Izraelska potrzeba pieniędzy


moneybagPrzed wizytą amerykańskiego prezydenta w Warszawie zza Atlantyku dał się słyszeć żydowski apel, aby Barack Obama jeszcze raz wywarł presję na polskie władze w sprawie zwrotu mienia.

Ostatnie spotkanie  w sprawie żydowskich roszczeń wobec Polski miało miejsce w Pradze, a obecność swoją tam zaznaczył Władysław Bartoszewski.  Prawdopodobnie jedna z dyrektyw danych mu przez Donalda Tuska głosiła, że państwo polskie nie ma środków finansowych, aby tego rodzaju roszczenia zaspokoić. Jeśli premier zastosował unik, to dobrze. Brak jednak dowodu, aby obecny gabinet zdecydowanie odrzucił tak bezczelne żądania, przed którymi ugięła się choćby Szwajcaria.

Przy okazji niedawnej wizyty Benjamina Netanyahu w Waszyngtonie amerykański prezydent powiedział, iż utworzone niepodległe państwo palestyńskie powinno obejmować granice, jakie istniały przed wojną w 1967 roku. Reakcja izraelskiego premiera była taka sama jak przy kilku innych okazjach – zamruczał sobie pod nosem, że amerykański prezydent może powtarzać takie słowa, ile razy zechce, dla premiera izraelskiego będzie to miało taki sam skutek, bo on co swoje i tak wie.

Wspominamy o tym nie dlatego, żeby pokazać polityczne iskrzenie między tymi państwami, ale żeby przejść do tego, o czym obaj politycy dobrze wiedzą, to znaczy do zbierania wśród amerykańskich Żydów funduszy transferowanych następnie do Izraela. Bez tych pieniędzy, idących w dziesiątki, a po tylu latach to już w setki miliardów dolarów, jak też bezzwrotnych zapomóg amerykańskich władz federalnych, Izrael nie miałby szans na przetrwanie ani na uzbrojenie swej armii.

A mimo to Żydom pieniądze się kończą. Źródełko niemieckie już jest suche, poza tym nie bardzo wiadomo, jak zdobyte w Szwajcarii dolary zostały rozdysponowane. Trzeba więc sięgnąć do innego źródła, a ma nim być Polska.
Izraelska potrzeba pieniędzy wynika ze społecznej oraz demograficznej rzeczywistości, w jakiej znajduje się teraz ten kraj – piszą niektórzy polityczni specjaliści. Od 1996 do 2011 roku ludność państwa wzrosła o 2 miliony. Najszybciej rośnie liczba ludności palestyńskiej zamieszkałej w granicach izraelskich – Palestyńczyków jest tam już ponad półtora miliona. Jeśli przyrost ludności utrzyma się na tak wysokim poziomie, zada to bardzo bolesny cios istnieniu Izraela jako państwa rozwiniętego i zamożnego. Nie mając kapitału na obsłużenie obywateli, w efekcie może stanąć on w obliczu bankructwa – jak Grecja. Stąd też niektórzy politycy izraelscy myślą już o spowodowaniu emigracji, czytaj: wypędzeniu, tych Palestyńczyków, którzy nadal mają swe miejsce zamieszkania w granicach  Izraela.

Andrzej Niedzielski

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika "Nasza Polska" z 21 czerwca 2011 r. (Nr 25 (815))

Zrodlo: Nasza Polska – 21 czerwca 2011

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek