bia, a więc wszyst­kie „pol­skie stra­chy”. Osta­tecz­ne ze­rwa­nie przy­jaź­ni na­stą­pi­ło, gdy To­masz Bu­rek w an­kie­cie o Ja­ru­zel­skim dla „Pul­su" po­wie­dział: jest to po­stać strasz­na, o żad­nej re­ha­bi­li­ta­cji nie mo­że być mo­wy, a stan wo­jen­ny był zbrod­nią.

Adam Mich­nik pu­blicz­nie sko­men­to­wał wy­po­wiedź Bur­ka sło­wa­mi, któ­rych ten nie chciał ani przy­to­czyć ani ko­men­to­wać. 

Dzi­siaj te „stra­chy” Mich­ni­ka są po­wszech­nie zna­ne, gdyż wie­lo­krot­nie dzie­lił się ni­mi – ale waż­niej­sze są in­ne spo­strze­że­nia To­ma­sza Bur­ka, któ­ry w róż­nych sy­tu­acjach wi­dy­wał „przy­ja­cie­la”. Miał go za czło­wie­ka ide­owe­go, ale ci, któ­rzy ob­ser­wo­wa­li go bar­dziej kry­tycz­nie uwa­ża­li go za gra­cza i am­bi­cjo­ne­ra. Po­strze­ga­li go ja­ko sza­chi­sta, któ­ry mu­si wy­grać każ­dą par­tię, a jak nie wy­gry­wa, to po pro­stu ko­pie sza­chow­ni­cę, zwa­la­jąc ją ze sto­łu.

„Tak trze­ba wi­dzieć je­go po­czy­na­nia za ku­li­sa­mi wy­da­rzeń i dzia­łal­ność w „Ga­ze­cie Wy­bor­czej" w la­tach 90. — on nie po­zwa­la pol­skiej sza­chow­ni­cy stać i part­ne­rom grać. Upra­wia per­fid­ną dy­wer­sję prze­szka­dza­jąc w ukon­sty­tu­owa­niu się sce­ny po­li­tycz­nej na nor­mal­nych de­mo­kra­tycz­nych za­sa­dach”.

Czy To­masz Bu­rek po­tra­fią­cy wy­ka­zać, że błę­dy, któ­re wy­ol­brzy­mia­ło się ja­ko błę­dy en­dec­kie, są ni­czym w sto­sun­ku do błę­dów for­ma­cji le­wi­co­wych po­stę­pow­ców mógł­by być dzi­siaj nie tyl­ko przy­ja­cie­lem, ale i bli­skim zna­jo­mym Mich­ni­ka? Bu­rek mó­wi w roz­mo­wie wprost: lęk Mich­ni­ka przed na­cjo­na­li­zmem czy kse­no­fo­bią pol­ską jest al­bo ma­ni­pu­la­cją, al­bo błą­dze­niem we mgle, al­bo aber­ra­cją. Ob­sta­wiam ma­ni­pu­la­cję. Te le­wac­kie lę­ki są prze­cież do­god­nym ali­bi dla „hań­by do­mo­wej”, czyż nie? 

Pro­ces

Zbi­gniew Her­bert o Mich­ni­ku –to ma­ni­pu­la­tor i czło­wiek zlej wo­li, ko­mu­ni­stycz­ny DYZ­MA, To­masz Bu­rek – nie po­zwa­la pol­skiej sza­chow­ni­cy stać i dzi­siaj Ja­ro­sław Ma­rek Rym­kie­wicz, ko­lej­ny by­ły przy­ja­ciel: „Adam Mich­nik jest skoń­czo­ny. To jest ko­niec je­go fał­szy­we­go mi­tu”.

Mich­nik nie wy­to­czył Her­ber­to­wi pro­ce­su, Czer­ska w in­ny spo­sób po­sta­no­wi­ła roz­pra­wić się z Po­etą. Nie bę­dę przy­po­mi­nał, w ja­ki spo­sób ze­msz­czo­no się na Her­ber­cie za je­go sło­wa, ale le­żą przede mną ar­ty­ku­ły z tam­te­go cza­su, któ­rych ty­tu­ły mó­wią wszyst­ko: Alek­san­der Ma­ła­chow­ski „Dru­ga twarz Her­ber­ta”, Wik­tor Wo­ro­szyl­ski – „Po­tę­ga złe­go sma­ku”, Pod­zio­mek – „Pan Co­gi­to w WC” czy Ma­rek Bey­lin – „Pan Co­gi­to ma kło­pot z de­mo­kra­cją”.

Po­tem Gie­Wu za­mie­ści­ła wy­wiad red. Ża­kow­skie­go z wdo­wą po po­ecie, i prze­pro­wa­dzo­no ak­cję lu­stra­cyj­ną „pań śled­czych” (okre­śle­nie Her­lin­ga) z „Ga­ze­ty Wy­bor­czej” w Ne­apo­lu u Gu­sta­wa Her­lin­ga – Gru­dziń­skie­go. Usi­ło­wa­no po­słu­żyć się au­to­ry­te­tem pi­sa­rza, ale in­try­ga lu­stra­cyj­na się nie uda­ła. Her­ling po­wie­dział, że to nie był zwy­kły wy­wiad, ale prze­słu­cha­nie. „Śled­cze” z GW przed­sta­wi­ły pi­sa­rzo­wi spre­pa­ro­wa­ny i nie­peł­ny tekst li­stu Her­ber­ta do Mi­ło­sza.
Cza­sy się zmie­nia­ją, trud­niej o grub­szą in­try­gę, więc dzi­siaj Czer­ska po­etów cią­ga po są­dach. „Wy­bor­cza” mo­że do wo­li lżyć i znie­wa­żać – ale niech ktoś po­wie choć jed­no sło­wo praw­dy o tych pa­nach: „O, na to oni ni­g­dy się nie zgo­dzą. Są nie­ty­kal­ni – mó­wi Rym­kie­wicz.

A w li­ście otwar­tym na­pi­sał do Mich­ni­ka: „Kie­dyś – daw­no te­mu – by­li­śmy przy­ja­ciół­mi. Te­raz pra­gniesz mnie po­sta­wić przed są­dem, po­nie­waż na­pi­sa­łem praw­dę: że je­ste­ście – Ty i Twoi lu­dzie – spad­ko­bier­ca­mi Ró­ży Luk­sem­burg i jej strasz­li­wej idei wy­na­ro­do­wie­nia Po­la­ków (oraz wszyst­kich in­nych na­ro­dów) – idei pod­ję­tej po­tem przez Ko­mu­ni­stycz­ną Par­tię Pol­ski”. Uwa­żasz, że się my­lę? Świet­nie! To dla­cze­go gro­zisz mi są­dem, za­miast pod­jąć ze mną dys­ku­sję?”

„Ten pro­ces to jest ko­niec Ada­ma Mich­ni­ka. W na­szym ję­zy­ku ist­nie­je po­ję­cie śmier­ci cy­wil­nej. Oka­zu­je się, że moż­li­we jest tak­że cy­wil­ne sa­mo­bój­stwo. Za­pra­szam wszyst­kich na mo­je prze­mó­wie­nie na sa­li są­do­wej”.

Cen­zor

Bro­ni­sław Wild­ste­in uwa­ża, że na sa­li są­do­wej spo­tka­ją się Po­eta z Cen­zo­rem, spo­tka się Pol­ska Rym­kie­wi­cza z Pol­ską Mich­ni­ka.

Gdy­byż to by­ło ta­kie pro­ste, gdy­byż tyl­ko o to cho­dzi­ło.

Po pierw­sze nie są­dzę by ist­nia­ło coś ta­kie­go jak „Pol­ska Mich­ni­ka”, na­pi­sał­bym ra­czej o świe­cie Mich­ni­ka i przede wszyst­kim to, co jest naj­waż­niej­sze – dla­cze­go Mich­nik jest cen­zo­rem?  O ja­ką staw­kę to­czy grę?
O tym za­pew­ne za ty­dzień, prze­cież je­stem rów­nież mich­ni­ko­lo­giem. Punk­tem wyj­ścia uczy­nię świe­żo od­kry­ty w or­ga­nie PZPR ar­ty­kuł z 1954 ro­ku – „Na­sza Tra­dy­cja”. Cho­dzi o ta­jem­ni­czą spra­wę re­ha­bi­li­ta­cji przy­wód­ców KPP. 
Chy­ba, że wy­da­rzy się coś nie­zwy­kłe­go, wy­ma­ga­ją­ce­go na­tych­mia­sto­wej re­ak­cji.

Rekontra

Za: warszawskagazeta.pl, polityka, 21 marca 2011

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek