Aleksanders Ścios odpowiada na pytania blogerów Blogmedia24.pl (czesc III & IV)


confidential-2Dzisiaj część trzecia.

 

Redakcja Blogmedia24.pl:

6. Smoleńsk. Słowo klucz do zrozumienia rzeczywistości po 10 kwietnia. Wypadek, zamach przenicowany na rosyjski bardak czy kombinacja operacyjna z udziałem kilku służb specjalnych? Kiedy wg Pana wypłynie prawda?

Aleksander Ścios :

Smoleńsk jest nie tylko kluczem do zrozumienia rzeczywistości po 10 kwietnia, ale stanowi wydarzenie finalne, bilansujące cały okres III RP. Jest najgłębszym aktem oskarżenia wobec tworu powołanego na mocy paktu „okrągłego stołu”. Bez utrwalania tego układu, bez stałej obecności rosyjskiego „trzeciego elementu”, bez oparcia rządów PO na najbardziej prymitywnych reakcjach społecznych – nie byłoby tej tragedii. Stanowi „ukoronowanie” dwudziestolecia III RP i okresu rządów PO-PSL, wieńczy bandycką misję tzw. dziennikarzy i ich mediów, jest ostatecznym sukcesem polityki łajdaków i zdrajców, nienawidzących polskości i dążeń polskiego narodu.

O prawdziwości tej tezy świadczą reakcje po tragedii. Nie były tylko znakiem głupoty bądź zaprzaństwa. Trzeba je postrzegać jako naturalne i zgodne z racjami nielicznej, wynarodowionej grupy bękartów zamieszkującej terytorium Polski. Ci ludzie oczekiwali takiego finału, był przez nich pożądany, upragniony i potrzebny. Dla nich – śmierć w Smoleńsku nie oznaczała tragicznej zagłady elity narodowej, polskiego prezydenta i dziesiątków wartościowych postaci życia publicznego. Ta śmierć przynosiła bowiem uspokojenie ich lęków, karmiła nienasyconą nienawiść i otwierała drogę do totalnego zagarnięcia państwa. Likwidowała przeszkody i pozwalała rabom na powrót do kremlowskiej „macierzy”. Ludzie nie posiadający więzi z własnym narodem i jego tradycjami, nie mogli smoleńskiej tragedii nadać innego wymiaru, niż wynikało to z ich ograniczeń, potrzeb i oczekiwań.

Pora, żebyśmy zrozumieli tę prawdę i nie uciekali przed świadomością podziału na My i Oni. Nie po to, by dzielić lecz po to, by ujść z życiem. „Optymizm nie zastąpi nam Polski” – pisał Mackiewicz w roku 1944. Im szybciej pozbędziemy się złudzeń i dostrzeżemy, że tragedia smoleńska ukazała najgłębsze, najtrwalsze, bo tworzone od dziesięcioleci  podziały – tym większą mamy szansę obrócić w dobro ofiarę tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem.

Za tym, że mamy do czynienia z działaniem zorganizowanym i celowym,  przemawiają co najmniej trzy przesłanki faktyczne zaistniałe po 10 kwietnia:

– prowadzenie kompleksowej, spójnej i wielowymiarowej kampanii dezinformacji w zakresie relacjonowania przebiegu zdarzenia i ustalenia jego przyczyn, wszczętej natychmiast po tragedii oraz jej  kontynuowanie w formie wspólnych działań władz FR i III RP. Dezinformacja jest bronią używaną wówczas, gdy zachodzi potrzeba wprowadzenia odbiorcy w błąd, gdy trzeba go oszukać, by ukryć prawdę niewygodną i niebezpieczną dla interesów sprawcy. Zastosowanie dezinformacji na taką skalę, tuż po tragicznym wydarzeniu dowodzi, że temat przewodni oraz jego wsporniki zostały ustalone wcześniej.

– zawarcie tajnego porozumienia między Donaldem Tuskiem i Władimirem Putinem, na mocy którego pracujące w Smoleńsku wojskowe komisje – polską i rosyjską, zastąpiono rosyjską komisją gen. Anodiny, oddając tym samym w ręce Rosji całe postępowanie w sprawie katastrofy i pozbawiając Polskę jakichkolwiek narzędzi do jej zbadania,
– odrzucenie przez Sejm III RP wszystkich uchwał i rezolucji dotyczących postępowania w sprawie tragedii smoleńskiej, tj.: rezolucji w sprawie wezwania Prezesa Rady Ministrów do wystąpienia do władz Federacji Rosyjskiej o przekazanie stronie polskiej prowadzenia postępowania w sprawie katastrofy samolotu TU-154 z dn.6.05.2010 (Druk nr 3032), rezolucji wzywającej Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska do podjęcia działań zmierzających do rzetelnego wyjaśnienia przyczyn katastrofy z dnia 10 kwietnia 2010 r. specjalnego samolotu TU-154M z polską delegacją na pokładzie z dn. 23.09.2010 (Druk nr 3477) , projektu uchwały w sprawie stanowiska Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej wobec końcowego Raportu Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego dotyczącego przyczyn katastrofy TU-154M z 10 kwietnia 2010 r. z dn. 13.01.2011 (Druk nr 3791), projektu uchwały w sprawie stanowiska Sejmu RP wobec potrzeby wyjaśnienia wszystkich przyczyn katastrofy TU 154M z 10 kwietnia 2010 r. z dn. 18.01.2011 (Druk nr 3792), rezolucji w sprawie wezwania Rady Ministrów do niezwłocznego podjęcia działań na forum międzynarodowym w celu prezentacji polskiego stanowiska w sprawie badania przyczyn katastrofy polskiego statku powietrznego Tu-154M na terytorium Federacji Rosyjskiej w dniu 10 kwietnia 2010 roku z dn. 10.02.2011 r. (Druk nr 3882)

To bezprecedensowe działanie „reprezentantów narodu” oznacza, że mamy do czynienia z jasno wyrażonym oficjalnym stanowiskiem grupy rządzącej: nie będzie zgody na badanie sprawy śmierci polskiego prezydenta, nie będzie woli politycznej, by wyjaśnić okoliczności tragedii. Oznacza również pełne przyzwolenie na realizację rosyjskiego scenariusza.

Redakcja Blogmedia24.pl:

7. Czy istnieje "polska frakcja" w służbach specjalnych? Tu i za granicą? Które służby "polskie" przeznaczyłby Pan do reformy a które do likwidacji? Wywiad/ kontrwywiad czy wojskówka/ cywilny?

Aleksander Ścios :

W III RP służby są organem wykonującym polityczne dyrektywy, co w praktyce czyni z nich narzędzie służące utrzymaniu władzy różnych grup interesów, politycznych i ekonomicznych. Cztery lata rządów obecnego układu doprowadziły do zniszczenia pro państwowej misji służb i uczyniły z nich „zbrojne ramię” partii rządzącej. Analogie z PRL są w pełni zasadne, również dlatego, że o zadaniach dzisiejszych służb rozstrzygają byli funkcjonariusze bezpieki lub ludzie przez nich ukształtowani. Czynnikiem decydujących o degradacji służb było powierzenie stanowisk dowódczych ludziom z „klucza BMW” – (biernym, miernym ale wiernym) oraz rozpętanie spektakularnej „wojny służb” , która na wiele lat uczyniła z nich formacje niezdolne do zapewnienia bezpieczeństwa obywateli. Pamiętamy, że wszyscy nowi szefowie służb powołani przez PO-PSL rozpoczynali swoje rządy do czystek personalnych, wewnętrznych audytów, poszukiwania haków na poprzedników, niszczenia ich dokonań i pospolitego donosicielstwa. Takie praktyki, rodem z lat 30 Związku Sowieckiego zniszczą każdą formację. Burzą wzajemne zaufanie i uniemożliwiają współpracę między poszczególnymi służbami.

Jeśli nawet są w nich ludzie kompetentni i oddani swojej pracy, nie mają żadnych szans na awans. Dość dostrzec kaliber postaci stojących na czele służb, by zrozumieć, że są one dziś ostoją niekompetencji i politycznej dyspozycyjności. Decyzje o likwidacji miejsc pamięci (muzeum na Oczki), korzystanie z wzorców putinowskich czy sięgnięcie po doświadczenia byłych esbeków i partyjnych funków ( Skorża, Barcikowski) świadczą o powrocie do modelu peerelowskiego.

Ponieważ nie można zreformować czegoś, co jest zgniłe do fundamentów, nie może być mowy o jakiejkolwiek reorganizacji służb. Trzeba je zbudować od podstaw, w oparciu o ludzi młodych, nie uwikłanych w przeszłość kombatancką czy peerelowską.

W świadomości społecznej musi przestać funkcjonować mit (rozpowszechniany przez esbeków) jakoby opcja zerowa zagrażała bezpieczeństwu państwa. Prawdziwym zagrożeniem dla państwa i obywateli jest  obecny, patologiczny układ.

Redakcja Blogmedia24.pl:

Dlaczego wśród blogerów politycznych dużo jest bytów zbiorowych? Analizujących w zespołach jako pojedyncze nicki?

Aleksander Ścios :

Rozumiem, że jest to pytanie skierowane do domniemanego „eksperta”, ponieważ sam byłem wielokrotnie podejrzewany o twórczość kolektywną. Na szczęście tego rodzaju spekulacje przeciął portal Nowy Ekran, śmiało identyfikując Ściosa jako Piotra Bączka. Obawiam się jednak, że nawet ta identyfikacja nie uśmierzy podejrzeń, że za moim pseudonimem skrywa się pół Komisji Weryfikacyjnej WSI lub jeden Antoni Macierewicz.

Niestety nie wiem, ilu jest wśród blogerów „bytów zbiorowych”, choć nie podzielam opinii, by było to zjawisko powszechne.

Można natomiast zauważyć, że funkcjonuje sporo „spółdzielni blogerskich” – grup wzajemnego wsparcia lub adoracji, powiązanych ukrytymi więzami. Są osoby – nicki wyraźnie zadaniowane, działające w celu propagowania rozmaitych tematów, rozbicia dyskusji, wywołania konfliktów lub skierowania jej na boczne tory. Anonimowo pisze również wielu dziennikarzy i w tym zakresie mam kilka mocnych hipotez.  Są też ludzie ze służb, choć ich akurat najłatwiej rozpoznać (choćby po języku i narzucanej odbiorcy tematyce)  i zneutralizować.

Po 10 kwietnia pojawiło się w blogosferze zjawisko nowe – wysyp nicków-ekspertów analizujących okoliczności tragedii smoleńskiej. To rzecz poważna, bo wśród nich może być kilka zespołów ewidentnie uczestniczących w kampanii dezinformacji. Znajdują grono zwolenników i rezonatorów, mają własne strony internetowe i blogi. Sądzę, że ok. 90% wszystkich hipotez powstałych w sieci po 10 kwietnia  jest dziełem dezinformacji.

Redakcja Blogmedia24.pl:

Kongres "Polska – Wielki projekt" – czy prelegenci przekonali Pana do prezentowanego projektu "konserwatywnej modernizacji Polski" i czy może się Pan odnieść do tego projektu?

Aleksander Ścios :

Można byłoby nazwać ten projekt „konserwatywną modernizacją Polski”, gdyby zamiast terminów Fukuyamy, według których go opisano, użyć dalece bardziej adekwatnego języka Józefa Mackiewicza i zdefiniować obecną rzeczywistość poprzez skutki śmiertelnej choroby -komunizmu. Zabrakło konsekwencji i intelektualnej odwagi, by rezygnując z poziomu socjologicznego opisu (chwilami bełkotliwego) przejść do głębokiej, historycznej analizy.

O ile podzielam diagnozę o „wielkim zerwaniu” więzi społecznych, o tyle nie uważam, by możliwe i konieczne było ich odbudowywanie według formuły proponowanej w projekcie. Owe „wielkie zerwania” należy odważnie przyjąć jako efekt historycznych procesów, w których tworzy się tożsamość narodowa. Są  konieczne, by z niespójnej wielości, skażonej przekleństwem komunizmu stworzyć jedność, naród.  Ich zasypywanie lub  zamiar odbudowy na dotychczasowym fundamencie, przypomina próbę składania nie pasujących puzzli, jest bardziej aktem ideologicznej szarlatanerii, niż działania na rzecz narodu.

Już sam termin „modernizacja” zdaje się wskazywać na intencję poprawy lub modyfikacji stanu obecnego, a nie budowania od nowa, od podstaw. To ważna wskazówka, pozwalająca ocenić tę myśl w kategoriach kontynuacji. Widać to również po błędnej ocenie okresu komunizmu, jako jednego z wielu  „upadłych projektów modernizacyjnych”.

Na tym wywiad z Aleksandrem Sciosem sie konczy.

Zrodlo: BLOGMEDIA24.PL

Czesc I & II: Aleksanders Ścios odpowiada na pytania blogerów Blogmedia24.pl

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek