Marek Langalis: Grecja jako finansowy narkoman. Unia jako diler. Przestroga dla Polski!


greece-european-central-bank-photo-interNa nic zdał się plan ratunkowy opiewający na kwotę około 110 miliardów euro, który dla Grecji przygotowały: Komisja Europejska, Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz Europejski Bank Centralny. Teraz trwa oczekiwanie, kiedy Grecja ogłosi swoje bankructwo. Konsekwencje dla greckich obywateli będą ogromne. Czy nasz rząd wyciągnie z tego jakąkolwiek lekcję dla siebie?

Grecja na swoją pozycję pracowała konsekwentnie od wielu lat. Rozpasanie, wszędobylskie państwo oraz rozdawnictwo doprowadziły do tego, że dziś pozostaje wyczekiwanie na tego odważnego, który powie: „Nasze państwo zbankrutowało”. Na razie jest to odkładanie decyzji w czasie, ale pewne jest, że musi to nastąpić. Dług publiczny zbliża się niebezpiecznie do granicy 160% PKB. Na koniec ubiegłego roku wynosił 142,8% PKB, a na koniec 2009 roku „zaledwie” 127,1% PKB. W liczbach bezwzględnych jest to ponad 350 miliardów euro.

Obecny minister finansów Grecji, Jeorios Papakonstantinu, 25 maja powiedział, że jeśli nie dostanie kolejnej, wynoszącej 12 miliardów euro transzy pomocy z KE, MFW i EBC, to nie będzie miał pieniędzy na nic – na emerytury, pensje urzędników, zasiłki. Sytuacja jest na tyle dramatyczna, że coraz poważniej mówi się o restrukturyzacji greckiego długu. Na razie przedstawiciele Komisji Europejskiej nie chcą w ogóle o tym słyszeć. Grecja chciałaby anulowania połowy zadłużenia, co pozwoliłoby jej na złapanie oddechu i przygotowanie się do spłaty chociaż części pożyczek. Jeżeli miałoby dojść do jakiejś reformy greckiego zadłużenia, to KE postuluje raczej wydłużenie terminu spłaty niż anulowanie jakiejkolwiek części długu.

Greckie życie ponad stan

Problemy Grecji to klasyczny przykład absurdalnego rozrostu państwa i polityki igrzysk dla ludu (dosłownie). Oto jeszcze w 1999 roku dług Grecji wynosił ok. 122 miliardów euro. Wtedy zaczęły się przygotowania do organizacji najbardziej kosztownej imprezy na świecie, czyli Igrzysk Olimpijskich. Grecy w swoich działaniach byli tak opieszali, że jeszcze na kilka dni przed oficjalnym rozpoczęciem zawodów trwały prace budowlane na wielu obiektach. Tempo prac, jakie zostało narzucone w ostatnich miesiącach, spowodowało śmierć 18 osób zatrudnionych przy budowie olimpijskich obiektów. Koszty znacznie przekroczyły plany. Szacuje się, że tylko wybudowanie obiektów sportowych kosztowało ok. 10 miliardów dolarów. Jednak to nie był jeszcze tak duży problem i wydatek – nawet dla dość niewielkiej greckiej gospodarki. O wiele większym było pytanie, co zrobić później z obiektami sportowymi. Są to przeważnie bardzo nowoczesne (czytaj: drogie w utrzymaniu) areny. Grecja nie gości na tyle dużo imprez sportowych, by stale zapełnić kibicami swoje hale i stadiony, a obiekty trzeba utrzymywać i rokrocznie do nich dopłacać.

Przez 11 lat grecki dług wzrósł o ponad 200 miliardów euro, czyli uległ potrojeniu. A w tzw. międzyczasie nie robiono nic, żeby z nim walczyć. Nie wycofywano państwa z kolejnych dziedzin gospodarki, nie urealniano pensji urzędników (jeszcze w zeszłym roku przysługiwały im trzynaste i – uwaga – czternaste pensje!) – po prostu trwano. Jedyne, czym Grecja się wsławiła, to oszukiwanie Komisji Europejskiej odnośnie swojego stanu zadłużenia. Proceder polegał na tym, że bank Goldman Sachs (który pomagał Grekom w całej akcji) pożyczał Grekom dolary i jeny, po czym przeliczano to zadłużenie na euro, ale nie po rynkowym kursie, lecz po takim, który był korzystny dla Grecji, by móc pokazać Komisji Europejskiej niższe zadłużenie. A wyemitowane w ten sposób obligacje i tak w przyszłości (ich wykup przypada na lata 2012-2017) będzie trzeba wykupić w dolarach czy jenach. Szacuje się, że dzięki tym mechanizmom, Grecja mogła w latach 2002-2004 rokrocznie zaniżać na papierze swój deficyt o ok. 2% PKB.

Pożyczka czy wykup

Problemy Grecji od początku przerażały czołówkę europejskich polityków. Włączenie tego kraju do strefy euro i pozwolenie na korzystanie z bardzo taniego kredytu (stopy procentowe ustanawiane przez Europejski Bank Centralny obecnie są na poziomie 1,25% – w Polsce jest to poziom 4,25%) doprowadziło Greków do katastrofy. Prawdopodobnie wszystkie pożyczone pieniądze zostały przejedzone, bo trudno uznać za inwestycje budowę hal sportowych, do których trzeba teraz dopłacać. Świadczy o tym chociażby fakt, że minister finansów uzależnia wypłatę świadczeń emerytalnych od spływu kolejnej transzy pożyczki. Czyli innymi słowy: Grecja finansuje obecne emerytury z pożyczek! Jest to jawna redystrybucja dochodu z młodego pokolenia na pokolenie emerytów. Obecnie średni wiek przechodzenia na emerytury w Grecji to 61 lat, rząd już podjął decyzję, że wiek ten zostanie podwyższony do 65 lat, bez wyjątków, a same emerytury zostaną „znacząco” obniżone.

Przez rok od przyznania 110-miliardowej pożyczki w euro Grecja nie zrobiła nic, by zapobiec swoim problemom. Zachowywała się jak narkoman, którego leczenie Komisja Europejska chciała zacząć od przekazania największej ilości narkotyków w historii. Czy poprzez taką terapię można narkomana oduczyć zażywania narkotyków?

Greccy politycy (ale i również społeczeństwo, które na nich głosowało, a dziś domaga się jeszcze większego socjalu) ponoszą odpowiedzialność za to, do jakiego stanu doprowadzili swój kraj. O wiele ciekawsze jest jednak to, jak uniokraci chcą odzyskać pożyczone Grecji pieniądze. Nie jest tajemnicą, że gdy Grecja negocjowała przyznanie jej pożyczki, niemieckie i francuskie przedsiębiorstwa kończyły rozmowy z greckimi politykami w sprawie sprzedaży sprzętu wojskowego. I dziwnym przypadkiem tuż przed przyznaniem pomocy Grecja podpisała odbiór niemieckich łodzi podwodnych (których z powodu wad technicznych nie chciała odebrać przez sześć lat) o wartości 2 miliardów euro oraz zamówiła francuski sprzęt wojskowy na sumę 2,5 miliarda euro. W sprawie kontraktu dotyczącego niemieckich łodzi podwodnych toczy się prokuratorskie postępowanie wobec greckich decydentów, którzy mieli wziąć za pozytywne rozstrzygnięcie kontraktu 55 milionów euro łapówki (a więc 2,75% wartości kontraktu). Gdy grecka opinia publiczna dowiedziała się o wojskowych zamówieniach, zawrzało na ulicach.

Słysząc zapowiedzi wielkich cięć budżetowych (z których ostatecznie nic nie wyszło), ludzie protestowali przeciwko wydawaniu 4,5 miliarda euro na niemiecki i francuski sprzęt. Prawdopodobnie był to jednak warunek konieczny przyznania pomocy finansowej. Nie jest też tajemnicą, że tak naprawdę Francja i Niemcy nie pomagały Grecji, tylko swoim bankom. Ponad jedna trzecia greckich obligacji znajdowała się w rękach francuskich i niemieckich banków (na koniec 2010 r. było to ponad 100 miliardów euro). Zawieszenie przez Grecję spłaty swoich zobowiązań mogło zagrozić całemu systemowi bankowemu w Niemczech i Francji. Dlatego też prezydent Francji Nicolas Sarkozy oraz kanclerz Niemiec Angela Merkel od początku dążyli do wciśnięcia Grekom pomocy. A że przy okazji załatwili interesy swojego przemysłu wojskowego, to tylko należy ich docenić za dbanie o przemysł swojego kraju.

O wiele groźniejsza dla Greków jest obecna debata na temat spłaty udzielonych pożyczek. Mówi się o tym, że Grecja będzie musiała sprywatyzować wszystko, co się da. W poniedziałek 23 maja grecki premier Jeorios Papandreu ogłosił listę instytucji przeznaczonych do sprzedaży. Są tam m.in.: zakład gazowniczy DEPA, lotnisko w Atenach, Bank Pocztowy, monopolista dystrybuujący energię PPC, porty w Pireusie i Salonikach, udziały w największej na Bałkanach firmie telekomunikacyjnej OTE, monopolista gier liczbowych OPAP (odpowiednik polskiego Lotto), fabryka samochodów ciężarowych, huta aluminium, mniejsze porty lotnicze i morskie oraz prawa do opłat za użytkowanie greckich autostrad. O ile sam fakt prywatyzacji należy ocenić pozytywnie, to jej proces z pewnością będzie skandaliczny. Tak duża i szybka wyprzedaż przez przyparty do muru rząd może oznaczać tylko jedno – katastrofalnie niską cenę sprzedaży na szkodliwych dla greckich konsumentów warunkach (np. przyznanie gwarancji monopoli dla sprzedawanych firm – w tym aspekcie Grecy mogą się uczyć od swoich polskich kolegów po fachu, którzy podobne transakcje mają w jednym palcu).

Bardziej zaskakujące jest jednak to, że może się okazać, iż to nie grecki rząd będzie sprzedawał wszystkie przedsiębiorstwa, lecz specjalna komisja powołana przez greckich wierzycieli. Na taki pomysł wpadł wpływowy w kręgach unijnych luksemburski premier Jean-Claude Juncker. W rozmowie z „Der Spiegel” powiedział: „Musimy ją [tzn. prywatyzację – przyp. M.Ł.] kontrolować tak, jakbyśmy sami ją przeprowadzali”. Premier Luksemburga spotkał się już w tej sprawie z rozdającą karty w tej grze kanclerz Niemiec Angelą Merkel. Unijni urzędnicy szacują, że jest możliwe wyciągnięcie z greckiej prywatyzacji ok. 50 miliardów euro do 2014 roku (to zaledwie jedna siódma całego zadłużenia).

Jest bardzo ciekawe, jakie warunki udzielenia 110 miliardów euro pożyczki podpisał rząd Grecji. Czy całkowicie zrzekł się ostatnich namiastek suwerenności w przypadku problemów ze spłatą zadłużenia?

Marek Langalis

Zrodlo: Najwyzszy CZAS! – Europa – oblicza socjalizmu – 15/06/2011

  Podziel się:
Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek