Waldemar Glodek: Nasze poczucie humoru


stanczyk-jan-matejko

Kto z jakiej partii odszedł i do której zostal “przynależniony” zgodnie z ostatnią “rozpiską” głównych dyrygentów odpowiedzialnych za polską scenę polityczną to w ostatnich dniach najczęstrze tematy wrzucane przez publikatory. “Spontaniczne” roszady międzypartyjne to nic innego tylko próba wciągnięcia społeczeństwa w emocje “ostrej walki” wyborczej zamiast rzeczowej oceny dokonań rządu i postaw parlamentariuszy w czasie ostatniej kadencji.

Kiedy rankiem zasiadam do komputera to w Polsce już wszystko co ważniejsze na ten dzień zostało powiedziane, napisane, załatwione i na internetowych portalach zamieszczone. Odnoszę wrażenie, że jest to przesłanka dla wielu rodaków wystarczająca dla ocenienia, że Polska przoduje. A jak nie przoduje to przynajmniej wyprzedza Stany Zjedoczone o te kilka godzin o które słońce w Polsce wschodzi wcześniej. Gdy Amerykanie pijąc poranną kawę zabierają się do działania nad Wisłą już pełny relaks, bambosze i TVN. Z tego też zapewne powodu przekonanie nadwiślańskiech namiestników o dobrze spełnionym obowiązku. Na nieszczęście te przekonania udzielają się znacznie szerszemu gronu.

Kto tu rządzi? Gromkim głosem zaznaczył swoją wyższość zalany małżonek wracając do domu późną porą. Ale szybko sam sobie odpowiedział zobaczywszy zaspaną ślubną z wałkiem do ciasta w ręku. I tak z przybliżeniem można przyjąć za reguły jakim podlegają panujący nam zwierzchnicy. Wałek możemy uznać za polski ale uruchomienie ręki nie jest w naszej krajowej gestii.

Kilka dni temu natrętnie pasjonowano nas przejściem dotychczasowego posła z listy SLD (dawnej PZPR) dra Arłukowicza w szeregi zgłaszonych w ramach akcji wyborczej na listach PO, zresztą partii też daleko czerwieni swymi korzeniami nie odbiegającej.

Co do źródeł pezetpeerowskiego panowania nam nad Wisłą to starsi już to przerabiali. Młodzież zaś wyrastająca na nowych programach szkolnych i telewizyjnych, tworząca nowe elity partyjne ma “swój pogląd” i często lekceważy badania historyków z IPN.

Przed laty, zarówno PiS jak i PO zdecydowanie odrzucały wszelkie związki z przewodnio nam panującą przez pół wieku bez mała PZPR. Kiedy jednak kontrkandydat do władzy przeliczył dokładniej okazało się, że rozbieżności nie były zbyt duże. Temat uśpiono. Zaś fachowcy od przekształceń okrągłostołowych rozgrzeszająco zauważyli, że jednak w żadnej z nich ilość czerwonych nie przekraczała połowy ówczesnego ogółu członków. I tak uwierzyliśmy, że pezetpeerowskie zaszłości nie mają żadnego wpływu na naszą rzeczywistość bo w demokracji liczy się większość.

W odróżnieniu od wcześniej wymienionych partii pretendujących do wygranej w przyszłych wyborach SLD czuje się bardziej komfortowo. Kwestia zakłopotania ilością członków dawnego PZPR wśród tak zwanej partii lewicy demokratycznej nie istnieje. Można jedynie zastanawiać się kto nie wytrzymał w wierności czasie zawirowań w PZPR i nie dotrwał do “wyprowadzenia sztandaru” i później?

Zdecydowane forsowanie przez rządzących przedłużenia wyborów do dwóch dni to nic innego jak sygnał, że nawet obowiązująca ułomna ordynacja nie daje im gwarancji zwycięstwa. To czego nie da się zrobić w jeden dzień, można pewniej zrobić w dwa, szczególnie w “tę jedną noc”.

Sprawa służb specjalnych, zarowno wojskowych jak i cywilnych w rozgrywkach o władzę nie podlega dyskusji. Jest tajna albo super tajna. O nienaruszalności tego tematu przekonały nas ostatnie wyroki wydane jawnie w super tajnych procesach o inwiligację gdy już obowiązywały kiszczakowsko- wolnościowe reguły. Albo pewne detale nie zostały dokładnie sprecyzowane pod okrągłym stołem albo na fali zachłystywania się wolnością niepoprawnie zinterpretowane przez dociekliwych. Ale te niuanse niezgody – jak zwykle – niezwłocznie są naprawiane. Dlatego sugerowanie zaangażowania się służb specjalnych czy to krajowych czy zagranicznych, byłych i nie byłych, w promowanie którejś z partii w nadchodzących wyborach to “zwykła prowokacja”.

Powróćmy do tematu roszad personalnych wśród “filarów” polskiej sceny politycznej. Niezadowolenie społeczne narasta. Rządzący liczą, że wybory zapewnią utrzymanie partii z okrągłostołowym rodowodem w dobrej kondycji. Mimo zewnętrznych utarczek między partiami, czy to w Sejmie, czy Senacie, powinni znaleść się właściwi ludzie bez względy do której partii należą i do tego zmierza przedłużenie czasu trwania wyborów. Zapewnienie ciągłości okragłego stołu okazuje się najważniesze, Dotychczasowe głosowania w wielu istotnych dla Polski kwestiach w obydwu izbach są wystarczająco przekonywującym argumentem do zauważenia działającej w polskim parlamencie korporacji okrągłostołowej. Czy w Magdalence zobowiązania lojalności były składane na piśmie czy tylko ustnie w zasadzie nie ma żadnego znaczenia. Dylematy? Gen. Kiszczak ciągle ma wszystko pod kontrolą, schorowany człowiek.

Skoro żadna z rządzących partii nie jest zainteresowana zmianą ordynacji wyborczej to jest jasny znak, że nie ważne jest czy pani Kluzik-Rostowska to jeszcze PJN czy już PO, czy też gdzie wraca pan Bielan albo skąd odchodzi pan Libicki. Chcemy czy nie chcemy, sposób wyborów do władz, czyli ordynacja wyboracza, jest istotnym prawem wyłaniania reprezentantów.

Aktualnie obowiązująca ordynacja wyboracza jest zła i nie spełniają oczekiwań społeczeństwa. Utrudnia się dyskusję o jednomandatowych okręgach wyborczych. Podrzuca nam się nowinki o przejsciach między partiami, czy też pokrętne uzasadnienia wyższości wyborów dwudniowych nad jednodniowymi. A jak tego jeszcze za mało, to pod ręką są Chińczycy od autorstrad, kibole od matoła, stadiony w ciągłej budowie i temu podobne anegdoty. Oby do wyborów.

Wcale nie przesadzają inne nacje twierdząc, że mamy swoiste poczucie humoru. Oj mamy, mamy!

Waldemar Glodek, Kalifornia
9 czerwca 2011
www.polischlub.org

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek